BLOGOSFERA

„Geozeta”: Muzyka w buddyzmie

Słowem wstępu

Kultura Wschodu przyciągała jak magnes europejskich magnatów, polityków, poetów, malarzy i muzyków, intrygując ich swoją specyficzną i bardzo różną od tego, do czego przyzwyczajamy (i przyzwyczajano) się na co dzień. Inny sposób myślenia, postrzegania i rozumienia wszelkich zjawisk, różna filozofia i ściśle powiązana z nią sztuka ciekawiła swoją głębią i tajemniczością. Chwila gdy „moda” na Chiny i Japonię znów zaczęła przybierać na sile, także w muzyce – co obserwuję najczęściej i najdokładniej – jest odpowiednim momentem na to, by przybliżyć tę bogatą strefę świata – skupiając się głównie na aspekcie związków filozofii i religii wschodniej z muzyką. Nie jest tajemnicą, że od początku świata, tworzenia się cywilizacji i wielkich systemów filozoficznych oraz wierzeniowych, to właśnie religia była główną siłą, jaka napędzała rozwój sztuki i – rzecz jasna – muzyki. W Europie nie byłoby jednogłosowych chorałów gregoriańskich, a później powstałych na bazie ich cantus firmus utworów polifonicznych. Nie byłoby Jana Sebastiana Bacha, który komponowanie w innym celu, niż wielbienie Boga, uznawał za bezsensowne. Wszystkie najważniejsze nazwiska osób, które stworzyły podstawy dla naszej dzisiejszej edukacji – jak Palestrina, Di Lasso, Ockeghem, Obrecht, Des Pres czy de Croix – związane były ze środowiskiem kościelnym. Jest jednak pewna różnica, między funkcją muzyki w kościołach europejskich, a jej rolą w rytuałach Chin czy Tybetu. Muzyka nie jest tu li tylko pomocna w rozumieniu modlitwy, nie służy ornamentacji liturgii, ale jest jej niezbędnym elementem, niemal tak samo istotnym, jak słowa modlitwy. Zobrazowane jest to jaskrawie na każdej płaszczyźnie dzieła muzycznego – od teorii zaczynając, a na instrumentacji kończąc.

Teoria

Muzyka chińska jest najstarszą muzyką świata. Legenda mówi, iż w III tysiącleciu. p. n. e, „Żółty Cesarz” Huang-Ti, wynalazł pismo i muzykę, określoną przez liczby, co stanowi podwaliny ogólnego systemu muzycznego. Tam też powstał system tonalny, który nie zmienił się od kilku tysięcy lat i jakkolwiek początkowo jego nazwa odnoszona była wyłącznie do muzyki orientalnej, tak teraz określa się nim każdą skalę o podobnej budowie – ponieważ spotkać można ją także w muzyce Polinezji, u ludów pierwotnych Azji i Ameryki, w chorałach gregoriańskich i melodiach ludowych – także polskich. Chodzi o system pentatoniczny – czyli szereg pięciodźwiękowy. Mówiąc bardziej szczegółowo, jest to skala, której główny punkt, to dźwięk środkowy, od którego „granice” buduje się przez wyznaczenie kwarty (w górę i w dół) złożonej z sekundy wielkiej i tercji małej (w dowolnych kombinacjach). Dla porównania – w naszej, dwunastodźwiękowej skali, punktem centralnym jest jej pierwszy dźwięk, z którego wychodzimy poruszając się sekundami małymi lub wielkimi (wtedy mamy do czynienia ze skalą chromatyczną bądź diatoniczną). Opisany przeze mnie typ pentatoniki to pentatonika anhemitoniczna – bezpółtonowa – i jest ona najstarszym przedstawicielem tego systemu. Młodszym jej typem jest pentatonika półtonowa. U jej podstaw leży 12 lu (półtonów), wyprowadzonych z następstwa czystych kwint, z każdego lu wyprowadzić można skalę pentatoniczną, a każdy podstawowy dźwięk skali pentatonicznej może być punktem wyjściowym dla nowej tonacji. Ponieważ materiał do tworzenia skal daje wycinek pięciu kwint, z tego skomplikowanego opisu wywnioskować można, iż w teorii muzyki chińskiej do ok. 300 p. n. e. posiadano 60 tonacji. W epoce Dynastii Czou poszerzono ten system o skale heptatoniczne, przez dodanie półtonów do dwóch dźwieków. Dzięki temu były więc już 84 tonacje – i tę muzykę uznawano za muzykę nową. Powyższy system jest ściśle powiązany z kosmologią, naturą i wnętrzem człowieka. Każdy dźwięk skali przypisany jest określonemu elementowi przyrody, całość (już rozwiniętą o heptatonikę) można przedstawić na takim schemacie:
1 dźwięk – kung = rok, ziemia, środek, Saturn spokój
2 dźwięk – szang = jesień, metal, zachód, Wenus, troska
3 dźwięk – kue = wiosna, drewno, wschód, Jowisz, gniew
4 dźwięk – pien czy = półton od czy [po wprowadzeniu heptatoniki]
5 dźwięk – czy = lato, ogień, południe, Mars, radość
6 dźwięk – ju – zima, woda, północ, Merkury, strach
7 dźwięk – pien kung – półton dźwięku kung, rozpoczynającego skalę
[8 dźwięk – kung]
Aby zakończyć już opis historii tej muzyki, należy wspomnieć także o dynastii Han (206 p.n.e. – 220 p.n.e.) – mówi się, iż jest to epoka odrodzenia tzw. dawnej muzyki, w której jednocześnie dopuszczono do wpływów zachodnich. Stało się to za sprawą pojawienia się instrumentów, do tej pory kojarzących się raczej z muzyką Grecji i Rzymu – aulosa i lutni. Ponadto, obok przekazywanej wyłącznie w formie ustnej muzyki (taka praktyka stosowana jest do dziś) pojawiła się notacja – system neumatyczny (linie oraz graficzne znaki odnoszące się do tempa i głośności, czerwonymi i czarnymi cyframi oznaczano moment wejścia instrumentów perkusyjnych).
Końcowym etapem rozwoju muzyki związanej z buddyzmem był czas po panowaniu dynastii Sui, Tang i Sung – po okresie wpływów tureckich, powrócono do dawnej muzyki, pozostawiając ją jednak otwartą na zachodnie wpływy.

Instrumentacja

Zarówno w Chinach, Tybecie, jak i Japonii, instrumentacja różni się dość poważnie od pojmowania pojęcia muzyki istrumentalnej przez Europejczyków. Każdy instrument wyrażać ma przede wszystkim religijną ideę, a więc przy jego użyciu nie ma znaczenia warstwa brzmieniowa, a przywołanie bóstwa, któremu jest poświęcony. Nie tworzą się zespoły, równie ważna jest muzyka kilku-kilkunastu instrumentów, jak odosobnionego bębna. Za czasów Konfucjusza powstała Księga obrzędów, która przekazuje systematykę instrumentów – podzielonych według materiału, z jakiego zostały zrobione.
Tak przedstawia się owa systematyka:

Materiał, Instrument, Ogólna nazwa, Symbol – pora roku, Symbol – kierunek
metal, dzwonki, kung, jesień, zachód
kamień, litofon, k’ing, późna jesień, pn. zachód
błona, bęben, czang-ku, zima, północ
tykwa, harmonijka ustna, szeng, przedwiośnie, pn. wschód
bambus, fletnia Pana, p’ai-siao, wiosna, wschód
drewno, tarło, ju, wczesne lato, pd. wschód
jedwab, cytra, k’in, lato, południe
glina, flet naczyniowy hun późne lato pd. zachód

O specyficznych dla poszczególnych regionów instrumentach opowiem dokładniej poniżej.

Katarzyna Paluch

Buddyjska ideologia muzyki

Wprawdzie śpiewy są bardzo istotną rzeczą w liturgii buddyjskiej, jednak dyskusje na ten temat czy systematyczne opisy są rzadkością w buddyjskiej literaturze. Jest to podyktowane innym sposobem pojmowania muzyki, mającym podłoże w zgodnym z Buddyzmem ascetyzmie. Zgodnie z doktryną pancendriyani, pięć ludzkich organów zmysłowych (oczy, uszy, nos, język, ciało) są źródłem poznania. Pozytywne duchy mogą być odbierane poprzez zmysły, co w konsewkencji przyczynia się do religijnego oświecenia. Muzyka, taniec i inne rozrywki, zajmują zmysły, w sposób sprzeczny z buddyjską moralnością. Buddyści wierzą, że muzyka i taniec, które służą rozrywce, mogą przyczynić się do „upadku” moralnego.
Ten antyhedonizm jednak nie wyklucza muzyki z buddyjskich obrzedów. Muzyka ma zatem być wyrazem uwielbienia Buddy, i jemu służyć. Najbardziej pospolite odgłosy, jak śpiew ptaków, są przez Buddystów nazywane „brzmieniem nieba” czy „wspaniałymi dźwiękami” (tianyue i miaoyin). W sutrze buddyjskiej przeczytać możemy „te dźwięki delikatnie penetrują pięć źródeł… kiedy ludzie słyszą tę muzykę, koncentrują się na wyśpiewywaniu imion Buddy”. Jednak chińskie słowo muzyka [yue] pojawia się w tych opisach dość rzadko, z wyżej wymienionych powodów. Częściej pojawia się słowo „yin” – dźwięk, lub specyficzne określenia dźwięków jak „fayin” – dźwięk dharma. W rzeczy samej więc, termin „muzyka buddyjska” może być wieloznaczny i kontrowersyjny.
W kontekście rytuału, Buddyści używają specjalnego określenia „fanbei” lub „fanyin” do nazwania śpiewów. Termin ten jest wzięty z sanskrytu patha. Fanbei to zasadniczo chór akompaniowany przez instrumenty perkusyjne. Okazjonalnie pojawiają się instrumenty dęte bądź strunowe, szczególnie wtedy, gdy fanbei integruje się z elementami religii nieklasztornej (np. w czasie procesji). Śpiew monastyczny wykonywany był zazwyczaj wyłącznie przez duchowieństwo. W wielu klasztorach mnich zwany weina jest liderem śpiewu – zaczyna każdą sekcję fanbei przez wyśpiewanie jednej sylaby, później dołącza do niego chór.
Ceremonia składa się z trzech części: introdukcji (zyobun), części głównej (syozyubun) i konkluzji (ruzubun). Jest to analogiczne do trzech części sutry. Pierwsza część ma służyć wyjaśnieniu ceremonii, ostatnia – podzieleniu się religijnym jej efektem. W kulminacyjnych momentach mnichowie recytują sutry czy mantrę.
Buddyzm jest jedną z największych religii świata i doczekał się już wielu „odmian”, z których każda charakteryzuje się czymś specyficznym. W tym miejscu nie zamierzam zagłębiać się w szczegóły i wnikać aż w opisy poszczególnych rytów, zwłaszcza, iż one nie mają większego wpływu na muzykę (poza rytem tybetańskim, ale o nim za chwilę). Ma go za to położenie geograficzne i ono posłuży mi za kryterium podziału.

Japonia

W Buddyzmie japońskim wokal jest najważniejszy. Muzyka wokalna nazywana jest syomyo. Melodyka syomyo zdeterminowana jest przez intonacje (cztery typy). Syomyo w zasadzie jest nieakompaniowane, czasem ma charakter antyfonalny. Każdy z mnichów śpiewa wedle swoich własnych możliwości, najczęściej siedząc, choć zdarza się, że recytują swoje teksty chodząc.
Przy okazji Japonii warto jednak wspomnieć też, o muzyce praktykowanej poza klasztorem – nie można bowiem oddzielać „świeckiego” życia od duchownego, z tego względu, iż jest ono niemal tak samo zdeterminowane religią, jak u mnichów. Akurat w Japonii muzyka świecka może się poszczycić najwyższym stopniem zaawansowania. Sztuka śpiewu także jest bardzo ceniona, rozwinięto jednak bardzo mocno inne formy ekspresji – jak taniec, teatr czy muzyka instrumentalna. Do faktu tego z całą pewnością przyczyniła się specyficzna kultura i środowisko gejsz – które najcelniej opisać można słowami z książki Arthura Goldena: „gejsza to żywe dzieło sztuki”.
Instrumenty wykorzystywane tam to, między innymi, biwa, shamisen, koto i cytra – insturmenty strunowe, dające charakterystyczne i często kojarzone (nawet potocznie) z muzyką orientalną wysokie brzmienie. Zwłaszcza biwa jest w tej kwestii rozsławiona, shamisen zaś był towarzyszem śpiewu i tańca (fotografia obok – dźwięki na shamisenie wydobywa przez uderzanie w struny plektronem). Shakuhachi to bambusowy flet z sześcioma otworami i najczęściej używany jest przy rytuałach Zen, dzięki którym zresztą stał się sławny na Zachodzie.

Chiny

Chińska muzyka to zasadniczo monodia, aczkolwiek można doszukać się w niej pewnej odmiany wielogłosu – nie istniało wtedy pojęcie techniki bourdonowej, ale tak umownie nazwać można sposób wykonywania utworu przy „akompaniamencie” instrumentu grającego jeden stały dźwięk, czy śpiew mnichów z towarzyszeniem jednostajnego śpiewu na jednym tonie. Instrumenty to wyłącznie subtelne towarzystwo do recytacji czy śpiewu, a większe partie czysto instrumentalne służą wypełnieniu czasu rytuałów. Heterofonia jest zazwyczaj niezamierzona i zależy od indywidualnego sposobu wykonywania recytacji przez poszczególnych duchownych.
Sposób śpiewania muzyki również jest odzwierciedleniem powiązania jej z obrzędowością. Artykulacja słów różni się od naturalnej mowy i zbliżona jest do brzmienia instrumentu. W konsekwencji uzyskuje się więc tzw. śpiew biały czyli gardłowy, szostki i chropowaty, niejednokrotnie też bardzo wysoki. Tekst modlitwy ma w pieśniach wartość nadrzędną, więc najczęstszym sposobem wykonania jest parlando (szybka, melodyjna deklamacja) lub śpiew długonutowy. Towarzyszenie instrumentów ograniczało się czasem wyłącznie do wystukiwania rytmu na bębnach lub charakterystycznych dzwoneczkach ręcznych. Za prawidłową deklamację tekstu odpowiadają specjalnie wyuczeni mnisi, którzy od wczesnych lat dzieciństwa przygotowywani są do prowadzenia tego typu rytuałów.
Instrumenty w tutejszym buddyzmie określane są jako faqi (instrumenty prawa, dharmy). Większość z nich służy do sygnalizowania rutynowych komend – np. informowania o czasie na medytację. Wśród nich wyróżniamy:

– daqing – duży dzwon z bronzu
– yinqing – mały dzwoneczek uderzany drewnianą pałką (dzwoneczki symbolizują jasność umysłu, faqi to zasadniczo idiofony i membrafony używane przy większości rytuałów.)
– hazi – cymbały
– dangzi – mały gong
– dazhong – duży dzwon
– gu – ogromy bęben
– muyu – bębenek w kształcie rybiej głowy

Tybet

Tybetański rytuał klasztorny jest najbardziej bogaty i rozwinięty. Ma to swoje podłoże w synkretycznej formie buddyzmu wyznawanego tamże. Buddyzm tybetański określany jest mianem lamaizmu (nazwa pochodzi od słowa „lama” określającego duchownych). Religia ta pojawiła się w Tybecie za sprawą króla Srong-btsan-sgam-po w VII w. n.e. Dwa stulecia później sprowadzono w to miejsce wielu mnichów buddyjskich, w tym najsławniejszego i czczonego tam do dziś Padmasambhavę. Specyficzna forma tej odmiany buddyzmu jest konsekwencją połączenia go z wyznawaną wcześniej w Tybecie religią bon. Efekt to inna hierarchia duchowieństwa (przede wszystkim wiara we wcielenie Boddhisattwy Avalokiteśvary w osobie dalaj-lamy), oraz synkretyczna, bogata forma obrzedowości. Bardzo wyraźnie widoczne jest to także w rozbudowanym instrumentarium towarzyszącym liturgii buddyjskiej w Tybecie:
– jak we wszystkich rytach, występują tu podręczne, mosiężne dzwonki dril-bu, często posrebrzane, zdobione płatkami lotosu i sylabą „OM”. Posiadają też charakterystyczne uchwyty zwane wadżra, które symbolizują zjednoczenie męskich i żeńskich aspektów życia – mądrości i współczucia. Ważne jest to, w której ręce grający trzyma taki dzwonek – jeśli w lewej, oznacza mądrość, w prawej – współczucie.
– drewniane bębenki damaru (z nieodłacznym elementem w postaci sznureczków z koralikami.)
– gjalingi porównać można do „naszych” obojów, posiadają bardzo specyficzne, atonalne brzmienie.
– radongi, posiadają potężne brzmienie i stanowią z pewnością największy z tutejszych instrumentów. Monumentalne trombity wykorzystywane są także podczas tybetańskich tańców czham – odprawianych w czerwcu, na cześć apostoła buddyzmu w Tybecie Padmasambhawy – które przynieść mają uwolnienie od „demonów umysłu” jak zawiść czy egoizm. W ceremonii tej wykorzystuje się też gongi – nieodłączny element krajobrazu tybetańskiego. Wykonane z mosiądzu talerze mają także – podobnie jak w Chinach – funkcję sygnalizacyjną.
Charakterystyczne dla tego rejonu są misy tybetańskie. Sposób wydobywania dźwięku przypomina grę na kieliszkach wypełnionych wodą. Stworzone ze stopów metali „dzwony bez serca” pociera się specjalną pałeczką po krawędzi, a dźwięk wydobywany podczas tej czynności jest ostry i przenikliwy. Co ciekawe, wydobywane są wtedy dwa tony równoczesnie, możliwe jest także osiągnięcie trzeciego. To przypomina kolejną, bardzo specyficzną technikę dla mnichów tybetańskich, jaką jest śpiew alikwotowy. Śpiewający w ten sposób potrafi jednocześnie ze swojego gardła wydobyć ton i jego alikwoty (są to części składowe dźwięku, o uporządkowanych częstotliwościach) przez co słuchajac takiego brzmienia mamy wrażenie, iż są to tony śpiewane przez kilka osób. „Bourdonowy” charakter takiego śpiewu miał służyć jako element medytacji, pomoc w transie. Śpiew gardłowy nie jest spotykany w żadnym innym z wcześniej opisanych przeze mnie miejsc. Ciekawe jest za to, że najczęściej występuje on w krajach Mongolii, szczególnie w Tuvie – przez co często ta technika określana jest mianem „śpiewu tuwiańskiego”.
Wszystkie te instrumenty mogą być wykorzystywane równocześnie, co najczęściej podczas liturgii odprawianej na klasztornych dziedzińcach, służacej – przykładowo – wyproszeniu zdrowia dla chorego mnicha. Odprawiany przy świetle księżyca rytuał składał się z trzech części: partii instrumentalnej (wprowadzenia) z użyciem wielu instrumentów (trąbki, szałamaje, bębny, talerze), śpiewu chóralnego a capella i zakończenia w postaci drugiej, dłuższej partii instrumentalnej.
Ten, mimo wszystko, ogólny zarys teorii i praktyki muzycznej towarzyszącej buddyzmowi, może jednak dość wyraźnie zasygnalizować odmienność prakytki religijnej Dalekiego Wschodu – która różni się od zachodniej pod niemal każdym względem. Narzucany przez doktrynę ascetyzm, ma swoje odbicie w każdm aspekcie życia duchowego, co zastanawia (a może zawstydza) zwłaszcza wtedy, gdy przypomnimy sobie przepych i bogactwo barokowych kościołów katolickich, z których ambon nawoływano do skromnego życia. Buddyzm to dzieło totalne i nie uznające kompromisów, determinujące całokształt życia człowieczego i jego dzieła.
Artykuł ukazał się na portalu geozeta.pl, jego autorką jest Katarzyna Paluch.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Geozeta”: Muzyka w buddyzmie Reviewed by on 27 kwietnia 2010 .

Słowem wstępu Kultura Wschodu przyciągała jak magnes europejskich magnatów, polityków, poetów, malarzy i muzyków, intrygując ich swoją specyficzną i bardzo różną od tego, do czego przyzwyczajamy (i przyzwyczajano) się na co dzień. Inny sposób myślenia, postrzegania i rozumienia wszelkich zjawisk, różna filozofia i ściśle powiązana z nią sztuka ciekawiła swoją głębią i tajemniczością. Chwila gdy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź