Wietnam

Dlaczego Wietnamczycy wyjeżdżają z Polski? Komentarz do badań ISP i artykułu „Mała Azja nas opuszcza”

Wyniki badań Instytutu Spraw Publicznych prowadzonych wśród migrantów z Dalekiego Wschodu, zaprezentowane na seminarium „Sprzedawać, gotować, budować? Plany i strategie Chińczyków i Wietnamczyków w Polsce” w dniu 19 kwietnia 2012  stanowią istotny wkład do zasobu wiedzy na temat wymienionych zbiorowości migranckich. W szczególności na uwagę zasługuje analiza strategii migrantów chińskich – społeczności do tej pory słabo uwzględnianej w badaniach socjologicznych. Zaprezentowany podczas seminarium raport ISP zyskał szeroki oddźwięk medialny, znajdujący  wyraz między innymi w postaci publikacji prasowej w Gazecie Wyborczej (wydanie papierowe) z dnia 19 kwietnia 2012, zatytułowanym „Mała Azja nas opuszcza”.

W powyższym artykul, jako najistotniejszy wniosek z raportu ISP został zaprezentowany fakt zmniejszania się liczebności społeczności wietnamskiej w Polsce, na skutek wyjazdu coraz liczniejszych przedstawicieli tej zbiorowości z naszego kraju. W myśl zacytowanej w artykule współautorki raportu ISP dr Kingi Wysieńskiej, liczba Wietnamczyków wyjeżdżających z Polski to już nie setki, ale tysiące.

Narastające zjawisko wyjazdów Wietnamczyków z Polski domaga się rzecz jasna wyjaśnień. W myśl Katarzyny Pawłowskiej – Salińskiej, autorki artykułu w Gazecie Wyborczej, przytaczającej ustalenia zespołu badawczego Instytutu Spraw Publicznych, czynnikami odpowiedzialnymi za ten proces są kryzys ekonomiczny oraz „zły sposób prowadzenia interesów” przez Wietnamczyków. To drugie zjawisko znajduje wyraz w nadmiernej koncentracji Wietnamczyków w dużych skupiskach (dawniej Stadion Dziesięciolecia, obecnie – Wólka Kosowska i Centrum Marywilska na Żeraniu), ścisłemu sprofilowaniu prowadzonej działalności gospodarczej (głównie handel tekstyliami) oraz małej elastyczności, znajdującej wyraz w niemożności przekwalifikowania się. Ponoszącym coraz częściej klęskę na polu prowadzonej działalności zawodowej Wietnamczykom przeciwstawiani są Chińczycy, którzy są elastyczni i pomysłowi. Zmieniają branże jak rękawiczki – z handlu przerzucają się na biura podróży, agencje nieruchomości czy consulting. Konkludując, autorka artykułu przewiduje spadek liczebności wietnamskiej społeczności w Polsce, oceniając to zjawisko negatywnie z punktu widzenia interesów naszego kraju.

Zawarte w artykule tezy domagają się pewnych uściśleń. Po pierwsze, porównując wietnamską społeczność migrancką – mającą charakter społeczności osiadłej w Polsce od dziesięciolec – ze względnie nową migracją chińską, należy mieć na uwadze różnice w obieranych strategiach, będące wynikiem długości pobytu w Polsce. Długość czasu przebywania w Polsce nieuchronnie wpływa bowiem na podejmowane decyzje w kwestii pozostania w kraju migracji bądź powrotu do kraju ojczystego. Zarówno wśród przebywających w Polsce Wietnamczyków jak i Chińczyków, większość stanowią migranci ekonomiczni. Jednakże, jak zauważa Teresa Halik (2000), migracja ta ma charakter nie tyle migracji „za chlebem”, ile „za chlebem z masłem” – jest więc traktowana nie tyle jako sposób na zdobycie minimalnych środków utrzymania, ile okazja do znaczącego poprawienia swojej sytuacji materialnej. Dla zdecydowanej większości Wietnamczyków przebywających w naszym kraju, pobyt w Polsce ma charakter z założenia czasowy, jako że towarzyszą mu plany powrotu do Wietnamu po osiągnięciu podstawowego celu migracji – czyli zdobyciu dostatecznych zasobów materialnych. Zaświadcza o tym między innymi fakt, iż zamieszkujący w Polsce Wietnamczycy mówiąc o wyjazdach do kraju pochodzenia zawsze używają słowa về, dosłownie oznaczającego „wrócić”, nigdy zaś – określenia  đi („jechać”). Powrót do Wietnamu stanowi dla migranta zawsze istotną perspektywę, aczkolwiek czasami, na skutek różnych uwarunkowań, nigdy nie doczekującą się realizacji. Konkludując, zarówno w przypadku Chińczyków, jak i Wietnamczyków migracja do Polski ma często w założeniu charakter czasowy – jednakże Chińczycy, przybywszy do naszego kraju względnie niedawno, pozostają na wcześniejszym etapie tego procesu w porównaniu do Wietnamczyków – a więc, stosunkowo rzadziej decydują się na powrót do kraju.

Co znamienne, decyzje o wyjeździe do kraju pochodzenia podejmowane są coraz częściej odnotować miejsce nie tylko w przypadku starszego pokolenia zamieszkujących w Polsce Wietnamczyków, ale także przedstawicieli „drugiego pokolenia”, wychowanych w naszym kraju i doskonale socjalizowanych do polskiej kultury. W trakcie badań prowadzonych w latach 2007-2008 w Hanoi napotkałam na liczne przypadki osób mieszkających w Polsce przez cały okres dzieciństwa, które wróciły do Wietnamu już po ukończeniu w Polsce studiów wyższych. Należy postawić sobie pytanie – dlaczego wyedukowani w Polsce Wietnamczycy, będący nierzadko absolwentami korzystnych z punktu widzenia rynku pracy kierunków, tak często decydują się na powrót do kraju pochodzenia?

Odpowiedź na to pytanie zdecydowanie nie daje się zamknąć w kategoriach „niedostatecznej elastyczności” wietnamskiej społeczności migranckiej. Teza o braku elastyczności wydaje się być zresztą dość wątpliwa w kontekście ogólnej charakterystyki wietnamskiego społeczeństwa i kultury, potrafiącego się doskonale przystosowywać do rozmaitych przemian politycznych i gospodarczych. W literaturze socjologicznej i antropologicznej, kultura wietnamska jest charakteryzowana jako zorientowana wyjątkowo pragmatycznie, pozwalająca na podejmowanie jej przedstawicielom różnorodnych strategii w zależności od zmieniających się okoliczności (zob. Jamieson 1995, Womack 2006). Począwszy od wprowadzenia wolnorynkowej polityki đổi mới w Socjalistycznej Republice Wietnamu, Wietnamczycy aktywnie i żywiołowo podjęli się prowadzenia różnorodnych form działalności gospodarczej, doskonale adaptując się do zmieniających się realiów. Odnotowywany w Wietnamie w latach 2000. stabilny wzrost gospodarczy na poziomie 5-8 procent PKB rocznie jest w dużej mierze efektem elastycznej przedsiębiorczości Wietnamczyków.

Również przykłady z polskiego podwórka przemawiają przeciwko rzekomej niezdolności Wietnamczyków do adaptacji do zmiennej rzeczywistości. Jednym z sektorów prowadzonej przez Wietnamczyków „etnicznej ekonomii” jest mała gastronomia (prowadzenie niedrogich barów i restauracji). W latach 1990 i pierwszej połowie lat 2000, w lokalach wietnamskich dominowały potrawy dostosowane do kulinarnych gustów Polaków, miejscami dość odległe od „autentycznego” wietnamskiego jedzenia.  Jednakże kiedy kilka lat temu wśród warszawskiej młodzieży i inteligencji wybuchła moda na „autentyczne”, etniczne jedzenie, znajdująca wyraz w eskapadach kulinarnych na Stadion Dziesięciolecia, Wietnamczycy aktywnie odpowiedzieli na pojawiające się zapotrzebowanie. Zaczęto rozbudowywać małe, ukryte pomiędzy straganami handlowymi bary, dotychczas zorientowane na klientelę wietnamską, przystosowując się do obsługi Polaków. Po zamknięciu Stadionu, na terenie Warszawy powstały liczne wietnamskie lokale „nowego typu” nawiązujące do stadionowej tradycji „autentycznego” jedzenia (Duża Miha, Nam Sajgon czy Toan Pho). W chwili obecnej, zupa phở– symbol „autentycznej” wietnamskiej gastronomii – zawitała do większości lokali wietnamskich, prowadząc do modyfikacji lub przynajmniej urozmaicenia menu złożonego z „nieautentycznych” potraw typu kurczak w cieście. Nowym zjawiskiem są też powstałe w ostatnim czasie lokale wegetariańskie i wegańskie (Loving Hut, Au Lac), które dobrze prosperują dzięki skutecznemu rozpoznaniu i wykorzystaniu przez Wietnamczyków luki rynkowej.

Należy też pamiętać, iż aktywność ekonomiczna Wietnamczyków nie ogranicza się do handlu tekstyliami oraz prowadzenia barów gastronomicznych, które wymieniane są w artykule jako ich podstawowe źródła utrzymania. Podobnie jak przeciwstawiani im Chińczycy, od lat prowadzą również biura podróży oraz sklepiki z żywnością etniczną (importowaną z krajów Azji). Wietnamczycy są również właścicielami dużego przedsiębiorstwa Tan Viet importującego i dystrybuującego artykuły żywnościowe, dającego zatrudnienie wielu Polakom. Rozbudowana i wielostronna działalność tej firmy, obejmującej swoim zakresem kilka marek o zróżnicowanych profilach (Tao Tao, Kim Lan, Tokyoto – produkty do sushi), również każe powątpiewać w charakteryzujący jakoby Wietnamczyków „brak elastyczności”.

W czym więc należałoby upatrywać przyczyn nasilenia się zjawiska wyjazdów Wietnamczyków z Polski? Po pierwsze, fenomen ten musi być rozpatrywane w szerszym kontekście migracji powrotnych do Wietnamu. W ostatnich latach, możemy zaobserwować znaczący wzrost napływu Wietnamczyków zamieszkujących za granicą do kraju pochodzenia. Powroty do Socjalistycznej Republiki Wietnamu są popularne wśród Wietnamczyków zamieszkujących w tak rozwiniętym ekonomicznie państwie jak Stany Zjednoczone (Kuyper 2008, Chan, Tran 2011). Ma to związek z „czynnikami przyciągającymi” w kraju pochodzenia. Wietnam jest państwem dynamicznie się rozwijającym w wymiarze gospodarczym, oferującym bogate możliwości kariery osobom wykształconym na Zachodzie bądź też przywożącym do kraju kapitał inwestycyjny. Jak wspominałam wcześniej, dla większości przebywających w Polsce Wietnamczyków migracja miała z założenia charakter czasowy i instrumentalny, nakierowany na nagromadzenie odpowiedniej ilości środków finansowych. W chwili obecnej, w obliczu pełzającego kryzysu ekonomicznego w Europie i wciąż utrzymującego się rozwoju gospodarczego w Wietnamie nastał więc po prostu dogodny moment do powrotu do kraju i ułożenia tam sobie życia. Migracja powrotna nie jest więc przejawem „braku elastyczności”, lecz sposobem realizacji wcześniej założonych celów. Oraz wyrazem pragmatyzmu i zdolności do adaptacji do zmieniających się warunków.

Autorzy badań prowadzonych przez ISP, wskazując na negatywne konsekwencje opuszczania Polski przez Wietnamczyków, wskazują na kierunki działań możliwe do podjęcia przez państwo polskie. Wymieniają wśród nich ułatwienie przekwalifikowania się i wskazanie możliwych obszarów inwestycyjnych. Na podstawie doświadczeń z badań prowadzonych w Wietnamie – między innymi wśród Wietnamczyków posiadających za sobą doświadczenie niegdysiejszego pobytu w Polsce – pozwalam sobie wskazać inne możliwe obszary działań dla władz polskich.

Po pierwsze, władze powinny nakierować podejmowane działania na ten segment społeczności wietnamskiej w Polsce, którego pozostanie w naszym kraju jest najbardziej prawdopodobne – a więc, „drugie pokolenie” migrantów. W myśl założeń dokumentu programowego „Polityka migracyjna Polski”, spełniają oni kryteria cudzoziemców pożądanych w naszym kraju, będąc osobami zintegrowanymi z polską kulturą oraz – zazwyczaj – absolwentami polskich uczelni. Jednakże, w kraju słabo zróżnicowanym kulturowo oraz nie posiadającym żadnej polityki integracyjnej – a więc nieprzyzwyczajonym do obecności w Polsce cudzoziemców –  napotykają na rozmaite bariery przy wkraczaniu na polski rynek pracy, co skłania  wielu z nich do pozostania w sektorze „etnicznej ekonomii” bądź wyjazdu do kraju pochodzenia.

Po drugie, prowadzona obecnie przez władze polskie polityka migracyjna nakierowana jest na ograniczenie liczby przyjazdów Wietnamczyków do Polski, o czym świadczą między innymi trudności w uzyskaniu wizy w polskiej ambasadzie w Hanoi. W raporcie MSZ „Raport polskiej służby konsularnej za 2010 rok” Wietnam zaliczany jest do grupy krajów „wysokiego ryzyka migracyjnego”, w której odsetek odmownych decyzji w kwestiach wizowych należał do najwyższych. Polityka migracyjna Polski zdecydowanie utrudnia nie tylko napływ do Polski kolejnych fal migrantów wietnamskich, ale też odwiedziny Polski przez wietnamskich krewnych – co często wpływa na podejmowane przez Wietnamczyków decyzje o pozostaniu w kraju lub powrocie.

Pozwolę sobie zakończyć ten głos w dyskusji o przyczynach wyjazdów Wietnamczyków z Polski przytoczeniem pewnego przykładu z prowadzonych przeze mnie w Hanoi badań. Bohaterką historii jest 26-letnia Wietnamka, nazwijmy ją Loan, która spędziła zdecydowaną większość życia w Polsce, uczęszczając tu do szkoły podstawowej, średniej oraz kończąc wyższe studia. Zapoznała ona przez Internet pewnego chłopaka o imieniu Duc, którego odwiedziła następnie w Wietnamie. Przypadli sobie do gustu, podejmując decyzję o byciu razem, a następnie – o ślubie. Jednocześnie stanęli przed podjęciem ważnej decyzji o miejscu zamieszkania – Wietnam czy Polska? Loan pragnęła sprowadzić swojego przyszłego męża do Polski. Cała jej rodzina zamieszkiwała w tym kraju, dziewczyna posługiwała się językiem polskim równie biegle co wietnamskim, posiadała w Polsce bogatą sieć znajomych i przyjaciół, a także zdobyła tu już po ukończeniu studiów pewne doświadczenie zawodowe.  Duc, absolwent wyższych studiów technicznych, doskonale posługujący się językiem angielskim, zapewne dobrze odnalazłby się na polskim rynku pracy. Jednakże ostatecznie para osiedliła się w Wietnamie. Zadecydowały o tym względy formalno-prawne – Duc miałby bowiem ogromne trudności ze zdobyciem możliwości legalnego osiedlenia się w Polsce. Wykształcona w naszym kraju Loan zamieszkała więc w Wietnamie, otrzymując na starcie – jako osoba wykształcona na Zachodzie – dobrze płatną pracę.

Wydaje się, iż w obliczu nieuchronnie czekającego Polskę kryzysu demograficznego, który skutkował będzie poważnym niedostatkiem siły roboczej, władze naszego kraju powinny pochylić się nad zjawiskiem wypływu z naszego kraju młodych ludzi wyedukowanych w Polsce, dobrze zaadaptowanych do polskiego społeczeństwa i kultury – którzy nierzadko pragnęliby w nszym kraju a pozostać, jednakże restrykcyjna polityka migracyjna prowadzona wobec nich samych bądź ich rodaków skutecznie im to uniemożliwia. Postulowane przez autorów raportu ISP akcje wspierające „zawodowe przekwalifikowanie się” mogą się okazać być środkiem niewystarczającym. Niezbędna może okazać się fundamentalna zmiana myślenia o zjawisku imigracji do Polski, pociągająca za sobą modyfikację prawa.

 

Bibliografia:

 

Chan Y.W., Tran T.L.T. (2011). Recycling Migration and Changing Nationalisms: The Vietnamese Return Diaspora and Reconstruction of Vietnamese Nationhood, in: Journal of Ethnic and Migration Studies, Vol. 37, No. 7, Aug 2011

 

Kuyper M. (2008). Return migration to Vietnam. Monitoring the embededness of returnees,  Radboud University Nijmegen, the Netherlands, Nijmegen, dostępne na stronie:

 

Phong D. (2000). La diaspora vietnamienne : retour et intégration au Vietnam. In: Revue européenne de migrations internationales. Vol. 16 N°1. Dynamiques migratoires en Asie orientale. pp. 183-205

 

Jamieson N. (1995). Understanding Vietnam. Berkeley: University of California Press.

 

Halik T., Nowicka E. (2002). Wietnamczycy w Polsce. Integracja czy izolacja? Warszawa, Instytut Orientalistyczny

 

Womack B. (2006). China and Vietnam: The Politics of Asymmetry. New York: Cambridge University Press

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Dlaczego Wietnamczycy wyjeżdżają z Polski? Komentarz do badań ISP i artykułu „Mała Azja nas opuszcza” Reviewed by on 21 kwietnia 2012 .

Wyniki badań Instytutu Spraw Publicznych prowadzonych wśród migrantów z Dalekiego Wschodu, zaprezentowane na seminarium „Sprzedawać, gotować, budować? Plany i strategie Chińczyków i Wietnamczyków w Polsce” w dniu 19 kwietnia 2012  stanowią istotny wkład do zasobu wiedzy na temat wymienionych zbiorowości migranckich. W szczególności na uwagę zasługuje analiza strategii migrantów chińskich – społeczności do tej pory

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

komentarzy 21

  • Szanowna Pani Doktor Grażyno Szymańska-Matusiewicz
    Jeśli czyta Pani komentarze pod swym tekstem, to mam nadzieję, że widzi już Pani swe błędy. Pierwszym z nich jest pominięcie kontekstu. Powinna była Pani w swym tekście zasygnalizować kontekst. Dla przykładu Statistisches Bundesamt informuje, że już od kilku lat Turcy wieją z Niemiec do Turcji. W 2010 liczba Turków w Niemczech zmalała o 28.603 a w 2011 o kolejne 22.319. W dwa lata mają tam o ponad 50 tys. Turków mniej. Sporo. Z USA płyną z kolei sygnały, że od kilku lat więcej Meksykanów porzuca USA i wraca do Meksyku, niż przenosi się z Meksyku do USA. Gdy widzi się, że ucieczki Wietnamczyków z Polski są tylko częścią szerszego trendu, to przyczyn nie szuka się w samej Polsce.
    Zabrakło też w Pani tekście twardych danych, np. takich, że w latach 1988-2010 PKB Polski wzrósł o 88 proc. a PKB Wietnamu o 360 proc. (w tym samym czasie w Niemczech wzrósł o 45 proc. a w Turcji o 129 proc.). Trudno oczekiwać, by ludzie nie wracali do swej dynamicznie rozwijającej się ojczyzny, gdy kraj ich emigracji rozwija się zdecydowanie wolniej a w bliskim czasie pójdzie na dno. Uciekający polscy Wietnamczycy czy niemieccy Turcy to ludzie przedsiębiorczy. Oni czują pismo nosem. Nie ma takiej siły, która ich zatrzyma.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Drogi panie Piotrze czy nie jest to tak iż dorobili się i po prostu wracają do swoich do bliskich nie nazwałbym to ucieczką.Jednakże przyznam panu rację że zarówno Turcja,Wietnam czy Meksyk to nie te kraje co były kiedyś o czym świadczą choćby przytoczone przez pana liczby.Sądze że to pozytywne zjawisko,niestety są kraje których wyniki ekonomiczne nie imponują i należy dodać że są to kraje biedne.

    • Sz. Panie Badura,
      Z zasadniczą tezą komentarza się zgadzam przy czym:

      1) W dwudziestoletniej perspektywie (1988 – 2010) należy również uwzględnić trendy demograficzne – tak więc w przypadku Wietnamu wzrost PKB per capita jest niższy niż podana przez Pana liczba.
      2) Wietnam w 1988 był bardzo biednym krajem, znacznie uboższym niż Polska z 1988 i nadal jest biedny. W początkowej fazie rozwoju rozwój zawsze jest najszybszy, wynika to bardzo często z niższych kosztów pracy czy energii, a więc z większej konkurencyjności. Warunkiem jest tylko stabilizacja i nieutrudniające państwo.
      Wraz ze zmniejszaniem dystansu do najbogatszych, wzrost gospodarczy się zmniejsza, a jeśli system wyczerpał swoje możliwości rozwojowe rozwój zanika. Tak najprawdopodobniej stanie się z Polską w ciągu najbliższych 10 – 15 lat.
      3) Czy mógłbym poznać źródło Pana danych.
      Za IMF (uwzględniając PSN):
      PKB Polski 1988: 215 mld $/ 2010: 724 mld $
      PKB Wietnamu 1988: 36 mld $/ 2010: 277 mld $
      PKB Niemiec (razem z NRD) 1988: 1222 mld $ 2010: 2944 mld $
      PKB Turcji 1988: 247 mld $/ 2010: 969 mld $

      Przy czym jak już pisałem:

      Populacja Polski od 1990 nie zmieniła się znacząco.
      Niemców jest 2 mln więcej (oczywiście jeśli chodzi o liczbę obywateli)
      Wietnamczyków przybyło 23 mln.
      Turków przybyło 21 mln.

      Tak więc PKB Turcji per capita jest ciągle prawie 2,5 razy mniejsze niż Niemiec, a PKB Wietnamu na osobę 6 razy mniejsze niż Polski.

      Oczywiście takie wyliczenia są bardzo pobieżne i orientacyjne, nie uwzględniają różnicy w płacach, cenach (czyli ogólnej siły nabywczej).

      Próba szukania przyczyn wyjazdu Wietnamczyków nie może być ograniczana do statystyki, gdyż jak widać różnice gospodarcze są nadal ogromne (zarówno w relacji Niemcy/Turcja czy Polska/Wietnam), a zarówno Wietnamczycy jak Turcy podejmują się wyjazdu.

      • Piotr Badura

        Szanowny Panie MG
        Przepraszam, że od razu nie odpowiedziałem, ale jakoś umknęło mi przy pierwszej lekturze Pana komentarza, że zadał Pan mi pytanie. Zauważyłem to dopiero dziś, gdy czytałem dokładniej.
        Źródłem danych o PKB była dla mnie strona Komisji Statystycznej ONZ. Jest ona dostępna pod adresem:
        h-t-t-p://unstats.un.org/unsd/snaama/selbasicFast.asp
        (trzeba usunąć w adresie kreseczki między literami h,t,t i p).
        Gdy otworzy Pan stronę należy wybrać:
        1) państwa,
        2) GDP, at constant 2005 prices – US Dollars
        3) lata
        Pozdrawiam serdecznie

    • Szanowny Panie Badura,

      zgadzam sie, iż w artykule nie podałam „twardych danych” (o które zresztą w przypadku migrantów wietnamskich trudno, ale pewne informacje można uzyskać). Artykuł miał formę komentarza „na gorąco”, a nie naukowej publikacji. Jednakże bynamniej nie „pominęłam kontekstu” oraz nie szukalam przyczyn migracji powrotnych w samej Polsce. Jest sprawą oczywistą, że powroty Wietnamczyków są związane z rozwojem ekonomicznym dokonującym się w samym Wietnamie, o czym napisałam w poniższym fragmencie artykułu.

      „Po pierwsze, fenomen ten musi być rozpatrywane w szerszym kontekście migracji powrotnych do Wietnamu. W ostatnich latach, możemy zaobserwować znaczący wzrost napływu Wietnamczyków zamieszkujących za granicą do kraju pochodzenia. Powroty do Socjalistycznej Republiki Wietnamu są popularne wśród Wietnamczyków zamieszkujących w tak rozwiniętym ekonomicznie państwie jak Stany Zjednoczone (Kuyper 2008, Chan, Tran 2011). Ma to związek z „czynnikami przyciągającymi” w kraju pochodzenia. Wietnam jest państwem dynamicznie się rozwijającym w wymiarze gospodarczym, oferującym bogate możliwości kariery osobom wykształconym na Zachodzie bądź też przywożącym do kraju kapitał inwestycyjny. Jak wspominałam wcześniej, dla większości przebywających w Polsce Wietnamczyków migracja miała z założenia charakter czasowy i instrumentalny, nakierowany na nagromadzenie odpowiedniej ilości środków finansowych. W chwili obecnej, w obliczu pełzającego kryzysu ekonomicznego w Europie i wciąż utrzymującego się rozwoju gospodarczego w Wietnamie nastał więc po prostu dogodny moment do powrotu do kraju i ułożenia tam sobie życia.”

      Pozdrawiam,
      GSM

  • Drogi panie Zyggi dlatego iż pan nie zauważa że taki model rodziny by istniał wśród małżeństw po89 roku to dlatego mamy jak mamy ale te rodziny są młode i stać ich na zmianę tej sytuacji.Nie jestem bez winy bo sam mam dwójkę dzieci a mógłbym mieć trójkę i nic by się nie stało.Ponieważ jestem starszy moje dzieci też mają po dwójce dzieci czyli mam czworo wnucząt.Lecz nie jest to najgorsza sytuacja bywa gorzej.Panie Zyggi moim zdaniem nie ma nic niestosownego w pańskim twierdzeniu oczywiście o wiele lepszą sytuację by miała Francja gdyby zazwoliła na imigrację z Azji nie miała by tylu obecnie występujących kłopotów.Jednak zależy jaki jest kierunek [email protected] pan Gadomski -a czy z Korei Pn. by pozwolili na jakąkolwiek emigrację bez względu na przyczyny które napewno by się znalazły bardziej niż gdziekolwiek indziej.

  • Czy łatwość wyjazdu z Chin jest taka jak z Wietnamu? Bo przecież oczywiste jest dlaczego mamy sporo Koreańczyków południowych a tak mało północnych. Także polska polityka udzielania wiz też ma wpływ. Czy wobec Chińczyków i Wietnamczyków stosowane są takie same kryteria? I wstydliwe pytanie – czy nie ma łapownictwa w tej dziedzinie? Zarówno udzielania wiz, jak też zezwoleń na dłuższy pobyt?

    • Panie wute podzielam pańskie poglądy jednak nie mogę pogodzić się ze swoją bezsilnością.Czy rzeczywiście społeczeństwa i ich elity ludzi przez owe przecież wybrane nie nauczą się niczego ,czy zawsze musi zwyciężyć egoizm,nie wyciągamy żadnych wniosków z historii.Czy rzeczywiście musi zdarzyć się tragedia aby coś mogło się zmienić na lepsze ,widocznie tak.

  • Bardzo dobry artykuł ale brak mnie tu liczb, jak choćby szacunkowa jest liczba Wietnamczyków czy też Chińczyków w Polsce jaka była ich migracja w poszczególnych latach i ilu ich postanowiło i zwinęło swój interes w Polsce,z tego co wyczytałem to tysiące,jaki to procent z ogólej liczby nie wiem.Co do zachęt ewentualnych pozostania u nas to uważam że powinni być traktowani jak zwykli obywatele ani gorzej ani lepiej bo prawo powinno być równe dla wszystkich,bez zbędnych przepisów bezdusznej biurokracji która eliminuje z naszej społeczności ludzi pożytecznych dla naszego społeczeństwa,naprawdę nie rozumię takiego podejścia ,przecież to nie są wielkie pieniądze. Ale generalnie może jestem staroświecki lecz zasadniczo skoncentrować się powinniśmy na rodzinie i jej dzietności i tu poświęcić środki i stworzyć odpowiednie warunki bo to jest zasadniczo ważny kierunek dla przyszłości Polski.Wyręczanie się innymi nie jest najlepszym rozwiązaniem.

    • @ p. Stefan
      Wyręczanie się innymi rzeczywiście nie jest najlepszym rozwiązaniem.
      Niestety, na zwiększenie dzietności etnicznych Polaków nie ma co liczyć a
      władze z tej dziedzinie nie stworzyły żadnego kompleksowego programu.
      Powoli kończy się okres dzietności wyżu demograficznego z lat 1975-1985.
      Jeszcze parę lat i rozpocznie się jazda w dół, która doprowadzi nas do
      30 mln w roku 2040, 27 mln w roku 2050 i 17 mln w latach 2070-2080.
      Toteż przyciąganie emigrantów będzie chyba nieodzowne.

      • stefan

        @ p wute .Powstaje pytanie czy naprawdę w rej kwestii nie da się nic zrobić ?Przyciąganie imigrantów swarzanie im warunków resocjalizacja i przystosowanie również kosztuje istwarza problemy jak to z imigrantami mam.tu na myśli np Francję ktura niefrasobliwie otworzyła się na falę imigrantów i ma do dziś problemy,oczywiście problem dotyczy specyfiki tej imigracjii.Chciałbym abyśmy unikneli błędów popełnionych przez innych i uświadomili sobie że imigracja to też koszty które nawet jest trudno oszacować.Oczywiście nie mam nic przeciwko imigrantom przybyłym z tych czy innych względów do Polski ,jednak bazowanie na tym zjawisku uważam za nieporozumienie ewentualnie polityka państwa powinna przebiegać dwutorowo.Powinien być propagowany model rodziny 2+3,w przeciwnym wypadku czeka nas raczej smutna przyszłość.Prognozy wymienione przez pana nie są przesadzone i nie mniej niepokojące.

      • @ P. Stefan.
        Nie chcę, by to zabrzmiało jak islamofobia, ale myślę, że gdyby Francja przyciągała imigrantów nie z Maghrebu i Afryki Zachodniej, a np. z Wietnamu (to też jej ex-kolonia) lub z Chin, wyszłaby na tym dużo lepiej.
        Myślę, że nie ma innego wyjścia niż „import” osób w wieku produkcyjnym z Azji. Bo raczej nie wierzę w radykalną przebudowę państwa, która zachęciłaby do większej dzietności.
        Model 2+3? Nie przypominam sobie, bym znał kogokolwiek, kto założyłby rodzinę po 1989 r. i miałby troje lub więcej dzieci. Dziś już nawet w krajach tzw. Trzeciego Świata wiele małżeństw ma mniej niż troje dzieci.

      • wute

        @ p.Stefan
        „Powstaje pytanie czy naprawdę w rej kwestii nie da się nic zrobić”
        Na pewno da się w pewnym zakresie. Tylko trzeba chcieć i
        potrafić. Tymczasem rządząca elita żyje swoim życiem pusząc się w swoim mediach, pouczając wszelkich innych, prezentując
        na przemian gładkie słówka albo arogancję.
        U nas wszystko zaczyna się od słowa „powinno” i na tym się
        kończy. Klasycznym przykładem jest autostrada A2, prestiżowy projekt, który nawet na takie wydarzenie jak Euro 2012 nie
        będzie ukończony. Strach pomyśleć co by było gdyby Niemcy
        albo Holendrzy mieli grać w Warszawie. Jazdę tą autostradą
        ich kibice zakończyliby w polu. Ale nic straconego, Niemcy np. mogą trafić na półfinał w Warszawie, to dopiero będzie zabawa. Co na to władza. Prezydent miasta ma gotową odpowiedź. „Są samoloty”. No comments.
        Tak jest niemal we wszystkich dziedzinach. Wyobcowana
        elita, nie podlegając w praktyce odpowiedzialności, nie jest
        zdolna do podejmorealizowania super ważnych dla narodu projektów. Bytowanie tych ludzi na różnych szczeblach władzy, polega na wzajemnym świadczeniu sobie usług, a nie świadczeniu takowych społeczeństwu.
        Ostatnio czytałem wypowiedź pewnego młodego małżeństwa,
        które chciałoby mieć dziecko, ale jak stwierdzili nie stać ich
        nawet na jedno.
        Dopóki ten system będzie trwał to niech Pan nie liczy na poprawę. W ciągu 20 lat mimo rozwoju gospodarczego w
        znacznej mierze rozsypała się moralność i etyka społeczna
        a one, a nie PKB zadecydują o przyszłości. Jeśli ktoś uważa, że jest to staroświecki pogląd to niech spojrzy na międzynarodowe środowisko finansistów i bankierów, gdzie
        moralność i etykę wyrzucono do kosza i jakie skutki przyniosło
        to dla świata.
        Toteż nie Pan nie liczy, że coś nastąpi w dziele poprawy dzietności Polaków. Dla elity najważniejsze są krótkotrwałe
        zyski.

      • ril

        Nic dziwnego, że dzietność jest gorsza niż za PRLu. Ludzie decydując kiedy i ile mieć potomstwa biorą pod uwagę na ile relatywnie, w stosunku do obecnego poziomu obniży im się standard życia. Jak to teraz wygląda?
        1. Wiele kobiet nie ma etatu tylko tzw. umowy śmieciowe. Nie mają urlopu macieżyńskiego ani zwolnienia na chore dziecko (każdy kto ma małe dzieci wie jak często one chorują) jak również zwolnienia na wypadek komplikacji w ciąży. Powinny najpierw zgromadzić rezerwy finansowe zanim zajdą w ciąże.
        2. Z powodu migracji zarobkowych więcej ludzi nie mieszka przy rodzinie i nie może korzystać z pomocy starszego pokolenia.
        3. Z posiadaniem dziecka wiążą się koszty a ulga – 1000zł w skali roku jest śmieszna, starczy najwyżej na pieluszki.
        4. Przerwa w pracy oznacza utrudnienie kariery.
        5. Od kobiety oczekuje się często, że będzie siedzieć z dzieckiem w domu a nie wychodzić, aby je nie narażać.
        6. Karmienie w miejscach publicznych jest często problemem ograniczając dodatkowo mobilność kobiet z małymi dziećmi.
        7. Z powodu dostępności skutecznych środków antykoncepcyjnych ludzie mają teraz wybór.

        Na Tajwanie jest jeszcze niższy przyrost naturalny. Przyczyny są podobne wg. Wysokich Obcasów: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11033400,Tajwan__Dlaczego_kobiety_nie_chca_miec_dzieci_.html

      • wute

        @ p. Ril
        Witam, strasznie długo Pana nie było.
        Bardzo celnie wypunktował Pan problem.
        Ja bym dodał jeszcze jeden wykształcenie. Spotkałem się z opinią, że jest on najważniejszy. Kobieta, która wykształciła się i
        pracuje nie chce zrezygnować z pracy. A pracując może max.
        wychować dwójkę dzieci.
        Ponieważ w porównaniu do PRL liczba ludzi z wyższym
        wykształceniem zwiększyła się z 7% do 14-17% w/g różnych
        badań, a rozkład studiujących wynosi 70% do 30% na korzyść
        studentek to problem narasta.
        Zresztą problem kobiet pracujących dotyczy też tych Pań, które
        nie studiowały.

    • ril

      artykul o tajwanie bardzo udany, milo przeczytac w polskiej prasie

      czesto mozna tu przeczytac – tajwanskie kobiety nie chca rodzic. jasne to one wszyskiemu winne, sprawa rozwiazana …

      odnosnie tsai ing-wen to wiadome sa jej preferencje seksualne i bardzo dobrze, ze nie wdala sie w pyskowke w zenujacym bylym politykiem jej partii.
      niby osoba pretendujaca do urzedu panstwowego powinna sie zadeklarowac, ale kobieta trzymala fason i nie odparla na prowokacje

  • Bardzo interesujący i ważny tekst.
    Cyt. „Zadecydowały o tym względy formalno-prawne – Duc miałby bowiem ogromne trudności ze zdobyciem możliwości legalnego osiedlenia się w Polsce.”
    Jak znam życie, gdyby Pan Duc był białoruskim albo syryjskim dysydentem, kłopoty zapewne byłyby dużo mniejsze. Tylko rodzi się pytanie: czy chcemy byc gospodarczym tygrysem Europy czy raczej jej przytułkiem?…

    • Ttygrys Eruopejski z wysztalconymi ludzmi czy przytulek po tym jak wyksztalceni ludzie odjada? Nie tylko Wietnamczycy opuszczaja Polske. Inne mniejszosci narodowe jak i Polacy takze wyjezdzaja po zdobyciu dyplomow.

      • wute

        Zapewne ani jedno ani drugie, ale wszystko to smutne.

  • Niezmiernie ciekawy artykuł. Gratuluję.
    Kiedy czytam, że opuszczają nasz kraj ludzie, którzy tu się wykształcili od dziecka i mogliby z nami mieszkać na stałe, a przyczyną jest taka a nie inna procedura, to coraz
    bardziej dochodzę do wniosku, że nasz kraj po latach zaczyna coraz bardziej funkcjonować w stylu PRL. Żadna myśl wyprzedzająca, żadnego przewidywania trendów
    rozwoju i tylko reagowanie na sytuacje pod presją.

Pozostaw odpowiedź