Artykuły,Publicystyka

D. Juraszek: „Kiedy planuje Pani zajść w ciążę?” – czyli chińskie rozmowy kwalifikacyjne

Rozmowa o pracę to stres nawet dla ludzi, którzy do niejednej już w swojej karierze podeszli. Co dopiero dla młodzieży, jeszcze nie obeznanej z całym procesem i bez osiągnięć życiowych podbudowujących ego. Pośród wielu moich chińskich studentów na kierunku biznes międzynarodowy panuje strach przed tym, co się stanie, gdy przyjdzie pora z nowiutkim dyplomem – a nawet i wcześniej – zastukać do wymarzonej firmy i usiąść przed rekruterem. Uczucia to znane nie tylko chińskim kandydatom, ale lokalna specyfika nadaje im dodatkowy wymiar.

Chińskie firmy mają reputację lubujących się w grupowych rozmowach o pracę. Jeszcze nie tak dawno temu dyplom uczelni wyższej był tu gwarantem dobrego zatrudnienia. Dziś zatrzęsienie instytucji masowo wypuszczających kolejne miliony absolwentów sprawia, że pracodawcy otrzymują aż nadto podań, zwłaszcza w najbardziej rozwiniętych regionach. Stąd załatwianie sprawy hurtem, czyli zebranie razem kilku-kilkunastu kandydatów i patrzenie, jak kopią pod sobą dołki. Taki proces może się sprawdzić, gdy trzeba przefiltrować kandydatów pod kątem zdolności przywódczych czy rozwiązywania problemów w zespole. Chińscy pracodawcy stosują go jednak nie tyle ze względów strategicznych, ile po to, by oszczędzić czas, choćby poszukiwali zwykłego pracownika biurowego do całodziennego siedzenia przed komputerem. A świeżo upieczeni absolwenci drżą, czy się nie ośmieszą, gdy trzeba będzie stawić czoła nie tylko rekruterom, ale także równie zdesperowanym innym kandydatom.

Oprócz nieśmiertelnych przebojów w rodzaju „Proszę opisać swoje mocne i słabe strony”, przyszli absolwenci obawiają się pytania o nadgodziny. W Chinach to pojęcie żyje własnym życiem, nie mającym wiele wspólnego ze swoim źródłosłowem. W wielu chińskich firmach nadgodziny to po prostu godziny: jest praca, to się pracuje, bez względu na to, jaka liczba godzin widnieje w umowie, i bez względu na to, czy wypłata choć drgnie. Kandydat, słysząc to pytanie, od razu wie, co to oznacza. I wie, że jeśli chce pracę dostać, musi odpowiedzieć tak, jak rekruter sobie tego życzy. Podobnie jest z pracą w weekendy. W rezultacie chińskie metropolie, miasta i miasteczka tętnią aktywnością prawie do północy przez siedem dni w tygodniu, a przeciętny młody człowiek czas dla siebie ma tylko nocą. I nawet na zwyczajową przerwę po obiedzie nie zawsze ma szansę.

Życie prywatne przyszłych pracowników to również przedmiot zainteresowania pracodawców. Kwestia planów rodzinnych jest na porządku dziennym, tak w rozmowach indywidualnych, jak grupowych. Każdy może zostać postawiony wobec konieczności odpowiedzi, w jakim jest związku i czego po nim oczekuje. Absolwentki muszą przygotować się na pytanie, czy mają chłopaka, męża i dziecko, czy planują (kolejne) dziecko, czy są teraz w ciąży. Rekruterzy nie kryją swoich priorytetów, pytając wprost, czy kandydat, bez względu na swoją sytuację prywatną, zobowiązuje się pracować w firmie minimum x lat. I wiadomo, co chcą usłyszeć.

„Ile jesteś w stanie wypić?” to kolejne pytanie wywołujące przyśpieszone bicie serca chińskich kandydatów. Poziom tolerancji na alkohol pośród Chińczyków jest bardzo zróżnicowany, co może być problemem, jeśli praca obejmować ma nawiązywanie bliskich relacji z klientami przy sutej kolacji i butelce maotai lub innego mocnego trunku. Wymówka „jestem samochodem” nie zabrzmi wiarygodnie, gdy młodzi pracownicy dojeżdżają w przeważającej większości transportem publicznym. Pozostaje liczyć na wyrozumiałość pracodawcy lub na własne zdolności w markowaniu picia.

Powyższe opiera się nie na twardych danych, tylko na opowieściach krążących pośród studentów. Jaki jest procentowy udział grupowych rozmów kwalifikacyjnych, ile kobiet słyszy pytanie o ciążę, jak często pojawia się temat tolerancji na alkohol – statystyk brak. Ale gdy mowa o stresie i strachu, to nie obiektywna statystyka występowania danego problemu, a subiektywne jego postrzeganie ma decydujący wpływ na ludzkie reakcje. Kandydaci obawiają się wystawienia na pośmiewisko, przypisania do firmy, ingerencji w życie prywatne, nakłaniania do szkodliwych zachowań. A jednocześnie boją się, że jeśli będą nazbyt „wybredni”, to skończą z niczym, bo na każde miejsce jest wielu chętnych. I zgodnie z tym postępują.

Gospodarka napędzana jest tym właśnie strachem – i nadzieją, że koniec końców okaże się, iż było warto przez to wszystko przejść. Oby.

 

Udostępnij:
  • 5
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    5
    Udostępnienia
D. Juraszek: „Kiedy planuje Pani zajść w ciążę?” – czyli chińskie rozmowy kwalifikacyjne Reviewed by on 28 października 2018 .

Rozmowa o pracę to stres nawet dla ludzi, którzy do niejednej już w swojej karierze podeszli. Co dopiero dla młodzieży, jeszcze nie obeznanej z całym procesem i bez osiągnięć życiowych podbudowujących ego. Pośród wielu moich chińskich studentów na kierunku biznes międzynarodowy panuje strach przed tym, co się stanie, gdy przyjdzie pora z nowiutkim dyplomem –

Udostępnij:
  • 5
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    5
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Dawid Juraszek

Dawid Juraszek – pisarz, publicysta, tłumacz, redaktor. Od 2003 r. przepracował dziesięć lat na chińskich uczelniach wyższych (prowincje Hunan, Hainan i Guangdong). Absolwent filologii angielskiej, przywództwa w oświacie, stosunków międzynarodowych i zarządzania środowiskiem. Z CSPA współpracuje od 2010 r. Mieszka w Kantonie.

Pozostaw odpowiedź