Artykuły,Publicystyka

D. Juraszek: Jak daleko zaleci C919?

Pierwszy duży samolot pasażerski chińskiej produkcji wzbił się w niebo. Ale choć na pokładzie było tylko kilku pilotów i inżynierów, to do udźwignięcia miał dużo więcej – dumę całego narodu.

Chińskie media nie mają wątpliwości. Piątkowy, trwający 79 minut lot prawie pustego odrzutowca C919 na jednej trzeciej typowego pułapu z szanghajskiego lotniska Pudong z powrotem na toż samo lotnisko to nie tylko zapowiedź przełomu na zdominowanym przez Boeinga i Airbusa rynku, ale co ważniejsze, dowód chińskiej potęgi produkcyjnej, zaawansowanej technologii, i ambicji, by odzyskać dawną chwałę. Zwłaszcza że, jak komentatorzy nie omieszkali przypomnieć rodakom i cudzoziemcom, C919 podbił przestworza zaledwie w dziewięć dni po zwodowaniu pierwszego prawdziwie chińskiego lotniskowca.

„Lot testowy nastąpił już w dziesięć lat po otwarciu projektu”, zachwycają się publicyści. „Chiny znów zadziwiły świat swoją szybkością”. Pierwotnie miało być wprawdzie jeszcze szybciej – dziewiczy lot planowano na rok 2014 – ale to nie przeszkadza wywodzić, że sukces C919 po raz n-ty potwierdza „magię chińskiego modelu”. W dumnie prezentowanym światu zestawieniu C919 dotrzymuje kroku Airbusowi 320 i Boeingowi 737, a w oczy biją liczby zamówień, patentów, zaangażowanych w projekt uniwersytetów i przedsiębiorstw, a nawet prowincji, z których pochodzi budujący samolot personel.

Fakt, że to pierwszy „autentycznie chiński” samolot tego typu, jest wszędzie podkreślany, choć z tą autentycznością to nie tak prosto. Same chińskie media podają, że ponad 50 procent komponentów samolotu jest produkcji „firm chińskich lub joint-venture”. Opiewane „ponad 50 procent” samo w sobie nie robi aż tak znów wielkiego wrażenia (wyobraźmy sobie nagłówki, gdyby C919 był np. w 90 procentach produktem krajowym), a co dopiero biorąc pod uwagę owe joint-venture oraz transfer technologiczny z Zachodu, od lat napędzający chiński postęp. Dość rzec, że serce samolotu, czyli silniki, są produkcji firmy francusko-amerykańskiej.

Zależność od zagranicznego know-how od dawna stanowi ujmę na chińskim honorze. Wielkie projekty infrastrukturalne, jak np. imponująca sieć kolei dużych prędkości, nie powstałyby, a przynajmniej nie w tak krótkim czasie, gdyby nie importowane technologie. To zresztą także powód napięć między Chinami a zagranicznymi firmami, które za nawet ograniczony udział w chińskim rynku płacą wysoką cenę, jaką jest udostępnianie Chińczykom technologicznych tajników. Podczas kampanii wyborczej Emmanuel Macron zapowiedział wprowadzenie w kontaktach handlowych zasady wzajemności; jeśli do negocjacji między UE a Chinami w tym obszarze istotnie dojdzie, zobaczymy, jak ochoczo chińskie firmy będą chciały dzielić się swoimi technologiami.

Pomyślny start i lądowanie C919 nie zakończyły bynajmniej całej sprawy. Na dalszy ciąg nie trzeba było długo czekać: newsy i nagłówki o 570 zamówieniach i 23 łasych na nowy samolot potencjalnych nabywcach z Chin i (w znaczniej mniejszym stopniu) zagranicy pojawiły się bezzwłocznie. Istotnie, popyt na wąskokadłubowe samoloty średniego zasięgu rośnie i same Chiny do 2035 roku potrzebować będą ponad 5000 nowych samolotów tego typu, co daje nota bene nadzieję na zastrzyk energii dla chińskiego przemysłu. Jednak od lotu testowego do regularnego użytkowania droga daleka, wiodąca m.in. przez kolejne testy, usprawnienia i certyfikację, a dotychczasowa historia opóźnień w projekcie C919 nie napawa w tej mierze optymizmem. Zwłaszcza optymizmem na miarę tego, jakim tryskają chińskie media.

Lot C919 to bez wątpienia duży sukces i znak, że na horyzoncie majaczy koniec epoki duopolu Boeing-Airbus. Pojawienie się nowego gracza to jedna dobra wiadomość, druga – planowana cena samolotu, o ponad połowę niższa, niż produkty konkurencji. Istnieje szansa na wzmożoną walkę o klienta, a co za tym idzie, obniżenie kosztów i, być może, podwyższenie standardów. Ale to za mało dla wielu podekscytowanych chińskich komentatorów i obywateli, którzy nie mogą się powstrzymać i nadają wydarzeniu rangę przełomu nie tylko technologicznego czy rynkowego, ale historycznego, wręcz cywilizacyjnego, zapowiedź odzyskania należnej chwały, kolejny dowód wielkości narodu, itd.

Trudno nie ulec wrażeniu, że to ekscytacja na wyrost i na zapas. Najnowszy lotniskowiec, który po szumnym zwodowaniu odholowano kawałek dalej, by kontynuować prace, wejdzie do służby dopiero za kilka lat. Podobnie i teraz chodzi o to, żeby byle szybciej, póki można, wbrew wetkniętym w ostatnie akapity artykułów studzącym zapał ostrzeżeniom, że jeszcze sporo zostało do zrobienia, nacieszyć się częściowym choćby sukcesem i pogratulować sobie przyszłości, która jawi się w różowych barwach.

W dyskusjach w internecie, a nawet w programach telewizyjnych od dawna pojawiają się wprawdzie komentarze i pytania, czy C919 będzie bezpieczny – sygnał, że przynajmniej część Chińczyków, nauczona doświadczeniem korzystania z rodzimych produktów, woli dmuchać na zimne. Pozostali jednak albo nie zdają sobie sprawy z przeszłych oraz potencjalnych problemów, albo świadomie je ignorują czy wręcz zagłuszają peanami na cześć i okrzykami ku chwale, podsycając płomienie narodowej dumy.

Wszystko to sprawia, że na barkach zespołu budującego C919 spoczywa więcej, niż tylko odpowiedzialność za dobrze wykonaną robotę. Ich sukces albo porażka to sukces albo porażka całego kraju, który niecierpliwie patrzy im na ręce i oczekuje kolejnych patriotycznych uniesień. Nie dość na tym: BBC cytuje pilota C919, który w lekkim tonie opowiada, jak to musiał spierać się o poprawę działania systemu hamulcowego z inżynierami, którzy z oporami przyjmowali krytyczne uwagi na temat samolotu, bo to przecież  ich „dziecko”.

W takiej atmosferze łatwo o decyzje motywowane nie wyłącznie wymogami technicznymi i produkcyjnymi. W takim klimacie łatwo o błędy. W takiej sytuacji łatwo o, odpukać, tragedię. A wtedy jak rozładować patriotyczne uniesienie? Albo, co gorsza, gdzie je w zamian skierować?

Dawid Juraszek

Udostępnij:
  • 27
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    27
    Udostępnienia
D. Juraszek: Jak daleko zaleci C919? Reviewed by on 7 maja 2017 .

Pierwszy duży samolot pasażerski chińskiej produkcji wzbił się w niebo. Ale choć na pokładzie było tylko kilku pilotów i inżynierów, to do udźwignięcia miał dużo więcej – dumę całego narodu. Chińskie media nie mają wątpliwości. Piątkowy, trwający 79 minut lot prawie pustego odrzutowca C919 na jednej trzeciej typowego pułapu z szanghajskiego lotniska Pudong z powrotem

Udostępnij:
  • 27
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    27
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź