Tajwan

Dożywocie dla Chen Shui Biana-komentarz

 

 

Abian

Chen Shui-bian został uznany za winnego sprzeniewierzenia funduszy państwowych. Orzeczenie wydał sąd okręgowy Tajpej, kończąc tym samym trwający ponad trzy lata skomplikowany proces, w którym oskarżonymi byli też członkowie najbliższej rodziny byłego prezydenta.  Chenowi zarzucono sprzeniewierzenie w czasie sprawowania urzędu w latach 2000-2008 środków finansowych o równowartości 3,15 mln dolarów ze specjalnego funduszu biura prezydenta Tajwanu. Był również oskarżony o przyjęcie łapówek na łączną sumę 9 mln dolarów oraz pranie brudnych pieniędzy za pośrednictwem kont w bankach szwajcarskich. Co oznacza wyrok na byłym prezydencie Tajwanu i jaka przyszłość rysuję się przed Formozą? zastanawia się Radosław Pyffel

Decyzja tajwańskiego sądu skazująca Chen Shui Biana byłego prezydenta Tajwanu, na dożywocie, zaledwie rok po złożeniu przez niego urzędu jest dla tajwańskiej demokracji jak uderzenie w World Trade Center.

Chen składał urząd w niesławie, nienawidzony przez Kuomintang i potomków Chińczyków z Kontynentu. Nie żałowali go także rdzenni Tajwańczycy, którzy uważali, że swoja postawą kompromitował sprawę niepodległości Tajwanu ( np. Shi Ming De, były opozycjonista, który spędził 25 lat w więzieniu).

Jednak sposób, w jakim kończy ten legendarny bojownik o tajwańską demokrację, a także poruszająca się na wózku inwalidzkim żona ( przejechana w latach 80-tych samochodem przez „nieznanego sprawcę”, prawdopodobnie agenta ówczesnego reżimu) jest zasmucający.

 

Chen pierwszy w historii cywilizacji konfucjańskiej przywódca, który wywodząc się z innego obozu politycznego, w sposób pokojowy, w drodze wyborów, przejął władzę w 2000 roku, obalał mit, iż Chińczycy są niezdolni do zbudowania sprawnej demokracji. Jego wyborcze zwycięstwo kompromitowało zwolenników tak zwanych wartości azjatyckich i wprowadzało Pekin w przerażenie, wytrącając podstawowy argument, jakoby demokracja i swobody obywatelskie, były nie tyle niepotrzebne w dziele modernizacji, co po prostu obce ich kulturze i niemożliwie do zastosowania. Jeśli bowiem udało się ją zbudować na Tajwanie, dlaczego nie można na Kontynencie gdzie też mieszkają Chińczycy, tyle tylko, że wciąż jeszcze nieco biedniejsi, gorzej wykształceni?

Dożywocie dla Chena, to koniec pewnej nadziei. Pekin triumfuję. Demokracją tajwańską może teraz straszyć własnych obywateli, którzy jak w Chinach tradycyjnie boją się chaosu a zagranicy mówić „ a nie mówiliśmy ze to nie ma sensu, że się nie uda?”. Tak zresztą powiedział ostatnio nie jakiś nudny partyjny aparatczyk, ale światowiec Jacki Chan, gwiazda honk kongskiego kina akcji. Takiego końca w 2000 roku, nie przewidywali najwięksi pesymiści.

 

 

Chen to niestety przykład, iż nieustraszony wódz na niespokojne czasy, nie zawsze jest dobry w czasach pokoju. W ogóle chyba nie zdawał sobie sprawy, że gra idzie o cos więcej niż o władzę. Szedł do niej po trupach. Polaryzował i wzbudzał nienawiść wśród rdzennych Tajwańczyków, do przedstawicieli dawnego reżimu Kuomintangu i potomków Chińczyków, którzy przybyli z armią Czang Kaj Szeka na wyspę w 1949 roku.  To zapewniało mu wyborcze głosy. W 2004 roku, kilka godzin przed wyborami nie zawahał się sfingować postrzału by pokazać ze jego przeciwnicy czyhają na jego zycie, by tym razem już, jako ubiegający się o reelekcje prezydent odegrać ulubioną rolę buntownika rzucającego wyzwanie reżimowi Kuomintangu. Miał wspaniałą kartę opozycjonisty, więźnia, obrońcy w procesach politycznych, człowieka nieustraszonego, a tymczasem okazało się ze w czasie swojej prezydentury rzeczywiście popełnił kilka drobnych szwindli. Przegrał nie tylko miejsce w historii, ale być może przyszłość demokracji na Tajwanie, a kto wie czy także nie na Kontynencie, dla którego Formoza miała być inspiracją.

Można brutalnie za Wyspiańskim powiedzieć, miałeś chamie zloty róg….

 

Niestety zemściło się cos, co ma ścisły związek z kulturą Chin czy konfucjanizmu w ogóle, a mianowicie inne podejście do konfliktu. Unika się go, często udaje ze w ogóle go nie ma, co dla nas ludzi Zachodu pachnie hipokryzją, lub jest komiczne, zwłaszcza, gdy za wszelka cenę demonstruje się jak bardzo jest „harmonijnie”. Kiedy konflikt jest, wtedy walczy się niestety z wielką zaciekłością i bez żadnych reguł. Przeciwnika, traktują się jak wroga z innego plemienia, czy klanu, nie dyskutuję się z nim, nie próbuje przekonać do własnych racji, ale wdeptać w piach i po prostu zniszczyć. Chenowi próbował to uczynic z KMT, a teraz gdy wahadło wyborcze przechyliło się w druga stronę, zemsta jest słodka.

 

Tajwańskie elity nie potrafiły się „samoograniczyć” i wypracować rozsądnego kompromisu. Konflikt, który jest nieodzowna częścią demokracji, potraktowały jak wojnę. Kto wygrywał choćby jednym głosem wycinał przeciwników i w instytucjach publicznych stosował znaną z Polski zasadę TKM aż do kierowcy i sprzątaczki.

Wyborcy- na Zachodzie i w Polsce już chyba tez- znudzeni kolejnymi nawalankami i pyskówkami, nie biorą ich na poważnie, a politycy mają problem, jak jeszcze polaryzować scenę polityczna i mobilizować elektorat. Tajwańczycy na swoje nieszczęście potraktowali ten podsycany przez polityków konflikt rdzenni, zieloni, patriotyczno-niepodległościowi vs przyjezdni w 49 roku, niebiescy, beneficjenci dyktatury Kuomintangu, zdrajcy myślący o konszachtach z Pekinem, bardzo poważnie. Być może, dlatego wkrótce Ci bogaci, wykształceni ludzie, obudzą się na Tajwanie stowarzyszonym z ChRL-em, na co zresztą w 2008 roku sami glosowali.

 

Na usprawiedliwienie dodajmy ze kompromis ten osiągnąć było dużo trudniej. Gdy dyktatura podjęła decyzje ze się zdemokratyzuje, dawniej skrywane problemy eksplodowały z wielką siłą. Na wyspie tak naprawdę pojawiły się dwa narody, dawniej trzymane żelazną ręką przez reżim Czang Kaj Szeka i KMT. Demokracja tajwańska stała się po prostu etnicznym plebiscytem miedzy zielonymi, mieszkańcami wyspy, optującymi za niepodległością, i niebieskimi, potomkami Kuomintangu, którzy nie chcieli zrywać związków z Chinami.

Te dwie grupy miały rozbieżną wizje Tajwanu. Zabrakło konsensusu. Zamiast tego zaczęła się wyniszczająca wojna, która przy mniej więcej wyrównanych siłach, może trwać jeszcze bardzo długo…

 

Trzeba także zwrócić uwagę na zmieniające się geopolityczne otoczenie Tajwanu. Jego gospodarcze uzależnienie od Chin i interesy, jakie ta wyspa ma z chińskiego wzrostu. To wszystko zbiegło się z dość gorzkim doświadczeniem, jaką dla Tajwanu była reakcja świata zachodniego, który w ogóle nie docenił ogromnego wysiłku, jaki ta bogata wyspa dokonała żeby się zdemokratyzować. A każdy, kto zna Chiny wie, jakie jest to trudne. Czy tajwańscy demokraci nie mieli prawa czuć się rozczarowani, gdy wszyscy ruszyli z interesami do Chin, i ogóle nie zwracali na Tajwan uwagi, pogłębiając jego izolację?  To nie było fair. Niewykluczone, iż elity KMT po prostu doszły do przekonania ze to czy będą demokracja czy nie dla Zachodu ogóle nie ma znaczenia i lepiej już dogadać się z Chinami, ( których Tajwan ekonomicznie jest już częścią)

 

Mimo to nie wszystko jeszcze stracone. Chen i jego żona mogą od tego wyroku apelować. Wszystko zależy jak Tajwańczycy odbiorą decyzje sądu. Zdecydowana większość z nich (także zwolennicy prezydenta) uważa, że Chen rzeczywiście popełnił kilka z zarzucanych mu czynów. Czy uznają tą decyzję za sprawiedliwą i ją zaakceptują, czy też uznają, że kara jest nieproporcjonalna do przewinienia, a sąd jest narzędziem w rękach KMT i kieruję się chęcią politycznego odwetu?

 

Jest pewne ze KMT, będzie mówił, że wszystkie procedury zostały zachowane i tak właśnie wygląda państwo prawa, Chen zaś będzie czynił z siebie męczennika, sprzeciwiającego się integracji z Chinami, którego elity KMT nienawidzą i którego chcą się pozbyć pod płaszczykiem praworządności. Przed tak poważną próbą tajwańska demokracja nie stała nigdy w swojej krótkiej historii. Kolejne działania KMT pokażą czy jest to jeszcze demokracja, czy już tylko demokratyczna retoryka, a demokratyczny eksperyment lat 1987-2009 okazał się krótkim barwnym epizodem.

Radosław Pyffel, Centrum Studiów Polska-Azja

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Dożywocie dla Chen Shui Biana-komentarz Reviewed by on 12 września 2009 .

    Chen Shui-bian został uznany za winnego sprzeniewierzenia funduszy państwowych. Orzeczenie wydał sąd okręgowy Tajpej, kończąc tym samym trwający ponad trzy lata skomplikowany proces, w którym oskarżonymi byli też członkowie najbliższej rodziny byłego prezydenta.  Chenowi zarzucono sprzeniewierzenie w czasie sprawowania urzędu w latach 2000-2008 środków finansowych o równowartości 3,15 mln dolarów ze specjalnego funduszu

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • A swoją drogą, ciekawe, czy perspektywą dla Tajwanu będzie przyłączenie się do macierzy w myśl sprawdzającej się w Hongkongu i Makao (przynajmniej w ekonomii) formuły „Jeden kraj, dwa systemy”?…

  • Od bohatera do zera…

Pozostaw odpowiedź