BLOGOSFERA

Indyjska dekada – praca dzieci

Wydawałoby się, że w kraju dysponującym tak nieograniczonymi zasobami siły roboczej praca dzieci nie ma najmniejszego sensu, ale niestety tak nie jest. Co gorzej, wcale nie jest to zjawisko marginalne.

Liczby przerażają. Ponoć jako pomoce domowe pracuje 7-17 mln dzieci. Dane pokazują, że największym “rynkiem pracy” jest Delhi, z głównymi źródłami podaży Bihar, Jharkhand, West Bengal, Assam, Chattisgarh, Odisha i Uttar Pradesh. A prace domowe, to nie wszystko, dzieci pracują w zakładach, warsztatach i niezliczonych garkuchniach.

źródło: commons.wikimedia.org

źródło: commons.wikimedia.org

Prawnie nie jest to możliwe. Na podstawie najnowszego ustawodawstwa praca dzieci jest zakazana. W wielu fabrykach widzę ogłoszenia, aby nie zgłaszały się osoby poniżej 18 lat. Niektóre zakłady mają certyfikaty, że nie zatrudniają dzieci. Przydatne jest to szczególnie w firmach, które eksportują wyroby konsumpcyjne do Europy i USA. Wieść o zatrudnianiu dzieci mogłaby się fatalnie odbić na sprzedaży lub nawet spowodować zakończenie współpracy z odbiorcami. Polskie firmy, z którymi współpracuję absolutnie nie zgadzają się na żadne dzieci w fabrykach naszych dostawców, zresztą ci producenci nie robiliby tego i bez naszych żądań.. Niemniej inni mogą być mniej drobiazgowi. A pokusa jest. Płaca minimalna w Delhi to 5000 INR miesięcznie. Robotnicy w zakładach nie są bynajmniej bezwolną masą. Potrafią domagać się podwyżek, czy żądać zapłaty za nadgodziny. Dziecko prawdopodobnie tego nie zrobi, a bezwzględny pracodawca to wykorzysta.

Niestety niechlubny, a zapewne sporu udział w eksploatacji pracowników, w tym często dzieci ma klasa średnia, często wykształcona, bywająca za granicą. Dobra pomoc domowa potrafi się cenić, a każdy na niej właśnie chciałby oszczędzić. Widzę to u siebie w bloku, przez długi czas na tablicy ogłoszeń wisiała kartka z płacami maksymalnymi za różnego rodzaju prace. Teoretycznie, gdyby ktoś żądał więcej, to nie wpuszczono go by na teren society. Z wolnym rynkiem wiele to wspólnego nie ma. Teraz ta lista zniknęła. Może ‘ze starości”, a może z powodu utraty aktualności. Kilkakrotnie, choć nieczęsto widywałem, wydawało mi się dzieci, może te osoby miały powyżej 18 lat? Takich dzieci nie widać, nie ma ryzyka kontroli, jak w fabryce. Na pewno dziecko nie będzie się awanturowało z pracodawcą, jest mniejsza szansa na kradzież, itd. Być może „popyt” zwiększają częste relacje w gazetach o służbie mordującej, lub okradającej swoich pracodawców. Być może zatrudnienie dziecka uważa się za „bezpieczniejsze”.

Teoretycznie zatrudnianie dzieci nie powinno być możliwe. Każdy służący, aby w ogóle mógł zamieszkać na terenie society musi przejść weryfikację policyjną, więc od razu wydałoby się, że to dziecko. Zdarzają się przypadki, że pracownicy zatrudniają swoje dzieci do pomocy. To widzę u dhobi (dziś to prasowacz), czasem u sprzątaczki. Ale to akurat jest legalne.

Pomoc domową zatrudnia się najczęściej, przez tzw. placement agency. W NCR szacuje się, że takich agencji jest ok 3000 (licencjonowanych i nielicencjonowanych). Prawdopodobnie ok. 30% zatrudnia też dzieci. Każda agencja jest w stanie umieścić 60-100 dzieci, jako pomoce domowe, prowizja za dziecko wynosi INR 20,000-50,000. Dziecko „zarabia” ok. INR 1.500-4.500 miesięcznie. Teoretycznie te pieniądze powinno otrzymywać ono, lub jego rodzice, ale często tak nie jest. Widać więc, jak gigantyczny jest to biznes. Szacuje się go 2,5 – 8 mld USD rocznie.

A fabryki, czy służba domowa to nie wszystko. Istnieją też sex workers. Część z nich to pewnie też dzieci. Wiele miast ma swoje „dzielnice czerwonych latarni”.

Na ulicy widać, jak bezwzględnie wykorzystują dzieci żebracy. Dziecko jest obowiązkowym „rekwizytem”. To jest koszmarne, ale już nawet nikt na to nie zwraca uwagi. Zresztą dzieci wykorzystują też sprzedawcy. Często szczególnie pod Bramą Indii sprzedawca podaje dziecku zabawkę czy balonik. Co może zrobić rodzic? Musi zapłacić, albo zabrać swojemu dziecku zabawkę i oddać.

Co zmusza dzieci do pracy? W większości nie są to bynajmniej dzieci porwane i uprowadzone. Przede wszystkim bieda. W przeraźliwie przeludnionych północnych stanach nie ma pracy. Często wysłanie do pracy dziecka jest jedynym sposobem na zdobycie w ogóle jakichkolwiek środków finansowych, a ponadto znika jeden brzuch do wykarmienia. Czasami rodzice mają długi.

Nie można powiedzieć, że rząd nic nie robi. Nieuczciwych pracodawców zwalcza policja, na policji działają też helplines, działają NGO. Zatrudnianie dzieci, czy w ogóle praca niewolnicza są karalne. Regularnie udaje się uwolnić grupę dzieci, ale to wszystko mało.

„Otoczenie” wcale nie ułatwia sytuacji. Pracodawca może powiedzieć, że dziecko oświadczyło, że ma 18 lat. Nie ma dowodów osobistych, ani konieczności posiadania innych dokumentów, nie ma przymusu szkolnego. Dzieci zastane w fabryce mówią, że przyszły tu na wycieczkę, a czasem zanim policja przyjedzie po prostu znikają.

Nie mamy prawa też twierdzić, że jesteśmy tak całkiem bez winy. Znałem kiedyś osobę zajmującą się z ramienia chyba ILO zwalczaniem pracy dzieci. Jak była skuteczna, nie wiem, ale kosztowała gigantyczne pieniądze. Wynajęto jej willę w najdroższej dzielnicy, oczywiście kierowca, samochód, itd. Przypuszczam, że gdyby zatrudnić kogoś bardziej racjonalnie starczyło by może na miseczkę ryżu dla każdego biednego dziecka w Delhi.

Oczywiście są domy, gdzie służących traktuje się prawie jak członków rodziny, dzieci przychodzą na miejsce rodziców i służących się nie zwalnia, nawet gdy nie są w stanie już pracować.

Czy są szanse na zmianę? Do jakiegoś stopnia mogą pomóc programy aktywizacji ekonomicznej obszarów wiejskich, ale najbardziej skuteczne byłoby ograniczenie przyrostu naturalnego.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Indyjska dekada – praca dzieci Reviewed by on 29 czerwca 2014 .

Wydawałoby się, że w kraju dysponującym tak nieograniczonymi zasobami siły roboczej praca dzieci nie ma najmniejszego sensu, ale niestety tak nie jest. Co gorzej, wcale nie jest to zjawisko marginalne. Liczby przerażają. Ponoć jako pomoce domowe pracuje 7-17 mln dzieci. Dane pokazują, że największym “rynkiem pracy” jest Delhi, z głównymi źródłami podaży Bihar, Jharkhand, West

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

komentarze 2

  • Tak naprawdę, to za wyzysk dzieci jesteśmy winni my dorośli. Chcemy towarów po kilka PLN, a to czesto okupione jest nieludzkimi praktykami w fabrykach. Gorzej, bo ta bieda przenosi się do nas. Jak nasza produkcja ma byc konkurencyjna w porównaniu z tą, gdzie ma się robotnika za przysłowiową „miskę” zupy? A nazywamy to cięciem kosztów, managera, który zamwia takie produkty określamy, jako „wizjonera” itp.

  • Najbardziej okrutne i najbardziej niesprawiedliwe jest to, że te niewinne małe istoty są ofiarami nas dorosłych złoczyńców!

    Taki los tych dzieci jest niesprawiedliwy!

    Nie znam osobiscie sytuacji w Indiach dotyczącej wykorzystywania bezprawnie dzieci.

    Bardziej się orientuję na ten temat powiązany z Chinami, gdzie dziecko w/g statusu praw obywatelskich jest przyszłością narodu.

    Gdy podróżóję po Chinach spotykam wiele przypadków ”biednych dzieci”, ale nigdy nie przyszło mi ich widzieć w skrajnej biedzie zmuszonej do pracy na rzecz nas dorosłych.

    Ciągle ubolewamy nad tym, że człowiek od wieków drugiemu człowiekowi jest nieprzyjazny.

    I cóż z tego! Nic w tym kieruku się nie zmienia.

    Nawet pod Pańską notką nikt nie raczy się umieśić swych skromnych komentarzy.

    Ludzie stali się obojętni na krzywdę ludzką!

    POZDRAWIAM ..

    i życzę wytwałości. ( z opowiadań przyjaciół ”znających ” Indie mam wrażenie, że nie łatwo sprostać pewnym dylematom)

Pozostaw odpowiedź