BLOGOSFERA

[Dzienniki zza Tarczy] Mo Yan – jak zostałem pisarzem

Wszystkich mniej lub bardziej związanych z Chinami czwartkowa wiadomość o przyznaniu mu Nagrody Nobla wprawiła w euforię… lub w irytację – bo styl Mo Yana zdecydowanie nie każdemu odpowiada.  Na pierwszy rzut oka wydaje się on niefrasobliwy, pełny życia i pełny szaleństwa. Kultura chińska stawia jednak przed pisarzem cały szereg wymagań, cały szereg zadań, z których musi się on wywiązać. I nie chodzi tutaj o obowiązek przynależności do Chińskiego Związku Pisarzy, ale o kwestie natury moralnej. Czy pisarz może naprawić świat? Jaki powinien być stosunek pisarza do rzeczywistości? Gdzie można zakreślić granice krytyki? Poniżej przedstawiam przetłumaczony przeze mnie wykład Mo Yana, który został wygłoszony 7 lat temu, gdy twórca otrzymał doktorat honoris causa z literatury na Wolnym Uniwersytecie Hongkongu. Niewątpliwie Mo Yan odpowiada w nim przynajmniej na część spośród tych pytań.

Mo Yan – Jak zostałem pisarzem.
Porcja pierogów

W 1957 roku do mojego domu przyszedł sąsiad, który był studentem.

Mówił, że kiedy przebywał w Jinanie, poznał jednego „zepsutego” pisarza. Chciałem wiedzieć, do jakiego stopnia pisarz ów był „zepsuty”. Otóż każdego dnia jadł trzy porcje pierogów.

W tym czasie jadłem pierogi raz na rok. A i to nie zawsze.

Zapytałem wtedy sąsiada: „Wujku, jeśli napisałbym jakąś powieść, to czy mógłbym każdego dnia jeść trzy porcje pierogów?”

Tak więc moje pierwsze marzenie o literaturze i karierze pisarskiej wzięło się stąd, że każdego dnia chciałem jeść trzy porcje pierogów.

Po tym, jak wreszcie wypożyczyłem i przeczytałem wszystkie książki, które były w wiosce, w głowie miałem już pewne pojęcie o literaturze.  W wiosce mieliśmy różne klasyczne powieści, takie jak „Powieść o Trzech Królestwach”, „Niesamowite historie o dziwnych ludziach” czy „Powieści historyczne z czasów dynastii Sui i Tang”. Różnymi metodami, a to pomagając ludziom w pracy, a to poprzez handel wymienny, zdobyłem i przeczytałem wszystkie te powieści. Wydawało mi się wtedy, że przeczytałem wszystkie książki na świecie.

Skąd pseudonim „Mo Yan”

Od dziecka bardzo lubiłem mówić. W wiosce mawiali o takich dzieciach, że gadają, jakby strzelały z armaty. Potem napisałem opowiadanie „Czterdzieści jeden strzałów”, jednym z bohaterów też jest takie dziecko, postać ta oparta jest na moich osobistych doświadczeniach.

Jako że lubiłem dużo mówić i przy okazji zawsze mówiłem prawdę, przysporzyłem mojej rodzinie wiele kłopotów. Zatem gdy kilkadziesiąt lat później moja pierwsza powieść miała zostać wydana, postanowiłem opatrzyć ją pseudonimem „Mo Yan”, co oznacza „niemówiący”. Był to rodzaj przypomnienia dla samego siebie, żebym tak dużo nie gadał. Czas pokazał, że wcale mi się to nie udało, mówię tak dużo, jak kiedyś, a w szczególnie istotnych kwestiach mówię prawdę.

Uważam, że mówienie prawdy to bez wątpienia jedna z najwartościowszych cech pisarza. Jeśli pisarz kłamie, to społeczeństwo nie ma z jego pracy żadnych korzyści, nie pozostaje to też bez negatywnego wpływu na jakość literatury. Największe dzieła literatury muszą mieć w sobie coś z prawdy, a w szczególności powinny odzwierciedlać życie ludzi z klas niższych.  

Wyznaję pewien rodzaj przesądu: otóż uważam, że sztuka i literatura nigdy nie mogą stać się narzędziami pochwały. Literatura i sztuka powinny pokazywać to, co mroczne, ukazywać ciemne strony społeczeństwa, panujące w nim niesprawiedliwości, powinny też ukazywać mroczne miejsca w duszy człowieka, złą stronę jego natury.

Gdy zatem moje powieści były publikowane, niektórzy czytelnicy okazywali niezadowolenie. Zbyt wnikliwie zbadałem bowiem te mroczne miejsca.

Oczywiście nie zabiegam o takich czytelników, ani też nie zrezygnuję ze swoich zasad tworzenia literatury. Kiedy skończyłem powieść „Zmęczenie życiem i śmiercią”, w postscriptum umieściłem takie zdanie: „Choćby został tylko jeden czytelnik, ja dalej będę pisał w ten sposób”.

Wyobraźnia to dziecko głodu i strachu

Moja wyobraźnia jest całkiem niezła. Dlaczego tak jest? Ponieważ moja wyobraźnia bierze się z głodu. Kiedy wybiegałem ze szkoły w piątej klasie, sam chodziłem z dwoma krowami na pastwisko. W oczach krów widziałem własne odwrócone odbicie. Czasami leżałem na trawie, patrzyłem na białe chmury, słuchałem śpiewu ptaków, słyszałem, jak rośnie trawa, czułem zapach ziemi. Tego rodzaju doświadczenie długiego kontaktu z ziemią, z naturą, i to osamotnienie w towarzystwie zwierząt – wszystko sprawiło, że pogrążałem się w marzeniach i fantazjach.

Nawet teraz nadal wykorzystuję ten życiowy materiał, który nagromadziłem w pierwszych dwudziestu latach swojego życia. Doświadczeń późniejszych w zasadzie do tej pory nie przelałem na papier.

Jeśli chodzi o wyobraźnię, to są także zewnętrzne źródła. Nasza wioska Gaomi w prowincji Szantung jest niedaleko od miejsc opisywanych w „Niesamowitych historiach” Pu Songlinga, nie dalej niż 150 kilometrów.

Słyszałem wiele razy, jak starsi ludzie opowiadali historie o duchach, człowiek, który się boi, także uruchamia wyobraźnię. W latach sześćdziesiątych minionego stulecia wielu ludzi umierało. Rekordem naszej wioski było osiemnaście zgonów jednego dnia. Gdy tylko wychodziło się z domu, widziało się w polu błysk żałobnych latarni, a w powietrzu unosiły się lampiony. Moja ciotka, która była w wiosce lekarzem, mówiła mi, że to zaloty lisicy*.

Człowiek, który znalazł się w takim środowisku, z pewnością odczuwa rodzaj lęku, wyobraźcie sobie, że jesteście otoczeni mnogością tajemniczych przedmiotów, a gdy idziecie drogą, słyszycie wyraźnie dźwięk podążających za wami kroków.

Stąd właśnie pochodzi wyobraźnia.

Jakie znaczenie dla powieści ma struktura?

Struktura w powieściach ma kluczowe znaczenie, za każdym razem, gdy piszę, wysilam umysł, by opowiedzieć moją historię za pomocą struktury innej od tych, które użyłem wcześniej. Jeśli pisze się powieść w formie kroniki, annałów, to z pewnością będzie długa, i aby zachować spójność, nie będzie można pominąć żadnego z wydarzeń. Jeśli pisze się powieść epistolarną, to ta  klasyczna forma ma pewne zalety, a największą z nich jest swoboda: można od roku 1958 przeskoczyć do 2008, przetworzyć w artystyczną formę wszystkie te doświadczenia mojej ciotki z jej kariery lekarskiej sprzed pięćdziesięciu lat.

W jaki dialog wchodzi ze światem literatura chińska?

Obecnie literatura chińska zaczęła wchodzić ze światem w dialog, przekroczyła wąskie, klasowe uprzedzenia, a dokonało się to w dużej mierze w latach osiemdziesiątych minionego stulecia. W tym czasie prawie wszyscy pisarze w wielkich ilościach czytali powieści przetłumaczone z zachodnich języków. Znacząco poszerzyło to horyzonty chińskich powieściopisarzy. Powieści, które napisałem w latach osiemdziesiątych, także noszą na sobie bardzo wyraźne piętno zachodnich wpływów, na przykład „Złotowłose dziecko” czy „Piorun kulisty”.

Kiedy doszedłem do etapu wyznaczanego przez „Czerwone sorgo”, pojąłem, że muszę uciec od tych wpływów, że koniecznie muszę pisać swoje historie, opowiadać czytelnikowi o tym, z czym jestem zaznajomiony.

Wymaga to pójścia między ludzi, poszukiwania tych wszystkich bogatych zasobów prawdy, ukrytych w ludzie. Oczywiście mówiąc o ludzie nie mam na myśli wyłącznie oddalonych od cywilizacji wiosek, miasta także zamieszkuje lud. Stąd wzięły się „Kara drzewa sandałowego” oraz „Zmęczenie życiem i śmiercią”.  

Tak więc literatura chińska powstająca po latach osiemdziesiątych, wliczając w to mnie, zapożycza wiele z tych dwóch źródeł. Pożyczamy od przetłumaczonych na chiński zachodnich powieści, mają one bardzo istotny wpływ na nasze koncepcje literatury. Wiele materiałów pozyskujemy też od ludu – tak wygląda właśnie współczesna chińska literatura.

 Czy etykietka „Made in China” gwarantuje sukcesy?

Jaka znowu etykietka? Sam nie wiem. W posłowiu do „Kary drzewa sandałowego” napisałem, że chcę tworzyć we własnym stylu i wcale nie po to, by mieli to czytać zagraniczni tłumacze. Żaden pisarz nie może się ograniczać, zmieniać sposób pisania czy też nadawać odgórnego kierunku swojej twórczości po to tylko, by zdobyć jakąś nagrodę. A nawet jeśli chciałby zmienić, to czy może mu się udać?
Pisać należy tak jak się komu podoba. W codziennym życiu mogę być odważny, ale mogę też być tchórzem, żałosną kreaturą, kiedy jednak piszę książki, staję się pożądliwy jak królik, nieustraszony jak lew i twardy jak skała.

* – lisica [狐狸精] to przynosząca zgubę żeńska zjawa rodem z chińskiej demonologii ludowej.

Wywiad za stroną Shizheng Xinwen  , skrócony, śródtytuły przekształcone.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
[Dzienniki zza Tarczy] Mo Yan – jak zostałem pisarzem Reviewed by on 13 października 2012 .

Wszystkich mniej lub bardziej związanych z Chinami czwartkowa wiadomość o przyznaniu mu Nagrody Nobla wprawiła w euforię… lub w irytację – bo styl Mo Yana zdecydowanie nie każdemu odpowiada.  Na pierwszy rzut oka wydaje się on niefrasobliwy, pełny życia i pełny szaleństwa. Kultura chińska stawia jednak przed pisarzem cały szereg wymagań, cały szereg zadań, z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź