Japonia news,Komentarz eksperta

M. Dąbrowski: Abenomika – nowa polityka gospodarcza Shinzo Abe

Abenomika

Tytułowe słowo zdobywa ostatnio coraz większą popularność w świecie finansów zwłaszcza po tym jak 11 stycznia br. rząd japoński ogłosił duży pakiet stymulacyjny, który teraz czeka na zatwierdzenie przez parlament. Z pewnością będzie to formalność, ponieważ koalicja rządząca ma 2/3 miejsc w Izbie Reprezentantów. Abenomika pojawiła się już w japońskiej i angielskiej wersji językowej Wikipedii, natomiast termin ten praktycznie nie istnieje w polskim internecie, i aby się o tym przekonać wystarczy wygooglować powyższy wyraz. Co zatem kryje się za dość enigmatycznym terminem?

Trzy filary

Abenomika – połączenie nazwiska premiera Abe i słowa ekonomia – opiera się na trzech filarach: polityce fiskalnej (a w szczególności na wzroście wydatków publicznych), polityce monetarnej (głównie na walce z deflacją i osłabianiu jena) oraz na dość niejasnym określeniu „strategia wzrostu”, za którym kryje się stymulacja wzrostu gospodarczego poprzez inwestycje prywatne.

W sumie w najbliższej przyszłości rząd japoński zamierza dodatkowo wpompować w gospodarkę swojego kraju ponad 10 bln jenów (nie licząc prawie 3 bln jenów przeznaczonych na wsparcie programu emerytalnego), czyli około 360 mld złotych. Dla porównania zaplanowane wydatki budżetowe w Polsce na rok 2013 wyniosą łącznie 335 mld złotych. Jeśli do wyżej wymienionej kwoty dodamy wydatki władz lokalnych i sektora prywatnego to cały pakiet wyniesie ponad 20 bln jenów, czyli około 710 mld złotych. Dodatkowo trzeba podkreślić, że jest to pierwszy i zapewne nie jedyny stymulus nowego rządu.

11 stycznia 2013 r. premier Shinzo Abe na konferencji prasowej powiedział, że obecny rząd będzie prowadził zupełnie inną politykę niż jego poprzednicy z Partii Demokratycznej, kiedy to koncentrowano się głównie na redystrybucji dochodów skierowanej do gospodarstw domowych. Premier Japonii chce przede wszystkim pobudzić rozwój przedsiębiorstw, aby w ten sposób wykreować więcej miejsc pracy i podnieść poziom wynagrodzeń. Shinzo Abe zapowiedział, że jego celem jest utworzenie 600 tys. nowych miejsc pracy oraz realny wzrost gospodarczy na poziomie 2%.

Pojawiają się jednak obawy, czy te pieniądze nie zostaną źle wykorzystane, jak bywało w przeszłości. Długoterminowym efektem poprzednich pakietów stymulacyjnych jest stale powiększający się dług publiczny, który z roku na rok bije niechlubne rekordy. Warto dodać, że największe kwoty zostaną skierowane na roboty publiczne, więc powstaje pytanie, jakie będą to projekty? Problem w tym, iż nie ma jeszcze szczegółowego planu, a cały pakiet opiera się na ogólnikach.

Samospełniająca się przepowiednia

Największe emocje wywołuje jednak polityka monetarna. Widać, że rynki finansowe uwierzyły w determinację premiera Abe, czego efektem jest słabnący jen, który jest zbawieniem dla japońskich eksporterów. Należy pamiętać, że każdy medal ma dwie strony, co już podkreślił publicznie minister odpowiedzialny za ożywienie gospodarcze Akira Amari. Słaby jen to większe koszty importu, od którego mocno uzależniona jest Japonia. Głównie od importu żywności i surowców energetycznych.

Wrogiem numer jeden obecnego rządu jest deflacja i to dosłownie, bo ostatnio premier Abe zapowiedział, że nowy szef Banku Japonii ma być wrogiem właśnie deflacji. W trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej Shinzo Abe przyjął cel inflacyjny na poziomie 2% i jak widać zamierza go osiągnąć. 8 kwietnia kończy się kadencja obecnego szefa banku centralnego a na jego miejsce zostanie powołana osoba, która najprawdopodobniej będzie realizować politykę obecnego rządu.

Na liście potencjalnych kandydatów pojawiło się już kilka nazwisk, głównie są to ludzie o dużym doświadczeniu i dość zaawansowanym wieku w przedziale od 60 do 70 lat. Wśród potencjalnych następców obecnego prezesa Shirakawy wymienia się przede wszystkim nazwisko Muto. 69-letni Toshiro Muto był w przeszłości wiceministrem finansów i wiceszefem banku centralnego. W 2008 r. mógł nawet zostać szefem Banku Japonii, ale opozycja zarzuciła mu zbyt bliskie powiązania z ministerstwem finansów, które nie gwarantują niezależności banku centralnego od rządu. Ostatecznie, po prawie 3 tygodniach przepychanek, na fotelu prezesa zasiadł Masaaki Shirakawa.

Nowy lider opozycyjnej Partii Demokratycznej Banri Kaieda zapowiedział, że tym razem jego ugrupowanie nie będzie stwarzać problemów podczas wyborów nowego szefa banku centralnego, ale jednocześnie zaznaczył, że nie może to być człowiek zbyt uległy obecnemu rządowi. Warto dodać, że nowy prezes musi zostać zatwierdzony przez obie izby japońskiego parlamentu. O ile w izbie niższej rządząca Partia Liberalno-Demokratyczna ma wolną rękę, o tyle w izbie wyższej musi liczyć się z głosem opozycji. Tak więc teoretycznie może się okazać, że polityka monetarna będzie najsłabszym filarem Abenomiki. Ale dzisiaj mało kto w to wierzy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Dąbrowski: Abenomika – nowa polityka gospodarcza Shinzo Abe Reviewed by on 18 stycznia 2013 .

Abenomika Tytułowe słowo zdobywa ostatnio coraz większą popularność w świecie finansów zwłaszcza po tym jak 11 stycznia br. rząd japoński ogłosił duży pakiet stymulacyjny, który teraz czeka na zatwierdzenie przez parlament. Z pewnością będzie to formalność, ponieważ koalicja rządząca ma 2/3 miejsc w Izbie Reprezentantów. Abenomika pojawiła się już w japońskiej i angielskiej wersji językowej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • W jednym z moich wcześniejszych tekstów znalazłem dość plastyczny opis całej sytuacji: „Stan państwowej kasy jest opłakany. Wpływy podatkowe pokrywają zaledwie w połowie wydatki, a te z kolei w jednej czwartej są przeznaczane na obsługę ogromnego zadłużenia. Sprowadzając problem do skali mikro, można to porównać do człowieka, który zarabia 2000 zł miesięcznie, a wydaje na życie 4000 zł, przy czym aż 1000 zł przeznacza na bieżącą obsługę karty kredytowej. Czy w taki sposób można długo funkcjonować? Współczesne rządy niestety tak funkcjonują.”

  • Jeśli porównamy obecny kurs jena do kursu sprzed upadku banku Lehman Brothers w 2008 r. to kurs japońskiej waluty jest wciąż bardzo silny. Dla wielu eksporterów z Kraju Kwitnącej Wiśni jest to poziom na granicy opłacalności. Ameryki nie odkryję jeśli napiszę, że wielki biznes tradycyjnie popiera obecnie rządzącą Partię Liberalno-Demokratyczną. Więc łatwo jest powiązać fakty.

    Natomiast jeśli chodzi o inflację to jest to forma pewnego podatku, który rozkłada się na wszystkich obywateli. Rządy lubią inflację, a ich wrogiem jest deflacja. Jeśli spojrzymy na dochody podatkowe japońskiego rządu, to okazuje się, że zaspokajają one zaledwie ok. 50% wydatków budżetowych. Tutaj można szukać odpowiedzi, dlaczego rząd naciska na bank centralny, żeby ten drukował pieniądze.

  • Avatar Rafal P. A. Prost

    Muszę przyznać że dla mnie jest to dość duże zaskoczenie i nowość w stosunku do tego co zawsze słyszałem o ekonomii. Po pierwsze kurs jena jest obecnie znacznie niższy niż rok temu więc w jakim celu zwiększać inflację i jeszcze osłabiać jego kurs? Po drugie dziwię się skąd deflacja? Japonia jest i zawsze była gospodarką eksportową i merkantylistyczną a z tego co wiem w przypadku takich gospodarek problemem powinna być raczej inflacja niż deflacja.

    Jednym słowem dla mnie całkowita niespodzianka. Ktoś jest mi w stanie wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi?

    • @ Rafał

      Ad 1) Czym innym jest inflacja/deflacja pieniężna, a czym innym inflacja/deflacja cenowa. Jeśli patrzysz na agregaty pieniężne w Japonii to widać jasno, że mamy do czynienia ze wzrostem od M0 do M3. Oczywiście BC oraz rządy preferują podawać inflację/ deflację cenową. Warto również zwrócić uwagę na cel Banku centralnego czym innym jest : utrzymywanie cen na stabilnym poziomie, a czym innym utrzymywanie inflacji na stabilnym poziomie !!

      Ad 2) Dlaczego mamy do czynienia z deflacją cenową ?
      Po pierwsze metodologia, po drugie Japończycy bardzo dużą część swoich dochodów oszczędzają w systemie bankowym, który to pożycza japońskiego rządowi $ na zrolowanie długu. Dług japoński w większości jest długiem wewnętrznym czyli rząd pożycza pieniądze od swoich obywateli. Japończycy mają niskie stopy procentowe oraz od 20 lat robią QE. Efekt jest taki, że dług publiczny z 64,8 % PKB na początku lat ’90 podskoczył do 225 % PKB w roku 2012. Pieniądze znikają z rynku – bo banki kupują japońskie bondsy. ( czyli sektor publiczny konkuruje z sektorem prywatnym o $ ). Jeśli $ idą na bondsy to nie ma ich na rynku … zmienia się struktura i równowaga całego rynku.
      Kolejna sprawa to metodologia i co jest w koszyku – jakie produkty. W inny sposób zachowują się dobra konsumpcyjne, a w jeszcze inny dobra inwestycyjne. Cena dóbr inwestycyjnych idzie do góry cały czas, zresztą tak samo jak nieruchomości w Japonii.
      Warto również zauważyć, że determinanty, które wpływają na cenę również różnie się zachowują wobec różnych dóbr. Inaczej wpływają na cenę ryżu, telewizorów, paliwa, energii, ubrań , maszyn używanych na linii montażowej etc.etc.

      Ad 3 ) Jeśli chodzi o politykę luzowania i ogólnie podaży pieniądza … każdy bank centralny od FED EBC etc.etc. bawi się w grę … kto bardziej zeszmaci swoją walutę … nawet jeśli Japonia robi QE to te same QE idzie w USA i Eurolandzie :)

      i na koniec kto będzie najbardziej wydymany ? Oczywiście obywatele Japonii, którzy pewnego dnia ( szybciej niż później ) obudzą się bez oszczędności. Państwo ogłosi niewypłacalność … tak samo zresztą jak system bankowy :) Ewentualnie dojdzie do monetaryzacji długu na masową skalę,a wtedy inflacja będzie jak w banku :)

      • Tak czułem, że włączysz się Adamie do dyskusji i bardzo cieszę się z tego powodu :-) A propos konkurencji między sektorem publicznym a prywatnym o pieniądze to jak myślę o tym, to zawsze coś się we gotuje, bo zwykli obywatele tracą na tym podwójnie. Najpierw nie mogą dostać kredytu dla siebie, a później muszą spłacać kredyty zaciągnięte przez kogoś innego.

    • @Rafał

      Jest jeszcze bezpośrednia interwencja banku centralnego Japonii. Robimy QE czyli luzowanie ilościowe i za to co sobie BC „stworzy” kupuje się japońskie bondsy. Oczywiście jest to agregat pieniężny M3. Czyli są to papiery długoterminowe. Wykreowane pieniądze, a raczej substytuty pieniądze, nie pojawiają się na realnym rynku. Agregat M3 ma mniejszy wpływ na inflację niż np. baza monetarna. ( jak tam zmienia się ilość to łatwo wychwycić inflację cenową )
      Wszystko jest OK do momentu kiedy te nowo wykreowane substytuty pieniądza są w M3 mamy nasze bondsy na 10 lat. Gorzej jeśli w pewnym momencie te „pieniądze” pojawią się na realnym rynku.

      Oczywiście nie jest tak, że cały czas możemy kreować pieniądze jak proponuje Krugman – czyli moneta z platyny i na tą monetę zaciągamy następny dług. Społeczeństwo przez działania BC rządów cały czas ubożeje. Aby ogarnąć dług publiczny rząd podnosi opodatkowanie – czyli przeciętny obywatel X ma mniej pieniędzy do dyspozycji na własne wydatki :)

Pozostaw odpowiedź