BLOGOSFERA

Indyjska dekada – Monsun

Dwarka - New DElhi

W niedzielę 9 sierpnia mieliśmy dzień typowo monsunowy. Przez całe przedpołudnie lało.  Mocniej, czy słabiej, ale nie przestawało. Nawet później, po deszczu było tak wilgono, że musiałem włączyć w samochodzie klimatyzację, ponieważ nawet otwarcie okien nie wystarczało na odparowanie szyb. Z kolei wilgoć spowodaowała, że włączenie klimatyzacji w sypialni natychmiast zamieniło ją w lodówkę, niemniej wyłączyc też było ciężko, ponieważ było tak lepko, jakby człowiek oblał się miodem.  Czuje się nawet zapach tej lepkości.  Podczas deszczu pojechałem rowerem po naszej dzielnicy, licząc, że zrobię jakieś ciekawe zdjęcia potopionych samochodów, ale mi sie nie udało. Wody było sporo, ale przynajmniej w Dwarce z ulic nie robiły sie potoki. Nie byłem wprawdzie w dwóch najciekawzych miejscach, czyli tunelu pod linią kolejową i początku estakady, gdzie mogła się gromadzić woda zbierajaca się z wiekszej powierzchni, ale nie chciałem przeopaść na zbyt długi czas. Zamoczył się za to mój telefon, ale udało się go odsuszyć.

P1220927

Monsun w Delhi ma bowiem pewne cechy charakterystyczne. Przychodzi na początku lipca i trwa na ogół do końca sierpnia, ale w ostatnich latach przesunięcia w czasie bywały całkiem duże.

W Indiach monsuny różnią się, czasem, jak również ilością wody. Do Ladakhu monsun nie dociera w ogóle. W Delhi nie jest to bynajmniej ściana wody. Bywają intensyne deszcze, ale bywa i kapuśniaczek. Statystycznie jest podobnie, jak w Polsce. Średni roczny opad w Polsce to 600 mm a w Delhi 790 mm.

Zieleń staje się żywsza i znika jej przybrudzenie.  Spada temeperatura, po czerwcowym piecu jest to ulga, ale chwilowa, natura wkłada nas do  szklarni. Nie wiadomo co gorsze. Wszystko się lepi. Najlpeiej ubrać się w szorty i t-shirt z ramiączkami.  Garnitury i długie spodnie są koszmarem.  Uczucie jak w zbroi, którą trudno zdjąć. Do tego jest tak wilgotno, że nic nie chce schnąć. Dotykając gazetę ma się wrażenie, że ona zamokła i tylko została podsuszona.  Podobnie książki robią wrażenie, jakby przechowywano je w wilgotnej piwnicy.  Nigdy nie widziałem w antykwariatach stuletnich ksiażek. Nie wiem też, jak sobie radzą w archiwach.

Gleba pod Delhi jest bardzo mało przepuszczalna. Kiedyś w po dwugodzinnym deszczu w „dzikim” terenie pomiedzy Delhi a Gurgaonem w niektórych wąwozach zebrało się tyle wody, że sięgała po piersi.

Z drugiej strony w czasie deszczu nie ma uczucia nieprzyjemnego zimna, jak w Polsce.  Jeżeli tylko odzież jest ospowiednio cienka, to można chodzić po deszczu.

Jedno ze skrzyżowań w Dwarce.

Ale monsun sprawia też kłopoty. Na poczatku wymienię rozplenienie się komarów, małych muszek i często innego paskudztwa. Z dziur wypełzaja też węże, ponoć pod Delhi można je czasem spotkać na ulicach i to takie, że głowa i ogon są po przeciwnych stronach drogi. Niemniej jeżdżąc do fabryk nie miałem jeszcze przyjemności takiego spotkania. Ale po krzakach lepiej wtedy się nie włóczyć.

Ale największy wpływ maja chyba deszcze monsunowe na ruch uliczny. Nawet kilkunastominutowy, ale dość silny deszcz powoduje często zablokowanie ruchu. Winny jest z pewnością niewystarczający sytem drenów, ale z drugiej strony wszelkiego rodzaju plastiki blokują przepływ wody, a nie gniją, samoczynnie udrożniajac kanały. Do tego ulice często są nieprawidłowo wyprofilowane tworząc niecki, gdzie zbiera się woda. Zupełny dramat bywa we wszelkiego rodzaju tunelach. Woda spływa ulicami z dużych powierzchni, więc np 5 cm opad, powoduje powstanie basenu o głębokości nawet 50 cm, a to już jest za dużo dla większosci samochodów.  Na przykład Dwarkę z „resztą świata” łączą 2 poważniejsze drogi, z których każda ma taki krótki, ale zawsze „tunel”. Czasami bywa więc, że zostajemy całkowicie odcięci od świata.

Ponadto przeźroczyta to ta woda nie jest. Jak do tego dodamy brak wiary kierowców w lokalne pzredsiębiorstwa budowy drug (prasa pisze, ze mafia drogowa jest największa w Indiach), to mało kto odważa się jechać przez wodę, gdy nie widzi „dna”. A może tam jest metrowa dziura?  Automatycznie więc ruch kanalizuje się na najwyższym pasie, gdzie jakoś tam widac podłoże. I z ulicy trzypasmowej, robi się jednopasmowa dróżka. Często widać stłoczone samochdy, podczas gdy po pustych zalanych pasach jadą autobusy, lub czasami nawet samochody osobowe. Prawdopodobnie kierowcy znają tą drogę, i wiedzą, że nie ma tam żadnych przykrych niespodzianek.

Często woda gromadzi sie na drogach serwisowych, ale te miejsca z kolei lokalesi znają. Często padaja światła uliczne + woda i małe poszanowanie do zasad ruchu i robi się totalne zamieszanie, jak bitwa czołgów pod Prochorowką.  Dlatego zdarzają się dni, że po nawet lekko więcj niz średnio intensywnym deszczu Delhi  kompletnie się korkuje.

Czasami trzeba brodzić piechotą.  Znając problemy z czystością w Indiach, to wejście po kostki lub głebiej do takiej szarej wody, nawet jeżeli konsystencją nie przypomina brei, nie jest przyjemnoscią. Tym przydatniejszy staje się rower, ale jakoś w Indiach wśród ludzi zamożniejszych nie spopularyzował się.

Nie wiem czemu, ponoć z przyczyn bezpieczeństwa, zwalnia też metro.

We wrześniu, kiedy monsun sie kończy, chyba każdy się cieszy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Indyjska dekada – Monsun Reviewed by on 27 sierpnia 2015 .

W niedzielę 9 sierpnia mieliśmy dzień typowo monsunowy. Przez całe przedpołudnie lało.  Mocniej, czy słabiej, ale nie przestawało. Nawet później, po deszczu było tak wilgono, że musiałem włączyć w samochodzie klimatyzację, ponieważ nawet otwarcie okien nie wystarczało na odparowanie szyb. Z kolei wilgoć spowodaowała, że włączenie klimatyzacji w sypialni natychmiast zamieniło ją w lodówkę, niemniej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

Pozostaw odpowiedź