Inne

Debata „Co z tą Polską w Azji” (3)- Mariusz Dąbrowski

PielegniarkaPolska od niepamiętnych czasów jest rządzona przez, delikatnie pisząc, ludzi niekompetentnych. Dzięki położeniu geograficznemu moglibyśmy żyć wyłącznie z handlu. Ale kraj, w którym przecinają się główne szlaki Europy nie ma nawet sieci autostrad. Próbowałem to wytłumaczyć i nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Być może Sowieci chcieli uczynić z Polski trudno przejezdny kraj buforowy? Nie mam pojęcia. Zimna wojna się już skończyła ale autostrad dalej nie ma. Jednak w handlu z Dalekim Wschodem najważniejszy jest transport morski i lotniczy. Polska ma dostęp do morza ale importerzy chętniej wybierają porty w Hamburgu i Rotterdamie. Dlaczego? O tym w dalszej części wpisu. Co do transportu lotniczego to mogę dodać, że Polska nie ma bezpośredniego regularnego połączenia z Chinami, Japonią, czy Koreą. Można powiedzieć, iż znajdujemy się na marginesie. Tak też myślą o nas w Azji. O Polsce nic się tam nie mówi. A podobno mamy taki potencjał! Cóż z tego, skoro polskie prawo oraz biurokracja mogą zaprzepaścić nawet największe możliwości. Unia Europejska ma swoje standardy, czasem bardzo restrykcyjne, ale w wielu kwestiach państwa członkowskie mają sporo swobody. Niestety polska machina polityczno-biurokratyczna nie wykorzystuje tych szans i jeśli tylko może, to wprowadza najbardziej restrykcyjne przepisy w Unii, przez co niszczy gospodarkę oraz podcina gałąź na której sama siedzi. Pewne rzeczy widać gołym okiem, jak np. polskich celników nagminnie zatrzymujących pojazdy do kontroli. I to wcale nie na granicy z Białorusią, czy Ukrainą ale na granicy z Litwą, z którą wspólnie należymy do UE i strefy Schengen. Za każdym razem jadąc na Litwę widzę polskich celników kontrolujących jakiś pojazd. Czyżby w Służbie Celnej było zbyt wiele niepotrzebnych etatów? Ale nie jest to specjalnie wielki problem. Największych problemów nie widać gołym okiem.

Problemem są przepisy, które nakładają na importerów szereg obowiązków. Oczywiście wszystko w „trosce” o dobro konsumenta. Restrykcyjne przepisy sprzyjają wielkiemu biznesowi, bo skutecznie niszczą małą i średnią przedsiębiorczość. Tak, z jednej strony za pieniądze podatników wspiera się małych i średnich przedsiębiorców, a później wprowadza przepisy, które ich niszczą. Absurd, hipokryzja, celowa polityka, może wszystko razem? Przykładem takiej polityki jest rozporządzenie Ministra Zdrowia dotyczące granicznych kontroli sanitarnych. Przepisy sanitarne zostały zaostrzone pod rządami PIS, a PO nic nie zrobiła aby to zliberalizować. Przedmiotem rozporządzenia jest żywność oraz wszelkie przedmioty mające z nią styczność, czyli łyżki, kubki, garnki, czajniki, deski do krojenia… Wszystko to jest przedmiotem zainteresowania Sanepidu. Co więcej, nie można podejść do odprawy celnej (celnik odrzuci naszą deklarację) jeśli wcześniej urzędnik z Sanepidu nie wyda odpowiedniego papierka, a w zasadzie pliku papierów. Importer jest zdany na humory biurokratów. Jeśli urzędnik jest w dobrym nastroju to wyda odpowiedni certyfikat od ręki, nawet przymykając oko na drobne uchybienia. Gorzej jak ma zły humor, wówczas skutecznie może zatrzymać towary na granicy. Wielcy importerzy nie chcą się w to bawić i robią odprawy tam, gdzie nie ma Sanepidu, czyli zazwyczaj w Hamburgu i Rotterdamie. W oczywisty sposób traci na tym port w Gdyni, co również przekłada się na bezrobocie oraz mniejsze wpływy z podatków. Poza tym 25% z pobranych ceł trafia do skarbca państwa, w którym została dokonana odprawa (pozostałe 75% to dochody biurokratów w Brukseli). To tylko przykład dotyczący produktów spożywczych i przedmiotów mających z nimi styczność. Istnieją jeszcze przepisy regulujące elektronikę, materiały budowlane, zabawki… Wszystko to podraża handel z Dalekim Wschodem, a także z wszystkimi innymi krajami należącymi do tzw. grupy państw trzecich. A jakie są tego skutki?

Jeśli do powyższych kosztów dodamy wysokie podatki, wówczas przy stosunkowo niskiej sile nabywczej konsumentów, importerzy stają przed ograniczonym wyborem i muszą szukać towarów jak najtańszych, czyli zazwyczaj o niskiej jakości. Ta chińska tandeta, która zalewa polski rynek jest tego pochodną. Chińczycy mogą wyprodukować wszystko. W największej fabryce świata, czyli w Delcie Rzeki Perłowej można zamówić wyroby o jakości od najniższej do najwyższej. Niestety polscy importerzy są zmuszeni, aby zamawiać te pierwsze. Dlatego zanim ktokolwiek powie „chińska tandeta” niech pamięta, że przyczyny tego są znacznie bardziej złożone. W szczególności niech pamiętają o tym politycy i biurokraci.

Na zakończenie opowiem o swojej wizycie na Targach FOODEX w Tokio. Japonia jest największym importerem żywności na świecie, więc targi też są ogromne. Obecni są tam również polscy wystawcy z delegacją Ministerstwa Rolnictwa na czele. Osoba odwiedzająca taką imprezę ma niepowtarzalną szansę, aby wypróbować najwspanialsze produkty spożywcze z całego świata. Najchętniej piłem soki z Ameryki Południowej zrobione z owoców, o których wcześniej nie miałem zielonego pojęcia. Ale przebywając od kilku miesięcy w Azji zapragnąłem także czegoś polskiego. Poszedłem do sektora, gdzie znajdowały się polskie stoiska i od razu poczułem pewien niesmak, nie dotyczyło to jedzenia. Na szyldach wszystkich wystawców znajdowały się adresy internetowe. Francuzi mieli domenę .fr, Włosi domenę .it, Niemcy .de, a Polacy .eu! Pomyślałem, czy nie możemy się promować jako .pl, skoro wszyscy inni używają domen narodowych. Drobiazg! Najważniejszy był wówczas żurek, na który miałem ogromną ochotę. Uśmiechnięty kucharz nalał mi pełną miseczkę i zacząłem się delektować. Po pierwszym łyku czuję, że coś jest nie tak. Ta zupa nie smakuje jak żurek. Pytam więc kucharza, dlaczego ten żurek tak dziwnie smakuje, a on odpowiada, że wczoraj był dobry ale dzisiaj zabrakło mu składników, więc musiał improwizować. Za pieniądze podatników delegacja jedzie na drugi koniec świata, aby promować polską żywność i brakuje im składników! Ale z tego co widziałem to wódki im nie zabrakło. Jak widać problemy handlu z Dalekim Wschodem nie zawsze łatwo jest rozwiązać. Czasem trzeba umieć improwizować.

Mariusz Dąbrowski

Tekst ukazał się na blogu autora

http://dabrowski.blog.onet.pl/Problemy-handlu-z-Dalekim-Wsch,2,ID401917398,n

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Debata „Co z tą Polską w Azji” (3)- Mariusz Dąbrowski Reviewed by on 28 kwietnia 2010 .

Polska od niepamiętnych czasów jest rządzona przez, delikatnie pisząc, ludzi niekompetentnych. Dzięki położeniu geograficznemu moglibyśmy żyć wyłącznie z handlu. Ale kraj, w którym przecinają się główne szlaki Europy nie ma nawet sieci autostrad. Próbowałem to wytłumaczyć i nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Być może Sowieci chcieli uczynić z Polski trudno przejezdny kraj buforowy? Nie mam pojęcia.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Patrycja Pendrakowska

Prezes CSPA od maja 2017 roku, ekspert od Chin. Doktorantka w zakładzie filozofii społecznej UW. Ukończyła sinologię, etnologię i socjologię na UW, którą studiowała również na Ludwig-Maximilians Universität w Monachium. W 2011 roku badała problem migracji w Nepalu, w Institute of Integrated Development Studies w Katmandu. Była redaktorka TVN24 i wolontariuszka w dziale misji PAH. Otrzymała stypendia naukowe na seminaria i badania w Polsce, Niemczech, Hiszpanii i Chinach. E-mail: [email protected]; twitter: @patrycjapendra

komentarzy 14

  • Dzien dobry,
    Mieszkam od 20 lat w Tokyo. Bylam takze na targach Foodex w tym roku i w poprzednich latach rowniez. Rece opadaja……., mam na mysli przygotowanie polskich wystawcow i zachowanie. Sa tu osoby, ktore maja olbrzymia niewykorzystana wiedze, niestety brakuje mozliwosci spotkania sie tych odpowiednich osob, jako ze na nasza ambasade nie ma co liczyc……
    Chcialam w pierwszym porywie cos tu napisac, ale zrezygnowalam, bo……tego jest za duzo…..Wolontaryjnie przeprowadzilam akcje przy polskim smutnym stoisku i znalezli sie odpowiedni i chetni kontrahenci. Potem najadlam sie tylko wstydu, bo Japonczycy dzwonili do mnie za 2 dni mowiac, ze oni sie wybieraja na konkretne rozmowy, pytajac mnie, czy tez tam bede (nie wybieralam sie) a telefon polskiego menagera nie dzialal i nawet ja nie moglam im pomoc sprawdzajac, czy bedzie tam jakis tlumacz….To tylko jeden ze szczegolow dosc dlugiej historii…..Widzialam tam tyle karygodnych bledow, z ktorych nikt nie zdaje sobie sprawy i najprawdopodobniej ci wielcy polscy menagerowie nie przyjeli by tych uwag do wiadomosci , bo przeciez oni wiedza….., a jak beda sluchac, to pewnie nie uwierza, ze ta informacja to cala tajemnica sukcesu……
    Odpuscilam sobie, chyba zaczekam az mi synowie wydorosleja i cos wspolnie zrobia w tm kierunku…

    • Być może pan menadżer nie przygotował się należycie do wyjazdu i nie zaopatrzył się przed wyjazdem w aparat telefoniczny działający w Japonii. Jeśli tego nie wiedział, to pewnie popełnił jeszcze więcej błędów. Dlatego przed wyjazdem do kraju z zupełnie innego kręgu kulturowego, warto odbyć konsultacje z kimś kto zna to miejsce. Ale znam przypadki osób, które jeżdżą na targi tylko po to, aby zrobić sobie wycieczkę. Zwykłej wycieczki nie da się wrzucić w koszty działalności gospodarczej, ale wyjazd na targi (najlepiej jeszcze dostać dofinansowanie z kieszeni podatników) to już co innego. Szkoda, bo może to mieć negatywne przełożenie na wizerunek całego kraju. Niestety, stereotypy jest łatwo zbudować ale ciężko je później zburzyć. A tak na marginesie, chciałbym prosić o Pani email (najlepiej proszę kliknąć na „Mariusz Dąbrowski”, a następnie „Napisz do mnie”), ponieważ nie ma nic cenniejszego niż dobre kontakty :-)

      • Avatar OlmerPL

        Ludzie, nawet taka osoba jak ja, co czyta tylko o innych krajach, sprawdza jakie w danym kraju jakie są sieci komórkowe, czy „nasze” karty bankomatowe/kredytowe są przyjmowane lub czy honorują ISIC. Jeśli naprawdę facet nie wiedział o tym że w Japonii nie działają nasze komórki, to ja już straciłem resztki nadziei w naszych „przedstawicieli”. Trzeba poczekać aż takie osoby wymrą i zrobią miejsce młodym (tą opinie rozszerzam również na politykę).

  • Witam,

    Ja mam kilka uwag. Duze kontenerowce do Polski nie zawijaja nie dlatego ze mamy biurokracje, ale dlatego ze nie zawsze moga przedostac sie przez ciesnine miedzy morzem Pl a Baltykiem, wiec w Hamburgu przeklada sie towar na mniejsze statki. Przewaga portow Zachodnich wynika j z faktu ze w Hamburgu port jest wiekszy i czas na zaplate VATu jest wydluzony.

    • Ale ja nie napisałem, że duże kontenerowce do Polski nie zawijają dlatego, że mamy biurokrację :-) Chciałbym tutaj podkreślić, że opłaty portowe w Hamburgu są wyższe niż w Gdyni, poza tym dochodzi jeszcze droższy transport lądowy. Tak więc z ekonomicznego punktu widzenia Gdynia może być bardziej opłacalna, nawet po przeładunku na mniejsze statki. Natomiast zgadzam się co do podatku VAT!

      • Na zakończenie zapomniałem dodać, że w przypadku podatku VAT, wszystko zależy wyłącznie od biurokratów. Całe błędne koło niestety zamyka się na aparacie polityczno-urzędniczym.

      • Avatar Marcin J.

        To co Pan napisał o kosztach portowych i kosztach frachtu drogowego to prawda. Ale są sytuacje kiedy trzeba towar mieć u siebie szybko. A na przeładunku kontenera tracimy średnio tydzień. W ekstremalnych sytuacjach 3 tygodnie, miałem taką sytuację w zeszłym roku. Ponadto w Hamburgu można oclić towar, który jeszcze nawet nie jest w porcie – ha. U nas takie cuda się nie zdarzają. A jeszcze jak nie masz świadectwa fumigacji lub heat treatment to kaplica.

      • Panie Marcinie, szlag mnie trafia, gdy o tym myślę. Polacy są mistrzami w gnębieniu swoich własnych rodaków. Naszą najgorszą cechą narodową jest „zawiść” i to prawdopodobnie przekłada się otoczenie biznesowe, W przekonaniu wielu osób (szczególnie biurokratów) importer to złodziej i oszust, którego można gnębić. I rzeczywiście, niektórzy importerzy (albo ogólnie biznesmeni) stają się oszustami, bo nie są w stanie normalnie funkcjonować. Ten system jest tak skonstruowany, że z porządnych ludzi robi się przestępców. Pewna urzędniczka ZUS powiedziała mi, iż lepiej jest oszukiwać niż się pomylić! Człowiek nawet nie wie kiedy łamie prawo, bo zbór ustaw, rozporządzeń i dyrektyw jest tak wielki, że nikt nie jest w stanie się w tym połapać. Ludzie zamiast robić pożyteczne rzeczy, marnują czas na unikanie biurokratycznych wynalazków. Czy słyszał Pan o tym, że w UE ślimak winniczek sklasyfikowany jest jako ryba śródlądowa!!! Ciekaw jestem czy ten przepis obowiązuje na maturze z biologii? ;-)

    • Szanowny Panie Sergiuszu

      Jaki problem rozliczać VAT kwartalnie ?? oczywiście nie każdy może podlegać pod tą formę ale raczej ciężko przekroczyć wartość sprzedaży 800 000 tyś euro ??

      • Adamie, wszystko byłoby w porządku, gdyby powyższe zasady dotyczyły importerów. W Polsce jeśli nie zapłacisz podatku VAT przy odprawie to urząd celny nie zwolni towarów. Dlatego niektóre firmy korzystają z tzw. pośrednictwa fiskalnego i odprawiają towary np. w Hamburgu. Wówczas nie trzeba płacić VAT-u na granicy, a rozliczenie w Polsce dokonuje się nie jak w przypadku importu, ale jak w przypadku wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów. Takie biurokratyczne głupoty sprawiają, iż niektórzy importerzy korzystają z przedstawicielstw fiskalnych w innych krajach, aby móc dłużej obracać gotówką. Niemcy bardzo chętnie robią odprawy dla Polaków, bo 25% wpływów z ceł trafia do niemieckiego budżetu. Ostatecznie tracą na tym Polacy, a biurokratyczna sitwa z Warszawki podcina gałąź na której sama siedzi.

    • Mariusz ale to samo jest z cłem …. jeśli masz nałożone cło na wyroby z Chin ( np. liny stalowe) to są procedury które zostały stworzone przez normalnych ludzi .. czyli przepuszczanie towaru przez HK i przebitka dokumentów na made in hongkong :)
      jeśli zaś chodzi o import .. to masz100 % racji w tym przypadku …. ale jak sam zauważyłeś !! na to też się znalazł sposób :)

      • Chciałbym żyć w kraju, w którym nie trzeba szukać żadnych sposobów. Niestety w Warszawie i Brukseli siedzą durnie oraz cwani kombinatorzy. Ci pierwsi naiwnie wierzą, że chronią „własny” rynek, a ci drudzy dostają łapówki (niekoniecznie w postaci pieniężnej) za utrudnianie życia importerom. Poza tym Unia Europejska jest chyba przodownikiem w ustalaniu barier pozataryfowych. Jak spojrzy się na stawki celne to wszystko wygląda w miarę OK, ale później może okazać się, że towar nie zostanie dopuszczony do obrotu, bo importer nie ma jakiegoś kretyńskiego papierka!

  • O tym wszystkim juz wiemy… Ale co zrobic zeby bylo lepiej?

    • Przestać głosować na tych samych polityków, ale to też nie daje żadnych gwarancji poprawy. Być może inicjatywy takie jak CSPA, będą miały kiedyś wpływ na kolejne elity rządzące krajem i sprawy związane z Azją przestaną być postrzegane jako drugoplanowe. Trzeba robić swoje i czekać na owoce. Cieszę się, że przynajmniej są ludzie, którym zależy na promocji Azji w Polsce oraz promocji Polski w Azji. Szkoda tylko, że obecni „politykierzy” nie mają żadnej konkretnej wizji, poza wizją reelekcji.

Pozostaw odpowiedź