BLOGOSFERA

Dane makroekonomiczne dla Chin w styczniu 2012

Ten artykuł będzie nużący. Dla tych którzy nie lubią ekonomii i nie mają ochoty jej znać. Dla tych którzy CHCĄ, będzie to trochę, ale tylko trochę nużące, ponieważ na końcu  będą mieli do czynienia z olśnieniem. Będzie polegało ono na takiej oto konstatacji:  WIEM! Wiem, jak to wygląda w tych całych Chinach naprawdę i nikt, żaden pieprzony analityk czy inny funkcjonariusz medialny albo polityk nie będzie mi robił wody z mózgu. Bo jeśli wiem, że np. założono  w Pekinie na początku 2011 r, iż PKB Chin będzie oscylowało w okolicach 9 % średniorocznie, a wychodzi na to, że będzie trochę ponad 9%, to oznacza, że Ich przewidywania miały sens i te wszystkie kasandryczne szczekania nie miały żadnych podstaw. Więc chyba warto  przebić się przez ten tekst, bo człowiek po  jego przeczytaniu jest „trochę bardziej wolny”. Od głupoty innych, propagandy i prania mózgu. A to jest bezcenne.

 

 Bilans handlu zagranicznego to sumaryczne zestawienie: wartości importu i eksportu, wartości handlu w regionach przygranicznych oraz wartości pomocy pozyskiwanej z organizacji międzynarodowych oraz innych krajów.(Wszystkie dane podawane są rok/roku)

 

Dane dotyczące handlu zagranicznego w dn.10.01.2012 wg.General Administrtion of Customs (GAC)

-13 10.2011wartość ta wynosiła 14,51 mld.$

-10.11.2011wartość ta wynosiła 17,03 mld.$

-10.12.2011wartość ta wynosiła 14,05 mld.$

 10.01.2012 wartość ta wynosiła 16,52 mld.$ przy prognozie 8,8 md.$.

No i tutaj mamy rzecz zupełnie niebywałą. Prognoza bilansu wyniosła połowę tego co uzyskano w rzeczywistości! Czyli zakładano naprawdę znaczy spadek eksportu. I w tym miejscu chciałbym zadać pytanie: czy ktokolwiek z Szanownych Czytelników słyszał lub czytał o tym, że spodziewano się gorszych osiągów, a udało się zrealizować dwa razy więcej? Bo ja nie. A czytam sporo, żeby nie powiedzieć dużo, bardzo dużo na ten temat. Ale wtedy, trzeba by było przyznać, ze ci cholerni Chińczycy, zupełnie nieźle dają sobie radę w tym kryzysie. A to prawie tak, jakby przyznać, że się jest  niepełnosprawny umysłowo. Jaki analityk tak powie? Lub ktokolwiek? Kto przyzna się do prowadzenia negatywnej kampanii propagandowej? Ja nie, to kolega!

Sugeruję,  baczne  przyglądnięcie się wykresowi obrazującemu zmiany bilansu handlu zagranicznego w czasie. Nie wiem jak Państwo, ale ja widzę STABILIZACJĘ. Wprawdzie na średnim poziomie, ale jednak stabilizację. I to w czasie gdy wokół wszystko się wali. W Europie źle, w USA- takoż, Brazylia i Indie zaczynają mieć problemy. A Chińczyki, Panie, trzymają się mocno- to cytat z „Wesela” Wyspiańskiego.

Tylko, gdzie indziej, niż w tym blogu,  mogą Państwo o tym przeczytać? Odpowiadam:  NIGDZIE!

Eksport  i jego wzrost.

 

Ekport dóbr i usług odpowiada za 39,7% chińskiego PKB. Przedmiotami eksportu są: urządzenia biurowe i do przetwarzania danych, sprzęt telekomunikacyjny, maszyny i urządzenia elektryczne, odzież i ubrania. Największymi chińskimi odbiorcami są: Unia Europejska, USA, Hong Kong, Japonia i Korea Południowa.  

-13 10.2011 wartość ta wynosiła 17,1%

-10.11.2011 wartość ta wynosiła 15,9%

-10.12.2011 wartość ta wynosiła 13,8%,

-10.01.2012 wartość ta wynosiła 13,4% przy prognozie 13,5%.

Jak ważny jest dla Chin eksport- tego nie trzeba mówić nikomu, kto choć trochę zna gospodarkę tego kraju. Eksport, to na razie, przy  niedorozwiniętej jeszcze konsumpcji wewnętrznej, podstawowy element rozwoju kraju. A więc jego wzrost, lub przynajmniej utrzymanie stałego poziomu, to sprawa bardzo ważna. Patrząc na dane za ostatni kwartał, można dojść do wniosku że eksport spada, może trochę wyhamował ten spadek w grudniu, ale jednak spada. Niestety, w przyszłym miesiącu, będziemy mieli jak, sądzę, kiepskie dane za styczeń. Z dwóch powodów.  Po pierwsze. W listopadzie i grudniu ta „fabryka świata” pracowała na pełnych obrotach, ze względu na globalne zapotrzebowanie związane ze Świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem u nas. To zapotrzebowanie wygasło. Ponadto w dniu 23.01.2012 Chińczycy zaczynają obchody Nowego Roku- Księżycowego. Będą przez tydzień świętować.  Życie gospodarcze wówczas zamiera. Zresztą wystarczy spojrzeć na wykres. Księżycowy Nowy Rok czyli Święto Wiosny, jest świętem ruchomym. Przypada z reguły gdzieś w okolicach lutego. A wykres? Widać to jak na dłoni. W tym roku będzie tak samo.

 

Import i jego wzrost

Chiny importują głównie następujące towary: żelazo i stal, ropa naftowa i paliwa mineralne, jak również maszyny i urządzenia, tworzywa sztuczne, urządzenia optyczne i sprzęt medyczny oraz związki organiczne. Głównymi partnerami chińskiego importu są: Japonia, Unia Europejska, Korea Południowa, Tajwan i kraje ASEAN.

 

-13 10.2011 wartość ta wynosiła 20,9%

-10.11.2011 wartość ta wynosiła 28,7%

-10.12.2011 wartość ta wynosiła 22,1%,

-10.01.2012 wartość ta wynosiła 11,8% przy prognozie 17%.

No i tutaj mamy problem. Dobrze to czy źle? I tak i tak – jak to zwykle w ekonomii bywa. Z jednej strony dobrze, bo zmniejszenie importu skutkuje z reguły, zwiększeniem dodatniego salda handlu zagranicznego. Z drugiej strony źle, ponieważ ten import bardzo często jest importem kooperacyjnym, a więc konieczny jest do produkcji np. wyrobów finalnych. I tak np. najnowsze telefony f-my Apple są produkowane  w Chinach, w tym po części z elementów importowanych z Tajwanu, Malezji, Filipin.

 PKB . Parametr makroekonomiczny pokazujący rezultat działalności wszystkich podmiotów gospodarki narodowej, a więc wartość  dóbr i usług wytworzonych na terenie kraju w określonym czasie. Tę wartość publikuje NBS – National Bureau of Statistics.

Na przestrzeni tych trzech kwartałów PKB zmieniał się następująco: I kw- 9,7%, II kw.- 9,5%, III kw.- 9,1%,   IV kw.- 8,9% przy prognozie 8,7%

W tym tekście pisałem o zamierzeniach rządu ChRL na bieżący rok.

W tym tekście pisałem o danych dotyczących PKB w 2011 r.

 

Chciałbym zwrócić uwagę na jeden czynnik. Tym czynnikiem jest, a właściwie była prognoza wzrostu, która zakładała poziom 8,7%. Osiągnięto 8,9%. Prognozy nie koniecznie biorą się z sufitu. Więc, jeśli miała miejsce tak duża zmiana- bo 0,2% to w skali całego kraju są to dziesiątki miliardów dolarów- to oznacza tylko tyle, ze nie jest tak źle, jak tego spodziewali się planiści.

Ponadto, chciałem jeszcze raz- i pewnie nie ostatni- przypomnieć, że plany z początku roku na 2011, wynosiły ok. .9%. Można rzec, że plan wykonano. W całym tym roku, czytałem niejednokrotnie we wszystkich możliwych i niemożliwych mediach, że Chiny „toną”, że jest coraz gorzej i w ogóle tragedia- prawie grecka. Podczas gdy takie były zamierzenia. Zdawane sobie sprawę, z tego jaka może być kondycja ekonomiczna UE i USA. Jeśli ja, skromny obywatel, amator makroekonomii wiedziałem i wiem, że Grecja zbankrutuje i że to wcale nie musi być jedyny kraj, który może doprowadzić do ruiny strefę euro i w efekcie całą UE, to ci giganci myśli ekonomicznej z Pekinu- tym bardziej.  W 2012 roku ma być między 8% i 9%.  Wprawdzie i w Chinach są tacy, którzy sądzą, że PKB powinno oscylować  między 9% i 10% ale to są raczej „bujający w obłokach”.

 

Produkcja przemysłowa, tutaj podane są informacje o zmianie wielkości produkcji w sektorze przemysłowym. Dane te dotyczą sektora wydobywczego i przetwórstwa zasobów naturalnych jak i usług świadczonych przedsiębiorstwom. I tak:

–       09.09.2011 wartość ta wynosiła 13,5%,

–       18.10.2011 wartość ta wynosiła 13,8%,

–       08.11.2011 wartość ta wynosiła 13,2%,

–        09.12.2011 wartość ta wynosiła 12,4%,

–         17.01.2012 wartość ta wynosiła 12,8% przy prognozie 12,2%

Kolejna dana, w wypadku której prognoza zupełnie się nie sprawdziła. Prognoza zakładała zmniejszanie się produkcji, podczas gdy rzeczywistość okazała się być bardziej optymistyczna.

 

 

Sprzedaż detaliczna , to dana o całkowitej sprzedaży detalicznej nie obejmującej jednak energii elektrycznej, wody, gazu oraz narzędzi i energii sprzedawanych przedsiębiorcom. I tak:

–       09.09.2011 wartość ta wynosiła 17,%,

–       18.10.2011 wartość ta wynosiła 17,7%,

–        08.11.2011 wartość ta wynosiła 17,2%,

–         09.12.2011 wartość ta wynosiła 17,3%,

–         17.01.2011 wartość ta wynosiła 18,1% przy prognozie 17,2%

Kolejna ta sama sytuacja. Prognoza rażąco niższa od rzeczywistości. Można by stąd wyciągnąć szerszy wniosek- planiści z Pekinu są bardziej sceptyczni, niż można to sobie wyobrazić. I wprawdzie jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale być może popyt wewnętrzny zaczyna się odradzać- właśnie dlatego, że maleje inflacja, że banki zaczęły udzielać kredytów. Przecież te czynniki w sposób bezpośredni rzutują na  popyt ludności.

 Ale pamiętajcie Państwo o generalnej zasadzie- Chińczycy sa niesłychanie oszczędni. Czyli zachowują się normalnie. Bo normalny człowiek to człowiek oszczędny, nienormalny to ten który żyje na kredyt- to okazuje się być nie tylko moją dewizą.

 

 

Inflacja konsumencka CPI, (Consumer Price Index)- wskaźnik inflacji konsumenckiej mierzony r/r dotyczący informacji o kierunku i stopniu zmian cen. I tak:

–       09.09.2011 wartość ta wynosiła 6,2%,

–       14.10.2011 wartość ta wynosiła 6,1%,

–        08.11.2011 wartość ta wynosiła 5,5% ,

–         09.12.2011 wartość ta wynosiła 4,2%,

–         12.01.2012 wartość ta wynosiła 4,1% przy prognozie 4,0%.

Można odnieść wrażenie, że spadek inflacji nieco się zatrzymał. Myślę, że za miesiąc, gdy będziemy mieli dane ze stycznia, biorąc pod uwagę wzmożone zakupy przed księżycowym Nowym Rokiem, inflacja ta wcale nie musi spaść, może być wręcz odwrotnie.  W każdym razie cel inflacyjny Ludowego Banku  Chin (czyli Ich banku centralnego), który jest był na poziomie 2,4 % jest jeszcze daleko.  Brak mi danych, które w twardy sposób tłumaczyły by zatrzymanie się trendu spadkowego. A jest to przecież najważniejszy wskaźnik makroekonomiczny  dla chińskiego kierownictwa.

 

 

 

 Inflacja PPI (Producer Price Index)- wskaźnik inflacji u producentów ukazujący zmiany cen uzyskiwane przez producentów produktów przemysłowych. I tak:

–       09.09.2011 wartość ta wynosiła 7,3%,

–       14.10.2011 wartość ta wynosiła 6,5%,

–       08.11.2011 wartość ta wynosiła 5%, 

–        09.12.2011 wartość ta wynosiła 2,7%,

–         12.01.2012 wartość ta wynosiła 1,7% przy prognozie 1,8%.

Niestety, w przypadku PPI nie mam do dyspozycji  wykresu, ale ostatnie miesiące pokazują dobitnie co się dzieje z tym wskaźnikiem.  SPADA! Na łeb, na pysk! Jest to na pewno skutek światowej recesji. Wszystkie lub raczej większość surowców tanieje, i to przekłada się na inflację producencką. Jest to wskaźnik, który w dłuższym czasie będzie pracował na korzyść CPI.

 

 

Nowe kredyty

Kolejną ważną daną są wartości nowych kredytów. Dana ta jest publikowana co miesiąc i mówi o nowych kredytach wyrażonych w juanach, udzielonych osobom fizycznym i firmom na przestrzeni miesiąca. Wartości podane w „mld CNY” są następujące- również historycznie:

14.10 2011- 470 przy prognozie 520,

11.11.2011- 587 przy prognozie 480,

14.12.2011- 562 przy prognozie 550.

08.01.2012-  640 przy prognozie 600

 W ciągu ostatnich dwóch lat poziom nowych kredytów waha się w 90% w obszarze między 500 a 750.

W zeszłym miesiącu napisałem: „ Na razie nie widać jeszcze efektów zmniejszenie rezerw obowiązkowych w części banków chińskich”. No to teraz mamy ten efekt. Jak widać wzrost jest olbrzymi, bo kilkunasto procentowy. Czy to dobrze czy źle? Jak to ze danymi makroekonomicznymi bywa- z jednej strony dobrze, z drugiej strony źle. Dobrze, bo kredyty generują wzrost gospodarczy, ale źle bo to właśnie one- kredyty, są obarczane odpowiedzialnością za problemy gospodarcze  w sytuacji,  gdy ich za dużo. Tyle, że jeszcze nikt nie odpowiedział na podstawowe pytanie: co to znaczy za dużo? Czyli ILE?

 

Podaż pieniądza M2

Ważnym sygnałem o tym co dzieje się na rynku pieniężnym jest indeks M2 podawany rok do roku.

Podaż pieniądza M2 to dana publikowana przez Ludowy Bank Chin- chiński bank centralny, która mówi o całkowitej ilości zasobów pieniądza znajdującego się na rynku oraz zdeponowanego w bankach. Mówiąc szczegółowo, M2 to suma poniższych elementów:

-pieniądz gotówkowy

-wkłady w bankach i podobnych instytucjach czyli depozyty płatne na żądanie,                                                       

– płynne wkłady finansowe takie, jak: wkłady oszczędnościowe i niewielkie wkłady terminowe.

 

Wartość tej danej była i jest następująca:

 

14.10.2011- 13% przy prognozie 13,5%- to są dane za wrzesień.

11.11.2011 – 12,9% przy prognozie 12,9%- to są dane za październik,

15.12.2011- 12,7% przy prognozie 12,7%- to są dane za listopad,

08.01.2012- 13,6 przy prognozie 12,6- to są dane za grudzień.

 

Miesiąc temu pisałem: „Chciałbym zwrócić uwagę na dane historyczne. Otóż, od dwóch lat wskaźnik ten prawie cały czas systematycznie maleje- od wartości 30% dwa lata temu do 12,7% teraz. Interpretacja tego stanu rzeczy jest prosta: bank centralny który ma wpływ na kształtowanie się rezerw obowiązkowych banków komercyjnych, poprzez ustawianie poziomu tych rezerw kształtuje poziom podaży pieniądza na rynku. Jako, że od dwóch lat Ludowy Bank Chin podwyższał 8 razy poziom rezerw obowiązkowych banków komercyjnych, zatem musiała spadać podaż pieniądza. Teraz zapowiada się na ruch w drugą stronę- w celu przeciwstawienia się sytuacji braku pieniądza na rynku.”

No i właśnie „słowo ciałem się stało”.  Podaż pieniądza zaczyna rosnąć. Nic szczególnego, a jednak świadczy to o tym że demiurgowie z Pekinu czuwający nad chińską gospodarką mają się dobrze i wbrew temu co można przeczytac w mediach, kontrolują sytuację na rynku.  Czyli potrafią wykorzystywać twarde prawa ekonomiczne do swoich celów. Do jakich swoich? Do budowy  potężnych ekonomicznie Chin. Bez tzw. wolnego rynku. I o to chodzi.

P.S. Zapraszam do czytannia WSZYSTKICH  moich artykułów w blogu „Chiny widziane z daleka” na www.wieslawpilch.salon24.pl

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Dane makroekonomiczne dla Chin w styczniu 2012 Reviewed by on 22 stycznia 2012 .

Ten artykuł będzie nużący. Dla tych którzy nie lubią ekonomii i nie mają ochoty jej znać. Dla tych którzy CHCĄ, będzie to trochę, ale tylko trochę nużące, ponieważ na końcu  będą mieli do czynienia z olśnieniem. Będzie polegało ono na takiej oto konstatacji:  WIEM! Wiem, jak to wygląda w tych całych Chinach naprawdę i nikt,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 11

  • Panie Wiesławie,
    chcę krótko poruszyć dwie kwestie.
    Pisze Pan, że wkład eksportu w PKB to 39,7%. Moim zdaniem jest on o wiele niższy – eksport netto, który tak naprawdę odpowiada za tworzenie PKB (eksport – import) stanowi ok. 20-25% PKB.
    Chcę również prosić Pana o skomentowanie spadku w ostatnim miesiącu, po raz pierwszy od wielu lat, wielkości chińskich rezerw walutowych z 3,2 bln USD do 3,18 bln USD. Czy jest to zjawisko jednorazowe, czy może początek długookresowych zmian w chińskim bilansie handlowym.

    Pzdr

  • A tak wyglądają sprawy WAŻNE z punktu widzenia koryfeuszy amerykańskiej ekonomii:

    Rzeczywistość zawstydza teorie ekonomiczne Autor: Trystero | Tagi: ekonomia w praktyce, Lawrence Summers, Summers memo | 2012.01.20

    Muszę przyznać, że jestem zawstydzony faktem, że dopiero w tym tygodniu dowiedziałem się o tzw. Memorandum Summersa o eksporcie ‘trujących’ gałęzi przemysłu do państw rozwijających się. Po pierwsze, jest to niezwykle inspirujący fragment analizy ekonomicznej. Po drugie, Memorandum Summersa pokazuje pułapki prostych rozwiązań. Po trzecie, może okazać się bardzo pomocne w zrozumieniu ‘logiki’ stojącej za próbami walki z kryzysem w strefie euro.

    Lawrence H. Summers to niezwykle interesująca postać. Na początku lat 90’ uchodził za jednego z najzdolniejszych amerykańskich ekonomistów – jest laureatem medalu Johna Batesa Clarka. Pracował jako główny ekonomista Banku Światowego, Sekretarz Skarbu w administracji Clintona. W latach 2001-2006 był prezydentem Harvard University. W tym czasie Summers naraził uniwersytet na gigantyczne straty wskutek transakcji swapowych na stopy procentowe. Z Harvardu odszedł w atmosferze skandalu po wypowiedzi na temat przyczyn ‘nadreprezentacji’ mężczyzn wśród najzdolniejszych matematyków. W administracji Obamy był szefem Narodowej Rady Ekonomicznej.

    W 1991 roku, jako główny ekonomista Banku Światowego, podpisał memorandum, napisane najprawdopodobniej przez Lanta Prichetta, które rozważało czy Bank Światowy powinien wspierać przenoszenie ‘brudnych’ gałęzi przemysłu do państw rozwijających się. Memorandum zawierało takie zdanie: myślę, że ekonomiczna logika stojąca za składowaniem toksycznych odpadów w państwach o niskich dochodach jest pozbawiona błędów i musimy to zaakceptować. Summers utrzymuje, że memorandum miało charakter ironiczny i sarkastyczny. Tym niemniej, znaleźli się badacze (Cato Institute – czy ktoś jest zaskoczony?), którzy analizę Summersa potraktowali poważnie i pogłębili argumenty Summersa.

    W tym miejscu należy stwierdzić, że po zignorowaniu moralnych czy etycznych aspektów argumentów Summersa, ich logika i zgodność z teoriami ekonomicznymi rzeczywiście wydają się mocną stroną memorandum. Mimo to, większość ludzie zdecydowanie zgodzi się z opinią brazylijskiego Sekretarza ds. Ochrony Środowiska, który napisał do Summersa: Twoje rozumowanie jest co prawda doskonale logiczne ale jednocześnie totalnie szalone. Twój tok myślenia stanowi konkretny przykład niebywałej alienacji, myślenia redukcjonistycznego, społecznej znieczulicy i aroganckiej ignorancji wielu ‘konwencjonalnych’ ekonomistów w kwestii świata, w którym przyszło nam żyć. Co tak oburzyło brazylijskiego Sekretarza ds. Ochrony Środowiska?

    Summers zwrócił uwagę na trzy argumenty wspierające ideę przenoszenia ‘brudnych’ gałęzi przemysłu czy składowania toksycznych odpadów w państwach rozwijających się. Po pierwsze, Summers zauważył, że koszty zanieczyszczenia środowiska w państwach rozwijających się są niższe niż państwach rozwiniętych co zgodnie z teorią przewagi komparatywnej powinno decydować o lokowaniu ‘brudnych’ gałęzi przemysłu w państwach rozwijających się. Dlaczego koszty zanieczyszczenia środowiska w państwach rozwijających się są niższe? Kwestię tę dokładnie umówili Jay Johnson, Gary Pecquet, and Leon Taylor w Cato Journal. Podkreślili oni, że zdrowotne skutki zanieczyszczenia środowiska są odłożone w czasie i ludzie żyjący w państwach o niskiej oczekiwanej długości życia ‘nie dożyją’ konsekwencji zanieczyszczeń. Na tej samej zasadzie, na której mimo znacznie bardziej rozpowszechnionego zwyczaju palenia tytoniu rak płuc nie jest zdrowotnym problemem w państwach rozwijających się – wskutek niskiego standardu życia wielu mieszkańców tych państw umiera zanim konsekwencje palenia tytoniu dadzą o sobie znać (wraz ze wzrostem standardu życia, co obecnie obserwujemy, ten problem będzie przybierał na sile). Summers, a także Johnson, Pecquet i Taylor argumentują także, że nawet jeśli zanieczyszczenie środowiska skróci życie mieszkańców państw rozwijających się, to koszt tego procesu, mierzony utraconymi zarobkami będzie niższy niż w państwach rozwiniętych. Idea ta może ‘ranić’’ moralne wyobrażenia o wartości ludzkiego życia – nie zmienia to jednak faktu, że ta ‘logika’ funkcjonuje w systemach ekonomicznych i prawnych, także w Polsce (co potwierdza wyrok sądu w sprawie odszkodowania dla bliskich dobrze zarabiającego managera).

    Drugi argument Summersa brzmi tak: koszty zanieczyszczenia środowiska są najprawdopodobniej nieliniowe. Zdaniem Summersa początkowy wzrost zanieczyszczeń wiąże się z niższymi kosztami niż wzrost zanieczyszczeń po przekroczeniu pewnego poziomu. Na przykład konsekwencje lekkiego zanieczyszczenia powietrza są dużo mniej kosztowne niż przekroczenie poziomu, który oznacza tworzenie się groźnego dla zdrowia i życia smogu. Summers utrzymuje, że wiele słabo zaludnionych państw rozwijających się ma niski poziom zanieczyszczenia środowiska i jego zwiększenie nie przyniesie ze sobą dużych kosztów.

    Wreszcie, Summers argumentuje, że istnieje duża elastyczność dochodowa popytu na czyste środowisko. Innymi słowy, im większe dochody osiągają ludzie tym bardziej cenią czyste środowisko (po prostu mogą sobie na to pozwolić) i tym więcej gotowi są zapłacić by ochronić się przed konsekwencjami zanieczyszczenia środowiska (na przykład gotowi są drożej płacić za ‘czystą energię’ z elektrowni nie emitujących zanieczyszczeń o kilka punktów procentowych zwiększających prawdopodobieństwo nowotworów czy chorób układu oddechowego). Ten mechanizm możemy na przykład zaobserwować w sektorze zdrowej żywności – popyt na zdrową żywność rośnie wraz z dochodami. Zgodnie z argumentem Summersa, ludzie żyjący w państwach o niskich dochodach dużo niżej wyceniają koszty zanieczyszczenia środowiska.

    Znalazłem trzy poważne błędy w argumentacji Summersa. Jestem przekonany, że znajdziecie ich więcej. Błędy, które znalazłem nie negują jednak analizy Summersa. Choć argumenty Summersa wydają się poprawne z ekonomicznego punktu widzenia, sprawiają wrażenie niedorzecznych i obraźliwych. Myślę, że refleksja nad memorandum Summersa i szansami realizacji jego postulatów może się okazać bardzo pomocna przy analizie potencjalnych działań w przypadku reform fiskalnych czy kryzysu w strefie euro. Część z proponowanych rozwiązań nigdy nie zostanie wprowadzona choćby wydawały się optymalne z ekonomicznego punktu widzenia. Po prostu system społeczny i polityczny, w którym funkcjonujemy sprawia, że analiza zysków i kosztów nie zawsze jest podstawą do podejmowania decyzji, nawet kluczowych z punktu widzenia stabilności ekonomicznej. Mam wrażenie, że wielu obserwatorów kryzysu w strefie euro o tym zapomina.

    Chciałbym jeszcze krótko omówić błędy w argumentacji Summersa. Główny ekonomista Banku Swiatowego argumentuje, że z powodu różnicy w dochodach koszty zanieczyszczenia środowiska są niższe w państwach rozwijających się. Myślę, że należy wziąć pod uwagę dwa fakty. Po pierwsze, żyjemy w erze konwergencji dochodów i poziomu rozwoju gospodarczego (to nie było takie jasne w 1991 roku). Standard życia społeczeństw w państwach rozwijających się rośnie bardzo szybko. Jeśli połączymy to z faktem, że konsekwencje zanieczyszczenia środowiska utrzymują się przez dziesiątki a nawet setki lat to branie pod uwagę obecnych dochodów mieszkańców państw rozwijających się przy liczeniu kosztów zanieczyszczenia środowiska jest katastrofalnym błędem. To przeoczenie albo wynik hiperbolicznego dyskontowania, krótkowzroczności.

    O ile można się zgodzić z Summersem, że koszty zanieczyszczenia środowiska są nieliniowe, to moim zdaniem krzywa tych kosztów gwałtownie rośnie w dwóch miejscach, a nie zgodnie z rozumowaniem Summersa tylko wtedy gdy zanieczyszczenia przekroczy pewien krytyczny poziom. Pierwszy skok kosztów zanieczyszczenia ma miejsce gdy niszczy się dziewiczy, pierwotny ekosystem, który nigdy już nie będzie odtworzony.

    Po trzecie, Summers ignoruje dysfunkcjonalność systemu politycznego w wielu państwach rozwijających się. Summers nie postuluje podrzucenia toksycznych odpadów państwom o niskich dochodach. W rozumowaniu Summersa mieszkańcom tych państw ma się zrekompensować koszty zanieczyszczenia środowiska. Należy jednak oczekiwać, że w skorumpowanych systemach politycznych rekompensaty nigdy nie dotrą do ludzi dotkniętych zanieczyszczeniem środowiska lecz zatrzymają się na prywatnych kontach bankowych skorumpowanej elity.

  • Szanowna Pani.
    A gdzie u licha jest ta „dana statystyczna”? To oczywisty błąd, ale go nie widzę. Szkoda.
    Co do meritum, tak rzadko zdarza mi się czytać uczciwe i wyważone komentarze na temat sytuacji gospodarczej Chin, uważam więc, iż jest to sytuacja wyjątkowa. FT bryluje w antychińskich artykułach, a niestety on najczęściej jest przedrukowywany przez polskie media. The Economist jakoś nie widzę.
    Tak czy siak, jeśli tylko mogę prosić- a proszę gorąco- o wrzucanie na moją pocztę linków do takich artykułów. Będę BARDZO zobowiązany. Zresztą każdemu forumopwiczowi, któremu taki tekst wpadnie w ręce. Każdy ciekawy tekst o Chinach. Nawet antychiński, ponieważ wtedy burzy się we mnie krew, a jak Państwo wiecie, nie ma nic leszego dla pracy mózgu, jak przyspieszony przepływ krwi. Mój adres to [email protected]

    • Szanowny Panie
      Jestem pełen uznania za opór, jaki stawia Pan ośrodkom zakłamanej propagandy. Wyręczę więc Pana w stawieniu oporu pani dr Krystynie Palonce, którą szanuję i poważam.
      Pani Palonka, zapewne w dobrej wierze, zwróciła Panu uwagę, że „dane statystyczne” nie mają liczby pojedynczej i nie ma czegoś takiego jak „dana statystyczna”. Pan podzielił ten pogląd, ale zwrócił uwagę, że nie użył w swym artykule „danej statystycznej”.
      Skoryguję wypowiedź pani Palonki. „Dane” nie mają liczby pojedynczej i nie ma czegoś takiego jak „dana” (chyba że np. w teście: Oj dana, dana, nie ma szatana, a świat realny jest poznawalny…). Pan wielokrotnie użył w swym tekście słowa „dana” w charakterze liczby pojedynczej od „dane”.
      Spróbuję jednak złagodzić wypowiedź pani Palonki w sprawie „danej”. Zakładam, bo nie chce mi się sprawdzać, że istotnie dziś, zdaniem językoznawców, nie ma zatwierdzonej liczby pojedynczej od słowa „dane” i w tym sensie dr Palonka ma rację. Nie oznacza to jednak, że nie ma użytego przez Pana słowa. Ono tylko nie weszło jeszcze do skodyfikowanego języka polskiego. Poza językiem skodyfikowanym jest jednak mnóstwo dopiero co rodzących się słów. Należy do nich także słowo „dana”, używane już dość powszechnie, nawet w dokumentach tworzonych przez pracowników naukowych, zwłaszcza w kręgu informatyki. Gdyby Rada Języka Polskiego orzekła, że słowo „dana” jest utworzone nieprawidłowo i w związku z tym nie należy go używać, to zasadne byłoby zwracanie Panu uwagi, że używanie go jest błędem. Nie znam jednak zalecenia Rady Języka Polskiego, by nie używać słowa „dana”.
      Przytoczę tu jako ilustrację zamieszczoną w 2003 na stronie Rady Języka Polskiego odpowiedź na pytanie o słowo „bazodanowy”, którego w oficjalnych słownikach wtedy nie było:
      „Na pytanie, czy wyraz ten jest uznany za poprawny, należy zatem odpowiedzieć: Tak, został uznany za poprawny, ponieważ jest zgodny z systemem polszczyzny i zaakceptowany przez społeczeństwo (a w zasadzie przez tę jego część, która ma do czynienia z tekstami informatycznymi). To bowiem społeczeństwo, używając jakichś form i odrzucając inne, tworzy normę językową. Zadaniem językoznawców jest kodyfikowanie tejże normy, co polega na opisie, porządkowaniu i ocenie tego, co w powszechnym użyciu językowym się znalazło.”
      Słowo „dana” jest potrzebne i poprawnie utworzone. Znalazło się już w dość w powszechnym użyciu językowym. W jakimś rozsądnym czasie trafi też do słowników.
      Pozdrawiam serdecznie i Pana, i Panią dr Krystynę Palonkę

      • Ok. Jestem informatykiem od zawsze od kiedy w 1974 r. stałem się programistą. Dla mnie słowo „dana” jest „oczywistą oczywistością” od zawsze. I być może w innym kontekście jest błędem. No cóż, to jest we mnie. Nie wyplenię z siebie czegoś, do czego przywykłem przez całe życie. I chyba nie mam ochoty. Słowem, jeśli kogokolwiek drażni to słowo, to jest mi przykro, „ale ten typ tak ma”. Nawet błędny typ.

  • Drogi Panie Wieslawie.
    Podziwiam Pana emocjonalne zaangazowanie. W niektorych mediach jednak znajdujemy w miare sensowne komentarze na temat ostroznej i nadzwyczaj skutecznej polityki gospodarczej Chin. ( Zarowno wewnetrznej…zgoda , o rosnacym znaczeniu…jak i zarganicznej.) Np The Economist…a w Polsce mailam przyjemnosc komentowac te dane ( oglosil je m. innymi ROUTER) w TVN CNBC i w TV Polsat.
    Z przyjemnoscia stwierdzam , ze w duchu bardzo zblizonym do Panskiej wypowiedzi. Istotnie wszstkie media nie posiadalyby sie ze szczescia gdyby Chinom zagrozil upadek…ale chyba jeszcz beda musialy poczekac… Co do strony formalnej…dane statystyczne maja tylko liczbe mnoga…nie ma czegos takieo jak DANA statystyczna.!.. przepraszam ale szkoda narazac ciekawy artykul na smiesznosc ..
    Pozdrawiam
    Krystyna Palonka

  • Jeśli chodzi w tzw. wolny rynek to zbyt głęboko siedzę w tym g…ie, żebym nie wiedział co piszę. Kiedyś, b. dawno temu, może w początkach rozwoju kapitalizmu taki rynek istniał. Można by rzec- od biedy- że istniał jeszcze w latach 30- tych XX wieku. Ale teraz, gdy nawet DWA rządy państw europejskich są zmianiane pod dyktando banku, jednego banku? TO JEST WOLNY RYNEK? Tak, to jest rynek wolnej amerykanki dla tych około 900 rodzin- wg. badań australijskich naukowców sprzed dwóch lat- które mają w garści ok. 70% ZASOBÓW FINANSOWYCH planety. I dlatego jestem absolutnie pewien, że w przyszłości ukształtuje się ład NIE ZWIĄZANY z tymi, którzy doprowadzili m.in. do tego , że w skllepach płacimy o 50-100% więcej niż rok temu. Proszę się cofnąc do moich starych artykułów w których wyjaśniam istotę sprawy. I że ten nowy ład finansowy- bo obecny właśnie bankrutuje- nie będzie żadnym „wolnym rynkiem”. Panie Zyggi, ‚rewolucja” przeciw tzw. wolnemu rynkowi rozpoczęła się w symbloicznym momenie upadku banku Lehman Brothers. Bo ten obecny „wolny rynek” to tylko jedna z wielu macek gigantycznej ośmiornicy, oplatajacej świat. Białej ośmiornicy.

    • Panie Wiesławie, pisząc „wolny rynek” miłem na myśli wolność ekonomiczną obywateli. Tymczasem jaki tu wolny rynek, jak nakazują każdemu prowadzącemu działalność gosp. posiadać konto w banku. Co to za wolny rynek, jak jakiś opłacany z moich podatków urzędas, co to w życiu nic poza nawozem nic nie wytworzył, każe mi mieć konto w banku, a nie w szafie?

    • Uważam że pan ma rację panie Wiesławie ale chciałbym od pana usłyszeć opinię czy to co będzie to będzie lepsze bo ja mam wielkie wątpliwości.Poza tym ilu w Chinach mamy milionerów tam też występuje wielkie rozwarstwienie społeczeństwa , moda by być bogatym i kult pieniądza mam obawy że jedna ośmiornica zostanie zastąpiona drugą jeszcze gorszą.

      • Proszę Pana, ja nie jestem wróżką. Nie potrafię przewidywać przyszłości. Mogę tylko sądzić, iż w przyszłości- przy założeniu liniowego rozwoju wydarzeń- Chiny będą mocarstwem HANDLOWYM. Mam nadzieję, że do tego czasu nastąpi pełny redidivus kultury chińskiej w tym najlepszym wydaniu i będziemy- jak przed 2000 lat część świata śródziemnomorskiego- odbiorcami czegoś o niebo bardziej atrakcyjniejszego niż jesteśmy dzisiaj. W sferze finansowej- i mam nadzieję niewolnego rynku- będą w obrocie pieniądze oparte na złocie lub innym cennym materiale. Mam również nadzieję, że te ok. 1000 bilionów dolarów (zlewarowanych) zostanie zastąpione wartością pieniądza wyrażoną w towarze. Że bankowość zmieni się nie do poznania i nie będziemy tylko dodatkiem do banków. Tylko nie tyie bardzo rozumiem, skąd miałaby się wziąść ta druga ośmiornica? Jeśli interwencjonizm państwowy zostanie utrzymany na dzisiejszym poziomie, a banki będą miały zarobiać tak jak zarabiają w szariacie…i zostanie zawarowanych jeszcze kilkadziesiąt „jeśli”…O tym można napisać pracę doktorską np. z „mniemanologii stosowanej” a nie krótki komentarz. Pozdrawiam

  • Panie Wiesławie, wyrazy uznania za trud włożony w przygotowanie tego artykułu. Myślę, że co do wolnego rynku, to jest on dobrą rzeczą. Pod warunkiem, że instytucje finansowe odgrywają w gospodarce rolę pomocniczą a nie nadrzędną.

Pozostaw odpowiedź