Artykuły,Chiny news

D. Juraszek: Przedmurze chińskości

Źródło: i.telegraph.co.uk

Po zdławieniu protestów młodzieży na Placu Niebiańskiego Spokoju Deng Xiaoping nazwał dowodzących akcją oficerów „Chińskim Murem ze stali”. Dziś Pekin ma nowy mur – właśnie z młodzieży.

Relacje z antyjapońskich demonstracji przetaczających się przez Chiny muszą budzić niepokój. Nie tylko z powodu ich skali i temperatury – także, a może przede wszystkim, z powodu wieku uczestników.

To nie przypadek, że pośród demonstrantów prym wiodą ludzie młodzi. Wychowane w duchu nacjonalizmu nowe pokolenie nie chce milczeć, jak pokolenia starsze; rozmawiać to też już dla nich za mało. Oni chcą brać sprawy w swoje ręce. Mamy w sercach więcej miłości do ojczyzny, mówią. A ten ich rozżarzony do czerwoności patriotyzm to dla władz w Pekinie i powód do dumy, i rosnący ból głowy.

Rządowe media nie mają zamiaru przedstawiać problemu wysepek Diaoyu (jap. Senkaku) w całej jego złożoności. Niuanse tylko osłabiłyby argumentację Pekinu i zachwiały dogmatem o nieomylności i kierowniczej roli partii. Nie może być miejsca na żadne „ale” i „z drugiej strony”. Nic więc dziwnego, że raczeni tak uproszczoną wizją Chińczycy postępowanie Japonii postrzegają jako absurdalny i zbrodniczy zamach na integralność terytorialną macierzy. I są w wyuczony sposób przejęci świętym oburzeniem.

Na aktualną odsłonę dramatu – bo do podobnych zaognień dochodziło już wcześniej, np. w 2005 r. z powodu wybielających historię japońskich podręczników szkolnych, czy w 2010 r. wokół zderzenia chińskiego statku rybackiego z japońskimi łodziami patrolowymi nieopodal Diaoyu – zbiegło się kilka czynników.

O upamiętnieniu czterdziestej rocznicy normalizacji stosunków dyplomatycznych z Japonią nikt już nie wspomina. Przykryły ją po pierwsze towarzysząca zaostrzeniu sporu o Diaoyu rocznica incydentu mukdeńskiego z 18 września 1931 r., kiedy to Japończycy sprokurowali pretekst do zajęcia Mandżurii, po drugie najważniejsze święto państwowe 1. października z okazji proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r., a po trzecie wreszcie generująca od dłuższego czasu napięcia, mająca nastąpić w październiku, pierwsza od dekady zmiana przywództwa.

Ostatnie wydarzenia są jednak wyjątkowe także z innego powodu. Po raz pierwszy może w nich otóż tak powszechnie uczestniczyć pokolenie, które wyrosło w warunkach względnej, acz w dziejach ChRL bezprecedensowej, wolności. I z tej wolności chce czerpać garściami – nawet, jeżeli to tylko wolność do wyrażania nienawiści.

Oblężona twierdza

Po wydarzeniach z 1989 r. Pekin zrozumiał, że komunizm jako ideologia nie chwyta już za serce. Trzeba było wdrożyć nową metodę sterowania emocjami narodu. I znaleziono ją w ideologii, którą komunizm kiedyś zwalczał – w nacjonalizmie.

Kiedy relacje medialne pokazują młodych ludzi obrzucających japońską ambasadę butelkami, albo plądrujących japoński supermarket, trzeba pamiętać, że powodujące nimi emocje nie wzięły się z niszowych gazetek czy stron internetowych. To nie miazmaty podziemnej subkultury każą im ile sił w płucach przeklinać „zamorskie diabły”. Ziarno nienawiści zasiała w nich państwowa edukacja w ramach kampanii „wychowania patriotycznego”. Karmiona propagandą już nawet nie wielkości, a ogromu chińskiej cywilizacji młodzież ma stanowić Antemurale Sinicitatis, przedmurze chińskości, które stawi czoła szkodliwym wpływom Zachodu.

Wydawać by się mogło, że w miarę dochodzenia do głosu nowych pokoleń, nastroje będą łagodniały. Obeznana z szerokim światem jak nikt inny od 1949 r. młodzież powinna być przecież bardziej otwarta i tolerancyjna. Ale proces zmian nie zachodzi całkiem spontanicznie, partia bowiem chce nim sterować, i ma po temu narzędzia. „Jestem Chińczykiem, więc…” – od takiej frazy często zaczynają swoje wypowiedzi młodzi ludzie. „Bycie Chińczykiem” oznacza stosowanie się do pewnego wzorca postaw i poglądów, przedstawianego przez system edukacji i media jako prawdziwie chiński. Monopol na określanie, co jest „prawdziwą chińskością”, ma władza – i robi co może, by narzucić swoją interpretację narodowi.

Efekty są mieszane. W kwestiach obyczajowych, jak na przykład stosunek do homoseksualizmu, albo politycznych, jak prawo do swobody wypowiedzi, wyraźnie widać postępującą pluralizację i liberalizację; tam jednak, gdzie w grę wchodzą sprawy nawet lekko tylko zahaczające o suwerenność i tożsamość narodową, na żadne kompromisy miejsca nie ma. W chińskiej oblężonej twierdzy z tych samych ust padają słowa o potrzebie tolerowania innych wyborów życiowych czy o tęsknocie za wolnością słowa, i zarazem o nienawiści do Japończyków.

Z nienawiści może być jednak pożytek. Nie po raz pierwszy władze uprawiają „zarządzanie demonstracjami”. W dowolnym momencie mogłyby ukrócić je metodami przetestowanymi na częstych protestach o sprawy lokalne – nielegalne wywłaszczanie, zatrute źródła wody, korupcję. Ale tego nie robią, bo to użyteczna broń w politycznym i dyplomatycznym arsenale. W 2005 r. Pekin także dłuższy czas żonglował przejawami społecznego niezadowolenia, dając mu upust o tyle, o ile skierowane było na zewnątrz. W końcu protestujący zniknęli, ale powodujące nimi emocje nie.

A emocji w Chinach nie brakuje, i to nader często negatywnych. Frustracja nierównością szans, rosnącą przepaścią między bogatymi i biednymi, wszechobecną korupcją, nie znajduje dostatecznego ujścia. Pacyfikowane protesty, cenzurowane media, kontrolowany internet stanowią knebel, spod którego trudno wyrwać się zdławionemu krzykowi – ale obecnie, jak nigdy przedtem, dostępna jest cała gama innych głosów, od szeptu przez pomruk po śmiech. A teraz, dzięki wysepkom Diaoyu, można też już krzyczeć, ba, nawet poszarpać się z policją bez obawy o zmiażdżenie całą potęgą aparatu represji.

Można, bo to krzyk w słusznej, narodowej sprawie. Nienawidzimy Japonii! mówi z dumą wielu młodych Chińczyków. Jeszcze niedawno bezrefleksyjnie używali japońskich telefonów i aparatów, kupowali japońskie kosmetyki i ubrania, pasjonowali się mangą i anime; dziś wiedzą, że zgrzeszyli przeciw ojczyźnie. I muszą odpokutować.

W takim klimacie właściciele japońskich restauracji czy sklepów z japońskimi produktami sami wywieszają w oknach chińskie flagi, byle ubiec zapalonych patriotów, którzy zrobiliby to samo, tyle, że z mniejszą dbałością o dobytek właścicieli. Posiadacze japońskich samochodów symbole marek zasłaniają flagami; pewien kierowca posunął się nawet do opatrzenia swojego pojazdu napisem che shi zhongguo che, xin shi zhongguo xin – samochód chiński i serce chińskie.

A chińskie serce bije mocno. Jeśli trzeba, pójdę walczyć za kraj, mówią ledwo dwudziestoletni chłopcy. Wychowani na komediach wojennych, gdzie „te głupie Japońce” ku uciesze widzów dają się wykiwać sprytnemu chińskiemu patriocie i giną w płomieniach lub pod kołami pociągów, są mentalnie wyekwipowani do zaakceptowania wojny z odwiecznym wrogiem. Japonia to kraj ohydny, Japończycy są chciwi, okrucieństwo mają we krwi („wyryte w kościach”, jak mówią), i muszą za to zapłacić!

Ani guzika!

W rozmowach co rusz przewija się argument równi pochyłej: jeśli popuścimy w kwestii wysp Diaoyu, stracimy też inne nasze posiadłości, np. wyspy na Morzu Południowochińskim, o które toczy się spór choćby z Filipinami. Dla tych młodych ludzi drugorzędną jest kwestia, czy wokół jakiejś wystającej na metr z wody skały znajdują się złoża cennych surowców. Najważniejsze, by nie pozwolić rozparcelować ojczyzny. Utrata tych wysp, zwłaszcza na korzyść Japończyków, to policzek! irytują się.

Stal ich poglądów hartowała się w ciasnych ławkach prowincjonalnych szkół, gdzie hasła o wielkości i godności narodu rozbrzmiewają najdonośniej. I zahartowała się dobrze. Musimy mieć potężną armię, potężniejszą niż USA, wtedy już nikt nie ośmieli się odebrać nam tego, co nasze! mówią z niewinnymi uśmiechami, pociągając herbatki ziołowe z kartoników albo Fantę. Chiny nie dadzą się już rozstawiać po kątach! Ten ujawniający głęboko zakorzenione kompleksy język przesącza się także z mediów, gdzie posługują się nim ludzie dorośli i poważni, nie może więc być niedojrzały…

Inaczej niż przy wielu tematach, próżno szukać kogoś o odmiennym zdaniu. Nie brakuje wprawdzie osób obawiających się wyzwolonej przy okazji demonstracji przemocy. Zaskoczeni skalą zajść ulicznych, szukają jednak usprawiedliwienia. Oni kochają ojczyznę – tłumaczą zachowania sprawców aktów wandalizmu. Może w nie do końca właściwy sposób, ale kochają… Lepsze to niż nic, lepszy wandalizm niż podkulanie ogona!

Ale i oni po tych podejrzanie zniuansowanych rozważaniach nie omieszkują ogłosić – nienawidzę Japonii! W aktualnym klimacie jakiekolwiek zrozumienie dla Japończyków może być łatwo poczytane za zdradę i wywołać konflikty na gruncie szkolnym, zawodowym i rodzinnym. Wszyscy myślimy tak samo, mówią z pełnym przekonaniem. Jedyne, na co mogą sobie pozwolić w ramach zachowania obiektywizmu, to zwrócić uwagę, że np. japońscy mężczyźni są okrutni, ale kobiety są fajne, albo że indywidualni Japończycy niekoniecznie popierają działania władz w Tokio.

Tak samo, jak i indywidualni Chińczycy niekoniecznie popierają działania władz w Pekinie. Gdyby rząd lepiej radził sobie z Japończykami, ludzie nie musieliby wychodzić na ulice, narzeka ten czy ów. Rzucanie się na kordon policji chroniący japońską ambasadę jest w tym sensie poniekąd także atakiem na nieudolne państwo. Nieudolne, ale własne, za którym i dla którego w razie konieczności pójdzie się w ogień.

Pomimo zakazów władz szkół i uczelni, które nie tylko apelowały do studentów, by nie brali udziału w demonstracjach, ale wręcz im tego zakazywały (w Chinach uczniowie z zasady mieszkają w przyszkolnych akademikach), młodzież i tak wyległa na ulice. Powodował nią z jednej strony nacjonalistyczny żar, z drugiej zaś pewność, że apele i zakazy nie mają tej wagi, którą miałyby, gdyby szło o demonstracje wolnościowe czy demokratyczne. Niemożność swobodnego korzystania z internetu drażni wielu, podobnie jak rozdźwięk między tonem mediów oficjalnych, a osobiście doświadczaną rzeczywistością. Ale o ile prawa człowieka Pekin wciągnął na indeks tematów zakazanych, o tyle nacjonalizm jest promowany. Okazanie niedostatku uczuć patriotycznych to zbrodnia; okazanie ich nadmiaru to najwyżej drobne przewinienie.

Ci, którzy z różnych powodów nie zdecydowali się ruszyć na barykady, na własną rękę prowadzą „działania partyzanckie”. Nigdy już nie kupię nic japońskiego, obiecują. I będę do tego samego przekonywać znajomych! To zemsta za masakrę nankińską, znaną z filmów dokumentalnych i podręczników szkolnych, zemsta za brak słowa „przepraszam” i za ciągłe dybanie na integralność terytorialną ojczyzny. Historia nie może się powtórzyć, mówią, widząc w pamięci obrazy wojennych masakr, i malując perspektywę nowej wojny.

I tylko po cichu, na osobności ktoś bąknie, że nie rozumie, dlaczego rząd z jednej strony nawołuje do pokoju na arenie międzynarodowej i utrzymuje, że chce działać na rzecz stabilności globalnej, a z drugiej sięga po retorykę konfliktu i grozi odwetem.

Między pokoleniami młodszymi a starszymi, wychowanymi w nieco innej atmosferze, pojawia się rozziew. To starsi tchnęli w młodszych te demony – czy to na najwyższych szczeblach władzy, gdzie zapadały decyzje o treści programów szkolnych, czy to na samym dole, realizując je w szkołach całego kraju. Ale podczas gdy u nich podejście to jest chłodne i zakorzenione intelektualnie, u młodzieży to przede wszystkim kwestia uczuć.

A granie na uczuciach to igranie z ogniem. Schematy ideowe, które miały uodpornić młode umysły na obce wpływy i ugruntować status quo, zaczynają żyć własnym, nadspodziewanie energicznym życiem. Władza staje się zakładnikiem potwora, którego sama stworzyła – bo musi baczyć, by młodzi patrioci nie uznali starej partii za zbyt mało patriotyczną.

Dzisiejszym Chinom nacjonalizm pomaga okrzepnąć; przyszłym Chinom ksenofobia może grozić alienacją. Ale to nie martwi rozpalonej patriotycznie młodzieży. Nie musimy oglądać się na nikogo, mówią. Poradzimy sobie sami ze wszystkim i z każdym. Jest nas dużo, jesteśmy wielcy i silni, nie damy się nikomu więcej upokarzać. A już zwłaszcza Japończykom!

Ekipa, która przejmie wkrótce władzę, stanie przed nie lada zadaniem: jak nie dać się poniżyć „zamorskim diabłom”, ale nadal czerpać korzyści ze współpracy gospodarczej z zagranicą. A przede wszystkim, jak nie zagasić patriotycznych płomieni, zarazem nie pozwalając im przerodzić się w nieokiełznany szowinistyczny pożar, w którym spłonąć może jej własna legitymizacja.

 

Dawid Juraszek, z wykształcenia anglista, obecnie pracuje na uczelni wyższej w Hunanie. Do Chin po raz pierwszy przyjechał w 2003 roku.  Opublikował dotąd ponad 30 artykułów w większości o tematyce chińskiej, m. in. na łamach „Polityki”, „Gazety Wyborczej”, „Poznaj Świat”, „Focusa-Historia” oraz „Courrier Japon”. W prasie literackiej ukazało się ponad 20 opowiadań i esejów jego autorstwa. Wydał również powieść fantastyczno-orientalną.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
D. Juraszek: Przedmurze chińskości Reviewed by on 1 października 2012 .

Po zdławieniu protestów młodzieży na Placu Niebiańskiego Spokoju Deng Xiaoping nazwał dowodzących akcją oficerów „Chińskim Murem ze stali”. Dziś Pekin ma nowy mur – właśnie z młodzieży. Relacje z antyjapońskich demonstracji przetaczających się przez Chiny muszą budzić niepokój. Nie tylko z powodu ich skali i temperatury – także, a może przede wszystkim, z powodu wieku

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 14

  • Avatar Rafał P. A. Prost

    Zupełnie nie rozumiem stosunku autora i większości komentatorów do młodych ideowych Chińczyków. Po pierwsze, jest to zachowanie wysoce patriotyczne, oby w Polsce był taki patriotyzm jak w Chinach. Po drugie, trzeba zwrócić uwagę na różnice cywilizacyjne. W naszej Cywilizacji Łacińskiej, ukształtowanej między innymi pod wpływem chrześcijaństwa jst nastawienie na personalizm i taki umiarkowany indywidualizm, co zresztą szczególnie jest widoczne u Polaków. Zaś Cywilizacja Chińska, ukształtowana głównie przez konfucjanizm zakłada kolektywizm. U nas jest zasada tzw. pospolitego ruszenia podczas wojny. U nich nie ma pospolitego ruszenia, tylko w sytuacji gdy MĄDRZEJSI stwierdzą że jakiś inny kraj zagraża interesom Chin, ludzie robią wszystko aby osłabić ten kraj na wszystkich frontach.

    Wyczuwam w publikacji jakąś straszną ironię gdy pisze o wychowaniu patriotycznym. Niech autor mi wyjaśni dlaczego to wyrazenie ujmuje w cudzysłowiu. To źle że uczy się w szkołach patriotyzmu?

    Reasumując, podziwiam patriotyzm młodych Chińczyków i życzę tego samego każdemu Narodowi.

    • Avatar dawidjuraszek

      Przykro mi, ale to jest pomieszanie z poplątaniem. Proszę w dowolnym słowniku sprawdzić definicje patriotyzmu, nacjonalizmu, szowinizmu i ksenofobii. Zachęcam też do zajrzenia do jakiejkolwiek encyklopedii i upewnienie się, czy aby na pewno u nas „jest” pospolite ruszenie. Nie bez korzyści byłby też namysł nad podobieństwem między obecnym wyjaśnianiem wszystkiego różnicami cywilizacyjnymi, a jeszcze nie tak bardzo dawnym wyjaśnianiem wszystkiego różnicami rasowymi. Nie wspomnę już o bardzo specyficznej ortografii, której znakiem rozpoznawczym jest pisanie słowa „naród” wielką literą. NB, ciśnie mi się na usta komentarz o ironiczno-prowokacyjnym celu zamieszczenia tego komentarza. Ale obawiam się, że to zostało napisane całkiem na serio.

  • Całość „przemocy” wymierzonej w Chińczyków w Japonii to bodajże petarda, która eksplodowała na trawniku przed jakimś konsulatem. Generalnie te zamieszki są żenujące i rząd prędzej czy później zda sobie sprawę, że mocno szkodzą w chinskie soft power, te wszystkie próby pokazania Zachodowi, że jesteśmy praworządni i racjonalni, i że można się z nami dogadać/robić interesy.

  • Koreanczycy rowniez nie odczuwaja chyba nadzwyczajnej milosci do Japonczykow, mimo w miare normalnych relacji. Pamietam ze nawet diaspora koreanska w Holandii corocznie wysyła do ambasady Korei zyczenia dla kobiet, ktore ucierpialy podczas wojny w wiadomy sposob. Tego samego dnia wysylane sa takze listy do ambasady Japonii z nieco mniej zyczliwymi zyczeniami.

  • Avatar Stanislaw A. Niewinski

    Dobry tekst, ale jedna uwaga:

    „I znaleziono ją w ideologii, którą komunizm kiedyś zwalczał – w nacjonalizmie”

    To nie do konca tak. Owszem – komunisci walczyli i pokonali GMD. Niemniej oni nigdy nie walczyli z nacjonalizmem jako takim. Przeciwnie, nacjonalizm od zawsze byl istotnym skladnikiem ideowym KPCh.

    • Avatar dawidjuraszek

      Racja, choć mnie chodziło o komunizm i nacjonalizm nie w ujęciu wyłącznie chińskim, ale szerszym; cytując socjalistyczny hymn, czyli Międzynarodówkę: „związek nasz bratni ogarnie ludzki ród”. Dziś po jakichkolwiek rojeniach, że ludzkość zostanie zjednoczona ponad narodowymi podziałami przez więź ideologii, nie ma w Chinach nawet symbolicznego śladu, a posługiwanie się ideami nacjonalistycznymi stało się immanentną cechą systemu, której nie trzeba nawet maskować.

  • Avatar dawidjuraszek

    Artykuł byłby jednostronny, gdyby sprowadzał się do konstatacji „Chińczycy są be, Japończycy cacy”. Tak nie jest, a kwestię postawy Japończyków zostawiam otwartą, do opisania komuś, kto się na tej tematyce zna.

    • Już pierwsze zdanie robi złe wrażenie, bo stawia uczestników antyjapońskich protestów w jednym szeregu z chińskimi zomowcami. To tak przez przypadek Panu wyszło?

      • Avatar dawidjuraszek

        Proszę pamiętać, że interpretacja tekstu często więcej mówi o interpretującym, niż o autorze.

      • Avatar Zyggi

        Niech Pan się nie wykręca od odpowiedzi. :-)

      • Avatar dawidjuraszek

        Wstęp pokazuje, jak władze w Pekinie próbują zabezpieczyć swoje interesy rękami tych, którzy tym interesom jeszcze nie tak dawno zagrażali.

        Zamiast zarzucać mi unikanie odpowiedzi, proszę się zastanowić, co Pańska interpretacja mówi o Pańskim stosunku do Chin oraz do krytyki Chin. To może być bardzo wartościowa refleksja.

      • Avatar Zyggi

        Proszę Pana, patrzę na sprawę oczyma Polaka – mieszkańca kraju, który w odróżnieniu od większości państw Zachodu nie brał udziału w kolonialnych awanturach, natomiast sam przypłacił obcą agresję utratą niepodległości – co ongiś omal nie przytrafiło się Chinom. Myślę, że to pomaga mi zrozumieć stanowisko chińskiej młodzieży, nawet jeśli – co przyjmuję do wiadomości – niekiedy jest ono nieadekwatne do sytuacji – za co jestem skłonny faktycznie po części winić model wychowawczy w ChRL. Ale model edukacji patriotycznej nie wyjaśnia wszystkiego. Pomyślmy: Jeśli w Chinach istnieją tak silne nastroje antyjapońskie, to dlaczego nie ma tam nastrojów antywietnamskich czy antyindyjskich? Dlatego, że Indie i Wietnam – choć mają spory terytorialne z ChRL, to nie mają na sumieniu zbrodni przeciw narodowi chińskiemu. Jeśli młodzi Koreańczycy z demokratycznego Południa demonstrują przeciw Japonii (m.in. sprawa spornej wyspy Dokdo) i mówią, że nie cierpią Japończyków, to też TYLKO dlatego, że im rząd w Seulu nasiał nacjonalistycznej propagandy do głów? Czy raczej Japonia nie zbiera w Chinach czy w obu Koreach tego, co sama zasiała – skutków dawnych zbrodni i obecnej pożałowania godnej postawy Tokio? Uważam, że kwestie wychowania młodych ludzi w Chinach czy w Korei Pd. mają drugorzędne znaczenie.

        Pisze Pan: „Relacje z antyjapońskich demonstracji przetaczających się przez Chiny muszą budzić niepokój. Nie tylko z powodu ich skali i temperatury – także, a może przede wszystkim, z powodu wieku uczestników.”

        Być może zaskoczę Pana: mnie te demonstracje niepokoją w niewielkiej mierze, prawie wcale. A to dlatego, że nie mam japońskiego paszportu. Jeśli Pan takowy posiada, to zmienia postać rzeczy – Pański niepokój wydaje się całkowicie zrozumiały i uzasadniony. Jednak zakładam, że jest Pan Polakiem. Stąd ciekawa byłaby Pana reakcja w sytuacji, gdyby np. w Niemczech ukazały się podręczniki szkolne negujące niemieckie zbrodnie i gdyby w Berlinie padały wypowiedzi, że możnaby na granicy wód terytorialnych Niemiec z Polską na Bałtyku sprzedać komuś jakiś sporny akwen, żeby Niemcy mogli sobie zarobić albo złowić więcej śledzi. Czy też wyraziłby Pan zaniepokojenie antyniemieckimi demonstracjami, do których zapewne by doszło? A może wolałby Pan, żeby postawę Niemców oceniał ktoś, „kto się na tej tematyce zna”? Choć to sytuacja czysto hipotetyczna, to chyba warto się nad nią zastanowić, refleksje bowiem mogą być faktycznie wartościowe.

        Pozdrawiam.

  • Ciekawy artykuł, choć chyba trochę jednostronny. Teraz pora, by przyjrzeć się, co o Chinach myślą mieszkańcy Japonii. Czy są choć trochę bardziej otwarci i mniej ksenofobiczni, czy mają mniej uprzedzeń wobec Chin i innych nacji? Pytam, bo śmiem w to wątpić.

  • Avatar dawidjuraszek

    ERRATA: tekst pisany był przed ogłoszeniem zmiany terminu zjazdu na listopad, stąd zawiera zdanie „mająca nastąpić w październiku, pierwsza od dekady zmiana przywództwa”.

Pozostaw odpowiedź