BLOGOSFERA

„Dziennik Polski”: Dymiące miasteczka Hokkaido

800px-Mt-yoteiPodróżując po zaśnieżonej krainie Hokkaido, szczególnie centralnej, płaskiej części wyspy, możemy mieć wrażenie, że znaleźliśmy się w zimowej Europie

Wiejskie gospodarstwa, pastwiska, brak pól ryżowych, muczące przed oborami krowy pogłębiają to złudzenie. Wystarczy jednak nagły kłąb pary, charakterystyczny zapach siarki i dymiący strumyczek wijący się w roztopionym śniegu, by rozwiać to wrażenie i przypomnieć, że jesteśmy w Japonii, gdzie wulkany jeszcze nie wygasły. Ta podziemna aktywność wyspy znaczona nagłym wybuchem, jest nie tylko przyczynkiem do obaw mieszkańców.

Jest i bogactwem i niesamowitym zjawiskiem, oswajanym w każdym miasteczku. Ogrzana przez wulkan woda, to wspaniały i naturalny dar. Łatwiej rozpuszczają się w niej minerały i stąd Hokkaido obfituje w moc przeróżnych miejscowości, których głównym przyczynkiem do sławy są kąpiele zdrowotne u źródeł.

Naga Góra

Io-zan w Narodowym Parku Akan to dzieło iście diabelskie. Z nagiego, różowawego zbocza z sykiem strzelają w górę kłęby pary. Otwory to wzgórza o jaskrawo zielonym kolorze siarki. Pod stopami bulgocą gorące błotniste źródełka i wiją się strumyczki z parującą wodą. U ujścia największego buchającego parą otworu krząta się para staruszków ustawiająca tam metalową siatkę z jajkami. Prócz tego, że gotują się prawie natychmiast, to jeszcze nabierają brązowawego koloru z minerałów wulkanicznych. Io-zan to wulkan szykujący się do wybuchu. Woda przeciekająca do głębi ziemi rozgrzewana jest przez stopione kamienie czyli magmę, jest supergorąca, stąd ogromne ciśnienie i syk pary. Wydobywające się gazy i para powodują, że na zatrutym zboczu nic nie rośnie, stąd inna nazwa Io-zan: Naga Góra. Niedaleko Io-zan jest zaparowane miasteczko Kawaya. Tam woda snuje się leniwie w ciepłych strumykach topiących zwały śniegu. Kilka uliczek i wielkie hotele, w których zatrzymują się amatorzy i koneserzy japońskich gorących źródeł. To wielki i jedyny interes jaki robią mieszkańcy Kawaya. Przy każdym hotelu jest onsen czyli spa. Japończycy bowiem darzą terapię gorącą kąpielą dużym szacunkiem i traktują ją wręcz z nabożeństwem. Silnie zmineralizowane wody z głębi ziemi mają leczyć nie tylko choroby ciała, ale i duszy. Przesiadywanie w basenach z wulkaniczną wodą, jak twierdzą tubylcy, ma nawet uleczyć choroby psychiczne. Być może jest w tym jakaś prawda, gdyż wspólne przesiadywanie nago otwiera bariery międzyludzkie, w tym silnie zindywidualizowanym społeczeństwie.

Onsen

Onsen jest narodową instytucją Japonii. Wywodzi się z tradycji wielu wsi, gdzie kobiety, mężczyźni i dzieci kąpali się nago we wspólnym basenie. Znajdował się on przy każdym większym skupisku ludzkim, gdyż o ciepłe i gorące źródła w tym wulkanicznym kraju nietrudno. Wykopany wspólnymi siłami, obudowany cedrowym drewnem lub skałami, służył wspólnocie do częstych kąpieli. Nie ma nic bowiem bardziej poniżającego godności Japończyka jak nieświeży zapach niemytego ciała. Słowo „kirei” znaczy i piękne, i czyste. Dopiero w XIX wieku pod wpływem purytanów przybyłych z Ameryki przedzielono onseny przegrodami, z osobną częścią dla mężczyzn i dla kobiet. Dzieci (do 12 lat) kursują między przegrodą, w zależności od tego, który z rodziców akurat korzysta z onsenu.

Bowiem w onsenie nie kąpie się w rozumiany przez Europejczyków sposób. Onsen to źródło mocy i miejsce do spokojnej relaksacji, i absolutnie nie służy do mycia brudnego ciała. Mycie musi bezwarunkowo nastąpić przed wejściem do basenu z gorącą wodą. Tak jak przed domową kąpielą, każdy Japończyk korzysta z prysznica, dopiero potem wchodzi do wanny. Złamanie tej reguły prowadzi do niemiłych konsekwencji. Na przykład można znaleźć napisy przy wejściu do onsenu: „Tylko dla Japończyków” w języku angielskim i… rosyjskim. Na Hokkaido ta przykra dyskryminacja wzięła się stąd, że rosyjscy rybacy nieświadomi etykiety, myli się nie pod prysznicami, ale już w basenie. Nawet pozostawienie resztek szamponu we włosach może prowadzić do komentarzy i wyproszenia z basenu. Przemykając spod pryszniców do onsenu możemy się jedynie okryć szmatką-pieluchą wielkości dwóch chusteczek do nosa. Ale i z tym trzeba uważać. W niektórych bowiem onsenach ręczniczka tego nie wolno zamoczyć w wodzie, więc jedynym miejscem gdzie możemy go zatrzymać przy sobie jest ułożenie w kostkę i trzymanie na czubku głowy. Kolejna restrykcja dotyczy… tatuaży. Wzięło się to z niechęci do brutalnej japońskiej mafii – jakuzy, jej „członkowie” wyróżniają się mocno wytatuowanym ciałem. Obcokrajowcy muszą się i z tym niestety liczyć. Jeśli tatuaż niewielki, to zapewne uda się przemknąć, ale na przykład David Beckham czy Angelina Jolie mieliby kłopoty z wejściem do publicznego onsenu. Nie tyle ze względu na jakąkolwiek kontrolę, ale na oburzenie przebywających w kąpieli Japończyków. Mimo tych wszelkich wymogów moczenie w gorących źródłach jest bardzo przyjemne i krzepiące. Szczególnie gdy basen znajduje się na zewnątrz i siedzimy w parującej wodzie otoczeni zwałami śniegu. To wyjątkowy urok gorących źródeł na Hokkaido, gdzie zimą powstają kilkumetrowe zaspy i śnieg pada prawie nieprzerwanie.W hotelach onsen jest zwykle otwarty całą dobę, więc możemy się tam wybrać późną nocą lub wczesnym rankiem, kiedy nie ma nikogo.

Inna opcją są „dzikie” onseny. Te łatwo umiejscowić, szczególnie zimą, kiedy gorąca para topi wokół śnieg. Jeśli ktoś miejscowy już tam siedzi możemy i my się zanurzyć. Jeśli zaś sadzawka jest pusta trzeba uważać, bo niektóre źródła zawierają pierwiastki radioaktywne i silnie trujące. Bezpieczniej i najłatwiej jest moczyć nogi w wielu „foot spa” czyli gorących basenikach z ławeczkami, które znajdują się w każdym „dymiącym” miasteczku.

Ośnieżone pola, wspaniałe góry i jedne z najciekawszych Parków Narodowych na świecie przyciągają do tej najbardziej na północ wysuniętej japońskiej wyspy wielu podróżników. Nie jest to jednak zatłoczone turystami miejsce. Tak jak i Polska, Hokkaido graniczy przez zmrożone Morze Ochockie, z Rosją. Mimo wspólnego sąsiada to jednak drugi koniec świata…

Artykuł ukazał sie w portalu „Onet.pl„. Autorem artykułu jest Anna Sanders.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Dziennik Polski”: Dymiące miasteczka Hokkaido Reviewed by on 10 marca 2010 .

Podróżując po zaśnieżonej krainie Hokkaido, szczególnie centralnej, płaskiej części wyspy, możemy mieć wrażenie, że znaleźliśmy się w zimowej Europie Wiejskie gospodarstwa, pastwiska, brak pól ryżowych, muczące przed oborami krowy pogłębiają to złudzenie. Wystarczy jednak nagły kłąb pary, charakterystyczny zapach siarki i dymiący strumyczek wijący się w roztopionym śniegu, by rozwiać to wrażenie i przypomnieć, że

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź