Artykuły

Dawid Juraszek: Animowana promocja Polski

„Było mi smutno, gdy polskie wojska zabijały niewinnych ludzi z zimną krwią.” To opinia chińskiej studentki o wyświetlanej na Expo Animowanej historii Polski Tomasza Bagińskiego.

Trójwymiarowy film animatorów Platige Image, w osiem minut ukazujący polską historię, to według zapewnień organizatorów hit ekspozycji. Do internetu trafił w sierpniu. Dziś na YouTube ma pół miliona odsłon i setki komentarzy, a wśród nich takie patriotyczne peany: Oglądając ten film przechodziły mnie dreszcze, a duma rozpierała. Film chwyta za serce, aż chce się ogłosić całemu światu: jestem dumny, że jestem Polakiem! Przyznajmy się, że jesteśmy narodem, który był i jest najlepszy. Polska jest najlepsza!

Są i sceptyczne opinie, rozważające przystępność filmu dla obcokrajowców. A przecież to właśnie z myślą o odbiorcach zagranicznych powstał na zlecenie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Jak tłumaczy Sylwia Banaszkiewicz z Zespołu Expo, Film miał w atrakcyjny sposób przedstawić historię Polaków jako narodu dumnego i walecznego, który stworzył istotną część europejskiego dziedzictwa, i tym samym wpisać się w szeroką koncepcję promocji Polski na rynku chińskim.

A promować w Chinach chcą się wszyscy. Trwająca od 1. maja do 31. października Wystawa Światowa w Szanghaju to największa, najdroższa, i, jeśli wszystko się uda, najliczniej odwiedzana tego typu impreza w dziejach.

Nasz udział w Expo to jedna na kilka pokoleń szansa powiedzienia milionom Chińczyków czym jest Polska, mówił jeszcze przed otwarciem wystawy Sławomir Majman, Komisarz generalny Sekcji Polskiej Expo 2010. Pokazujemy nasz kraj w pełnym spektrum, zapewnia Sylwia Banaszkiewicz, promując go przede wszystkim jako nowoczesnego, dynamicznie rozwijającego się członka Unii Europejskiej, ale również jako państwo o imponującej historii, co dla Chińczyków ma niebagatelne znaczenie.

Animowana_historia_Polski_1920r

Historią zaimponować Chińczykom niełatwo, zwłaszcza odkąd w latach 80. patriotycznym dogmatem stała się mantra o 5000 lat chińskiej cywilizacji. Z tej trudności zdawano sobie sprawę w Platige Image.

Kluczem była efektowność tych rzeczy, które chcieliśmy pokazać, tłumaczy Bagiński. Jakiekolwiek edukowanie albo zbytnia merytoryczna zawartość takiego filmu właściwie jest niemożliwa, więc trzeba postawić na wrażenia, rytm, tempo, klimat. Widzowie chcą wrażeń. Zaskoczeń. Odpłynięcia w inną rzeczywistość, zachwytu obrazem i muzyką, uczuć. Jeśli nawet pragną wiedzy, to raczej chcą dowiedzieć się czegoś o wnętrzu Polaków, o tym, czym nasz kraj się wyróżnia. Chcą wiedzieć, dlaczego warto nas znać i co to za europejskie plemię „Polacy”. I dodaje: To reklama naszej historii.

Czym więc w oczach chińskich widzów tej reklamy wyróżnia się nasze plemię?

Wiem teraz, że wasz kraj cierpiał od wielu wojen, wewnętrznych i zewnętrznych, mówi Wang Lu, pracująca w amerykańskiej firmie w Kantonie. Film jest bardzo ładny, ale zbyt wiele w nim bitew. Polska historia to historia wojen! konkluduje Luo Zhonqing, student anglistyki. Polska po rewolucji przemysłowej trochę jak Chiny nie dotrzymywała kroku rozwojowi świata snuje paralele Liu Wanli, student handlu międzynarodowego, i dodaje: Polska to synonim cierpienia, na filmie widać wojny i okrucieństwo z nimi związane. Liu Leilei, student biznesu, jest bardzo poruszony: W chińskiej historii też było wiele bitew, ale Chińczycy za tym nie przepadają. Szanuję Polskę za walkę o wolność, ale aż przykro patrzeć na tyle cierpienia!

Przez brak objaśnień nie zrozumiałam, co film chciał nam przekazać, wzdycha Zhang Weiwei, studentka ekonomii. Dowiedziałam się tylko, że było dużo bitew, jak to w dłuższych dziejach każdego kraju. Niestety nie mam pojęcia, co to za wojny ani jaki miały wpływ na historię Polski i świata. Liu Jiang, wykładowca uniwersytetu w Nankinie, docenia posępność wizji: Film bardzo barwnie i sugestywnie przedstawia pełną cierpienia historię Polski. Cai Chun, student anglistyki, dopatruje się drugiego dna: Film ukazuje rozwój cywilizacji i zło wojny, a symbolem pokoju, bezpieczeństwa i szczęścia mianuje życie na wsi. Jego koleżanka, Yu Cheng, próbuje empatii: Jako Polka zapewne czułabym dumę, ekscytację i inne pozytywne emocje, ale głęboko w sercu dręczyłby mnie ból na widok wojen, masakr i innych okrutnych wydarzeń ukazanych na filmie.

Na epatowanie batalistyką kosztem „europejskiego dziedzictwa” wskazują także komentatorzy.

W filmie zabrakło tego, z czym Polska jest kojarzona w Azji: wielkich postaci, zwraca uwagę Konrad Godlewski na blogu Papierowy Tygrys. Sceny z Kopernikiem i Chopinem aż się proszą, by te postaci lepiej wyeksponować. Po Marii Curie, która w chińskim systemie edukacyjnym pełni rolę wzorca, w ogóle nie ma śladu. Zabrakło Michała Boyma, a przecież minuta poświęcona na pokazanie, jak ów Polak odbiera list od cesarza Południowej Dynastii Ming, by następnie stanąć przed weneckim dożą w szatach mandaryna, na pewno zapadłaby Chińczykom w pamięć, bardziej niż choćby Grunwald. Jakaś tam n-ta wojenka w Europie nic im nie mówi, natomiast Polak, który został ambasadorem chińskiego cesarza byłby intrygującym rarytasem.

Próbowałam odszukać na filmie Marię Curie, która była „polskim tytanem”, ale na próżno, skarży się Wang Yaolin, studentka z Hangzhou, obecnie na stypendium w Nowym Jorku. Rozpoznałem tylko słynnego pianistę, Chopina, wyznaje Liu Jiang. Liu Leilei rozkłada ręce: Nikogo sławnego w filmie nie widziałem. Najlepiej radzi sobie Peng Liurong, studentka anglistyki, ta sama, która w bitwach ujrzała bestialstwo Polaków: Rozpoznałam Kopernika i Chopina. Chopin i Madame Curie znani są każdemu Chińczykowi. Podziwiam Madame Curie, to wielka kobieta, noblistka, podkreślała wagę kształcenia dzieci. Braku Curie nie rozumie też Luo Zhonqing: Przecież ona utorowała kobietom drogę do sukcesu naukowego!

W filmie nie pojawiają się ani Jan Paweł II, ani Lech Wałęsa, wylicza dalsze pominięcia Konrad Godlewski. A przecież inteligentni Chińczycy te postaci dobrze kojarzą. Czyżby z obu panów zrezygnowano, by nie drażnić komunistycznych władz?

Lista niewykorzystanych szans jest dłuższa. Pomimo całej batalistyki zabrakło Bitwy pod Legnicą, kiedy to Mongołowie atakowali Europę, z czym chiński widz, znający podboje mongolskie z własnych dziejów, potrafiłby się utożsamić. Z poselstwem do Wielkiego Chana wyruszył wtedy polski mnich Benedykt, przemierzając obszary należące dziś do Chin – mapa z trasą tej podroży musiałaby zafrapować Chińczyków. Po Odsieczy Wiedeńskiej cesarz dynastii Qing, Kangxi przesłał Janowi III Sobieskiemu własnoręcznie napisaną odę. Józef Piłsudski korespondował z Sun Yat-senem, ojcem Republiki Chińskiej, szanowanym zarówno przez narodowców, jak komunistów, w celu koordynowania działań przeciwko carskiej Rosji. Takie sceny pozwoliłyby Chińczykom powiązać polskie dzieje z własną historią.

Bardzo zaciekawiłyby mnie związki Chin i Polski, zwłaszcza to, co się działo za dynastii Ming i z cesarzem Kangxi. Zaskoczyło mnie, że kontaktowaliście się z Sun Yat-senem! Gdyby dodać to do filmu, byłoby świetnie! entuzjazmuje się Liu Leilei. Wtóruje mu Luo Zhonqing: Można by upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu, pokazując historię Polski i jej stosunki z dawnymi Chinami.

Na te i inne sceny nie starczyło czasu. To była piekielna układanka tłumaczy Bagiński. Kiedy zmontowaliśmy pierwszą wersję okazało się, że ma 14 minut i musieliśmy wyrzucić kolejną serię wydarzeń, żeby osiągnąć wymagane osiem.

Problemu według organizatorów nie ma. Wprawdzie na wyniki ankiety pośród chińskiej publiczności trzeba poczekać, ale, jak twierdzi Anna Rudawska, rzecznik prasowy Pawilonu Polski, już w tej chwili wyraźnie widać, że filmy wyświetlane w Pawilonie Polski cieszą się największym uznaniem wśród naszych gości. Dowodem na popularność filmu Pana Bagińskiego jest około 40-minutowa kolejka do sali projekcyjnej, a spora część gości Pawilonu decyduje się go odwiedzić właśnie ze względu na „Animowaną Historię Polski”.

To przed seansem. A w trakcie i potem?

Jeśli celem nie było przedstawienie historii naszego kraju, a pochwalenie się możliwościami polskiej animacji, to i owszem, to się udało, pisze Joanna Kańdulska na blogu Bambusowy Las. Tylko że nikt poza mną nie wysiedział do końca.

Nie widać zachwytów zwiedzających. Nie komentuje się filmiku, nie ma zbyt wielu opinii. Te do których dotarłem, wskazywały, że wymowa filmu jest trochę przygnębiająca, komentuje Wojciech Szymczyk na blogu Zapiski z Państwa Środka. Prezentujemy się jako kraj takich, co to cały czas walczą, tylko za bardzo ci Chińczycy nie wiedzą o co walczymy i z kim.

Film jest kompletnie niezrozumiały nie tylko dla studentów dziennikarstwa (podobno najlepszego w Chinach), którzy generalnie nie wiedzą o Polsce właściwie nic. Jest też niezrozumiały dla profesora tychże, prawdziwego erudyty, którego wiedza o naszym kraju wykracza radykalnie poza średnią krajowa ChRL, relacjonuje bxy, autorka bloga Za Chiny Ludowe. Profesor tak oto podsumowuje dzieło Bagińskiego: martyrologia, umartwianie się, koncentrowanie na tym, co tragiczne, mroczne. I kończy: Expo to nie miejsce na coś takiego. To faux pas. Jaki wizerunek sprzedaje Polska tym pawilonem? Mój profesor mówi, ze dość mroczny, smutny, niezrozumiały, skierowany na siebie i swoje bolączki. „A przecież macie tyle dobrego do pokazania!”

Czy wyniki ankiety zaprzeczą tym opiniom? Oby, trzeba jednak pamiętać o różnicach kulturowych. Nie wystarczy zapytać kilku Chińczyków wyrwanych z tłumu po seansie, jak oceniają film, czy ogólnie polski pawilon, tłumaczy Wojciech Szymczyk. Trudno od Chińczyka usłyszeć wprost jakąś negatywną opinię. Chińczyk powie ‘może być’, ‘ujdzie’ – nie powie zaś – ‘nie podobało mi się’. W ten sposób można odnieść wrażenie, że negatywnych opinii nie ma.

O konsultacjach z historykiem, prof. Henrykiem Samsonowiczem było głośno. Trudniej zdobyć informację, czy aby wstrzelić się we wrażliwość widzów i uniknąć kulturowych gaf, przy poszczególnych scenach radzono się także Chińczyków lub sinologów.

To oni konsultowali film, tłumaczy Agnieszka Piechnik z Platige Image, odsyłając do PARP. Filmy były robione ściśle pod wymogi wystawy, oni organizowali polski pawilon i przekazywali naszym artystom wytyczne. PARP i zespół Expo powołują się na badania, z których wynika, że hasło „Polska” nie mówi Chińczykom praktycznie nic, niosąc jedynie ze sobą luźne skojarzenia z byłym blokiem komunistycznym i sąsiedztwem z Rosją.

Odpowiedzialny za chińskie konsultacje był kierownik sekcji chińskiej Departamentu Inwestycji Zagranicznych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, p. Jakub Głuchowski, który przez wiele lat mieszkał w Chinach, wyjaśnia Sylwia Banaszkiewicz. Konsultanta do spraw chińskich nie było na spotkaniach roboczych, wspomina Bagiński, ale pamiętam je jako bardzo owocne i popychające projekt do przodu.

Ale nie tylko o Chiny zleceniodawcom chodziło. Film miał w zamyśle posiadać walor uniwersalności, by mógł być wykorzystywany także po trwającej pół roku wystawie Expo, zastrzega Sylwia Banaszkiewicz. Czy jednak ten sam film może trafić do przedstawicieli odmiennych kręgów kulturowych?

Nie wiem, kto wygrywa w bitwach i nie interesuje mnie, kto w nich walczy, odrzuca batalistyczną wizję historii Nie Weiyi, studentka handlu międzynarodowego. Wystarczy mi, że to wojna i kłóci się z pokojem, którego pragnie cały świat. Peng Liurong przekreśla informacyjne walory filmu: Bez podstawowej wiedzy o historii Polski bardzo trudno poznać, co się dzieje. Zhang Weiwei ma podobne odczucia: Rozpoznałam tylko Drugą Wojnę Światową, o której wiem z podręczników, że Hitler zabił wielu Polaków. Gdyby były napisy po chińsku, zrozumiałabym więcej. Peng Liping, pracująca w Shenzhen w firmie eksportowej, przywołuje opinie znajomych: Obejrzeli i nie rozumieją, jak ten film ma powiedzieć coś o tytułowej historii Polski. Możemy sobie tylko wyobrażać, co się naprawdę dzieje. Ofiarą wysoce symbolicznej sceny rozbiorów padła Liang Jing, studentka inżynierii: W 1795 r. wydarzyła się jakaś katastrofa, może trzęsienie ziemi?

Liu Jiang zastanawia się nad powszechnym odbiorem: Po dwukrotnym obejrzeniu wiem, że film pokazuje najważniejsze etapy polskiej historii, ale poza wojnami światowymi nie mam pojęcia, o co chodzi. Większość Chińczyków będzie mieć ten sam kłopot. Po prostu brak objaśnień. Deng Congmei, przyszła anglistka, za punkt widzenia bierze chińską historiozofię: Widzimy historię Polski od przeszłości do teraźniejszości, od wojny do pokoju, od chaosu do stabilności, od rozpadu do jedności, od agresji do niepodległości. Nieustającymi wysiłkami ludzie dążą do budowy harmonijnego, dostatniego, niepodległego kraju. W sumie jednak film jest trudny do zrozumienia, czasem nie wiedziałam, co ukazuje. I w tym sęk, bo, jak mówi Liu Leilei, wielu widzów nie ma czasu szukać informacji na własną rękę.

Głównym celem filmu jest sprawienie, żeby widz pomyślał sobie: „Jest taki kraj w Europie Centralnej, który ma naprawdę ciekawą historię” tłumaczy Bagiński. I być może jeden procent tych widzów sięgnie dalej i zacznie tę historię pogłębiać.


*Dawid Juraszek, z wykształcenia anglista, obecnie pracuje na uczelni wyższej w Hunanie. Do Chin po raz pierwszy przyjechał w 2003 roku.  Opublikował dotąd ponad 30 artykułów w większości o tematyce chińskiej, m.in. na łamach „Polityki”, „Gazety Wyborczej”, „Poznaj Świat”, „Focusa-Historia” oraz „Courrier Japon”. W prasie literackiej ukazało się ponad 20 opowiadań i esejów jego autorstwa. Wydał również powieść fantastyczno-orientalną.

Sprostowanie

Zamieszczamy sprostowanie przysłane przez p. Sylwię Banaszkiewicz:

W związku z moją wypowiedzią cytowaną w artykule „Animowana promocja Polski” i odnoszącą się do uwarunkowań powstawania filmu „Animowana historia Polski” zamówionego na potrzeby Sekcji Polskiej Wystawy Światowej EXPO 2010 w Szanghaju, z przykrością informuję, że wzmianka na temat udziału pana Jakuba Głuchowskiego w procesie powstawania filmu jest nieprawdziwa. Pan Głuchowski nigdy nie był angażowany do konsultowania materiałów związanych z filmem „Animowana historia Polski”, a z Wydziału do spraw Expo Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych odszedł w 2008 roku, zanim rozpoczęto prace nad filmem. Informację, która okazała się nieprawdziwa przekazałam w dobrej wierze w wyniku uzyskania przeze mnie nieścisłych danych. Tym bardziej przepraszam pana Głuchowskiego za tę pomyłkę.

Sylwia Banaszkiewicz
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Dawid Juraszek: Animowana promocja Polski Reviewed by on 14 października 2010 .

„Było mi smutno, gdy polskie wojska zabijały niewinnych ludzi z zimną krwią.” To opinia chińskiej studentki o wyświetlanej na Expo Animowanej historii Polski Tomasza Bagińskiego. Trójwymiarowy film animatorów Platige Image, w osiem minut ukazujący polską historię, to według zapewnień organizatorów hit ekspozycji. Do internetu trafił w sierpniu. Dziś na YouTube ma pół miliona odsłon i

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

komentarzy 12

  • Jestem ciekaw, czy film, zgodnie z zamierzeniem PARP, będzie teraz krążył po świecie w ramach promocji polskiej kultury, a jeśli tak, to czy poza Chinami zrobi lepsze wrażenie. Coś mi jednak mówi, że na półkę odłożony nie będzie – wystarczy porównać to, co mówi rzecznik prasowy pawilonu, zachwalając długie kolejki do sali projekcyjnej, z tym, co pisze Jakub Głowacki w artykule na niniejszej stronie – że owe kolejki wynikają z faktu, iż sala jest „śmiesznie mała”. Do błędu nikt się nie przyzna.

  • Po obejrzeniu tego ośmiominutowego filmiku miałem wrażenie, że właściwie gdyby nie ekran informujący o wystawie oraz daty, byłby to przydługi trailer gry w stylu Civilization. Mam naprawdę mocne wrażenie że animacja komputerowa nie była tu najszczęśliwszym wyborem; i to ona utrudniła skupienie się na postaciach czy związkach polsko- chińskich (jeżeli przyjmiemy optymistyczne założenie, że miały one znaleźć się w filmie, co za bardzo nie wyszło) koncentrując się na tak miłych” naszej swojskiej duszy wielkich, plenerowych scenach, głównie zresztą batalistycznych. Wszystko to bez ładu i składu, przykładowo po mapce ukazującej walkę z Moskalami kamera przechodzi na husarię nadciągającą na (nieznanego) wroga informując, że akcja dzieje się w 1683. Nobla temu z Chińczyków, który domyśli się że chodzi o Wiedeń, nie o pokazane chwilę wcześniej tereny rosyjskie.
    Ciężko nam najwyraźniej ukryć ten żal, że byliśmy bici i nikt o tym nie pamięta, musiało to z nas wypłynąć nawet na targach promocyjnych. Niestety, nasze talenty, nazwę je ogólnie „budownicze”, tak jak unia lubelska, zostały pominięte/ pokazane w sposób niezrozumiały bądź nieatrakcyjny.
    Choć, przyznaję, jako gra byłoby to nawet ciekawe.

  • Expo na finiszu. Niebawem możemy się chyba spodziewać wyników ankiety przeprowadzonej pośród gości pawilonu widzów filmu. Jakie będą wyniki? I co na nie wpłynie?

  • Doskonaly artykul Dawida Juraszka. Zebral opinie ze wszystkich polskojezycznych ( i tym samym zainteresowanych tematem polskiego stoiska na EXPO)blogow znacznie bardziej autentycznych niz relacje amatorskich (w temacie dalekowschodnim) mediow tkzw glownego nurtu. Moze jakas dyskusja na ten temat? Niestety doceraja do mnie tylko jakies propagadowe popluczyny… Tutaj w Chinach widzimy inny obraz „polskiego sukcesu na EXPO” pogadajmy tym.

  • Artykul bardzo dobrze podsumowuje odbior filmu przez chinskich widzow – a mysle, zie nie tylko chinskich. Przedstawienie historii Polski – czy jakiegokolwiek innego kraju – w ciagu kilku minut, to bardzo karkolomne i skazane na porazke przedsiewziecie. Jak wskazuje artykul i komentarze poprzednikow, zamiast historii nalezalo raczej pokazac to, co laczy nas z Chinami. Swietnie zrobili to tajowie, a pawilon portugalski to rowniez swietny przyklad pokazania tych wiezi. Moze lepiej bedzie przy nastepnym Expo…;)

    NB swietny artykul Konrada o gazach bojowych – dzieki za link!

  • Dawid Juraszek

    Ba – przecież Mongołowie same Chiny podbijali z pomocą Chińczyków!

    • Jeśli chodzi o bitwę pod Legnicą, czy to byli Chińczycy, Mongołowie czy Tatarzy to moge powiedzieć jedno. Były to najróżniejsze ludy połączone przez Czyngis-chana i jego synów po zjednoczeniu. Wśród nich oprócz samych Mongołów (którzy składali się z różnych plemion) byli i Chińczycy, Arabowie (w szerokim pojęciu) jak również podbite ludy słowniańskie. O tym zazwyczaj się nie mówi, nie wie……… Najlepszym źródłem do weryfikacji tej informacji są „Dzieje Mongolii” Baabara (wydawnictwa Dialog, tlumaczenia prof. Stanisława Godzińskiego), „Dawni Mongołowie” prof. Stanisława Kałużyńskiego. Jest jeszcze sporo innych książek dla chętnych zgłębienia wiedzy na ten temat.
      Pozdrawiam i życzę miłej lektury.

      • Nie mówi? Nie wie? O obecności np. chińskich saperów w wojskach mongolskich zdobywających tak wschodnie rejony Europy, jak same Chiny, wiem z ogólnodostępnych publikacji, nie jakichś akademickich wydawnictw. To nie jest wiedza tajemna.

  • Poselstwo Marka Aureliusza (121-180 n.e.) do Szy Huang-ti (260-210 p.n.e.)…… Przyzna Pan, że desperacja człowieka ogarnia, gdy czyta takie bzdury. Moim zdaniem tego nie mógł napisać żaden historyk. To chyba napisał gimnazjalista, i to po czterech piwach poprzedzonych obejrzeniem Gladiatora plus któregoś z chińskich filmów w stylu Domu Latających Sztyletów.
    No i powiedzcie: śmiać się płakać, bo sam już nie wiem. Jeśli tak ma wyglądać nasza promocja to już lepiej, by ograniczała się do częstowania kiełbasą i wódką przez dziewczyny w strojach ludowych!

Pozostaw odpowiedź