BLOGOSFERA

„Der Spiegel”: Jak zbliżyć świat do Chin?

800px-Great_Wall_of_ChinaWizerunek Kraju Środka jest pełen głębokich rys. Kierownictwo polityczne w Pekinie chcąc poprawić fatalną opinię, jaką mają Chiny na całym świecie, stawia na szeroko zakrojony PR i propagandę na wielką skalę.

W ramach tej akcji pojawi się całkiem nowa, bogata oferta telewizyjna i internetowa.

Chiński Larry King nie nosi szelek, lecz garnitur i krawat. Nie jest jeszcze postacią  tak popularną jak mistrz talk show z CNN. Ale długi, mozolny marsz przez media już dziś wywindował go dość wysoko. 46-letni Yang Rui to najnowsze narzędzie Pekinu mające posłużyć rozbiciu monopolu zachodnich stacji telewizyjnych i uformowaniu światowej opinii publicznej zgodnie z chińskimi życzeniami.

W centrum telewizyjnym w stolicy zaczął się poranek, kolejny program Yanga, pod tytułem  „Dialog”, zostanie nadany dopiero wieczorem. Gwiazdor angielskojęzycznej stacji CCTV-9 w państwowej telewizji ma więc trochę czasu, by porozmawiać o swojej misji. Chce mianowicie „zwiększyć szacunek świata do Chin”. Jego ojczyzna zbyt często stawiana jest niesprawiedliwie pod pręgierzem przez żądną sensacji zachodnią prasę, która woli dawać posłuch separatystycznym wrogom Pekinu, zamiast „w sposób wyważony i obiektywny” docenić osiągnięcia  komunistycznej nomenklatury. Tak uważa  Yang.

Mówi to wszystko łagodnym głosem, bardzo przyjaźnie, w poprawnej angielszczyźnie, której miał okazję nauczyć się, studiując w Wielkiej Brytanii. Nawet teraz, z dala od telewizyjnego studia, pozostaje dżentelmenem w każdym calu. Nie pozwala sobie na krzykliwy ton jak niejeden rzecznik rządu.

Yang jest ucieleśnieniem nowych ambicji czołowego mocarstwa Azji. Chiny chcą stać się globalną potęgą medialną, troszczącą się przede wszystkim o własny image. Po takich wydarzeniach, jak powstanie Tybetańczyków w ubiegłym roku i PR-owska katastrofa podczas biegu ze zniczem olimpijskim, kierownictwo polityczne zrozumiało, że nie da się już bronić swego panowania jedynie  za pomocą twardych metod policyjnych, skierowanych na własny kraj. Teraz trzeba zwrócić się na zewnątrz. A to, jak sądzi Pekin, najłatwiej będzie uczynić, posługując się starannie sterowaną maszynerią medialną. Przywódcy postanowili więc wywalczyć sobie władzę interpretowania faktów w trzech głównych dziedzinach:

poprzez internet, który w kraju należy poddać brutalnej kontroli, ale można go użyć do rozpowszechniania na cały świat programów CCTV-9;

dzięki anglojęzycznym wydaniom partyjnych gazet, sławiących potęgę Chin w pozostałej części świata;

przez budowanie na całym świecie własnych stacji telewizyjnych.

Wielu miejscowych nadawców rywalizuje o to, kto będzie niósł w świat chińskie patriotyczne przesłanie. Oficjalna agencja informacyjna Sinhua zaopatruje w telewizyjne wiadomości w angielskiej wersji językowej 50 zagranicznych odbiorców, jak Reuters czy CNN. Latem – o kilka miesięcy wcześniej niż pierwotnie planowano – CCTV  uruchamia arabską stację, która będzie nadawać dla 22 krajów, o potencjalnej widowni 300 milionów ludzi.

Pośpiech był wskazany ze względu na niepokoje w Sinkiang – Chiny chcą odzyskać utraconą sympatię muzułmańskich braci prześladowanych przez siebie Ujgurów. We wrześniu państwowa telewizja wystartowała ponadto ze stacją rosyjską. Jest już również program hiszpański i francuski, trwają prace nad portugalskim. Pod koniec 2011 roku medialny kolos będzie dysponował dziesięcioma stacjami telewizyjnymi o światowym zasięgu, w tym własną anglojęzyczną stacją nadającą wiadomości.

Pekin nie przestaje snuć wciąż nowych ambitnych planów. Zmasowaną ofensywą medialną kieruje osobiście przywódca państwa i partii Hu Jintao. Jeśli chodzi o międzynarodową opinię publiczną, Zachód jest silny, a Chiny słabe – skarżył się on w zeszłym roku podczas obchodów 60. rocznicy powstania organu komunistycznej partii partii „Renmin Ribao”  („Dziennik Ludowy” ). „Walki  w dziedzinie informacji i opinii stają się coraz bardziej gwałtowne i skomplikowane” – prorokował.

W planowanej bitwie propagandowej Chiny mają jedną istotną przewagę nad pogrążoną w kryzysie zachodnią branżą medialną: komunistyczna kasa jest nadal pełna. Pekin przeznaczył na swoją globalną kampanię w przeliczeniu 4,4 miliarda euro.

Do tego dochodzą wpływy z reklam, te zaś pomimo kryzysu stale rosną. Goliat CCTV, który zamówił sobie u jednego z najwybitniejszych światowych architektów, Holendra Rema Koolhaasa kwaterę główną świadczącą o niezłej gigantomanii, w samym tylko pierwszym kwartale  tego roku zarobił na reklamach 350 milionów euro. Jeśli porównać to z bilansem stacji zachodnich, suma może nie wydawać się przesadnie wielka, ale jest to o  całe 19 procent więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Walki o światową widownię nie da się naturalnie wygrać tylko za pomocą pieniędzy. Największą wadą Pekinu jest brak doświadczenia w takich kwestiach, jak zachodnie priorytety i gusta, a przede wszystkim brak niezależności tutejszych mediów. Co za tym idzie, odbierane są one jako źródła mało wiarygodne.

Pewnym wyjątkiem był dotychczas magazyn gospodarczy „Caijing”, który swymi demaskatorskim artykułami na temat korupcji i przestępczości gospodarczej stale sprawdzał granice cierpliwości władzy. Ostatnio jednak założycielka i redaktor naczelna, 56-letnia Hu Shuli po długiej walce wewnętrznej zrezygnowała z dalszej pracy.

Zamiast dziennikarskich kompetencji Pekin oczekuje od przedstawicieli rodzimych mediów przede wszystkim posłuszeństwa. „Musimy wzmocnić przewodnią rolę partii w radiu, filmie i telewizji” – żąda Wang Taihua, szef Państwowej Administracji Radiowej, Telewizyjnej i Filmowej.

Ale państwowa telewizja CCTV wraz ze swoją nieporadną propagandą nawet ze strony współrodaków spotyka się z drwiną. W wieczornych wiadomościach para spikerów, sztywnych jakby kij połknęli, przez długie minuty odczytuje uroczyście uchwały Biura Politycznego. Reklamy nie mają tu prawa wstępu, choć każdy inny program przerywany jest po dwa razy. Po prezentacji uchwał przychodzi czas na pochwalenie chińskich pionierów i wspomnienia o poległych „bohaterach i wzorcach do naśladowania dla naszego narodu”.

Więcej swobody kierownictwo polityczne pozostawia stacjom obcojęzycznym. Yang opowiada z dumą, że zaprosił do swego nadawanego na żywo programu amerykańskich profesorów, którzy opowiadali się przeciwko karze śmierci. Tym samym dowiódł wielkiej odwagi, w każdym razie jak na standardy chińskie. Ale od potrzeby szukania wyjaśnień, reprezentowanej przez krytycznych dziennikarzy dzielą go lata świetlne.

Przywódcy Chin pragną przede wszystkim uznania swoich narodowych sukcesów – tak samo jak podczas spektaklu otwarcia olimpiady 2008 roku, który miał wprawić w zachwyt telewidzów z całego świata. Pragnąc jeszcze doskonalszej globalnej inscenizacji, Pekin w coraz większym stopniu angażuje do tego dzieła zachodnich speców od PR i mediów.

W zeszłym roku uruchomił na przykład we współpracy z amerykańskim inwestorem stację 5CTV. „Naszym celem jest przybliżenie Chin do świata, a świata do Chin” – powiedział wówczas William M. Campbell, szef nowego kanału. Amerykanin ów do 2007 roku prowadził w USA Discovery Networks. W jaki sposób zamierza lansować teraz Chiny, zademonstrował w rozmowie z ministrem kultury Cai Wu. Kładąc w geście poddania prawą rękę na piersi, prosił Chińczyka o „kilka uwag na temat 5CTV oraz rad, którymi mógłbym się podzielić z naszymi widzami w Europie Zachodniej i USA”.

Stany Zjednoczone są przy tym dla chińskich strategów co najwyżej poboczną sceną. Za znacznie ważniejsze uchodzą takie regiony, jak Bliski Wschód.  Tamtejsze kraje potrzebują Chin głównie jako dostawcy surowców, ale również jako sojusznika na forum ONZ – wyjaśnia Yang. Pekin przez swoje twarde postępowanie wobec muzułmańskiej mniejszości Ujgurów naraża się na ryzyko, że zwrócą się przeciwko niemu ich arabscy współwyznawcy. Siatka terrorystyczna Al-Kaida już groziła zamachami w Chinach. Teraz więc trzeba przekonać Arabów o dobrodziejstwach chińskiej polityki wobec mniejszości narodowych.

Chińscy spikerzy odczytują po arabsku wiadomości z Chin oraz reszty świata. Zrealizowane dużym nakładem środków dokumentalne filmy historyczne przypominają o przyjacielskich więziach łączących Kraj Środka ze światem arabskim, na przykład Jedwabny szlak. Ową ofensywę przyjaźni wspierają prywatne przedsiębiorstwa, takie jak Wang Weisheng. Ponad trzy lata temu nabyło ono w Dubaju rozrywkową stację telewizyjną i zamieniło ją w kanał gospodarczy Arab Asia Business TV (AABTV). W dwóch językach przez 24 godziny na dobę nadaje on dla arabskich biznesmenów informacje o chińskiej ekonomii.

Gao Du, 36-letni szef AABTV, przyjmuje nas w studiu telewizyjnym w Hangzhou niedaleko Szanghaju. – Około 60 procent naszych programów produkujemy w Chinach, a pozostałą część w Dubaju – mówi. Następnie rozpocznie się ekspansja na Europę i Indie. – Myślimy globalnie – podkreśla Gao Du.

W Europie menedżer medialny i magnat rynku nieruchomości Ye Maoxi nabył nadającą przez satelitę stację Propeller TV. Wiosną, gdy wraz z premierem Wen Jiabao podróżował po Europie, dowiedział się o kłopotach finansowych stacji i zdecydował się na jej kupno.

Uderzać oddzielnie, zwyciężać wspólnie – w taki oto sposób nowy gigant medialny z Azji zamierza podbić świat. Gwiazdor telewizyjny Yang Rui mówi: – USA chcąc przeszkodzić w awansie naszego kraju, mobilizują prywatne organizacje pozarządowe i krytykują nas, wskazując na prawa człowieka i demokrację. Dlaczego więc nasze prywatne firmy nie miałyby działać na rzecz Chin?

Yang jest dumny z tego, co zdołał osiągnąć jego kraj, i wspomina czasy sprzed 26 lat, kiedy to postanowił, że zostanie dziennikarzem. Studiował wtedy w Szanghaju, pewnego dnia na uczelnie przyszła urzędniczka z pekińskich władz odpowiedzialnych za radio, film i telewizję, werbująca młody narybek. – Opowiadała nam, że cudzoziemcy, mówiąc o Chinach, mają przed oczami obraz ludzi z warkoczykami i spętanymi stopami – mówi Yang. Był tym wówczas prawdziwie zaszokowany.

Obecnie jest jednym z tych, którzy przekazują cudzoziemcom poprawny pod względem politycznym wizerunek swego kraju. Ale zapewne nikt nigdy nie porówna go do prawdziwego Larry Kinga z CNN. – On może mieć w swoim studiu każdego, kogo tylko zechce zaprosić – zauważa Yang. – Zna przecież wszystkich.

I w jednej jeszcze rzeczy Chińczykom nigdy nie uda się dorównać Amerykanom. – Oni mają Hollywood.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest Wieland Wagner.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Der Spiegel”: Jak zbliżyć świat do Chin? Reviewed by on 24 listopada 2009 .

Wizerunek Kraju Środka jest pełen głębokich rys. Kierownictwo polityczne w Pekinie chcąc poprawić fatalną opinię, jaką mają Chiny na całym świecie, stawia na szeroko zakrojony PR i propagandę na wielką skalę. W ramach tej akcji pojawi się całkiem nowa, bogata oferta telewizyjna i internetowa. Chiński Larry King nie nosi szelek, lecz garnitur i krawat. Nie jest

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź