BLOGOSFERA

[Dzienniki zza Tarczy] Materialistyczne Qingming

Jest teraz w Chinach święto Qingming, czyli odpowiednik naszych Zaduszek – dzień wspomnienia zmarłych i odwiedzania grobów. Na pekińskich ulicach ruch mniejszy niż zwykle, widać, że wielu spośród tych, którzy tu na co dzień żyją i pracują, groby przodków mają gdzie indziej. Reprezentacyjnym cmentarzem Pekinu jest Góra Babao [八宝山], położona na zachód od dawnych bram miasta (zachód – kierunek, w który odchodzą zmarli). Zwyczaj pochówku na stokach wzniesień to charakterystyczna cecha tradycyjnej kultury chińskiej i nadal na południu, jeśli wędrujemy przez pagórkowaty teren, to co i rusz napotykamy duże, rodzinne grobowce.  Przeludnione aglomeracje północnego wschodu nie mogą sobie na to pozwolić z oczywistych przyczyn i tak najczęstszą formą grzebania zmarłych pozostaje kremacja. Nie dotyczy to jednak szczególnie zasłużonych, które trafiają na umieszczony zaraz przy wejściu do Babao Cmentarz Rewolucji.

W poniedziałkowy poranek wybrałem się tam ja. Groby z szarego betonu udekorowane są wiązankami kwiatów, prawie na każdym wykuto nie tylko podobiznę i lata życia, lecz także skrócony życiorys zmarłego, najczęściej powielający wzorzec: urodzony tego i tego roku, wtedy a wtedy wstąpił do partii/rozpoczął działalność rewolucyjną, piastował takie a takie stanowiska. Niekiedy spomiędzy ogólnikowych określeń daje się wyczytać prawdę o czasach, w których żyli pochowani na cmentarzu: działacz partyjny Peng Zhen trafił do więzienia w czasie rewolucji kulturalnej, ale „nawet wówczas poświęcał się wytężonej pracy umysłowej.” Miał szczęście w nieszczęściu, że odpowiedzialni za niego śledczy nie byli aż tak gorliwi. O zmarłych nie mówi się zresztą „zmarły”, tylko „starszy człowiek”, [老人 lǎorén] – niektórzy mieli różne ciekawe zachcianki, na jednym z grobów na przykład posadzone jest drzewo, inny to ziemna mogiła bez żadnego prawie znaku szczególnego, i tylko stosy kwiatów świadczą o tym, że leży tu ktoś godny upamiętniania. Kłębiących się po cmentarzu żywych napominają slogany: 缅怀革命先烈,践行北京精神 (Czcij pamięć męczenników rewolucji / działaj w zgodzie z duchem Pekinu) Zmarli, ubrani w futrzane czapy z czerwoną gwiazdą i mundury, patrzą na nowe Chiny z poszarzałych fotografii. 

Mógłbym skończyć w tym miejscu, ale tak nie uczynię, bo mam w temacie Qingming coś jeszcze do powiedzenia. Tak jak w USA wiele horrorów trafia do dystrybucji przed Halloween, tak i w Chinach filmy o duchach [鬼片guǐpiàn] najlepiej ogląda się przed lub w trakcie Qingming. Ten, który dzisiaj obejrzałem (《绣花鞋》albo z angielska „Blood-stained shoes”), był dość marny, dlatego bez skrupułów opowiem całą historię. W filmach takich najczęściej straszy dziewczyna, która w młodości padła ofiarą okrutnego mordu, a po latach powstaje z grobu – z długimi włosami zasłaniającymi twarz, rzecz jasna – by mścić się na potomkach krzywdzicieli. Tu jest podobnie, bo dziewczynę posądzono o morderstwo i utopiono w rzece. Potem oczywiście powróciła i snuła się po wiosce. Rzecz w tym, że tak naprawdę nigdy nie umarła (bo topienie nie poszło zgodnie z planem), tylko postradała zmysły i włóczyła się bez sensu, a wszystkie przypisywane jej zbrodnie popełnił lokalny drobny urzędnik, mszczący się na starszyźnie wioski za śmierć żony w połogu, którą starszyzna próbowała „leczyć” zabobonnymi, tradycyjnymi metodami. Winny jest więc przesąd i zacofanie, jak także pijaństwo, prowadzące do niewierności małżeńskiej (dość istotny wątek poboczny) – pod takim przesłaniem towarzysz Peng Zhen podpisałby się z całą pewnością.

Współcześni Chińczycy dalecy są od tego rodzaju ideologicznej czystości. Nie żyją w próżni, a otaczające ich narody Południowo-Wschodniej Azji mają na kwestię istnienia duchów zgoła inne poglądy. Pewien Chińczyk tak powiedział o swoim koledze, który spędził parę lat w Tajlandii: Przed wyjazdem był takim zagorzałym materialistą, a po powrocie to i kadzidła Buddzie zaczął palić. Tajlandia jest tu chyba skrajnym przykładem: społeczeństwo, w którym zmarli są bardzo blisko żywych (wystarczy zobaczyć, jak wygląda tradycyjny ceremoniał pogrzebowy), nic więc dziwnego, że co i rusz ktoś mówi, że widział ducha bądź zna kogoś, kto widział. Ale i zwykli Chińczycy, prawie zawsze deklarujący bezwyznaniowość, potrafią zaskoczyć deklaracją w rodzaju: Wierzę w niebo. I w piekło. Wtedy dopiero jest sprawiedliwie.

 Pragnienie sprawiedliwości dzielą bowiem chyba wszyscy ludzie na świecie, na równi ci wierzący w duchy i ci wierzący w naukę. Odczuwali je pewnie także ci, którzy spoczywają na Cmentarzu Rewolucji, choć nam, Polakom, instynktownie brzydzących się sierpów, młotów czy czerwonych gwiazd, ciężko to przełożyć na nasze realia kulturowe. Po chińsku pragnienie to wyraża idiom 扫除天地 [sǎochú tiāndì], co oznacza mniej więcej wymieść śmieci, zrobić na świecie porządek i dziwnym zbiegiem okoliczności dzieli znak 扫 sǎo z określeniem 扫墓 sǎomù, oznaczającym zamiatanie grobów czy szerzej oddawanie hołdu zmarłym, czyli właśnie to, co jest esencją święta Qingming.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
[Dzienniki zza Tarczy] Materialistyczne Qingming Reviewed by on 4 kwietnia 2012 .

Jest teraz w Chinach święto Qingming, czyli odpowiednik naszych Zaduszek – dzień wspomnienia zmarłych i odwiedzania grobów. Na pekińskich ulicach ruch mniejszy niż zwykle, widać, że wielu spośród tych, którzy tu na co dzień żyją i pracują, groby przodków mają gdzie indziej. Reprezentacyjnym cmentarzem Pekinu jest Góra Babao [八宝山], położona na zachód od dawnych bram

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź