Dr N. Levi: Nieoficjalna wizyta Kim Jong-una w Pekinie i jej oficjalne skutki

 ›  ›  ›  ›  ›  › Dr N. Levi: Nieoficjalna wizyta Kim Jong-una w Pekinie i jej oficjalne skutki

Artykuły,Komentarz eksperta,Komentarze,Publicystyka,Top news

Dr N. Levi: Nieoficjalna wizyta Kim Jong-una w Pekinie i jej oficjalne skutki

Serdecznie zapraszamy do lektury najnowszego komentarza senior fellow CSPA dr. Nicolasa Levi, autora kompendium wiedzy o kraju Kimów- „Nic nie wiem o Korei Północnej”, które dostępne jest w naszym sklepiku. W sieci można znaleźć również zapis wywiadu z dr. Levi w Radio RDC na temat najnowszej książki: LINK.

Od niedzieli 25 do 28 marca Kim Jong-un w towarzystwie żony oraz licznych północnokoreańskich urzędników (m.in. Ma Won-chun, Kim Yong-chol, Ri Su-yong, Ri Yong-ho) odbył niespodziewaną wizytę w Pekinie, która została bardzo szczegółowo opisana przez media światowe, w tym północnokoreańskie. Wizyta w Pekinie okazała się pierwszym działaniem Kima na arenie międzynarodowej. Po tej wizycie Kim spotkał się z przedstawicielami Korei Południowej, z prezesem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz posłuchał koncertu muzyki K-Pop w Pjongjangu. I to wszystko w ciągu dwóch tygodni. Co się więc dzieje w głowie młodego przywódcy Korei Północnej?

Wracając do wizyty w Pekinie, mimo swego oficjalnego i prestiżowego wymiaru, media północnokoreańskie, w tym gazeta partyjna Rodong Sinmun, podkreślają, że wizyta ich przywódcy miała nieoficjalny charakter. Może lepiej było tak to przedstawić w związku z brakiem oficjalnego wsparcia władz chińskich dla spraw kluczowych dla przywództwa północnokoreańskiego. Wiele kwestii, jak na przykład handel pomiędzy tymi państwami (który w związku z sankcjami zmalał o 95% w ostatnich latach), pozycja Chin po nałożeniu sankcji przeciwko Korei Północnej itd. nie zostały oficjalnie podjęte, na powyższe tematy nie pojawiło się też żadne oficjalne oświadczenie. Co więcej, Xi Jinping nawet oficjalnie nie przyjął zaproszenia do Pjongjangu od władz północnokoreańskich. W związku z powyższym widać w tym wszystkim desperację Kim Jong-una, który może liczyć na wsparcie polityczne, ale w żadnym wypadku nie na złagodnienie sankcji przeciwko jego państwu. Reasumując, dzieje się źle dla Kima.

Kim, zdając sobie sprawę z trudnej sytuacji, w której znajduje się jego kraj oraz ze słabych notowań na arenie międzynarodowej, zabrał ze sobą do Pekinu swoją żonę, która już w młodości studiowała w tym mieście. Dla Ri Sol-ju nie jest to więc pierwsza wizyta. Po tej wizycie była widoczna na spotkaniach z innymi przedstawicielami zagranicznymi, m.in. z Chung Eui-yongem, szefem południowokoreańskich służb bezpieczeństwa (któremu powiedziała, że Kim Jong-un jest jej mężem), a w ostatnim czasie można było ją zauważyć na koncercie zespołu K-Pop Red Velvet w Pjongjangu. Czy pojawi się na (teoretycznie zaplanowanym na 27 kwietnia) szczycie pomiędzy Koreami? Jeśli szczyt odbędzie się, to sądzę, że tak. Jej wizerunek ma złagodzić dyktatorski obraz męża, zresztą uzasadniony.

Wizyta przywódcy Korei Północnej nie przyniosła korzyści ekonomicznych dla Korei Północnej, przynajmniej oficjalnie. Pjongjang uzyskał tylko wsparcie polityczne i wzmocnił pozycję chińską w rozgrywkach o dominację na Półwyspie Koreańskim. Żadna umowa handlowa nie została podpisana, nie wspomniano także o jubileuszu relacji pomiędzy tymi państwami (władze chińskie, jako pierwsze państwo na arenie międzynarodowej, uznały Koreę Północną w 1948 roku). A to akurat jest objawem słabej północnokoreańskiej pozycji negocjacyjnej, która prawdopodobnie chciała wymusić od władz chińskich bardziej widoczne wsparcie interesów północnokoreańskich. Stąd więc sądzę, że Kim Jong-un nie wrócił do Pjongjangu całkowicie usatysfakcjowany z podróży do Pekinu. Już w 1956 roku Kim Ir Sen odbywał wizyty w państwach komunistycznych i również nie dostawał wsparcia finansowego, którego oczekiwał wtedy od „zaprzyjaźnionych państw”. Idąc krok dalej, władze północnokoreańskie mogą ukarać Pekin w bardziej lub mniej rażący sposób (np. atakiem informatycznym lub porwaniem obywatela chińskiego). Umocnieniem tej porażki byłaby wizyta Kim Jong-una do Moskwy, gdzie charakter tej wizyty jest uzależniony od korzyści wynikających z tej podróży, przynajmniej dla elit północnokoreańskich. Czy taka wizyta jest możliwa? Jak najbardziej. W 1961 roku władze północnokoreańskie podpisały traktat przyjaźni ze Związkiem Radzieckim 9 lipca 1961 oraz dwa dni później z Chinami, praktycznie w tym samym czasie, i co jeszcze ważniejsze- o bardzo zbliżonej treści.

Wizyta Kim Jong-una jest swojego rodzaju porażką dla władz amerykańskich. Po pierwsze władze amerykańskie dumnie przedstawiły przyszły szczyt Trump-Kim, a tu zostali, kolokwialnie pisząc „wykiwani” przez władze w Pekinie, które w odróżnieniu od Trumpa wolały zadziałać i zaprosić Kima (o ile ten sam się nie wprosił do Pekinu), a po wizycie głośno pisały o wizycie przywódcy KRL-D. Po drugie, mimo że Biały Dom jest usatysfakcjonowany z rozmów chińsko-północnokoreańskich, w głębi serca jego urzędnicy wiedzą, że pozycja Chin w rozmowach z przywództwem północnokoreańskim jest niezastąpiona. Władze amerykańskie zostały poinformowane na ostatnią chwilę o tej wizycie, a napięcie pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem zwiększyło się, kiedy władze amerykańskie wysłały delegacje na Tajwan, aby spotkać się z urzędnikami tajwańskimi. Ta sprawa mocno zdenerwowała władze w Pekinie, które widzą w tej wizycie próbę destabilizacji przewodnictwa w Pekinie. Wizyta w Pekinie powoduje także, że Stany Zjednoczone i Chiny nie są już tylko partnerami w sprawie Półwyspu Koreańskiego, lecz konkurują, jeśli chodzi o to kto będzie decydować o przyszłości Półwyspu. Jeśli zatem szczyt pomiędzy Kimem a Trumpem odbędzie się, to Chiny poczują się mocno urażone. Prędzej widziałbym wizytę Kima w Moskwie, szczególnie patrząc na słabe wyniki wizyty w Pekinie. Kolejnym przegranym, lecz w mniejszym stopniu, jest też Rosja, która- przypominnijmy- chciała odgrywać strategiczną rolę na Półwyspie Koreańskim.

Lepiej zatem wyszło Kimowi 30 marca, kiedy Kim Jong-un spotkał się z Thomasem Bachem, prezesem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, kiedy omówiono udział Korei Północnej w kolejnych igrzyskach w Japonii, czyli w państwie, które jest w otwartym konflikcie z władzami północnokoreańskimi m.in. w związku z porwaniami obywateli japońskich przez północnokoreańskie służby bezpieczeństwa. Udział Korei Północnej w tej imprezie to też gwarancja pokoju dla Japonii. Dlatego więc Thomas Bach, mimo że osobiście nie przypada za Kimem, musiał uśmiechać się do kamer telewizji północnokoreańskiej, aby nie utrudnić relacji północnokoreańsko-japońskiej.

Jeśli Polska chce zaistnieć na arenie międzynarodowej, według wielkiego marzenia Witolda Waszczykowskiego (byłego Ministra Spraw Zagranicznych), pisząc historię, a nie fałszować ją w sprawie obozów koncentracyjnych, zaproponowałbym nie kierować się Nowogrodzką, ale głową. Dlatego więc, w sprawie koreańskiej na świecie, gdzie liczy się odwaga, z punktu widzenia polskich władz zaproponowałbym nowatorskie podejście o niskich nakładach inwestycyjnych, lecz o możliwym szerokim zasięgu i pozytywnych skutkach. Strategia ta byłaby wielotorowa, gdzie z jednej strony prowadzone byłyby rozmowy z władzami KRLD, lub ich przedstawicielami na terenie Polski, a równolegle egzekwowana byłaby bezkompromisowa aplikacja narzuconych sankcji przeciwko Korei Północnej. Dlatego nieprzypadkowo wiemy, że Ri Gun, ambasador KRLD w Polsce, weźmie udział w Kongresie Azjatyckim w Toruniu. Po drugie, wiemy, że dyplomaci KRLD próbują spotkać się z przedstawicielami organizacji państwowych ds. bezpieczeństwa. Po trzecie, polskie władze mogłyby zorganizować mecz towarzyski z drużyną koreańską, składająca się ze sportowców z obu Korei. Z drugiej strony, tak jak podkreśliłem wcześniej, polskie władze powinny sankcjonować podmioty, które w niejasny sposób współpracują z władzami północnokoreańskimi, przynajmniej w sprawie robotników północnokoreańskich pracujących w Polsce lub wyegzekwować należności od placówki północnokoreańskiej w Warszawie. Organizacja koncertu zespołu muzycznego z obu Korei mogłaby też mieć sens, przynajmniej w kontekście dyplomacji kulturalnej. Z mojej perspektywy w kontekście, w którym coraz częściej podkreśla się znaczenie Półwyspu Koreańskiego, Polskie władze, obojętne, jakie by były, powinny dalej wzmacniać aktywność w tym rejonie świata.
Oczywiście powyższy komentarz opiera się na oficjalnych kanałach dyplomacji oraz dostępnych informacjach. Biorąc pod uwagę tajne przedsięwzięcia w sprawie pokoju na Półwyspie Koreańskim oraz sprawę zakazu propagowania klasyfikowanych informacji, piekielnie ciężko jest zgadywać co stanie się dalej na Półwyspie Koreańskim. Dlatego wiec, w moim imieniu nie mogę o wszystkim pisać, lecz mogę tylko nakłonić czytelnika do dalszej refleksji.

 

dr Nicolas Levi

Udostępnij:
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    34
    Udostępnienia
Dr N. Levi: Nieoficjalna wizyta Kim Jong-una w Pekinie i jej oficjalne skutki Reviewed by on 6 kwietnia 2018 .

Serdecznie zapraszamy do lektury najnowszego komentarza senior fellow CSPA dr. Nicolasa Levi, autora kompendium wiedzy o kraju Kimów- „Nic nie wiem o Korei Północnej”, które dostępne jest w naszym sklepiku. W sieci można znaleźć również zapis wywiadu z dr. Levi w Radio RDC na temat najnowszej książki: LINK. — Od niedzieli 25 do 28 marca Kim Jong-un w

Udostępnij:
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    34
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź