Artykuły,Publicystyka

Blow Horn I. Szelezińskiej: Slumworld. Bombajskie dzielnice nędzy – część II

W 2004 roku władze stanu Maharasztra zatwierdziły projekt modernizacji największej bombajskiej dzielnicy nędzy, jaką jest Dharavi. Już wtedy ziemia, na której znajduje się slums została wyceniona, zlicytowana, zaprojektowana na nowo. W 2010 roku ponownie zatwierdzono projekt przebudowy slumsu. Pojawiły się również doniesienia o rzekomej transakcji, zawartej między władzami stanowymi a prywatnymi inwestorami, dotyczącej częściowej sprzedaży tego terenu. Mamy niemalże końcówkę 2011 roku. W Dharavi bez zmian.

W indyjskich i zagranicznych mediach dużo mówi się o Dharavi. Bardzo łatwo dotrzeć do różnorakich informacji dotyczących slumsu w Internecie. Wszędzie opisuje się specyfikę slumsu, pojawiają się statystyki, liczby, konkretne sumy. Coraz częściej również ludzie sztuki interesują się Dharavi. Slums został dobrze sportretowany, odmalowany, opisany, przedstawiony na filmowej taśmie. Jednak niemalże w każdym z tych opisów brakuje jednego – konkretnej informacji dotyczącej przyszłości Dharavi. Pomimo tego, iż przeszło siedem lat temu rząd podjął konkretne decyzje dotyczące przebudowy dzielnicy nędzy, to do dzisiaj nie zostały w tym kierunku poczynione żadne działania.

Kiedy i czy modernizacja Dharavi będzie miała miejsce?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nie potrafią przede wszystkim jej udzielić ci najbardziej zainteresowani, czyli sami mieszkańcy slumsu.

Trzynastego sierpnia bieżącego roku ponownie odwiedzam Dharavi. Wygląda na to, że wszystko toczy się tutaj swoim starym rytmem. Ludzie nadal tu mieszkają, nadal tu pracują, w upale i tłoku, i przed milionem par oczu, dokładnie tak jak wcześniej. Ich twarze nadal nie zdradzają zagubienia, wciąż widać w nich ogromną odwagę, z którą pokonują trudy każdego kolejnego dnia. Mieszkańcy Dharavi nadal specjalnie nie spekulują na temat przyszłości slumsu. W zasadzie nie są pewni jutra, więc czemu mieli by zamartwiać się czymś jeszcze bardziej odległym? Poza tym coraz wyraźniej czują, iż również w tej kwestii rząd nie działa w sposób sprawny i zorganizowany. Mają nadzieję, że rozpoczęcie modernizacji slumsu nadal będzie przesuwane o kolejne lata. Może wtedy ich tu już nie będzie.

Spotykam się z Kriszną Pujari, jednym z właścicieli i założycieli Reality Tours and Travel, biura turystycznego organizującego wypady do Dharavi. Główne biuro mieści się na Kolabie, w bliskim sąsiedztwie kultowej (szczególnie dla miłośników powieści Shantaram Gregory’ego Davida Robertsa) knajpy Leopold, mniejsza siedziba tzw. slum office bezpośrednio przylega do slumsu.

Kriszna Pujari nie dorastał w Dharavi i wcale nie pochodzi z Bombaju. Przyjechał do Bombaju z wioski w stanie Karnataka jako 13letni chłopak, tak samo jak wielu innych, w poszukiwaniu pracy. Dzisiaj Dharavi jest jego drugim domem.

Skąd wziął się pomysł założenia biura zajmującego się slum tourism?

Reality Tours and Travel nie było moim pomysłem. Mój przyjaciel Chris Way (współwłaściciel biura, z pochodzenia Brytyjczyk) zainspirował się tego typu działalnością podczas pobytu w Rio de Janeiro. Był uczestnikiem wycieczki w tamtejszych fawelach. Kiedy przyjechał do Bombaju, przekonał mnie, że podobną rzecz możemy zorganizować w indyjskich slumsach. Najodpowiedniejsze do tego było i jest Dharavi.

Na początku nie byłem tym pomysłem zachwycony. Podobnie jak większość moich rodaków specjalnie nie rozumiałem, że ludzie mogą mieć ochotę odwiedzać podczas wakacji, w swoim prywatnym czasie, takie miejsce jak dzielnicę nędzy. My Hindusi nie specjalnie jesteśmy zainteresowani oglądaniem biedy, bieda w Indiach jest wszędzie. Chris uświadomił mi, że ludzie zachodu przyjeżdżający do Indii poza zwiedzaniem historycznie ważnych obiektów, chcą doświadczyć autentycznych wrażeń z indyjskiej ulicy. Dharavi jest ważną częścią miasta, której w moim odczuciu nie musimy się wstydzić. Indyjskie slumsy funkcjonują na zasadzie biedniejszych dzielnic, nie ma w nich specjalnie przemocy, handlu bronią, czy narkotykami. Można spokojnie do nich wejść, co więcej można również bezpiecznie wprowadzić ludzi z zewnątrz.

Zanim zaczęliśmy działalność, przez miesiąc dzień w dzień Chris i ja chodziliśmy do Dharavi, żeby poprosić ludzi o przyzwolenie i pomoc. Bez ich akceptacji nasze wycieczki nie byłyby możliwe. To ich ziemia, ich życie, musieliśmy się dogadać i zacząć działać na zasadzie współpracy.

Jak funkcjonuje Realisty Tours and Travel w dzisiaj? Jakie są plany na przyszłość??

Działamy od 2005 roku. Z roku na rok nasze biuro się rozwija. Mamy już dziewięciu przewodników prowadzących ludzi do slumsu. W zasadzie codziennie są chętni na spacer po Dharavi. Pracujemy też w weekendy. Grupy są małe, maksymalnie sześć osób. Podczas wycieczki nie można robić zdjęć, tak się umówiliśmy z gospodarzami tego miejsca. Możemy niemalże wszędzie wejść, wszystko zobaczyć, ale nie wolno nam tego sfotografować. Staramy się im nie przeszkadzać, za bardzo nie plątać się im pod nogami. Ludzie w Dharavi są zawsze zajęci i mocno skupieni na swojej pracy, mimo to bardzo życzliwi i zainteresowani. Dostajemy od nich dużo ciepła i szczerego uśmiechu.

Nasze plany na przyszłość zależą od decyzji rządu. Chcielibyśmy pracować tak długo jak długo będzie istniał slums. Zżyliśmy się z tymi ludźmi, chcemy rozwinąć naszą działalność edukacyjną skierowana do mieszkańców Dharavi.

Na czym polega Wasza współpraca ze społecznością Dharavi?

Na samym początku ustaliliśmy, że 80% dochodów z wycieczek będzie przeznaczone na pomoc mieszkańcom dzielnicy. Dzięki tym pieniądzom w 2007 roku udało nam się otworzyć małe centrum edukacyjne, gdzie głównie odbywają się zajęcia z angielskiego oraz obsługi komputera. Od niedawna też prowadzimy treningi osobowości, podczas których młodzież ma szanse rozwinąć umiejętności społeczne, uczy się autoprezentacji. Tego typu treningi mają ułatwić im funkcjonowanie w świecie poza slumsem.

To był nasz pierwszy krok. W miarę współpracy z mieszkańcami Dharavi ich oczekiwania wobec nas rosły, poza tym my sami mieliśmy potrzebę rozszerzenia działalności społecznej wewnątrz slumsu. W 2009 roku założyliśmy nasze własne NGO Reality Gives oraz przedszkole. Ludzie slumsu  nam ufają, wierzą w nasze dobre intencje, a my wierzymy w nich. Mamy coraz większą motywacje do rozwijania naszego projektu.

Czy inne slumsy w Bombaju funkcjonują podobnie do Dharavi?

I tak i nie. Wszystkie slumsy stanowią przestrzeń rezydencyjną dla najbiedniejszych. Poza tym, że dla miliona ludzi Dharavi jest domem, dla setek tysięcy jest również miejscem pracy. W samym przemyśle skórzanym pracuje tutaj ok. 40 000 ludzi. Poza tym w Dharavi jest sektor segregowania i przetwarzania odpadów (plastiku, metalu), sektor garncarski, tekstylny, mydlany. Łącznie blisko 15 000 małych zakładów, generujących roczny zysk w wysokości przeszło $700 mln.

Przeciętny pracownik fizyczny zarabia tutaj ok.200 rupii dziennie, czyli niecałe 5$ za conajmniej dziesięć godzin pracy, co znaczy iż jego miesięczny dochód wynosi ok.6000 rupii (ok.140$). Często na zewnątrz slumsu robotnicy dostają mniej, z tym że z reguły pracują w trochę lepszych warunkach, przy lepszym oświetleniem, mają do dyspozycji odzież ochronną, chociażby gogle czy rękawice. W Dharavi ludzie pracują na małej przestrzeni, w półmroku i z dużym ryzykiem uszkodzenia ciała. Ale pensje nie są aż takie najgorsze. Dla porównania, w Indiach zwykły policjant zarabia ok.7000 rupii – i pewnie dlatego ta grupa zawodowa jest aż tak mocno skorumpowana. Co ciekawe 30% oficerów policji pracujących w Bombaju mieszka w slumsach. Według statystyk generalnie 55% mieszkańców Bombaju żyje w dzielnicach biedy.

Wynajem przeciętnej kwatery w Dharavi kosztuje 2000 rupii miesięcznie. Często więc pracownicy fizyczni, którzy przyjeżdżają do Dharavi tylko i wyłącznie za pracą, żeby zaoszczędzić jak najwięcej pieniędzy na rzecz swojej rodziny pozostawionej gdzieś na wsi, rezygnują z wynajmu lokum. Pracują i śpią w tym samym miejscu. Spędzają całe dnie przy maszynie obsługując ją, po czym dokładnie w tym samym miejscu rozkładają na ziemi karton, by odpocząć zasłużonym snem. Mają do dyspozycji zaledwie tyle miejsca, żeby rozprostować nogi.

W 2000 roku na ziemi znajdującej się na obrzeżach slumsu, ale formalnie jeszcze w jego granicach, wybudowanych zostało parę wysokich budynków mieszkalnych. Prywatni inwestorzy wykupili skrawek ziemi od państwa – bo oczywiście ziemia, na której znajduje się Dharavi w całości należy do państwa – i postawili tam wielopiętrowe wieżowce. Dolne piętra zostały oddane do dyspozycji mieszkańców slumsu, apartamenty na górnych piętrach sprzedano indywidualnym nabywcom. Te inwestycje jeszcze nie mieściły się w wielkim planie modernizacji Dharavi. W każdym razie ludzie ze slumsu, którzy dostali te mieszkania w przydziale, wolą je podnajmować komuś z zewnątrz, a sami wracają do ścisłego slumsu wynajmując tam kwatery na użytek swojej rodziny. W slumsie czują się bezpieczniej, bliżej całej społeczności. Ci ludzie przyzwyczajeni są do mieszkania bez drzwi, z dyktą zamiast ściany, bez odrobiny prywatności. Fakt funkcjonowania we wspólnocie daje im poczucie bezpieczeństwa. Jakby spytać ludzi ze slumsu, to jestem przekonany, że 100% z nich nigdy nie spało w pojedynkę w pomieszczeniu i pewnie było by to dla nich wielkim nieszczęściem.

Czy są jakieś nowe ustalenia odnośnie przebudowy Dharavi?

W 2004 roku rząd zatwierdził projekt całkowitej modernizacji slumsu. Jak wiesz, do tej pory przebudowa nie została rozpoczęta, również ze względu na protesty i niezadowolenie mieszkańców Dharavi. Oni ciągle walczą. Pierwotnie projekt modernizacji zakładał, że tylko rodziny, które mają dokumenty świadczące o tym, iż mieszkały na terenie slumsu przed 1995 rokiem dostaną w przydziale kwatery zastępcze. Ta granica została jednak przesunięta na 01.01.2000 rok. Mimo wszystko jest to wyrok eksmisji dla praktycznie 50% obecnych mieszkańców slumsu. Nie chodzi o to, że ci ludzie nie mieszkali tutaj jedenaście lat temu, tylko o fakt, iż nie posiadają żadnego formalnego na to dowodu. Przecież większość z nich nie widnieje w żadnych rejestrach, co dopiero mówić o kartach meldunkowych slumsu.

Ludzie z dzielnicy biedy uważają, że rząd raczej powinien skupić się na modernizacji slumsu takiego, jakim on jest: doprowadzić elektryczność i wodę do kwater mieszkalnych, wybudować więcej punktów sanitarnych i toalet, a przede wszystkim zabezpieczyć otwarte ścieki.

Rząd straszy, że w ramach przebudowy dzielnicy zostanie zlikwidowana większość małych fabryczek funkcjonujących w slumsie dzisiaj. Garbarnie, kolonia garncarzy i zakłady przetwarzania odpadów mają zostać całkowicie zamknięte.

Tak duże zainteresowanie ze strony władz wynika z tego, iż Dharavi jest ulokowane w bardzo atrakcyjnym punkcie miasta. W pobliżu lotniska, pomiędzy dwiema głównymi liniami kolejowymi i drogami wylotowymi prowadzącymi na północ i na południe Bombaju. Jest to bardzo dobra lokalizacja, bardzo droga ziemia, dlatego władzy tak bardzo zależy na realizacji tego projektu. W moim odczuciu projekt modernizacji Dharavi, w takim kształcie, jaki proponuje rząd, w ogóle nie rozwiązuje problemu, jedynie przesuwa go gdzie indziej. Wraz z przebudową Dharavi, połowa mieszkańców slumsu będzie musiała przenieść się do innej dzielnicy nędzy, gdzie będą żyć w takich samych albo jeszcze gorszych warunkach.

Na dzień dzisiejszy Dharavi funkcjonuje dość sprawnie. Coraz więcej organizacji pozarządowych zaczyna działać wewnątrz slumsu, coraz więcej akcji charytatywnych ma miejsce w oparciu o społeczność Dharavi. Artyści organizują happeningi, podejmują próby aktywowania dzieci do działań twórczych. Dają im pędzle, kartki, aparaty fotograficzne, później z prac dzieci organizują wystawy i ich licytacje. Dochód trafia do szkół, punktów medycznych na terenie slumsu.

Jest też coraz więcej organizacji pracujących z kobietami. Tworzy się możliwość pracy dla kobiet w ich własnych domach, na przykład produkcja papadam (cienkie, chrupiące, często pikantne indyjskie placki).

Nadal największy problem stanowią punkty sanitarne. Tylko połowa mieszkańców Dharavi korzysta z publicznych toalet, jest ich po prostu za mało. Ok. 2% wychodzi poza slums do płatnych ubikacji, by tam realizować swoje fizjologiczne potrzeby. Reszta załatwia się pod gołym niebem. W najtrudniejszej sytuacji są oczywiście kobiety. Żeby dostąpić odrobiny prywatności muszą czekać aż się ściemni, a najlepiej aż zapadnie głucha noc, kiedy większość mieszkańców slumsu głośno chrapie. Na kobiecą toaletę zarezerwowana jest pora miedzy 2:00-5:00 nad ranem.

Ludzie slumsu, czyli z tak zwanych biednych warstw, są przyzwyczajeni do braku prywatności, do ciężkiej egzystencji w trudnych warunkach, nie są jednak przyzwyczajeni do bierności, uległości, bycia poniżanym. Potrafią działać wspólnie, jednoczyć się przeciwko wspólnemu wrogowi, w obecnej sytuacji tym wrogiem jest rząd stanu Maharasztra. W slumsie wszystko rozgrywa się na wysokich emocjach, mała przestrzeń, dużo ludzi, to generuje wysokie emocje.

Potrafią jednoczyć się przeciwko wspólnemu wrogowi, ale też zdarza się wśród nich skrajna  niezgoda. Wyjątkowo wyraźnie pokazały to zamieszki w 1992-93 roku, miały one szczególnie agresywny przebieg właśnie wewnątrz slumsu. (Były to zamieszki na tle religijnym, powodowane sporem o meczet w Ajodhji. Indyjscy muzułmanie i wyznawcy hinduizmu wyrzynali się nieprzerwanie niemalże przez trzy miesiące, szczególnie na terenie Bombaju i szczególnie wewnątrz slumsu).

Czy te wydarzenia trwale zmieniły atmosferę w dzielnicach biedy?

Myślę, że niestety trochę tak. Dziś ludzie żyją w zgodzie, razem mieszkają, pracują, ale da się wyczuć w powietrzu pewnego rodzaju czujność i lęk. Jakby po tym, co się wydarzyło w 1993 roku ludzie funkcjonowali na wyostrzonych zmysłach, z pełną świadomością, że taka agresja, takie okrucieństwo miało miejsce w niedalekiej historii tego miejsca.

Dawniej i dziś również w slumsie jest podział na część muzułmańską i hinduistyczną. Wewnątrz dzielnicy są też różne domy modlitwy. Na znak zgody i pojednania na granicy dwóch części slumsu postawiono małą świątyńkę ozdobioną symbolami różnych religii, są wizerunki hinduistycznych bóstw i święta sylaba ‘Om’, jest postać Sai Baby, ale też mamy kaligrafię imienia Allaha, menorę, przedstawienia świętych Czcicieli Ognia (czyli społeczności Parsi), jest też postać Jezusa Chrystusa. Poprzez miejsca, inicjatywy takie jak ta, współczesne Indie pracują nad szerzeniem tolerancji.

Czy rozgłos wokół Dharavi po sukcesie filmu „Slumdog. Milioner z ulicy” Danny’ego Boyle’a w jakiś sposób wpłynął na funkcjonowanie mieszkańców dzielnicy?

Przede wszystkim film wywołał zgorszenie wśród mieszkańców slumsu. Ich sprzeciw wzbudził już sam tytuł, nikt nie lubi być nazywany psem. Poza tym w tym obrazie pokazane są głównie negatywne oblicza dzielnicy biedy, między innymi wydarzenia podczas wspomnianych zamieszek 1992-93 roku. W odczuciu ludzi slumsu, w moim również, nie jest to prawdziwe przedstawienie Dharavi. Zabrakło choćby pary scen pokazujących ludzi przy pracy, rzetelnie wykonujących swoje obowiązki, czy choćby kilku ujęć z wnętrza zwykłego domu, takich jak obrazek matki tulącej dziecko do piersi, czy dziecka siedzącego w kącie bazgrolącego literki. To jest codzienne życie Dharavi, a nie mafia, narkotyki, prostytucja, rozboje.

Na pewno po emisji filmu Dharavi stało się bardziej popularne. Więcej ludzi zaczęło interesować się ogólnie dzielnicami nędzy w Indiach. Myślę, że poza osobami – dziećmi bezpośrednio zaangażowanymi w pracę przy filmie nikt z mieszkańców slumsu nie odczuł żadnych zmian, natomiast muszę powiedzieć, że my, jako Reality Tours and Travel sporo zyskaliśmy na sukcesie filmu. Mamy po prostu więcej klientów.

Nie tylko film Danny’ego Boyle’a portretuje Dharavi. Godny polecenia jest Salaam Bombay Miry Nair z 1988 roku, notabene również nominowany do Oskara. Film przedstawia życie dzieci ulicy, też społeczności Dharavi, niektóre sceny były właśnie tu kręcone. Poza tym jest parę nowych dokumentów o Dharavi, takich jak Slumming it Kevina McClouda czy bardziej w konwencji telewizyjnego show The Secret Millionaire – oba zrealizowane dla Channel 4. (miałem okazję pracować przy tym ostatnim). Również ogromny sukces książki Shantaram Gregory’ego Davida Robertsa (2003), w której część fabuły rozgrywa się na terenie slumsu, spowodował wzrost zainteresowania Dharavi. Bez wątpienia Dharavi jest jednym z najlepiej sportretowanych slumsów świata.

Dziękuję Ci Kriszna za rozmowę i życzę powodzenia.

Dziękuję również, przede wszystkim za zainteresowanie Dharavi.

Autor: Iwona Szelezińska

Artykuł ukazał się w ramach cyklu Blow Horn Iwony Szelezińskiej. Jego pierwsza część dostępna jest tutaj.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Blow Horn I. Szelezińskiej: Slumworld. Bombajskie dzielnice nędzy – część II Reviewed by on 13 września 2011 .

W 2004 roku władze stanu Maharasztra zatwierdziły projekt modernizacji największej bombajskiej dzielnicy nędzy, jaką jest Dharavi. Już wtedy ziemia, na której znajduje się slums została wyceniona, zlicytowana, zaprojektowana na nowo. W 2010 roku ponownie zatwierdzono projekt przebudowy slumsu. Pojawiły się również doniesienia o rzekomej transakcji, zawartej między władzami stanowymi a prywatnymi inwestorami, dotyczącej częściowej sprzedaży

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź