BLOGOSFERA

Indyjska dekada – Delhi na rowerze

To wcale nie jest sport tak ekstremalny, jakby mogło się wydawać.  Kierowcy jeżdżą wprawdzie może nie jak szaleni, ale bez poszanowania dla niczego, z własnymi pojazdami włącznie, na szczęście dość wolno. Głównie dlatego, że nie ma gdzie się rozpędzić. Rowerzysta nie ma żadnych praw, ale za to rowerzyści  skutecznie odgrywają się jeżdżąc parami obok siebie, wjeżdżając na estakady i spowalniając ruch, gdzie nigdy nie odważyliby się wjechać w Polsce z powodu wysokich mandatów. Jeżeli chodzi o wypadki, to chyba jednak najwięcej ginie motocyklistów.

Jest kilka obszarów wręcz znakomitych do jazdy rowerowej.  Teren wokół Uniwersytetu Delhijskiego w północnym Delhi, Lutjensowskie Nowe Delhi, rejon pierwszego miasta w Delhi z Qutub Minarem i Parkiem Archeologicznym Mehrauli (Mehrauli Archeological Park), zamożne dzielnice południowego Delhi czy Gurgaon.

Te tereny nie są za bardzo zatłoczone, mają liczne drogi serwisowe, bądź mało uczęszczane uliczki, jazda jest spokojna, a spore odległości (zbyt duże dla pieszego) czynią rower tym bardziej przydatnym. Ale nawet w innych częściach miasta jest dość w miarę spokojnych tras. Jest sporo kładek nad głównymi ulicami, czasem trafiają się tunele. Z dzielnicy dyplomatycznej do Dwarki, ok 16 km, ruchliwe ulice trzeba przekraczać raptem 2 razy. Nie jest więc specjalnie niebezpiecznie.

Problemem jest wypożyczenie roweru. Wypożyczalnie niby są przy kilku stacjach metra, ale albo nie ma boya zawiadującego wypożyczalnią, albo rowery nie maja powietrza, a jak już maja, to są tak ogólnie trupowate, że jeżdżenie nimi nie jest przyjemnością. Wracając do boya. Przyjeżdżamy raz na stację Pragati Maidan. Boya nie ma. Idziemy do service centre do metra, gdyż to metru „podlega” akurat ta wypożyczalnia. „Boy będzie za 10 minut”. OK. Przychodzimy po 10 minutach. „Boya dziś nie będzie”. Fajna synekura.

Kiedyś w tym miejscu udało mi się pożyczyć rower. Był nawet napompowany. Ale siodełko było najniżej jak można, w położeniu fabrycznym. Mam 183 cm wzrostu, czyli oznacza to obijanie kolanami o kierownicę. Oczywiście w punkcie żadnego klucza nie było. Pożyczyliśmy klucze na stacji benzynowej, ale siodełko i tak opadało. Niemniej nawet  w takich warunkach jazda w rejonie India Gate i Pałacu Prezydenckiego była bardzo sympatyczna.

Rower okazuje się być coraz bardziej praktyczny na zatłoczonych ulicach. Nie stoi się w korkach, nie ma problemu z parkowaniem.  W niektórych dzielnicach jest wręcz idealny na mniejsze odległości.  Np w jednej z najbogatszych dzielnic Delhi – Vasant Vihar, samochody często stoją na posesji jeden za drugim, więc wyprowadzenie tego, który stoi na końcu, aby przejechać kilkaset metrów jest bardziej mozolne, niż tego warte. Riksz jest niewiele, a do zwykłego sklepu potrafi być kilkaset metrów.  Moja dzielnica (Dwarka) przypomina osiedla typu Przymorze czy Żabianka w Gdańsku, tylko jest znacznie większa, więc rower  mógłby być  idealnym rozwiązaniem.  Pojechać po zakupy, po dziecko, załatwić jakaś drobną sprawę.  Ale nie jest.  Owszem na rowerach jeżdżą dzieci, kilku entuzjastów, ale to wszystko. Rzadko widać na rowerach dorosłych, to znaczy takich dorosłych, których stać na kosztowniejszy środek komunikacji. Dlaczego?

Tu wchodzi chyba postrzeganie własnej pozycji, rzecz bardzo ważna w społeczeństwie indyjskim. Jeżeli mnie na coś stać, to muszę to pokazać, choćby kosztem wygody. Dochodzi do paradoksów. Do licznych u nas parków ludzie dojeżdżają samochodami, aby potem tam biegać czy spacerować. Nikt nie wpadł na to, że można przyjechać rowerem. Byłby mniejszy ruch na ulicach i trochę wysiłku fizycznego na rozgrzewkę. Podobnie na kilu rynkach. Parkowanie przy nich jest koszmarem, ryzykiem odholowania samochodu i nie wiem, czym tam jeszcze, ale kupujący rowerami nie przyjeżdżają.  Rowerem jeżdżą biedni, chociaż to są rowery typu Ukraina.  Te z przerzutkami  już trochę kosztują, ale widocznie postrzegania nie poprawiają.

Jeżeli chodzi o praktyczne rozwiązania, to też niestety Delhi nie zachwyca. Nie ma fotelików dla dzieci. W środkach komunikacji publicznej, choćby były puste, roweru przewozić nie pozwalają, choć nie jest nigdzie napisane, że nie wolno.  Raz pojechałem na Airport Metro. Jest przygotowane do przewozu ludzi z dużymi bagażami. Zapytałem o możliwość przewozu roweru. Raz od razu odpowiedzieli, że nie wolno, za drugim pomyśleli i ostatecznie orzekli, że jeśli rower zmieści się w skanerze (ciekawe po co chcieli go skanować, wszak jest ze stali), to można.  Nie zmieścił się. Od biedy można rower zabrać do rikszy akumulatorowej, ale te nie wszędzie jeżdżą i mają mały zasięg.  Z „mojej”  Dwarki do centrum jest 14 km.  W ostrym słońcu, po hałaśliwej ulicy, to wątpliwa przyjemność. Myślałem o przewiezieniu roweru samochodem, ale nie chciał się zmieścić nawet po odkręceniu przedniego koła. Jakżeby się przydał nasz Jubilat czy Flaming (może niektórzy Czytelnicy je pamiętają). Nie zauważyłem tego typu rowerów w sklepach.

Kiedyś z kolegą z Niemiec pojechaliśmy samochodem do Manesar na NH8 na drodze do Gurgaonu, a stamtąd rowerem do Palwal na drodze od Agry, gdzie czekał na nas kierowca. Ale to juz była większa wyprawa. Rowery były z zamkami do wymontowania koła jednym ruchem, dysponowaliśmy Toyotą Innova z kierowcą, a i tak dało się zabrać tylko 2 pasażerów z rowerami. Czyli było to już całkiem spore przedsięwzięcie.

Nie pomaga też geografia. Latem jest gorąco, a jazda po zachodzie słońca jest już bardziej ryzykowna. Wszyscy jeżdżą na długich światłach, więc światełka rowerowego niezbyt widać, jeśli się je w ogóle ma. Tereny wokół Delhi porośnięte są krzakami z kłującymi kolcami, które bez najmniejszego problemu przebijają opony. Wprawdzie miejsc, gdzie można załatać przebicie jest dużo, ale na ogól nie ma ich wtedy, kiedy potrzeba.  Mistrzostwo tych naprawiaczy jest niesamowite. Kiedyś wysłałem jednego ze swoich pracowników, aby dał do załatania dętkę w moim rowerze. Po jakimś czasie wrócił, twierdząc, że się nie da. Rozpytuje go i dowiaduję się, że w punkcie łatania dętek nikt nawet nie odkręcił koła.  No to niby skąd wiedzą, jeżeli nawet nie wyjęli detki? Zburczałem go nieco, a później sam się przekonałem, że jest to możliwe. Dętkę naprawia się nie odkręcając koła.  A cała sprawa zajmuje może w 5 minut.  Pytałem o jakieś wzmocnienia na opony w Indiach i w Polsce, ale powiedziano mi, że na takie kolce nie będą one skuteczne.

 

Niemniej, bardzo zachęcam do korzystania z roweru w Delhi, jeżeli tylko będzie po temu możliwość.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Indyjska dekada – Delhi na rowerze Reviewed by on 17 lipca 2014 .

To wcale nie jest sport tak ekstremalny, jakby mogło się wydawać.  Kierowcy jeżdżą wprawdzie może nie jak szaleni, ale bez poszanowania dla niczego, z własnymi pojazdami włącznie, na szczęście dość wolno. Głównie dlatego, że nie ma gdzie się rozpędzić. Rowerzysta nie ma żadnych praw, ale za to rowerzyści  skutecznie odgrywają się jeżdżąc parami obok siebie,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

Pozostaw odpowiedź