D. Juraszek: Brytyjski sen chińskich studentów

 ›  ›  › D. Juraszek: Brytyjski sen chińskich studentów

Artykuły,Publicystyka

D. Juraszek: Brytyjski sen chińskich studentów

li_wan_kanton

Li Wan na kampusie Uniwersytetu Sun Yat-sena w Kantonie. Fot. Dawid Juraszek

Na kampusach chińskich uczelni Brexit wzbudza zgoła inne emocje, niż na korytarzach unijnych instytucji.

Pod biblioteką Uniwersytetu Sun Yat-sena w Kantonie studenci parasolkami osłaniają się przed promieniami podzwrotnikowego słońca. Na przeciwległym krańcu Eurazji, w angielskim hrabstwie Essex, mży, a termometry wskazują 11 stopni, ale Yipei, studentka biznesu, gdyby tylko mogła, już by tam była.

– Nie boję się zimnej pogody, chcę zobaczyć śnieg – mówi niezbyt płynną angielszczyzną. – Studia z finansowości zamierzam rozpocząć w przyszłym roku w Wielkiej Brytanii, a konkretnie na Uniwersytecie w Essex, bo podoba mi się tamtejsza architektura i kultura.

Brytyjska architektura, kultura i szkolnictwo wyższe podobają się nie tylko Yipei. Na chińskich uniwersytetach narasta właśnie gorączkowa atmosfera przygotowań do odbywających się końcem roku egzaminów na krajowe studia podyplomowe. Wielu studentów oraz uczniów szkół średnich marzy jednak o studiach za granicą, najchętniej w krajach zachodnich, i Zjednoczone Królestwo jest popularnym obiektem westchnień. W 2015 roku pośród ponad 450 tysięcy studentów zagranicznych na brytyjskich uczelniach znalazło się 130 tysięcy Chińczyków (dla porównania, polskich studentów jest tam 5,5 tysiąca).

A droga do spełnienia marzeń nie jest łatwa. Na studia podyplomowe w Zjednoczonym Królestwie nie obowiązują wprawdzie egzaminy wstępne, ale trzeba mieć odpowiednie wyniki w nauce na dobrej chińskiej uczelni, listy polecające, certyfikat IELTS – znienawidzonego, bo trudnego i kosztownego egzaminu z angielskiego – oraz bardzo gruby portfel.

– Myślę, że rok studiowania wykosztuje mnie około 300 tysięcy juanów – mówi Yipei. To ponad 175 tysięcy złotych. Na chińskich studiach wyższych czesne wraz z zakwaterowaniem to wydatek nawet trzydziestokrotnie niższy (a powszechne i szczodre stypendia często obniżają koszty prawie do zera).

Lin Xi, która od września studiuje w Edynburgu pedagogikę, podaje dokładne kwoty. – Roczne czesne to 17400 funtów, akademik 6500. Dodatkowo miesięcznie na życie wydaję 400, 500. Niestety wszystkie funty kupiłam jeszcze przed referendum w sprawie Brexitu i nic nie skorzystałam na lepszym kursie wymiany.

Od czerwcowego referendum w sprawie wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej funt staniał względem juana o kilkanaście procent. Nowy kurs wymiany ma niebagatelne znaczenie, biorąc pod uwagę, że roczne czesne dla pozaunijnych studentów studiów magisterskich na humanistyce to zwykle około 16000 funtów, w naukach ścisłych już 21000, a na medycynie aż 32000.

Lu Lin decyzję o studiowaniu za granicą podjęła już po referendum, ale i tak roczny koszt studiów szacuje na 250-300 tysięcy juanów. W przeciwieństwie jednak do Yipei i Lin Xi, nie musi sięgać do kieszeni rodziców, by opłacić studia.

– Pracowałam w sieci szkół językowych na kierowniczym stanowisku, ale z czasem coraz bardziej mi doskwierało, że firmie zależy wyłącznie na pieniądzach, zamiast na dobru uczniów – wyznaje. – Nie o takim życiu marzyłam. Stwierdziłam, że nasze metody nauczania są niewłaściwe, że edukacja w Europie jest lepsza, niż w Chinach. Postanowiłam zwolnić się z pracy i pojechać do Wielkiej Brytanii. Wybrałam pedagogikę.

Kierunek studiów bywa mniej ważny niż sam fakt dostania się na zachodnią uczelnię. Su Yuli studiowała na Uniwersytecie w Sheffield inżynierię materiałów polimerowych. Po otrzymaniu dyplomu magisterskiego w 2014 roku wróciła do Chin. Teraz jest pracownikiem administracyjnym na dużym uniwersytecie.

– Moje obecne obowiązki nie mają nic, ale to nic wspólnego z moim kierunkiem studiów – śmieje się. – Pracując nad magisterką nabrałam jednak wprawy w analizie danych, co bardzo mi się teraz przydaje. Ale najważniejsze jest to, że studia za granicą zmieniły mój sposób myślenia.

Sama szansa zrobienia studiów zagranicznych jest kluczowa także dla Wu Tingting, aktualnie studentki anglistyki. Najpierw za namową ojca skłaniała się do studiowania biznesu, by potem zdecydować się na media i public relations. Jedno tylko się nie zmieniło: marzenie o studiach w Zjednoczonym Królestwie. Spadający kurs funta przyjęła zrazu z radością.

– Kiedy o tym usłyszałam, zawołałam do taty, „Szybko wymieniajmy pieniądze!” – opowiada. – Ale potem pomyślałam, że chociaż czesne stanieje, to być może ceny produktów wzrosną. Trudno więc powiedzieć, co z tego koniec końców wyniknie.

Na razie jednak wszystko idzie po myśli tych, którzy na kursie funta chcą skorzystać. – Moi krewni i znajomi w Chinach proszą, żebym kupowała i posyłała im różne rzeczy, na przykład odżywki dla niemowląt – relacjonuje Lin Xi.

Wielu chińskich studentów, którzy po uzyskaniu dyplomu chcą jak najszybciej wrócić w rodzinne strony, wybiera właśnie Zjednoczone Królestwo, ponieważ studia magisterskie trwają tam zaledwie rok. Tańszy funt to dodatkowa pokusa.

– Większość studentów, których znam, przykłada się do nauki – relacjonuje Lin Xi. – Innym zależy tylko na tym, żeby jak najszybciej i najłatwiej dostać dyplom. Nikt jednak, może poza paroma osobami, które bardzo tęsknią za domem, nie żałuje, że zdecydował się tu przyjechać.

Nic dziwnego, skoro poza perspektywami na przyszłość, brytyjskie uczelnie oferują świetne warunki do nauki. – Biblioteka była niesamowita – wspomina Su Yuli. –  Pełen komfort studiowania, obszerny księgozbiór. Tęsknię za tym.

– Zdumiało mnie, do jakiego stopnia uniwersytet pomaga studentom – zachwyca się Lin Xi. – Na przykład oferuje za darmo kursy językowe, robienia notatek i pisania prac. Do tego uczelniane stowarzyszenia organizują różne spotkania i akcje, które pomagają nam nawiązywać znajomości, dają szansę się rozerwać.

Oszczędność czasu i pieniędzy, jaką oferują obecnie brytyjskie uniwersytety, może się jednak na dłuższą metę nie opłacić.

– Lepszy kurs wymiany na pewno przyciągnie do Wielkiej Brytanii więcej chińskich studentów – prognozuje Su Yuli – ale osobiście zachęcałabym ich, by wybrali studia w USA, ewentualnie w Niemczech. Wielu chińskich pracodawców nieufnie patrzy na posiadaczy brytyjskich dyplomów magisterskich, bo studia tam trwają po prostu za krótko.

Za krótko na pewno w porównaniu z Chinami, gdzie studia licencjackie trwają cztery lata, a magisterskie dwa, a nawet trzy. Dla tych jednak, którzy chcieliby się upierać, że długość studiowania niekoniecznie przekłada się na jakość, Su Yuli ma inny argument. – Uniwersytety w Europie czy Stanach oferują więcej stypendiów, niż w Wielkiej Brytanii.

Jeśli duża liczba Chińczyków pójdzie za tym tokiem rozumowania, może mieć to poważne konsekwencje dla brytyjskiego szkolnictwa oraz gospodarki. Z badania International Student Survey przeprowadzonego tuż przed czerwcowym referendum wynika, że Brexit zmniejszy atrakcyjność Zjednoczonego Królestwa w oczach 35 procent studentów zagranicznych spoza Unii Europejskiej. Gdyby wszyscy oni zdecydowali się wybrać studia gdzieś indziej, oznaczałoby to utratę wpływów z samego tylko czesnego przekraczającą 690 milionów funtów rocznie. Największą grupę studentów pozaunijnych stanowią właśnie Chińczycy.

To ostatnie jest nawiasem mówiąc problemem dla tych, którzy, jak Lu Lin czy Yipei, chcą nawiązać znajomości z obcokrajowcami i zgłębić lokalną kulturę. – Na moim kierunku większość studentów to Chińczycy – zdradza Lin Xi. – Na zajęciach rzadko komunikujemy się z obcokrajowcami, a po zajęciach to już praktycznie wcale.

Złudzeń co do studiowania w Zjednoczonym Królestwie nie ma Li Chao, który wybrał studia dziennikarskie w Hong Kongu. – Wielka Brytania leży daleko od Chin. Życie tam jest też po prostu za drogie. I studiując na Zachodzie, straciłbym szansę skorzystania z lokalnych programów rekrutacji do pracy.

Poza tymi, którzy za granicą studiować chcą i mogą, oraz tymi, którzy nie chcą, są i ci, którzy chcą, ale nie mogą.

– Gdyby tylko było to możliwe, wybrałabym studia literaturoznawcze w Wielkiej Brytanii albo USA – wzdycha Li Wan, studentka anglistyki – ale koszt jest dla mojej rodziny nie do udźwignięcia, nawet pomimo lepszego kursu wymiany. Z konieczności będę studiować w kraju, a po skończeniu studiów pewnie też tutaj pracować.

Praca w ojczyźnie to ważny punkt odniesienia także dla studiujących za granicą. Wrócić po studiach do kraju i zbudować tu karierę chce Lin Xi, Lu Lin i Wu Tingting. Niekoniecznie jednak tak od razu. – Mam nadzieję, że uda mi się najpierw zwiedzić kraje Europy – mówi Lu Lin. – Obawiam się jednak, czy zdołam przywyknąć do lokalnej kuchni.

Na podróże nastawia się też Wu Tingting. – Po zakończeniu studiów chciałabym zostać tam na trochę, pojeździć po różnych krajach, zrozumieć, co naprawdę chcę robić w życiu.

Yipei snuje inne marzenia, choć mogą się one okazać nie do spełnienia w sytuacji, gdy Zjednoczone Królestwo stara się ograniczyć imigrację. – Na pewno będę tęsknić za rodziną i znajomymi, ale po studiach chcę znaleźć pracę w Anglii.

Martwi ją tylko jedna rzecz. I nie jest to Brexit, zachodnia kuchnia, kręcący nosem na brytyjskie dyplomy chińscy pracodawcy, czy wznoszący bariery przed imigrantami rząd w Londynie.

– Boję się, że nie będę rozumieć, co do mnie po angielsku mówią wykładowcy.

Na  podszkolenie języka zostało jej już niewiele czasu.

_______________

Dawid Juraszek – w Chinach spędził od 2003 roku ponad osiem lat, pracując na uczelniach wyższych w prowincjach Hunan, Hainan i Guangdong. Absolwent filologii angielskiej, obecnie studiuje stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Londyńskim oraz zarządzanie edukacją na Uniwersytecie w Derby. Zredagował kilka antologii, przełożył kilkanaście książek, opublikował kilkadziesiąt artykułów o tematyce chińskiej na łamach Polityki, Newsweeka Polska, Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, i in. Autor powieści i opowiadań, m.in. osadzonego w realiach dalekowschodnich cyklu „Jedwab i porcelana”. Mieszka i pracuje w Kantonie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
D. Juraszek: Brytyjski sen chińskich studentów Reviewed by on 14 grudnia 2016 .

Na kampusach chińskich uczelni Brexit wzbudza zgoła inne emocje, niż na korytarzach unijnych instytucji. Pod biblioteką Uniwersytetu Sun Yat-sena w Kantonie studenci parasolkami osłaniają się przed promieniami podzwrotnikowego słońca. Na przeciwległym krańcu Eurazji, w angielskim hrabstwie Essex, mży, a termometry wskazują 11 stopni, ale Yipei, studentka biznesu, gdyby tylko mogła, już by tam była. –

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Dawid Juraszek – w Chinach spędził od 2003 roku ponad osiem lat, pracując na uczelniach wyższych w prowincjach Hunan, Hainan i Guangdong. Absolwent filologii angielskiej, obecnie studiuje stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Londyńskim oraz zarządzanie edukacją na Uniwersytecie w Derby. Zredagował kilka antologii, przełożył kilkanaście książek, opublikował kilkadziesiąt artykułów o tematyce chińskiej na łamach Polityki, Newsweeka Polska, Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, i in. Autor powieści i opowiadań, m.in. osadzonego w realiach dalekowschodnich cyklu "Jedwab i porcelana". Mieszka i pracuje w Kantonie.

Pozostaw odpowiedź