BLOGOSFERA

Migawki z podróży: Dobrze jest wstać skoro świt… nadal w drodze

Jeszcze świt, ale na dole u naszych gospodarzy już gwarno. Najwcześniej wstał kogut, bo piał już ok. 4:00. Ma bardzo zachrypnięty głos… moja ½ mówi, że zrobi mu miksturę z imbiru, aby budził nas ładniejszym śpiewem. Dzisiaj wracając ze śniadania poznajemy męża właścicielki hoteliku. Właśnie wrócił z polowania. Jesteśmy w szoku, upolował sowę, będącą pod ochroną. Sowa ma być poddana taksydermi, ale na razie czeka na swego oprawcę.

sowa

sowa

Właściciel jest miłym człowiekiem, ale jakoś nie mamy do niego przekonania. Pewnie wszystkiemu jest winna ta biedna sowa. Przechadzając się po okolicach zauważamy, że sów tutaj sporo, ale przecież nie można ich tak lekkomyślnie zabijać, wszak są bardzo pożyteczne.

Dzisiejszy dzień wydaje się być łaskawym, jest ciepło, deszcz nie pada i świeci słońce. Jedziemy więc do Gongshan, oczywiście autobusem. Jazda trwa tylko godzinę. Miasto ogranicza się do jednej głównej ulicy, ta sympatyczna burgada jest centrum ekonomicznym doliny Nujiang.

centrum Gonshan

centrum Gonshan

Większość podróżnych zatrzymuje się tutaj przejazdem przed dalszą podróżą lub też przyjeżdża na targ po zakupy.

na targu

na targu

Na południowym zachodzie miasta wznosi się ciekawy kościół katolicki.

Kościół w Gongshan

Kościół w Gongshan

Mniejszość Lisu to jego gorliwi adepci, właśnie jest niedziela, więc mamy możliwość iść za ich śladami i uczestniczyć we mszy.

wierni ida do kosciola

Większość Lisu jest chrześcijanami. Pismo Lisu to drukowane litery alfabetu łacińskiego, pisane jak gdyby w lusterku, stanowią one lokalne pismo zwane „pismem bambusowym”.

pismo Lisu

pismo Lisu

W kościele wierni śpiewają pieśni. Ksiądz wygłasza kazanie w języku Lisu, niestety nic nie rozumiem … Wierni modlą się korzystając z modlitewników kościelnych, wszyscy w skupieniu uczestniczą w mszy świętej.

W kościele

W kościele

Kiedy pierwsi misjonarze francuscy przybyli w 1854 roku w tutejsze okolice napotkali ludność tybetańską, jak również mniejszości Bai, Naxi, Lisu, Derung. Staram się zrozumieć warunki kulturowe i religijne, z jakimi misjonarze się zetknęli. Znaleźli się oni w kontekście różnorodności na skrzyżowaniu kultur: tybetańskiej, Drung i Lisu.

Warunki życiowe w tym regionie górskim były prymitywne, pozwalające ledwie utrzymać społeczeństwo. W przeciwieństwie do Tybetańczyków, Drung i Lisu byli animistami lub szamanami praktykującymi coroczne składanie ofiar w postaci wołu. Misjonarze przyczynili się do rozwoju sieci dróg ułatwiających podróże z jednej doliny do drugiej. Nasi tybetańscy gospodarze również są katolikami. W ich domowych włościach wszechobecne są dowody ich wiary, obrazy i dewocjonalia.

W drodze powrotnej, wjeżdżając na teren rezerwatu przyrody okazujemy nasze bilety wstępu zakupione poprzedniego dnia. Pozostała część pasażerów z ciekawością nas obserwuje. Tuż przed wjazdem do Bingzhongluo ostry zakręt w formie podkowy delektuje nasze oczy, a wraz z nim widok na drzewa brzoskwiniowe, niestety o tej porze roku dawno ogołocone ze swych owoców. Latem widok musi być imponujący tworząc niemal że wyspę okwieconych brzoskwiniowych drzew. Dzisiejsza niedziela podpowiada nam aby jeszcze udać się do innego kościoła. Tym razem jesteśmy po sąsiedzku …

kosciół w Bingzhangluo

kosciół w Bingzhangluo

Aby do niego dotrzeć, trzeba iść na północny kraniec wsi Bingzhongluo. Po drodze mijamy wspaniałe gościnne zagrody. Do jednej z nich nawet bez żenady zaglądamy. Jesteśmy przyjęci przez jej gospodarza, emerytowanego nauczyciela.

Mieszka on tutaj samotnie i wydaje nam się, że jest bardzo zadowolony z możliwości ugoszczenia nas w swym domu. Wspólnie pijemy herbatę, opowiada dużo o sobie, dowiadujemy się ile wynosi jego emerytura, pokazuje nam swoją książeczkę oszczędnościową, nawet wiemy ile ma oszczędności. Dokumenty tożsamościowe i karta płatnicza, dzięki której może bez problemu pobierać pieniądze na całym terytorium Chin i poza jego granicami, są do naszego względu. W oczach mężczyzny widać radość, szczęście emanuje z jego duszy. Ciekawe jest, że tak otwiera przed obcymi swe intymne życie. W jego książeczce rodzinnej są wpisani inni członkowie rodziny, córka – jest w Pekinie profesorką historii na uniwersytecie, syn – studentem w Kunming’u. Jest też inne nazwisko kobiece – to była małżonka. Cudowne to chwile, nawet nie przypuszczamy, że tak mile będziemy przyjęci otwierając furtkę jego domu.

Miły Pan pokazuje nam wnętrze swej sypialni, z kąta wyciąga akordeon i zaczyna grać. Jest szczery i gościnny. Grając na akordeonie pan Liu przeobraża się, jego spojrzenie staje się odmienne, pełne czułości i tajemnicy, bardzo przeżywa swą grę. Instrument i on to jedna całość, ma zamknięte oczy, jego sylwetka stoi nieruchoma i tylko ręce się poruszają po pożółkniętych klawiszach w rytmie melodii.

tybetański nauczyciel gra na akordeonie

tybetański nauczyciel gra na akordeonie

Jesteśmy zauroczeni… Na pożegnanie nie odchodzimy z pustymi kieszeniami, w prezencie dostajemy orzechy z ogrodu naszego przyjaciela. Z trudem żegnamy się z tak uroczym gospodarzem i miejscem. Może jeszcze tutaj powrócimy, korzystając z zaproszenia.

Wieczorem długo nie mogę zasnąć, widzę przed oczami akordeon i pana Liu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Migawki z podróży: Dobrze jest wstać skoro świt… nadal w drodze Reviewed by on 20 grudnia 2013 .

Jeszcze świt, ale na dole u naszych gospodarzy już gwarno. Najwcześniej wstał kogut, bo piał już ok. 4:00. Ma bardzo zachrypnięty głos… moja ½ mówi, że zrobi mu miksturę z imbiru, aby budził nas ładniejszym śpiewem. Dzisiaj wracając ze śniadania poznajemy męża właścicielki hoteliku. Właśnie wrócił z polowania. Jesteśmy w szoku, upolował sowę, będącą pod

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Zhongguo 中国

"中国" - jest sinologiem, propagatorem Chin i kultury chińskiej. Przyjaciel narodu chińskiego. Podróżując po Chinach zagląda w miejsca trudno dostępne dla turystów. Mawia: "CHINY - to pasja i powołanie. KRAJ, w którym jest najwięcej ludzi do polubienia"

komentarze 3

  • Przerażający kraj.

    • Nie wiem co masz na myśli ‚ZM’?

      Twój komentarz może być zarówno pozytywny jak również negatywny. Może wywoływać przerażenie, okropność i strach lub też wstrząsać Twoimi sentymentami i przywoływać Twe wspaniałe wspomnienia.

      Wyjaśnij Twoja opinię, z ciakawością dowiem się coś od Ciebie więcej.

      Każdy ma prawo do sądu, przy odrobinie wiedzy. Wolę aby nie prawić mi morałów, o tym jacy są Chińczycy i Chiny, zwłaszcza nie mając ksztyny wiedzy i obcowania z tym NARODEM.

      Tych, będących w rozterce wewnętrznej dotyczącej Chin, zapraszam do mnie na psychoterapię grupową w postaci lektury mych notek.

  • Avatar z Podróży po Polsce

    Bardzo ciekawa relacja. Sowa to piękny ptak, ale wypchane zwierzęta to okrutne ozdoby. Nie dziwię się, że doznaliście szoku.

Pozostaw odpowiedź