Inne

Debata: „Co z tą Polską w Azji?”- Aleksandra Bieniek

700px-Azja_mapa_politycznaWiele z nas interesujących się Azją, często musiało zadawać sobie to pytanie:  Dlaczego Polska jest w tym najdynamiczniejszym obecnie regionie świata kompletnie nieznana i często mylonana przykład  z Holandią, czy Finlandią?

Dlaczego nie ma pomysłu w jaki sposób działać w tych dalekich i wciąz uważanych w Polsce za egzotyczne krajach, a jeśli są dobre pomysły, nie udaję się ich realizowac?

A przecież XXI wiek może być wiekiem USA, Chin i ASEAN, w którym centrum świata przeniesie sie w rejon Pacyfiku.  Jeśli świadomość naszych elit nie ulegnie zmianie, a działania naszych przedstawicielstw w Azji ograniczą sie do reprezentowania kraju i wydawania wiz (W Mongolii zrezygnowano już nawet z tego i wizy do Polski wydawane są w konsulacie czeskim), Polska przegapi jeden z najważniejszych trendów zmieniających oblicze XXI wieku. Stalibyśmy się wówczas peryferyjnym obszarem zepchnietej na margines Unii Europejskiej.

 Postanowilismy zaprosić do debaty wiele znanych osób, które spedziły wiele lat w Azji, a także wielu Azjatów związanych z Polską by podzieliły sie ze wszystkimi swoimi przemyśleniami i doradziło jakie są mocne strony i co zrobic żeby było lepiej. Debatę „Co z tą Polską w Azji?” inauguruję tekst Aleksandy Bieniek, absolwentki tajwańskiego Zhengzhi University.

Zaangażowanie Polski w Azji. Realne działania na poziomie operacyjnym.

Wielu komentatorów podkreśla, że wiek XXI będzie wiekiem Azji. Stąd moje przekonanie, że Polska musi nadrobić wieloletnie zaległości w relacjach, przede wszystkim z Chinami, ale i innymi państwami w Azji. Ubiegłoroczny szczyt klimatyczny w Kopenhadze pokazał, że istnienie Unii Europejskiej może być zagrożone wewnętrzną niezgodą i brakiem porozumienia w kluczowych kwestiach. Dlatego też, idąc za przykładem największych graczy UE, należy, poza podejmowaniem dalszych wysiłków w celu budowania spójnej organizacji wspólnotowej, nie zapominać o realizacji swoich istotnych interesów z krajami trzecimi.

 

W niniejszym eseju chciałabym zaprezentować czytelnikom moje przemyślenia nt. tego, co i jak możemy, aby bardziej zaistnieć w Azji jako państwo. Nie interesują mnie tutaj deklaracje typu „należy stworzyć wspólne forum wymiany opinii”, ale chcę zaprezentować moje przemyślenia nt. tego co, od strony stricte praktycznej, może spowodować zwiększenie polskiej obecności w Azji. Zajmuję się tu głównie Chinami, jako krajem uważanym za jedno z największych mocartw w regionie. Ponadto, celem moim jest skłonić internautów do przemyśleń oraz wzięcia udziału w dyskusji o tym, co Waszym zdaniem Polska może zrobić, aby stać się poważnym i wiarygodnym partnerem dla Dalekiego Wschodu w Europie Środkowo-Wschodniej.

 

Zatem, przede wszystkim, sformułowanie spójnej koncepcji obecności Polski w Azji jest dużym wyzwaniem, gdyż Azja to przecież kontynent wielkich nierówności, stąd należy brać pod uwagę nieco inne zestawy koncepcyjne dla różnych krajów. Do tego dochodzi pytanie czy w Azji skupimy się na obecnych liderach (Chiny, Indie, Korea, Japonia), czy też zadecydujemy o, w miarę równoważnym, podziale naszego zainteresowania.

 

Co więcej, jesteśmy mocno zapóźnieni w stosunku do innych państw UE w budowaniu bilateralnych stosunków z państwami Azji i należy się spodziewać, że inne kraje UE w pełni korzystające z wymiany będą niechętne aby dzielić się swoimi, budowanymi przez lata, kontaktami i możliwościami.

 

Trzeba podkreślić, że Azjaci patrzą na Unię Europejską jako niedościgniony model zinstytucjonalizowanej integracji gospodarczej, a nie jako bardzo znaczącej siły politycznej. Bardziej zapatrują się na Stany Zjednoczone, co wynika z przewidywanej zmiany systemu światowego i rosnącej potęgi Chin oraz Indii. UE widziana jest jako możliwy czynnik koncyliacyjny i równoważący w ewentualnych międzymocarstwowych napięciach w regionie, więc UE powinna logicznie rzecz biorąc skupić się na szerzeniu soft power w Azji. Chociaż niedawny szczyt klimatyczny w Kopenhadze pokazał, że Unia Europejska spada na coraz dalszy plan w rozgrywkach największych graczy na świecie.

 

Jeśli chodzi o kwestie Chin, zarówno PRC jak i ROC, najważniejsze dla Polski są następujące kwestie:

 

– promocja gospodarcza Polski i pomoc polskim przedsiębiorstwom w rzetelnym informowaniu oraz operowaniu na rynku chińskim – należy pamiętać, że w związku z kryzysem gospodarczym Chiny postanowiły rozwijać popyt wewnętrzny, co może dawać możliwość zaistnienia polskich produktów na rynku chińskim; co więcej, Chiny potrzebują technologii, a my mamy dość dużo dobrych pomysłów (patenty), ale często brak nam funduszy na ich realizację. Dodatkowo, w kwestiach gospodarczych i produkcyjnych moglibyśmy brać udział w przekazywaniu doświadczeń w kontroli jakości i ogólnie zwrócenia uwagi na podniesienie jakości produktów chińskich. Polska od wielu lat może być wzorem transformacji gospodarczej, co specjaliści z Chin skrupulatnie badają.

 

– promowanie Polski (np. Korzystając m.in. z EXPO w Szanghaju), jako kraju o bogatej historii, ale kraju nowoczesnego, z szybko rozwijającą się gospodarką i ogromnymi możliwościami inwestycyjnymi, do tego kraju posiadającego prężny i przedsiębiorczy kapitał ludzki. Taki sposób promowania Polski byłby całkiem podobny do tego jak widzi się Chiny (przedziębiorcze, szybko modernizujące się, z bogatą historią i tradycjami). Tylko my mamy tę różnicę, że jesteśmy krajem demokratycznym. I tutaj pojawia się kwestia demokratycznego Tajwanu. Należy jednak uważać na występowanie w stosunkach z Chinami w roli “nauczyciela” czy też “instruktora”. Nikt nie lubi być pouczany, zwłaszcza przez mniejszego partnera.

 

– współpraca transgraniczna (np. Polska może być dobrym przykładem zarządzania granicznego jako kraj mający jedną ze skrajnych granic strefy Shengen. Należałoby również zastanowić się nad wprowadzeniem oficjalnych regulacji ogólnounijnych nt. możliwości sprowadzania do Europy pracowników z Chin i innych krajów Azji.

 

– zarządzanie kryzysowe oraz nasz trzeci sektor – tutaj, jak się wydaje, jest ogromne pole manewru. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że z Chinami trzeba w tej sprawie obchodzić się bardzo ostrożnie, gdyż są one niechętne wpuszczaniu obcych, szczególnie NGOsów. W związku z tym potrzeba instrumentów budowy wzajemnego zaufania oraz wiarygodności, a także ścisłej kontroli nad tym, żeby organizacje pozarządowe nie przekraczały swojego mandatu. Polskie NGOs mogłyby odegrać bardzo ważną rolę, zwłaszcza w zakresie doradztwa i działania w zakresie zwalczania biedy w rejonach wiejskich oraz wyrównywania szans (Chiny zmagają się przecież z wielkimi nierównościami społecznymi, które w miare postępu gospodarki kapitalistycznej będą rosły). Dodatkowo, polskie NGOs mogłyby spróbować zająć się sprawami dot. zanieczyszczenia klimatu. Chiny stoją teraz przed kolejnym ważnym krokiem w rozwoju gospodarczym, mianowicie, potrzebują technologii w celu upgradeowania produkcji na wybrzeżu, a przeniesieniu tych zakładów, które nadal wykorzystują duże zasoby siły roboczej, wewnątrz kraju lub do takich państw, jak np. Wietnam.

 

– wymiana międzyludzka i edukacyjna (w szerszym kontekście chodziłoby tutaj także o promowanie Polski jako kraju docelowego dla imigracji, a nie kraju tranzytowego). Na tym polu mamy jeszcze wiele do zrobienie na poziomie państwowym. Należaloby zorganizować kampanie wewnątrzspołeczne przeciwko rasizmowi i dyskryminacji. Dodatkowo, polskie uczelnie wyższe mają tu do odegrania bardzo istotną rolę, aby rozszerzyć swój udział (poza szkołami medycznymi, które to ostatnio podlegają na Tajwanie bardzo surowej krytyce) naszych uczelni wyższych w ogromnym rynku chińskim. Do tego niewątpliwie dochodzi budowa pozycji polskich szkół wyższych na polu międzynarodowym. W tę kwestię wchodziłoby także widoczne zintensyfikowanie działalności instytucji typu think tank w Azji.

 

– promowanie medialne naszego zainteresowania Azją – będziemy uważani za wiarygodnego partnera, no i powinniśmy też położyć nacisk na bycie politycznie przewidywalnymi. Z przykrością stwierdzam, że w Polsce nadal za mało jest medialnej rzetelnej informacji nt. Azji, a wiadomo, że boimy się tego, czego nie znamy.

 

– na dalszym etapie, jeśli nasza wymiana z Azją zacznie nabierać tempa, bedziemy na pewno potrzebowali bardziej bezpośrednich połączeń komunikacyjnych z Azją. Dlatego też czekam z niecierpliwością, aż PLL LOT otrzyma samoloty Boeing 787 Dreamliner, co spodziewane jest na przełomie lat 2011 i 2012, i będzie wreszcie miał bazę logistyczną do uruchomienia bezpośrednich połączeń do Azji.

 

Aleksandra Bieniek, Absolwentka National Chengchi University w Tajpej oraz Collegium Civitas w Warszawie. Aktualnie pracuje nad doktoratem ze stosunków międzynarodowych w ISP PAN. Stypendystka Taiwan International Cooperation and Development Fund. Współpracuje z CSPA. Interesuje się kwestiami dotyczącymi stosunków tajwańsko-chińskich, polityką ekonomiczną Tajwanu oraz zagadnieniami dotyczącymi bezpieczeństwa międzynarodowego.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Debata: „Co z tą Polską w Azji?”- Aleksandra Bieniek Reviewed by on 8 lutego 2010 .

Wiele z nas interesujących się Azją, często musiało zadawać sobie to pytanie:  Dlaczego Polska jest w tym najdynamiczniejszym obecnie regionie świata kompletnie nieznana i często mylonana przykład  z Holandią, czy Finlandią? Dlaczego nie ma pomysłu w jaki sposób działać w tych dalekich i wciąz uważanych w Polsce za egzotyczne krajach, a jeśli są dobre pomysły, nie udaję się

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Avatar Jarosław Grzegorzek

    „To po co tu Pan przytacza te przykłady o handlu, który i tak nic nie daje jeśli chodzi o rozpoznawalność?”
    Dlatego, iż wspomniał Pan w swoim pierwszym poście o dużej zbieżności wysokich obrotów handlowych z rozpoznawalnością.

    „“Czy w handlu z Chinami Polska naprawdę wypada tak źle?”
    Tak, i dobrze Pan o tym wie.”
    Nie wiedziałem, że ja już wiem, gdyż w Polsce do tej pory bodajże nikt tego nie wie. Prawdopodobnie nie przeprowadzano tego rodzaju analiz; jeżeli przeprowadzano, a powinny to robić jednostki przy MSZ lub wydziały handlowe ambasad, z czystej racjonalności przeprowadzania okresowych analiz benchmarkingowych, to nikt ich nie publikował do tej pory.

    Jarosław Grzegorzek

    • Nie prawda, ja powiedziałem o tym dlatego, że to Pan powiedział w SWOIM pierwszym poście, np. o węglu. Ja tylko to skomentowałem. Potem Pan stwierdził, że ja mówię o wymianie międzynardowej, kiedy ja tylko zacytowałem pański fragment o stosunkach bilateralnych i właśnie braku związku z tym. Nic więcej. Ja mówiłem o rasiźmie. To pan tu mówi o Ricardzie (może jeszcze ‚społeczna krzywa obojętności’? hehe), itp. Teraz Pan „zwala” na mnie, że ja mówię o dużej zbieżności i usprawiedliwia Pan, że mówił nie od rzeczy. To pan tu podał niecelny argument. Widać teoretyk z Pana. W całym tym artykule nie chodzi o stosunki międzynarodowe typu relacje wymienne w handlu. Może jeszcze pan przytoczy tu rozważania akademickie typu „Polska exportuje tyle miedzi w zamian za taką ilość niemieciego wina”… które pojawiają się w każdej książce MSG.
      W artykule chodzi o to, że Polska praktycznie nie ma żadnych kontaktów z Chinami w przeciwieństwie do innych państw UE. Proszę zauważyć, że Polska jako nieliczny kraj nie ma bezpośrednich połączeń z Pekinem, ale za to z Waszyngtonem, Nowym Jorkeim czy Chicago owszem, tak, Polska jest pionierem jeśli chodzi o połączenia z USA, tyle, że g. z tego ma i traci.

      „Co więcej, jesteśmy mocno zapóźnieni w stosunku do innych państw UE w budowaniu bilateralnych stosunków z państwami Azji i należy się spodziewać, że inne kraje UE w pełni korzystające z wymiany będą niechętne aby dzielić się swoimi, budowanymi przez lata, kontaktami i możliwościami.”

      Tak, to fakt niepodważalny. Każdy kraj, który wie „co się kręci” już dawno postarał się o kontakty z Chinami.
      结束

  • Avatar Jarosław Grzegorzek

    „Nie no sorki, ale co ma węgiel do stosunków bilaterlanych? Gadasz jak mój doktorek od “Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych”, i posiłkujesz się tylko suchymi twierdzeniami i teoriami.”
    Zapraszam do lektury jakiejkolwiek książki poruszającej kwestie właśnie tych wspomnianych stosunku międzynarodowych. Przykładów znajdzie Pan tam sporo. Ten doktorek chyba jednak trochę racji miał. Może Pan z Chin sprowadzać miliony sztuk MP3 i telewizorów oraz sto tysięcy innych produktów, a eksportować tylko maszynerię dla branży górniczej, a i tak Pan na tym lepiej wyjdzie gdyby Pan ich w rzeczywistości nie sprowadzał tylko sam tutaj produkował.(oczywiście założenie teoretyczne w tej chwili).

    „“Czy w handlu z Chinami Polska naprawdę wypada tak źle? Może jednak nie do końca.” Aha, a w ilu procentach do końca? Co to w ogóle za stwierdzenie? Znów kłania się tu mój doktorek, który tak samo prawi.”
    Aby stwierdzić w ilu procentach nie do końca polecam przeprowadzić statystyczna analizę danych z wykorzystaniem modeli ekonometrycznych- dadzą Panu odpowiedź. Podałem tylko przykład mówiący o tym, iż w polskich mediach kształtuje się wizerunek porusząjący tylko i wyłącznie kwestii ujemnego salda bilansu obrotów handlowych odrywając to także od kwestii dynamiki wzrostu w odniesieniu do innych państw europejskich przez co powoduje to w odbiorze wielu osób stronniczy wizerunek.

    „Późniejsza wymiana danych statystycznych też jest bezsensowna, gdyż gdyby rzeczywiście było by tak różowo to Polska i była by rozpoznawana w Azji i miała by w ogóle jakieś znaczenie na tamtym obszarze.”
    Sama wymiana handlowa nie za dużo znaczy dla rozpoznawalności. Czy gdy będzie Pan sprzedawał traktory dla chińskich rolników i nic poza tym to będzie Pan mógł mówić, że jako Polak z Polski jest rozpoznawany przez pozostałą 99% społeczeństwa? Chodzi tutaj bardziej o brand awareness i działania na polu marketingu międzynarodowego i PR. Chce Pan być na ustach chińskich nastolatków sprzedając im polskie MP3? Czy może chce Pan aby w polskich mediach mówili, że w Chinach jesteśmy rozpoznawalni i to Pana utwierdzi, że tak jest bo jedynka, polsat czy tvn to wyemituje słowami dziennikarza, który o Chinach wie mniej więcej tyle co Pan o sytuacji politycznej Uzbekistanu w latach 70-tych(z całym szacunkiem dla Uzbekistanu)?

    PhD nie mam więc „doktorkiem” nie jestem i to była ostatnia odpowiedź na mało merytoryczny komentarz z Pana strony bo nie mam ochoty tłumaczyć fundamentalnych kwestii handlu międzynarodowego.
    Pozdrawiam,
    Jarosław Grzegorzek

    • „Sama wymiana handlowa nie za dużo znaczy dla rozpoznawalności. Czy gdy będzie Pan sprzedawał traktory dla chińskich rolników i nic poza tym to będzie Pan mógł mówić, że jako Polak z Polski jest rozpoznawany przez pozostałą 99% społeczeństwa? Chodzi tutaj bardziej o brand awareness”
      To po co tu Pan przytacza te przykłady o handlu, który i tak nic nie daje jeśli chodzi o rozpoznawalność? Zgadzam się w takim razie z autorką artykułu, a nic mnie nie obchodzi węgiel czy MP3. Tak wolę, aby o owocnej współpracy z Chinami mówiono w telewizji, aniżeli znowu jak to polscy inwestorzy przejechali się na wall street czy jak liżemy du*sko amerykanom.
      „Czy w handlu z Chinami Polska naprawdę wypada tak źle?”

      Tak, i dobrze Pan o tym wie.

  • „akurat do Chińczyków to Polacy nie mają specjalnej urazy. Poza tym jest pytanie o skuteczność kampanii społecznych… Kasa w błoto. Trzeba pamiętać, że Polacy są narodem dosyć tolerancyjnym”

    Niezłe żarty co? Tzw. polish-joking heh. Przecież u nas to jest szczególny rasizm do rasy żółtej. Np. ja jak wróciłem z Chin to prawie chcieli by mnie zlinczować. Nawet niezdajesz sobie sprawy jak głęboko jest u nas zakorzeniony rasizm i ksenofobia. A poza tym do kogo chciałbym wiedzieć Polacy mają jakąś „specjalną” urazę?

    „jednak zupełnie odbiega od idee prowadzenia handlu międzynarodowego wg modelu Ricarda, gdyż korzyści z handlu opierają się na przewagach komparatywnych, a nie jak twierdzi autorka przewadze absolutnej innych państw nad Polską w handlu z Azją. Polska nie musi więc dzielić się z innymi państwami tylko specjalizować się w produkcji dóbr i usług, w których akurat mamy przewagi komparatywne. (po więcej odsyłam do teorii handlu międzynarodowego). Pierwszy lepszy przykład to branża górnicza, w której np. Chiny w 2007 roku posiadają rezerwy węgla stanowiące około 15% światowych zasobów i w której zatrudnionej jest ponad 5 milionów osób.”

    Nie no sorki, ale co ma węgiel do stosunków bilaterlanych? Gadasz jak mój doktorek od „Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych”, i posiłkujesz się tylko suchymi twierdzeniami i teoriami.

    „Czy w handlu z Chinami Polska naprawdę wypada tak źle? Może jednak nie do końca.”

    Aha, a w ilu procentach do końca? Co to w ogóle za stwierdzenie? Znów kłania się tu mój doktorek, który tak samo prawi.

    Późniejsza wymiana danych statystycznych też jest bezsensowna, gdyż gdyby rzeczywiście było by tak różowo to Polska i była by rozpoznawana w Azji i miała by w ogóle jakieś znaczenie na tamtym obszarze. A tak, dupa. Tylko jednostronna polityka – pro-zachodnia, POPULISTYCZA, stawiająca interesy USA (trzeba ginąć z matkę Amerykę w Afagnistanie lub ) na pierwszym miejscu. Z takim podejściem każdego rządu w Polsce, Polska polegnie (z UE lub bez niej).
    Rzekłem.

  • Avatar Jarosław Grzegorzek

    „Co więcej, jesteśmy mocno zapóźnieni w stosunku do innych państw UE w budowaniu bilateralnych stosunków z państwami Azji i należy się spodziewać, że inne kraje UE w pełni korzystające z wymiany będą niechętne aby dzielić się swoimi, budowanymi przez lata, kontaktami i możliwościami.”

    Twierdzenie w obecnych czasach bardzo populistyczne jednak zupełnie odbiega od idee prowadzenia handlu międzynarodowego wg modelu Ricarda, gdyż korzyści z handlu opierają się na przewagach komparatywnych, a nie jak twierdzi autorka przewadze absolutnej innych państw nad Polską w handlu z Azją. Polska nie musi więc dzielić się z innymi państwami tylko specjalizować się w produkcji dóbr i usług, w których akurat mamy przewagi komparatywne. (po więcej odsyłam do teorii handlu międzynarodowego). Pierwszy lepszy przykład to branża górnicza, w której np. Chiny w 2007 roku posiadają rezerwy węgla stanowiące około 15% światowych zasobów i w której zatrudnionej jest ponad 5 milionów osób.

    Brak połączeń lotniczych jest problemem (w przypadku lotu chodzi bardziej o niską rentowności i dużą konkurencję na rynku lotów do Azji) jednak znacznie poważniejszym jest posiadanie tylko jednego portu morskiego w Gdańsku tzw. wąskie gardło, który jest w stanie przyjąć statki o ładowności większej niż 8000 TEU i zanurzeniu ponad 14 metrów, których głównie używa się do transportu na linii Europa-Daleki Wschód. W dużej mierze Polacy używają portu w Hamburgu z wiadomych względów. Infrastruktura intrakrajowa również pozostawia u nas wiele do życzenia.

    Proszę również przyjrzeć się bliżej dwóm głównym umowom podpisanym przez rządy Polski i Chiny. Mam na myśli „Program rozwoju wieloletniej współpracy gospodarczej i naukowo-technicznej między Polską Rzecząpospolitą Ludową, a Chińską Republiką Ludową” podpisany w roku 7 czerwca 1988 i „Umowa między rządem Rzeczypospolitej Polskiej, a Rządem Chińskiej Republiki Ludowej o współpracy gospodarczej” z dnia 8 czerwca 2004r. Ta druga z nich po 16 latach współpracy zakłada współpracę tylko w 3 nowych branżach w stosunku do tej z 1988: Ochrona środowiska, Gospodarka przestrzenna i mieszkaniowa, Architektura i Budownictwo, kosztem zniesienia 5 innych jak przemysł maszynowy czy biotechnologie.

    Czy w handlu z Chinami Polska naprawdę wypada tak źle? Może jednak nie do końca. Proszę spojrzeć na wskaźniki dynamiki i średnie tempo wzrostu wymiany handlowej na przełomie ostatnich 15 lat. W mediach mówi się tylko o zwiększaniu deficytu w obrotach handlowych co niekoniecznie jest złe! Średni roczny wzrost eksportu z Polski do Chin w latach 2004-2008 to 32%, a w niektórych branżach sięga nawet 300% lub 600% jak gips, cement, azbest, a importu do Polski to ponad 50% rocznie! Dla porównania Niemcy, największy partner handlowy Chin w Europie: dynamika eksportu do Chin 17%, a importu z Chin 25%.

    Pozdrawiam,
    Jarosław Grzegorzek

  • „Należaloby zorganizować kampanie wewnątrzspołeczne przeciwko rasizmowi i dyskryminacji” – akurat do Chińczyków to Polacy nie mają specjalnej urazy. Poza tym jest pytanie o skuteczność kampanii społecznych… Kasa w błoto. Trzeba pamiętać, że Polacy są narodem dosyć tolerancyjnym, chociaż zawsze więcej miłości bliźniego by się przydało

Pozostaw odpowiedź