Artykuły

Blow Horn I. Szelezińskiej: Slumworld. Bombajskie dzielnice nędzy

obrazek9W ramach Blow Horn dziś reportaż Iwony Szelezińskiej o indyjskich dzielnicach nędzy. Za miesiąc opublikowana zostanie druga część: Iwona Szelezińska odwiedzi mieszkańców slumsów i porozmawia z nimi na temat ich obecnej sytuacji.

Gdy zapada zmrok tę część miasta obleka ciemność. Może nie ciemność absolutna, bo niemalże w każdym domu czy warsztacie płoną świece albo tli się blade światło łysej żarówki, jednak brak ulicznego oświetlenia sprawia, że mrok wżera się w przestrzeń, a przychodząca noc jest odczuwalna niemal fizycznie. Ciemność i cisza. I tak aż do wschodu słońca, kiedy to milion par oczu otworzy się, by w geście błogosławieństwa powitać nowy dzień. Nowy dzień wypełniony pracą. W upale i tłoku. Zaczyna się ruch, z każdą minutą nowego dnia ludzie ruszają się szybciej i szybciej, by zdążyć ze wszystkimi sprawunkami do zmierzchu, przed zapadnięciem zmroku, przed porą odpoczynku. Niestety nie każdy ma szansę się wygodnie wyłożyć, rozprostować kości, wyciągnąć strudzone pracą obolałe ciało. W slumsie nie ma miejsca.

Dharavi, slums rozciągający się na przestrzeni 223ha (czyli niecałych 2,5km2), jest określany największym slumsem Azji, a przez niektórych nawet świata, choć ani jedno ani drugie stwierdzenie nie jest prawdziwe, jest domem dla …. kto to wie, kto wie dla ilu … 600 tysięcy … nie … więcej … nieoficjalnie dla miliona Hindusów. W Dharavi nikt dokładnie nie wie, ilu ma sąsiadów. Jest ich dużo, za dużo, z każdym rokiem więcej. Ludzie przyjeżdżają tu ze wszystkich stron kraju. Po długiej i męczącej podróży docierają do Bombaju, biznesowego centrum Indii, miasta nadziei i świateł. Przybywają tu z wiarą w lepsze jutro i ogromnym pragnieniem zaspokojenia głodu. Z żądzą przetrwania rzucają się w wir 18-to milionowej aglomeracji. Szukają w niej sobie miejsca, żeby tylko jakoś zacząć, jakoś przetrwać, na początku skromnie, z nadzieją na większy dostatek w przyszłości. Jeśli nie mają wystarczających oszczędności na wynajem choćby najciaśniejszego lokum, a mieszkania w Bombaju są kosmicznie drogie, to mają zaledwie dwa wyjścia, dwie darmowe noclegownie, w których zawsze się musi znaleźć miejsce i które nigdy nikogo nie odrzucą, ulicę albo slums.

Kierunek: Dharavi

Według statystyk połowa mieszkańców Bombaju, mieszka w slumsach. Największy z nich, a z pewnością najstarszy i najlepiej zorganizowany to właśnie Dharavi, ulokowany niemalże w centralnej części Bombaju, pomiędzy dwiema głównymi liniami kolejowymi, w sąsiedztwie ekskluzywnej dzielnicy Bandra, giełdy diamentów i wytwórni filmowych Bollywood. Dharavi jest jak wir, konstruujące się od trzech pokoleń mrowisko, rozlewająca się na boki masa zajmująca każdy skrawek pustej przestrzeni, a przestrzeni w Bombaju brakuje. To miasto powstałe na połączonych ze sobą nabrzeżnych wyspach, ma bardzo ograniczoną powierzchnię, jest ciasne i zatłoczone, rosnące w górę. Takie też są bombajskie dzielnice nędzy. Gdy spojrzymy na Dharavi z lotu ptaka, początkowo widzimy brunatną masę, która jednak układa się w strukturę ściśle do siebie przylegających elementów. Każdy z nich jest prawie taki sam, rozsypujący się i brudny. To dachy nielegalnie tu postawionych domów, lepianek wybudowanych naprędce z materiałów, jakie były dostępne, głównie blachy falistej, plastikowych butelek, jakiejś papy, folii, gałganów materiału. Labirynt ciasnych, wijących się przedziwnie ulic, obła konstrukcja kształtująca się nieprzerwanie już przez ponad sto lat. Gdy zniżymy loty i zajrzymy do środka Dharavi zobaczymy ogromny żywy organizm, funkcjonujący w jedynie sobie znany sposób, pełen kadzidlanych woni, gry światła i cieni, płomieni, zaduchu i oleistych zapachów. Pełen ludzi. Wielobarwne sari kobiet, dzwoneczki na kostkach wybijające rytm ich stóp, sztuczne złoto zwisające z uszu, bransolety połyskujące na nadgarstkach. Spocone plecy mężczyzn czyszczących ogromne beczki po oleju piętrzące się przed nimi jak chwiejna piramida. Dzieci, jak zawsze krzykliwe i uśmiechnięte, goniące się i chowające w zakamarkach slumsu. Dzieci pracujące, ze spuchniętymi dłońmi i podkrążonymi ze zmęczenia oczami. W slumsie każdy ma swoje zajęcie. Mieszkają tu bogatsi tuż obok tych najnędzniejszych. Wyznawcy hinduizmu dzielą tę skromną przestrzeń z muzułmanami i chrześcijanami, żyjąc ze sobą we względnej zgodzie i poszanowaniu. Na ciasnych traktach slumsu, gdzie często trudno jest się minąć dwóm osobom, widzimy grupę stłoczonych rozmodlonych ludzi, zwróconych twarzą w kierunku malutkiej świątyńki z wizerunkiem hinduistycznego boga Ganeśi. Uśmiechniętego, różowego boga z głową słonia, z okrągłym brzuszkiem i ułamanym kłem w jednej z licznych dłoni. Jest bogiem dobrej nowiny, który obala przeszkody, bogiem szczęścia i właśnie jego pomoc w pokonywaniu trudów życia jest tym ludziom wyjątkowo potrzebna. Girlandy kwiatów zawieszone na szyi bóstwa i pokruszone skorupy kokosa w ofierze, to manifestacja ich wiary i błaganie o pomoc.

Gdy podążymy za wzrokiem Ganeśi natrafimy na mały sklepik, znajdujący się na przeciw świątyni. Mężczyzna w białym stroju i z bujnym zarostem siedzi pochylony nad rachunkami. Wzdłuż nierównej brudnej ściany ciągną się półki, na których poupychane są liczne sklepowe produkty. Wśród worków mąki, różnego rodzaju ryżu i kasz widnieje złota kaligrafia imienia Allaha. Uliczny pies, nic sobie nie robiąc ze świętości tych znaków, spokojnie wyjada resztki jedzenia wysypującego się z worka rzuconego na ulicę. Po posiłku przejdzie parę kroków, minie dwie uliczki i znajdzie się w najstarszej części slumsu – Kalivada, ułoży się wygodnie pod krzyżem postawionym tu przez rybaków już w 1853 roku.

W rytmie nędzy

Mnogość religii, różnorodność tradycji i obrządków, wielość zapachów i dźwięków powoduje, że na pierwszy rzut oka Dharavi wydaje się być pogrążone w chaosie. Wbrew pozorom jest to dobrze zorganizowana przestrzeń. Do połowy XIX wieku tereny dzisiejszego Dharavi znajdowały się daleko na peryferiach miasta, na namorzynowym bagnie, którego jedynymi mieszkańcami byli rybacy Koli. Gdy za pomocą traw, kory bananowca, palmowych liści i góry śmieci zasypano bagno, uzyskany w ten sposób teren oddano najbiedniejszym przybywającym z różnych stron kraju. W latach 30tych XX wieku osiedlono tutaj społeczność garncarzy z zachodniego stanu Gudżarat. Do dnia dzisiejszego ich rodziny zajmują jedną z najbardziej charakterystycznych części slumsu Kumbharvada, kolonię garncarzy, przy 90 Feet Road. Z czasem liczba mieszkańców rosła. Do pracy w przemyśle tekstylnym ściągali Hindusi z Uttar Pradeś. Z południa przybyli Tamilowie, by zająć się garbowaniem skór, którą to pracę dziś głównie wykonuje społeczność muzułmańska.

Dharavi podzielone jest na konkretne sektory, ze względu na rodzaj funkcjonujących tam warsztatów, których na terenie całego slumsu jest przeszło 15 tysięcy, w większości działających nielegalnie. Tam, gdzie wyprawia się skóry, nie można produkować jedzenia. Duże znaczenie odgrywają tu względy religijne. W każdej dzielnicy slumsu selekcjonuje się śmieci. Codziennie zwożone są tu odpady z całego miasta. Kobiety i dzieci całymi dniami, w pełnym słońcu pracują na wysypisku. Oddzielają plastik od metalu, palą to, czego nie da się przetworzyć, a wszystko to, co można wykorzystać powtórnie trafia do właściwych warsztatów, gdzie po wielu magicznych zabiegach otrzymuje kolejne życie.

Z roku na rok coraz bardziej ograniczana jest część mieszkalna slumsu. Z aktualnych danych wynika, że aż 70 proc. powierzchni Dharavi to różne miejsca pracy, małe fabryki, jednoizbowe warsztaty, liczne punkty usługowe. Mieszkania trzeba budować coraz mniejsze. Standardowo lokale mieszkalne w Dharavi mają około 25-30m2, często na tej przestrzeni musi się zmieścić trzypokoleniowa rodzina, czasami aż 15 osób, dzieci i dorośli. Większość budynków w Dharavi, bo tak przy użyciu bogatej wyobraźni należy nazwać te architektoniczne konstrukcje, ma dwa piętra. Na poziomie ulicy mieszczą się zakłady pracy, na piętrze izby mieszkalne. Dach służy za magazyn, składzik całego dorobku rodziny. Największym problemem dzielnic nędzy jest ograniczony dostęp do bieżącej wody i toalet. Kobiety każdego dnia dbają o to, by w domostwie nie zabrakło czystej wody potrzebnej do przygotowania posiłku, do mycia, do prania odzieży. Często parokrotnie pokonują długą trasę do najbliższego kranu, z którego leniwie kapie woda. W slumsie nie ma kanalizacji. Jedna toaleta przypada na 1,5 tysiąca osób. Nie dziwne więc, że większość załatwia się do ścieku. Ściek płynie przez cały slums. Jest czarną, wylewającą się na wąskie przejścia rzeką ekskrementów, resztek jedzenia, mydlin.

Pomiędzy mieszkania, warsztaty i sklepy wciśnięte są szpitale, szkoły, herbaciarnie ze stołami do gry w karom (gra stołowa, podobna do bilarda, polega na umieszczeniu pionków w narożnych komorach), salony piękności, kino. Slums sobie radzi. Jest miastem w mieście, a w zasadzie jest miastem w samym centrum miasta, jego sercem bijącym swoim przedziwnym rytmem.

Rytm ten niebawem zostanie zaburzony. Do Dharavi wjadą buldożery i zrównają wszystko z ziemią. Zniszczą, zaorają, zamienią w niebyłe. Rozpocznie się wielka budowa luksusowej dzielnicy miasta, stal i szkło zastąpią blachę i plastik, a bogaci nabywcy ekskluzywnych apartamentów zajmą miejsce biedaków żyjących w Dharavi od lat.

Dharavi Baćao. Ratujcie Dharavi

W 2004 roku teren, na którym znajduję się Dharavi został wyceniony i wystawiony przez miasto na sprzedaż za 2,3 miliarda dolarów. Ten centralny skrawek bombajskiej metropolii jest wart pięć razy więcej, sytuację jednak komplikuje fakt, iż jest to teren zamieszkały przez milion indyjskich nędzarzy. Trudna do ustalenia sytuacja własności prawnej tej ziemi i protesty mieszkańców Dharavi nie czynią z niej jednak mniej pożądanego kąska dla inwestorów. Zorganizowano przetarg. Zlicytowany został teren pod budowę nowoczesnej dzielnicy. Mukeś Mehta, architekt indyjskiego pochodzenia wykształcony w Stanach Zjednoczonych, długo kalkulował, rysował, mierzył, aż zaproponował projekt modernizacji dzielnicy nędzy. Władze stanu Maharasztra, którego Bombaj jest stolicą, zaakceptowały jego pracę, szczęśliwe, że niebawem pozbędą się tej wstydliwej skazy z oblicza finansowego centrum Indii. Powstaną tu nowoczesne apartamentowce, budynki biurowe, parki, ścieżki rowerowe i trasy do uprawiania joggingu. Również pole golfowe. Kliniki, centrum handlowe, luksusowy kompleks sportowy. Wszystko to na miejscu lepianek, ścieków, zacofanych warsztatów i miliona ludzi, dla których Dharavi jest domem.

Nie można jednak powiedzieć, iż władze miasta są zupełnie nieczułe na nieszczęście tych najbiedniejszych. Projekt Mukeśa Mehty zakłada podział Dharavi na pięć sektorów. Jeden z nich zostanie oddany mieszkańcom slumsu, powstaną tam wielopiętrowe wieżowce, w których każda rodzina otrzyma lokal zastępczy z własną instalacją wodno-kanalizacyjną.

Niby wszyscy powinni być zadowoleni. Zadbano o interesy najbiedniejszych, a przy okazji miasto zarobi fortunę na sprzedaży ekskluzywnych mieszkań i wynajmie przestrzeni biurowych, ale …. czy na pewno modernizacja slumsu przyniesie obopólną korzyść?

Nowe, wygodne mieszkania w solidnych budynkach ze szczelnym dachem mają mieć dokładnie 20,9m2, czyli mniej niż te, w których mieszkano w slumsie dotychczas. Poza tym tylko te rodziny, które były zameldowane w Dharavi przed 1995 rokiem, mają prawo do otrzymania ich w przydziale. A to zaledwie trzysta tysięcy ludzi z miliona. Reszta będzie musiała opuścić Dharavi, a ich los już nikogo specjalnie nie interesuje. Najprawdopodobniej w konsekwencji zasilą rzesze mieszkańców innego slumsu – slumsu, który nie został zlicytowany na tak ogromne pieniądze.

Dharavi baćao. Ratujcie Dharavi.

Czarne flagi wywieszono na progach domów, na znak sprzeciwu i złości.

Nie pozwolimy nikomu odebrać nam domów.

Krzyczą ludzie idący w proteście przeciwko modernizacji dzielnicy nędzy. Na przedzie kroczy ich lider Arputham Jockin – Prezes Narodowej Federacji Mieszkańców Slumsu (NSDF, National Slum Dwellers Federation).

Nie damy miastu zarobić na naszej krzywdzie. Dharavi to nie tylko nasz dom, również nasze miejsce pracy. Myśmy je wybudowali, własnymi rękami. Dharavi należy do nas.

Czytamy te słowa w dzienniku „Dharavi Times” od wielu lat wydawanym przez działaczy socjalno-politycznych z Komunistycznej Partii Indii działających na terenie slumsu.

Slums staje do walki.

Mieszkańcy Dharavi nie oczekują, że miasto zaniecha budowy, że zapomni o zyskach i pozwoli im dalej żyć swoim życiem. Nie są aż tacy naiwni, poza tym zgadzają się, że modernizacja slumsu jest konieczna. Ale nie w taki sposób i nie ich kosztem. Próbują negocjować. Chcą, żeby w ramach projektu modernizacji slumsu przesiedlono ich do większych mieszkań, dodatkowe 15m2 jest dla nich w zupełności satysfakcjonujące. Poza tym żądają przestrzeni pomiędzy wieżowcami, budynków przeznaczonych na warsztaty i fabryki, by mogli dalej w nich pracować. I najważniejsze, nikt nie może opuścić Dharavi. Wszyscy obecni mieszkańcy dzielnicy mają zostać ujęci w planach przebudowy ich ziemi.

Jeśli władze Bombaju nie poprą ich roszczeń, rozpoczną protest siłowy. Już spisano scenariusz wymarszu miliona mieszkańców slumsu na główny trakt kolejowy Bombaju, biegnący na skraju Dharavi, w celu zablokowania miasta.

Będziemy tam stać tak długo, aż ustąpią i obiecają to, co się nam należy.

Termin rozpoczęcia budowy jest nieustannie przesuwany. Kierowcy buldożerów już czekają na sygnał rozpoczęcia prac.

Slumtours

Wybierz się z nami na spacer po największej dzielnicy nędzy w Bombaju.

Tak brzmi tekst ulotki reklamującej działalność biura organizującego wycieczki do Dharavi.

Niesmaczny żart, czy poważne przedsięwzięcie?

Biuro zostało założone trzy lata temu, przez Hindusa i Brytyjczyka, obaj na stałe mieszkający w Bombaju. Ich ideą jest nie tyle pokazanie turystom tej jakże żywej i charakterystycznej części miasta, ale przede wszystkim integracja i pomoc finansowa jej mieszkańcom. Za sprawą rekomendacji przez najbardziej poczytne przewodniki turystyczne, takie jak Lonely Planet i Rough Guide oraz duże zainteresowanie mediów, kontrowersyjna oferta zwiedzania dzielnicy nędzy stała się bardzo popularna.

Na pierwszy rzut oka zorganizowane zwiedzanie slumsu wydaje się być amoralne i apolityczne, bo przecież jak można zarabiać na pokazywaniu turystom czyjejś biedy, wystawiać tych ludzi na pokaz.

Z drugiej zaś strony 80 proc. wpływów z wycieczek po slumsie przekazywanych jest na rzecz mieszkańców Dharavi, wspierane są placówki edukacyjne, organizowane zajęcia językowe oraz z obsługi komputera, budowane są punkty sanitarne. Jest to próba pomocy. Próba zainteresowania problemami, z jakimi boryka się społeczność trzeciego świata.

Slums jest otwarty. Każdy może do niego wejść, indywidualnie bądź w zorganizowanej grupie. W przeciwieństwie do południowoamerykańskich dzielnic nędzy, które są przede wszystkim kojarzone z siedliskiem narkomanii i handlu bronią, indyjskie slumsy są względnie bezpiecznie. Dla niektórych slums jest swoistą poczekalnią przed czymś lepszym, na co trzeba jeszcze trochę zapracować. Ludzie żyją tu biednie, co nie znaczy niegodnie i nieuczciwie. Starają się żyć jak najlepiej potrafią, w poszanowaniu zasad swojej społeczności i religii, bo czym innym jest obecne wcielenie człowieka, jak nie konsekwencją jego przeszłych uczynków? Żeby w przyszłości odrodzić się w szczęśliwszej formie, trzeba na to zapracować już dziś.

W upale i tłoku.

Przed milionem par oczu, którymi patrzy slums.

Autor: Iwona Szelezińska

Tekst został opublikowany w formie papierowej w Magazynie Podróżników. „Globtroter” numer 28 2009, (IV), ISSN: 1895-6440.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Blow Horn I. Szelezińskiej: Slumworld. Bombajskie dzielnice nędzy Reviewed by on 19 sierpnia 2011 .

W ramach Blow Horn dziś reportaż Iwony Szelezińskiej o indyjskich dzielnicach nędzy. Za miesiąc opublikowana zostanie druga część: Iwona Szelezińska odwiedzi mieszkańców slumsów i porozmawia z nimi na temat ich obecnej sytuacji. Gdy zapada zmrok tę część miasta obleka ciemność. Może nie ciemność absolutna, bo niemalże w każdym domu czy warsztacie płoną świece albo tli

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

komentarzy 9

  • W ogóle slums to pojęcie dość szerokie. Sam wyraz jak wiadomo pochodzi z jęz. angielskiego i kiedyś określał rudery, w których mieszkała uboga ludność w takich dzielnicach jak londyński East End (opisywany przez Dickensa jako „siedlisko nędzy i występku”), Gorbals w Glasgow (gdzie „równie łatwo było dostać suchot od plugawego klimatu, jak i oberwać nożem”), a potem też Harlem i Bronx w Nowym Jorku.
    W późniejszym czasie znaczenie „slumsu” zostało rozszerzone na określenie prowizorycznych zabudowań w miastach Trzeciego Świata. Stąd slumsami możemy nazwać m.in. zaniedbane, przeludnione pofrancuskie kamienice w Algierze, Tunisie i Casablance, brudne, zagrzybione „mrówkowce” w Chinach, romskie osiedla w pd.-wsch. Europie, prowizoryczne ceglane domki na przedmieściach metropolii latynoskich, Bliskiego Wscjodu i Afryki Pn., czy wreszcie budki sklecone z drewna, dykty, blachy falistej, kartonu – w Afryce, na subkontynencie indyjskim czy w Azji Pd.-Wsch.
    Dzięki kinematografii światową karierę sławę zdobyły dzielnice slumsów w Rio i Mumbaju. Pierwsze z nich zostały pokazane w filmach „Miasto Boga”, „Elitarni” i „Elitarni 2” (reż. Jose Padilha). Drugie z nich ukazały „Slumdog” Danny’ego Boyle’a, a w latach 80-tych „Salaam Bombay” Miry Nair. Wcześniej indyjskich slumsom swoistą reklamę zrobił słynny francuski reżyser Louis Malle, autor szokującego dokumentu „Kalkuta” z 1969 r.

    • Adam Machaj Bolanren Dagougou

      W Chinach to nie mrowkowce (bo te sa w miare nowe) ale proste betonowe , jednopietrowe konstrukcje mozemy do tego przyrownywac ale tak jak juz wyzej wspomnialem w Chinach to sprawa kulturowa a nie finansowa bo biednie nie musi znaczyc brudno. Ale chyba wiekszosc swiata taka jest wiec moze to jakies nasze zboczenie ta nadmierna dbalosc o porzadek (zart). To tak samo mozna powiedziec ze ruch uliczny w Azji to slums w poronaniu do Europy choc marki aut nie odbiegaja o tych naszych. Tak czy inaczej w tym balaganie jest jakis lad , zanay tylko tym ktorzy sie tam urodzili luz zyja juz w tym sporo czasu.

  • Adam Machaj Bolanren Dagougou

    Nigdy nie bylem w takowym miejscu ale z mojego doswiadczenia azjatyckiego(mieszkam w Chinach) to slums tworzy sie troche przez kulture smiecenia i niedbalstwa. W Polsce w biednych dzielnicach czy po PGR-owskich skupiskach tez jest biednie (oczywiscie to nie to samo) ale ludzie w Europie maja inne podejscie. Tu w Chinach w odczuciu Europejczyka mozemy powiedziec ze wiele budynkow traca o slums ale to nie znaczy ze wlasciciele sa biedni, na tyle biedni zeby nie mogli sobie kupic zaslon do okien zamiast zaklejac gazetami krzywo. Bylem ostatnio w pewnym domu gdzie prowizirycznie zabezpieczono daszek reklamowkami, kazda w innym kolorze, podzirawiona, gdzies na ukos polozony kawalek kartonu itd Obok ktos wyrzucil stos smieci mimo ze smietnik jest obok. Wlasciciel tego budynku to zamozny czlowiek. Kto tu byl to wie o czy mowie. Ja jak w pokoju nie sprzatam to tez mam slums i tak to juz jest. Kolejny przyklad. Wynajmuje w Chinach mieszkanie. Wlasciciel ma ich kilka – ma kase. Przyszedl pewnego razu a ja wlasnie przyczepialem kabel do sufitu zeby nie wisial brzydko. Ja uzywalem do tego specjanego wieszaka (taki do instalowania kabla przy scianie). Wlasciciel to zobaczyl i zapytal czy mam torebke foliowa, dalem mu nie wiedzac co chce z nia zrobic. Gosc porwal ja w paski i podwiazal nimi kabel do rury przy suficie…Przykladow mozna by mnozyc wiec to tez ludzie sa sobie troszke winni.Ojciec mi zawsze mowil: ” albo masz pieniadze i zlecasz fachowcom albo umiesz sam zrobic , jak nie to zyjesz wlasnie jak w slumsie”. Prosze nie odbierac mojego komentarza jako atak w biednych ludzi ale poprostu zwracam uwage na pewien fakt.

  • bardzo ciekawy artykul

  • Miałem okazję raz w życiu widzieć takie slumsy w Karachi, w Pakistanie, w mieście, które w pewnym sensie jest odpowiednikiem hinduskiego Bombaju.
    Ogrom tej nędzy jest przeogromny. Widziałem ludzi żyjących na cmentarzu w Kairze, ale
    w Karachi widziałem tysiące żyjących na śmietnikach. Nie da to się z niczym porównać.

  • W Dharavi jak i w całym Mumbaju z kanalizacją są problemy więc mieszkańcy tego slumsu załatwiają potrzeby fizjologiczne wprost do kanału wodnego. To chyba najbardziej skażona woda w Indiach, jest czarna i dosłownie gotuje się od gazów.
    Wzdłuż Dharavi ciągną się wielkie rury które doprowadzają wodę do miasta. Mieszkańcy grożą że je uszkodzą jeżeli rząd będzie grał z nimi nie fair.
    Ludzie z Dharavi zrobili na mnie pozytywne wrażenie, oni po prostu walczą codziennie o przetrwanie.

    • Mike Davis w swojej bogato udokumentowanej książce „Planecie slumsów” nazywa życie bombajskiej biedoty po imieniu „życiem w gównie”. Przytacza też dane, że jakieś 7 mln ludzi z braku kanalizacji wypróżnia się tam na ulicy. To sytuacja, która byłaby nie do pomyślenia w Chinach czy Ameryce Łacińskiej. Tam są ubogie dzielnice, ale co to za bieda gdy ludzie mają łazienki, WC, motocykle lub samochody, komputery jak np. ubodzy Chińczycy czy Latynosi. Jeno brud, smród i węzełek szmat jako dobytek… Bieda na subkontynencie to jakiś cywilizacyjny koszmar porównywalny tylko z Afryką subsaharyjską, jeśli nie gorzej. Na korzyśc Indii przemawia okolicznośc, że przestępczośc w tamtejszych slumsach jest dużo niższa niż w Afryce czy Ameryce Łacińskiej.

  • Bardzo ciekawy reportaż. Jeśli chodzi o zwiedzanie slumsów, to bombajska Dharavi nie jest pierwszym i zapewne nie ostatnim, w którym taka forma turystyki zaistniała. Takie wycieczki są organizowane też w Delhi, Dżakarcie, Nairobi, Rio de Janeiro i Soweto.

  • Adam Machaj Bolanren Dagougou

    A jak to wszystko cenowo wyglada? Ile za nocleg, wyzywienie itd? Widze ze artykul z 2009 rou wiec trzeba sie spieszyc zeby to zobaczyc bo „Kierowcy buldożerów już czekają na sygnał rozpoczęcia prac.”

Pozostaw odpowiedź