Nepal news,News,Relacje z podróży

Marta Zdzieborska: Nepal, czyli do siedemnastu razy sztuka.

TheDreamSky/CCBY

TheDreamSky/CCBY

Nepal to mekka dla miłośników wspinaczki górskiej. Co roku kraj zalewają tysiące turystów odzianych w buty trekkingowe i wymachujących kijkami. Rząd nepalski, aby przyciągnąć jeszcze większą rzeszę zapaleńców, ogłosił 2011 rokiem turystyki i zapewnił dla wszystkich bezpłatne wizy. Największą zachętą dla turystów może być jednak perspektywa stabilizacji wewnętrznej w kraju. Na początku lutego po siedemnastu próbach w parlamencie udało się wyłonić nowego premiera.

W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy w lokalnych gazetach cyklicznie pojawiały się newsy o porażce głosowania w celu wyłonienia szefa rządu. W nagłówkach zmieniała się tylko liczba określająca, które z kolei było to niepowodzenie. Turyści przyjeżdżający do Nepalu, o ile w ogóle sięgnęli po gazetę przy porannym śniadaniu, mogli przeczytać tekst o kolejnych nieudanych negocjacjach, pustym fotelu premiera i dziwnej konstytucji, która nie przewiduje rozwiązania parlamentu po kilku nieudanych próbach wyboru szefa egzekutywy. Tym razem jednak wszystkie nagłówki gazet od Kathmandu Post po Himalayan Times głosiły o sukcesie głosowania i przerwaniu trwającego do kilku miesięcy impasu. Na czele rządu stanął 60-letni Jhalanath Khanal – sekretarz generalny Komunistycznej Partii Nepalu – Zjednoczonych Marksistów-Leninistów, który brał udział w prodemokratycznych protestach w 1990 i 2006 roku. Wybrany w ostatniej chwili, gdy niepokorna partia maoistów, zdecydowała się wycofać swojego kandydata, ma przed sobą długą listę problemów do rozwiązania. Zwiększająca się inflacja, duża zależność kraju od pomocy zagranicznej, wysokie bezrobocie oraz problemy z dostawami prądu to zaledwie kilka przykładów.

Od 2008 roku, kiedy została zniesiona monarchia, kraj ogarnął politycznych chaos. Maoistowscy rebelianci od połowy lat 90. toczący wojnę domową z siłami rządowymi, stali się głównym graczem w parlamencie. Choć ich prymat nie trwał długo (w 2009 roku lider partii – Prachanda, podał się do dymisji), mają istotny wpływ na obecną politykę. To właśnie oni przyczynili się do trwającego kilka miesięcy kryzysu politycznego. Na skutek ich presji, w czerwcu ubiegłego roku z urzędu premiera zrezygnował krytykujący maoistów – Madhav Kumar Nepal. Polityk ten sprzeciwiał się ich bezkarności, domagał się integracji byłych rebeliantów do armii oraz rozwiązania ich paramilitarnej organizacji – Młodej Ligi Komunistycznej.

Katmandu

W Nepalu debatę publiczną prowadzi się na ulicach. W drodze protestów w 2008 roku została obalona trwająca 239 lat monarchia. Po rządach ówczesnego króla Gyanendry pozostał pałac, który wionie pustką w centrum Katmandu. Ta pamiątka po dawnej epoce przyciąga jedynie rzesze turystów. Miejscowi omijają go szerokim łukiem. W ucieczce przed przeszłością, nie mają jednak gdzie się schronić. Trwająca już od prawie trzech lat parlamentarna żonglerka, zmęczyła niejednego Nepalczyka. O niestabilności sytuacji świadczą przechadzające się po ulicach grupki uzbrojonej policji, która czuwa w pogotowiu na wypadek demonstracji. Ostateczne wyłonienie premiera na początku lutego napawa nadzieją zmęczonych chaosem Nepalczyków. Przyzwyczajeni jednak do nagłych zwrotów w polityce, nie cieszą się zawczasu.

– Politycy myślą tylko o sobie – takim, wydawałoby się uniwersalnym dla każdego miejsca na świecie, stwierdzeniem, Dolma podsumowała sytuację w kraju. Tę wywodzącą się z etnicznej grupy Tamang (wyznającej buddyzm), Nepalkę poznałam w Bhaktapurze. – jednym z trzech królewskich miast Nepalu. Jak zwykle na głównym placu miasta czekała na turystów z naręczem korali i bransoletek. Sprzedaż pamiątek to dla Dolmy, która nie umie czytać i pisać, jest jedyną możliwość zarobku. Mąż jeździ rikszą codziennie po 12 godzin dziennie.

– Ledwo starcza nam do końca miesiąca, a ceny żywności co raz bardziej idą w górę – żali się Dolma. Jak wielu mieszkańców Nepalu, nie ma większych nadziei na poprawę warunków życia. Za normę uznaje codzienne przerwy w dostawie prądu. W wakacje są to tylko dwie godziny, zimą jednak Nepalczycy muszą się obejść bez elektryczności nawet 16 godzin dziennie. Gdy w gniazdkach popłynie prąd, wszyscy krzątają się energicznie, by nadrobić zaległe obowiązki. Zimą niektóre stacje telewizyjne zaprzestają emisji, wiele portali internetowych jest niedostępnych. Miasta codziennie wieczorem spowija ciemność. I nigdy nie wiesz, czy dopadnie cię w drodze do domu, pod prysznicem czy w kuchni podczas przygotowywania kolacji.

Odcięci od prądu

Niedobór energii elektrycznej, z jaką boryka się dziś Nepal, to po części pokłosie ostatniej dekady, gdy po kraju grasowała partyzantka maoistowska. W odległych rejonach górskich, gdzie królowali maoiści, nikt nie podejmował się budowy nowych elektrowni wodnych.

Brak rozbudowanej infrastruktury powoduje, że nepalskie przedsiębiorstwo energetyczne produkuje mniej niż połowę zapotrzebowania mieszkańców na elektryczność. Deską ratunku są dostawy prądu z Indii, choć i one nie są wystarczające dla potrzeb mieszkańców. Jednym z głównych problemów Nepalu jest jego zależność od pomocy zagranicznej. W nepalską gospodarkę pompowane są środki z Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz takich krajów jak Japonia czy Chiny. Wysoki stopień zależności od donacji oraz przekazów pieniężnych przesyłanych przez Nepalczyków mieszkających za granicą, przyczynia się do zastoju gospodarki. Pogłębiający się chaos polityczny i społeczny dodatkowo sprzyja ingerencji innych państw w sprawy wewnętrzne kraju. New Delhi martwi zwiększająca się od kilku lat współpraca Katmandu z Pekinem. Chińczycy zainwestują około 20 milionów dolarów w toczącą się już budowę 17- kilometrowej drogi, która połączy Tybet z mieszczącą się po nepalskiej stronie wioską Syabrubesi. Pekin uzyska nie tylko łatwiejszy dostęp do rynku nepalskiego, ale będzie mógł także zwiększyć swój handel z innymi krajami Azji Południowej. Chiński rząd zainteresowany jest także w inwestycją w nepalski sektor energetyki wodnej. Aby zachęcić tamtejszych inwestorów do przyjazdu, zniesiono dla Chińczyków obowiązek wizowy.

Coraz bliżej do Pekinu

Nepalczycy często mówią żartobliwie, że ich kraj jest jak hamburger. Wciśnięty między dwóch azjatyckich gigantów – Chiny i Indie, prędzej czy później zostanie pochłonięty przez jedno z nich. Wszystko wskazuje na to, że to Pekin odważniej sięga po swoją część. Współpraca z Katmandu zacieśnia się nie tylko na gruncie gospodarczym ale i politycznym. Świadczy o tym m.in. ostra reakcja rządu nepalskiego na falę protestów antychińskich, jaka przetoczyła się przez kraj w 2008 roku. Wielu protestujących trafiło wówczas do aresztu.

Pekin akcentuje swoje zbliżenie z Katmandu zapowiedziami renegocjacji traktatu o przyjaźni z 1950 roku oraz zapewnia wsparcie finansowe dla nepalskiej armii. W 2009 roku Chińczycy obiecali Katmandu zainwestować 3 mln dolarów w dostawy nieśmiercionośnego sprzętu wojskowego.

O przyjaznych stosunkach między oboma państwami świadczy także duży napływ do Nepalu chińskich turystów. Wiele hoteli w leżącej u stóp Himalajów Pokharze, wypełnionych jest po brzegi Chińczykami, a w mieście znajdziemy restauracje serwujące dania z Państwa Środka. Gdy melduję się w hotelu, wita mnie Raj, który przerywa na chwilę naszą rozmowę, żeby przyjąć zamówienie od grupki gości z Chin czekających w firmowej restauracji. Jego chiński brzmi równie dobrze jak angielski. Gdy wraca, widzę w jego oczach zadowolenie. – Chińczyk to dobry klient. Zawsze zostawi dużo kapitału – podsumowuje z uśmiechem.

W tym roku do hotelu Raja prawdopodobnie przyjedzie więcej turystów. Jest już nowy premier, może będzie spokój z maoistami. I może wieczorami w gniazdkach popłynie prąd.

Autor: Marta Zdzieborska

Marta Zdzieborska jest absolwentką stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Na przełomie września i października 2010 r. brała udział w badaniach poświęconych sytuacji uchodźców tybetańskich w Nepalu. W 2009 r. autorka uczestniczyła w podobnym projekcie dotyczącym mniejszości tybetańskiej w prowincji Himachal Pradesh w Indiach.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Marta Zdzieborska: Nepal, czyli do siedemnastu razy sztuka. Reviewed by on 14 lutego 2011 .

Nepal to mekka dla miłośników wspinaczki górskiej. Co roku kraj zalewają tysiące turystów odzianych w buty trekkingowe i wymachujących kijkami. Rząd nepalski, aby przyciągnąć jeszcze większą rzeszę zapaleńców, ogłosił 2011 rokiem turystyki i zapewnił dla wszystkich bezpłatne wizy. Największą zachętą dla turystów może być jednak perspektywa stabilizacji wewnętrznej w kraju. Na początku lutego po siedemnastu

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź