BLOGOSFERA

Czy zabawa dynamitem jest rozrywająca?

W zeszły piątek tj. 06.01.2012 amerykański Pentagon przedstawił swoje plany związane  z armią i jej celami na najbliższą przyszłość..  I oczywiście te plany nie wszystkim przypadają do gustu, a już na pewno nie Chińczykom i Irańczykom.  Ale po kolei.

Otóż budżet ma być zmniejszony, co nie jest niczym nowym, bo o tym się mówiło od dawna. Skoro kraj jest na krawędzi finansowej przepaści, to jakby tę przepaść ładnie lub nawet pięknie nie zamalowywać, pozostanie przepaścią. Zatem wojskowi musieli to przyjąć do wiadomości. A więc pieniędzy na armię będzie trochę mniej, co nie oznacza, że US Army będzie puchnąć z głodu. Może najwyżej puchnąć z obżarstwa, a jednocześnie braku ruchu. No bo tego ruchu będzie trochę mniej, ale też nie koniecznie. Ponieważ, zamiast dwóch wojen prowadzonych do tej pory: w Iraku i Afganistanie, będziemy mieli jedną , ale za to porządną w Iranie. Tak rzecze doktryna wojenna USA.

Oczywiście, jeśli się dobrze przyjrzeć mapie i zadać sobie fundamentalnie infantylne pytanie: po co Im to, to na tak postawione pytanie nie ma- moim zdaniem- dobrej odpowiedzi. Ale tylko wtedy, gdy się bierze pod uwagę tak prostackie podejście jak „żywotny interes USA”. No bo, jeśli weźmie się pod uwagę dodatkowo potrzeby innego, bardzo zaprzyjaźnionego z USA kraju, to wszystko staje się jasne.

W nowej doktrynie wojennej USA mamy zapisane, że jedna wojna jest OK.! A przecież  z Afganistanu i Iraku, kowboje  się wycofują. Czyli pozostaje Iran. Można Go zaatakować od strony morza, można od strony Afganistanu- co sugerują właśnie teraz przeprowadzane przez Iran, manewry wojskowe przy granicy właśnie z Afganistanem.

No i tak, patrząc na ten bajzel z daleka, można by zadać kolejne pytanie. A co nas to obchodzi? Boję się, że obchodzi.

Bo po pierwsze: w Afganistanie siedzą- no bo nie wojują- polskie oddziały, więc jeśli kowboje zdecydują się zaatakować Iran z Afganistanu, to „nasi chłopcy” będą musieli wziąć się „do roboty”.

A po drugie: mamy „strategiczny sojusz” z Chinami. No, na całe szczęście nasz Wspaniały Prezydent- oby żył wiecznie-  Komorowski podpisał, że to tylko ‘strategiczne partnerstwo” i obejmuje głównie import z Chin  majtek, podkoszulek, trampek i 100 tysiący  elektronicznych gadzetów których Chiny RÓWNIEŻ  są producentem. A my ze swojej strony eksportujemy – jak na europejską potęgę ekonomiczną przystało- miedź elektrolityczną! To 1/3 naszego eksportu do Chin. Wartościowo. Tak, że wymiana miedziano- bieliźniania kwitnie. Strategicznie. Więc bezpośrednio z tej strony, chyba nie będziemy zaangażowani.

 Dlaczego wspomniałem o Chinach? Z banalnie prostej przyczyny. Otóż w owej strategii Pentagonu, Chiny zajmują wysoką pozycję. Drugą. Po Iranie. Strategia owa zakłada bowiem, prowadzenie operacji gospodarczych przeciwko drugiemu zagrożeniu. Chyba  nie trzeba być Sherlockiem Holmesem (dla tych którzy mają już licencjat i chcą być magistrem- to facet który miał niezwykłe zdolności logicznego myślenia analitycznego, a potem w drugą stronę- syntetyzującego zebraną wiedzę), żeby zrozumieć, że tylko jeden kraj na świecie spełnia warunek bycia gospodarczym przeciwnikiem USA. To niestety Chiny.

 Jako, że mój blog jest miejscem w który piszę o Chinach, więc logicznym jest, że interesuje mnie to, co się dzieje w Chinach, jaki jest chiński punkt widzenia na ważne dla Nich sprawy i jak w tym wszystkim komponuje się polski interes. Idąc od tylu, polski interes -mimo opowiadania bzdur przez  p. Komorowskiego- w Chinach nie istnieje, a jeśli „coś tam”,  to tylko w tym sensie w jakim jest definiowany przez stronę chińską. O chińskim punkcie widzenia na ważne dla nich, sprawy informuję Szanownych Czytelników tak często jak to możliwe i ten tekst o tym również traktuje. A co się dzieje w Chinach- od czasu do czasu też jesteście Państwo o tym informowani.

 Więc wracając do spraw ważnych dla Chin- a taką ważną sprawą, żeby nie rzec arcyważną jest nowa doktryna wojenna USA- jesteśmy, my publiczność światowa, postawieni w arcyciekawym położeniu. Z jednej strony, wiemy doskonale, jak należy patrzeć i oceniać to co wyczyniają Amerykanie. Przecież znamy ich sposób myślenia od lat: bezczelny, prostacki, chciwy, nie uwzględniający żadnych  innych  czynników poza ich własnym „widzi mi się”. Z drugiej strony, rodzi się nowa potęga gospodarcza- Chiny- która, w oczywisty sposób chce zabezpieczyć coraz lepiej prosperującą Ojczyznę. Zabezpieczyć- nie oznacza w żadnym wypadku agresji. Zabezpieczyć na morzu – oznacza zabezpieczyć szlaki morskie którymi płyną z całego świata, surowce do produkcji dziesiątków tysięcy chińskich fabryk. I na tych szlakach co kilka tysięcy kilometrów, ustanowić swoje bazy morskie, w których Ich statki i okręty uzupełniały by zapotrzebowanie.

Amerykanie w swojej doktrynie wojennej piszą, iż Chiny stanowią ZAGRŻENIE. Zagrożenie dla Azji i dla USA. Jeśli chodzi o zagrożenie dla USA, to militarnie Amerykanie rzeczywiście powinni się poczuć zagrożeni. Przecież chińskie bazy wojskowe z lotniskowcami atomowymi, podwodnymi okrętami atomowymi, rakietami i lotnictwem strategicznym są rozmieszczone wszędzie wokół USA. Są w …cholera, gdzie one są? No zupełnie zapomniałem, ale są na pewno. Nawet, jak ich nie ma w realu, to są w sieci. Gdzieś są. To pewne. Bo przecież, gdyby było inaczej, gdyby ich nie było, no to skąd miało by się wziąć to cholerne chińskie zagrożenie. Ze schizofrenii paranoidalnej? A może…Cholera, o tym rozwiązaniu lepiej nie myśleć. Lepiej go w ogóle nie brać pod uwagę. No, ale na wszelki wypadek napiszę, jak się coś stanie, to wiadomo kto, dlaczego…Myślę sobie, że może ci Amerykanie mają coś nie w porządku z główką? Co? Może oni tak się przejęli tym, że mają coraz mniej pieniędzy, że padło im na mózgi? Może to schizofrenia, tfu, tfu paranoidalna ich biedaków dopadła na skrzyżowaniu i …teraz takie ekscesy. Kiedyś mnie też jakaś kobita na skrzyżowaniu dopadła i…dopiero było. Tak, że ja ich nawet rozumiem. Jak coś człowieka dopadnie- to umarł w butach. A dopiero, jak ich dopadło ponad miliard Chińczyków, to wyobrażacie sobie jak to musi głowa od tego boleć???? Jezuuuuu!!!!

Czyli, to zagrożeni zostało wyjaśnione, bo inaczej logicznie i naukowo się nie da. Chyba że pójdziemy rosyjskim sposobem. Czyli- biez wodki nie razbieriosz! Ale „póki co”, rosyjski sposób zostawiamy na sytuację beznadziejną. Czyli na moment, gdy dwóch facetów z Montany zobaczy w pobliskim jeziorze chiński lotniskowiec o napędzie powietrzno-suchym unoszony w powietrzu przez klucz żurawi.  No, wtedy to sztab naczelny US Army powinien się zwrócić do Rosjan z pilną prośbą o sprzedanie im tego rosyjskiego patentu.

Sytuacja podobnie ma się z chińskim zagrożeniem w Azji. Jako, że ten nieśmiertelnie poważny dokument Pentagonu wskazuje na wzrastające zagrożenie ze strony Chin należy…Zaraz, zaraz, co należy? Myśmy- znaczy się, dowództwo US Navy- już 70 lat temu to zagrożeni przeczuli, zdiagnozowali i podjęliśmy jedynie słuszne decyzje. My już nie musimy zakładać żadnych baz. My je mamy w Azji od  70 lat! Jeszcze Chin nie było, a nasze- znaczy amerykańskie- bazy już były! Jacy my Amerykanie jesteśmy smart boys? No???? Są gdzieś od nas  lepsi w planowaniu długofalowym? I w przewidywaniu nieprzewidzianych okoliczności nigdy nie zachodzących? NIE! Nigdy i nigdzie takich się nie znajdzie. Jakem Goldman Sachs.

Ale tak na wszelki wielki, można się jeszcze gdzieś zainstalować. No bo amerykańskie wojska są w Japonii, Korei Południowej, w krajach ANZUS (licencjaci do Wikipedii- marsz!), teraz jeszcze będą w Singapurze i w Indonezji. Jestem pewien, że Wietnam niedługo poprosi Ich o ochronę przed najazdem Chińczyków, może być, że Maorysi na Samoa – oni też tam są?- też będą chcieli się ubezpieczyć, bo „tyle tu tych chińskich dżonek  pływa, że strach się bać”. I co ci biedni Amerykanie będą mogli zrobić, jak nie przysłać dla ochrony biednej, niewinnej ludności przed hordą  chińskich handlarzy guzikami- jakiegoś pancernika rakietowego z napędem termonuklearnym, żeby tych chińskich handlarzy precz przepędził.

 

Słowem, skoro  Amerykanie się boją, to i cały świat też musi. Obowiązkowo. To, że kompletnie nie ma czego? A co to za problem? To już dawno temu sławny czekista, towarzysz Dzierżyński powiedział: dajcie mi człowieka-a  paragraf się znajdzie. Tak i teraz. Jest państwo, które stwarza problem facetom z Pentagonu- to i odtrutka na tą „chińską zarazę” się znajdzie. A jeśli „chińskiej zarazy” nie ma- to co za problem? Znajdzie się, jak dobrze poszukać, to się znajdzie.

No i taką właśnie ma wartość, nowa doktryna wojenna USA.

I było by śmiesznie, gdyby nie było strasznie.

Bo to całe USA, ma najsilniejsza armię świat, jest uzbrojone po zęby i nie przyjmuje do wiadomości żadnych argumentów. Poza własnymi.

P.S. Artykuł ukazał się na moim blogu http://wieslawpilch.salon24.pl/379843,czy-zabawa-dynamitem-jest-rozrywajaca

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Czy zabawa dynamitem jest rozrywająca? Reviewed by on 12 stycznia 2012 .

W zeszły piątek tj. 06.01.2012 amerykański Pentagon przedstawił swoje plany związane  z armią i jej celami na najbliższą przyszłość..  I oczywiście te plany nie wszystkim przypadają do gustu, a już na pewno nie Chińczykom i Irańczykom.  Ale po kolei. Otóż budżet ma być zmniejszony, co nie jest niczym nowym, bo o tym się mówiło od

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

Pozostaw odpowiedź