BLOGOSFERA

Czy wiecie odkąd Tybet należy do Chin ?

Współczesne dyskusje dotyczące sprawy Tybetu są stawką polityczną.

Dyskusje związane z przynależnością Tybetu do Chin nie mają podstaw z rzeczywistością łączącą dwa narody. Nie to jest najważniejsze.

Reprezentując w pewnym stopniu Chiny, łącząc się z cywilizacją i narodem nie mogę zrozumieć dyskusji podważających przynależność Tybetu do Chin. Nie jestem w stanie zaakceptować jałowych wypowiedzi osób, które nie znają odległej historii Państwa Środka.

Dla wyjaśnienia przypomnę kilka historycznych faktów.

Tybet od wieków znajdował się pod protektoratem chińskim, opartym na bazie silnego nacisku poprawnych stosunków cesarzy chińskich z tybetańskimi przedstawicielami duchownym (Dalai Lama). Należy spojrzeć daleko w przeszłość, aby się doszukać historycznej prawdy, której nie należy podważać. Dawne dokumenty urzędowe ukazują przynależność Tybetu już w VIII wieku do Chin, na mocy zawartego małżeństwa chińskiej księżniczki z dynastii Tang – Wen Cheng z tybetańskim królem Songtsen Gampo.

Księżniczka Wen ChengKsiężniczka Wen Chengkról Song-tsen Gampokról Songtsen Gampo

Wersją najczęściej zaawansowaną jest kluczowe wydarzenie z XIII wieku. Po inwazji i kontroli mongolskiej oraz po utworzeniu dynastii Yuan przez Kubilai Khan’a, następuje początek stosunków politycznych między przedstawicielami szkół Buddyzmu tybetańskiego i cesarzem Chin.
Kubilai KhanKubilai Khan

Kubilai Khan współdziała z Sakjapami (klan, z którego pochodził Budda) i zachowuje swoją rolę polityczną. Oficjalnie regencja Sakjapów rozpoczyna się w 1265 roku. Khubilai Khan powierza tybetańskiemu przedstawicielowi linii Sakjapów – P’hagpa, rolę perceptora cesarskiego połączoną z rolą władzy politycznej i obywatelskiej w Tybecie. W ten sposób „Kraina Śniegu” znajduje się w Imperium Mongolskim, należącym w tym czasie do Cesarstwa Chińskiego.

Wprowadzony protektorat przez dynastię mongolską, następnie jest odziedziczony w XIV wieku przez dynastię Ming. Mingowie to ostatnia dynastia Chin dominowana przez Hanów. Okres jej panowania należy do najwspanialszych i najbardziej skutecznych rządów uwarunkowanych stabilnością społeczną w historii chińskiej. Dynastia ta tylko teoretycznie sprawowała swój protektorat nad Tybetem, który wyszedł spod orbity Pekinu, stając się centrum rywalizacji różnych plemion mongolskich.

W 1577 Altan Khan nadaje tybetańskiemu mnichowi Seunam Gyamtso tytuł Dalai-Lama, a w 1642 roku piąty Dalai-Lama staje się najwyższym władcą całego Tybetu. Tak więc od 1643 r. do 1949 r. w Tybecie władzę sprawują Dalai-Lamowie. Byli oni albo szefem państwa, albo wasalem Chin, w zależności od stosunków bilateralnych obu narodów. Władzę tę Dalai-Lama sprawował sam lub dzielił ją z Panchenlamą. Jeśli wezmę pod uwagę kryteria własnej kontroli sentymentalnej, to realny początek włączenia Tybetu do Chin przypada o świcie XVIII wieku za ostatniej dynastii mandżurskiej panującej w Chinach – Qing.

W 1720 roku armia chińska w epicentrum trwającej wojny w Tybecie, umieszcza na tronie VII Dalai-Lamę. Dwóch przedstawicieli cesarskich zwanych „ambanami” zakorzenia swoje wpływy w Lhassie ingerując w politykę wewnętrzną. Chińskie garnizony stacjonują na obszarach tybetańskich. Jednak protekcja ta pozostaje znikomą.

Dwa okresy są istotne, mianowicie rok 1904 związany z zajęciem Tybetu przez Anglików i odzyskaniem go przez Chińczyków i okres 1912–1950, kiedy Tybet sam sobie proklamował swą niepodległość bez uznania przez Chiny.

Ekspedycja angielska krwawo stłumiła obronę tybetańską – oczywiście tego mało w podręcznikach, lepiej jest oczerniać Chiny za ich zaborczość i inwazję. Anglicy na krótko przyznają sobie przywileje dyplomatyczne i handlowe, wykorzystując to Chińczycy, tymczasowo przejmują kontrolę nad Tybetem aż do rewolucji 1911 roku, kiedy to wojsko i władze chińskie są wydalone z Tybetu.

Stosunki sino-tybetańskie na przestrzeni XIX i XX wieku zaznały wiele udręk i konfliktów.
Rząd chiński starał się utrzymać swe wpływy w prowincji, kosztem rywalizacji między Panczenlamą (N°2), a Dalai-Lamą. (N°1). Dalai Lama próbował „wyzwolić się” z chińskiego nadzoru, nawet opierając się o pomoc Anglików obecnych w sąsiednich Indiach. Aby pokazać swą przeważającą rację w 1910 roku rząd w Pekinie wysłał ekspedycję wojskową i obalił XIII Dalai-Lamę, ten z kolei znalazł schronienie w Indiach brytyjskich.

Wraz z upadkiem mandżurskiej dynastii w 1911 roku i z ustanowieniem Chińskiej Republiki, Dalai-Lama powrócił do Lhassy i anulował związki jakie łączyły Tybet z Chinami od wieków, proklamując tym samym niepodległość Tybetu w 1912 roku.

Chiny uzasadniając swą obecność w Tybecie przedstawiają dwa argumenty:

* po pierwsze – Tybet zawsze był nieodłączną częścią Państwa Środka
* po drugie – ekonomia i życie społeczeństwa Tybetu były zacofane i feudalizm był przeszkodą do postępu społecznego

Na myśl mi od razu przychodzi również analiza, będąca pretekstem uzasadnienia spraw ekonomicznych i wojskowych. Chiny nie chcą stracić tego co ich jest od wieków, dlatego tak srodze strzegą swej zachodniej prowincji. Nie będę argumentować jakim kosztem odbywa się utrzymanie tego regionu i na jakich zasadach mają się stosunki obopólne. Proszę również nie oczekiwać z mojej strony jakiejkolwiek reakcji na ataki skierowane w stronę Chin. Przemilczę ten temat, w nadziei, że nikogo nie rozgniewam.

Na zakończenie dodam, że Tybet to największa rezerwa mineralna całej Azji, więc dlaczegóż to Chiny miałyby ją utracić. Do 1949 roku Tybet był cichym państewkiem oddzieląjącym Chiny od Indii. Dzisiaj jest autonomicznym regionem Chin, w którym stacjonuje potężna armia chińska.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Czy wiecie odkąd Tybet należy do Chin ? Reviewed by on 12 lutego 2014 .

Współczesne dyskusje dotyczące sprawy Tybetu są stawką polityczną. Dyskusje związane z przynależnością Tybetu do Chin nie mają podstaw z rzeczywistością łączącą dwa narody. Nie to jest najważniejsze. Reprezentując w pewnym stopniu Chiny, łącząc się z cywilizacją i narodem nie mogę zrozumieć dyskusji podważających przynależność Tybetu do Chin. Nie jestem w stanie zaakceptować jałowych wypowiedzi osób,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Zhongguo 中国

"中国" - jest sinologiem, propagatorem Chin i kultury chińskiej. Przyjaciel narodu chińskiego. Podróżując po Chinach zagląda w miejsca trudno dostępne dla turystów. Mawia: "CHINY - to pasja i powołanie. KRAJ, w którym jest najwięcej ludzi do polubienia"

komentarzy 10

  • Zasadniczo zgadzam się z argumentacją w komentarzu p. Iwanka, zwłaszcza użycie sformułowań o ”zacofaniu” i ”feudaliźmie” Tybetu musi u Polaków budzić niemiłe skojarzenia z propagandową retoryką zaborców a później Niemców i Sowietów, którzy przecież niczego tak nie pragnęli jak cywilizować tych barbarzyńskich Lechitów oraz wyzwalać ciemiężonych przez nich okrutnie a to innowierców to znowuż mniejszość niemiecką, Ukraińców, Żydów lub pańszczyźnianych, zwłaszcza los tych ostatnich leżał mocno na sercu a nawet wątrobie carowi jak i Prusakom o czym żarliwie przekonywał niedawno doktor mniemanologii stosowanej Sowa Jan. Tego typu wątpliwe tezy są klasycznym strzałem w stopę w naszym kraju także dlatego, gdyż niewątpliwe ”zacofanie” a wręcz ”ciemnota” mas ortodoksów żydowskich w przedwojennej RP nie usprawiedliwiały w niczym tego co z nimi zrobili ”postępowi” jak najbardziej Niemcy, wreszcie nikt poważny nie może traktować maoistowskich Chin jako ”ostoi cywilizacji” w świetle bezprecedensowych nawet jak na ichnie warunki zbrodni tego reżimu. Rozumiem jednak, co nie znaczy że usprawiedliwiam, Chińczyków, zwyczajnie nie mogą odpuścić ze względów geostrategicznych, poza tym ryzykując pomówienie o ”protekcjonizm” i ”szowinizm” należy jednak postawić otwarcie kwestię czy odrodzony Tybet po zrzuceniu chińskiego jarzma byłby faktycznie państwem niepodległym bo obawiam się iż z jednej zależności popadłby natychmiast w drugą stając się protektoratem na wzór takiego większego Kosowa czy Bośni co być może byłoby i tak dlań lepszym rozwiązaniem, who knows – niech mi wybaczą ”obrońcy praw człowieka” ale ponad 20 lat życia w ”niepodległej” III RP nauczyło mnie pewnego zdrowego jak mniemam cynizmu w tych sprawach, wiem że w ferworze walki trudno o refleksję warto jednak zastanowić się nawet na krótką chwilę ”co dalej” po to by uniknąć choć części rozczarowań jakie stały się naszym udziałem po ’89 r. Z tego powinni wyciągnąć lekcję przebywający u nas Tybetańczycy jak i ich rodzimi obrońcy zaś chińscy propagandyści jeśli chcą przebić się z własną wersją muszą uwzględnić to o czym napisałem na początku jeśli nie chcą nadal tak żenująco wykładać się antagonizując nawet życzliwych im w sumie Polaków, panowie i panie zwracajcie więcej uwagi na kontekst kulturowy na który ponoć jesteście tak wrażliwi, domyślam się że to wciąż obcy wam nad wyraz teren ale przecież jesteście inteligentni i szybko się uczycie, nie zwerbowaliście dotąd jakiegoś sinologa by wam te oczywistości wytłumaczył ? A jeśli tak i mimo tego nadal strzelacie takie przypały czas chyba najwyższy zainwestować więcej w agenturę i poprawę jej jakości, na początek radzę uczyć się na Niemcach i Rosjanach, przykład Żydów i Amerykanów także się przyda [ wprawdzie nie możecie nam jechać na sfabrykowanym w dużym stopniu poczuciu winy ani opylać popkulturowy szajs – już pod tym względem biją was nawet Japończycy – ale wszystko jeszcze przed wami ].

    • Cyt. „Zasadniczo zgadzam się z argumentacją w komentarzu p. Iwanka, zwłaszcza użycie sformułowań o ”zacofaniu” i ”feudaliźmie” Tybetu musi u Polaków budzić niemiłe skojarzenia z propagandową retoryką zaborców a później Niemców i Sowietów, którzy przecież niczego tak nie pragnęli jak cywilizować tych barbarzyńskich Lechitów oraz wyzwalać ciemiężonych przez nich okrutnie a to innowierców to znowuż mniejszość niemiecką, Ukraińców, Żydów lub pańszczyźnianych, zwłaszcza los tych ostatnich leżał mocno na sercu a nawet wątrobie carowi jak i Prusakom o czym żarliwie przekonywał niedawno doktor mniemanologii stosowanej Sowa Jan.”
      Odpowiem krotko. Najbardziej znanym przykladem „cywilizowania barbarzyncow” w najnowszej historii byla amerykanska inwazja na Irak. O ile pamietam, nazywalo sie to „Operacja iracka wolnosc”. Pod jej haslami „wyzwolono” Irakijczykow z ich zasobow ropy i gazu, przekazujac je obcym koncernom. Tysiace z nich „wyzwolono” takze z doczesnosci…

  • Korea też należy do Chin? Zapiski historyczne i to całkiem świeże by się na pewno znalazły.

    Ale zawsze to dobrze poznać wersję drugiej strony.

  • Autorze – warto zajac sie kolejnym tematem. nastepny emocjonalny i ogolnikowy artykul moznaby napisac o chinskich roszczeniach to tajwanu i pewnie o arunachal pradesh
    zgadzam sie w pelni z ostatnim paragrafem komentarza Krzysztofa Iwanka dotyczacym zasobow mineralnych i zrodel wod / rzek, mialem taka sama refleksje

  • Pozwolę sobie przypomieć konferencję w Simli w 1913 r, która miała do pewnego stopnia ustalić status Tybetu.
    Wzięli w niej udział przedstawiciele Imperium Brytyjskiego, Republiki Chińskiej i Tybetu. Z tego, co czytałem o konferencji w Wikipedii, to wszystkie strony uznawały suwerennośc Chin nad Tybetem. Inna kwestia, jak ją sobie wyobrażały. Ostatecznie Chińczycy wycofali się z konferencji, a Brytyjczycy zawarli układ z Tybetem.
    Nie znalazłem, jaki status Tybetu uznawały Anglia i Rosja podczas negocjacji w 1907 r.
    Można przypuszczać, że takimi „drobiazgami” jak suwerennosc Chin nad Tybetem ma wygladać w rzeczywistości za bardzo się w tamtym czasie nie przejmowano. Wazniejsza była granica pomiedzy brytyjskimi Indiami a Tybetem (problem odziedziczony nie rozwiazany do dziś).
    Zresztą chyba w 1913 r nikt za bardzo sobie nie wyobrażał militarnej inwazji Tybetu, chociaż ekspedycja Younghusbanda pokazała, że jest to wykonalne.
    Natomiast pozwolę się nie zgodzić z Panem Panie Krzysztofie, kiedy uznaje Pan chińskie pretensje na dziwne. Kiedyś inaczej niz dzisiaj, a w Azji i Europie inaczej traktowano kwestie suwerenności, dziedziczenia, sukcesji, itd. Pan Zhongguo przedstawił chiński punkt widzenia.
    Do jakiego stopnia zacofanie Tybetu uniemozliwiło skuteczna obronę w 1950 r, trudno powiedzieć, zwłaśzcza, że inne były realia niż dzisiaj. Nie spodziewano się konfiktu chińsko-indyjskiego.
    Pozwolę sobie przytoczyć cytat z jednej powieści, nie jestem pewien, czy dokładnie: „Wazne, kto te tereny w ręku trzyma, wtedy jego prawo jest najlepsze”.
    Natomiast, jak potraktowano Tybetańczyków, to inna sprawa, która chwały Chinom nie przynosi a zachowanie Europy, czy Zachodu i w tym nas, chyba też nie jest chwalebne.

  • Pan wybaczy, ale większość powyższych argumentów jest słaba i nietrafna.
    ,,Dawne dokumenty urzędowe ukazują przynależność Tybetu już w VIII wieku do Chin, na mocy zawartego małżeństwa chińskiej księżniczki z dynastii Tang – Wen Cheng z tybetańskim królem Songtsen Gampo.’’
    – Czyli tylko dlatego, że tak stwierdzają chińskie dokumenty mamy mieć pewność, że Tybet należał w VIII wieku do Chin?
    – Czyli należał na mocy małżeństwa z chińską księżniczką? A co to za interesująca konstrukcja dziedziczenia? Songtsen Gampo miał syna, zatem na jakiej zasadzie władzę miała odziedziczyć jedna z żon tybetańskiego króla – a poprzez nią, chińska dynastia? Czyli wystarczy wydać komuś księżniczkę ze swojego rodu – i ciach, przejmujemy królestwo?
    Abstrahując od faktu, że Songtsen Gampo miał więcej niż jedną żonę i inną żoną miała być Bikruti z Nepalu. Jakimś trafem, Nepal nie rości sobie z tego tytułu praw do Tybetu – a według tej logiki powinien, prawda?
    Dalej w tekście mamy uroczy przeskok z VIII w. do XIII w. Ponieważ autor bardzo chce nas przekonać, że Tybet bardzo długo należał do Chin, nie raczy nas poinformować, co działo się przez te stulecia. Czyli mamy pomyśleć, że przez cały ten czas był pod władzą chińską?
    Potem jednak dowiadujemy się, że ,,realny początek włączenia’’ był w XVIII wieku Okazuje się zatem, że ta odwieczna władza chińska była podobnie odwieczna co zabory nad Polską i równie usprawiedliwiona.
    – ,,zajęciem Tybetu przez Anglików i odzyskaniem go przez Chińczyków’’ – Anglicy nigdy nie zajęli Tybetu. To była jedna ekspedycja, krwawa i okrutna rzeczywiście, ale nie zajęła ona Tybetu. A to stwierdzenie o ,,odzyskaniu przez Chińczyków’’ stawia w innym świetle. I słusznie, bo zaraz dalej jednak mamy: ,,wykorzystując to Chińczycy, tymczasowo przejmują kontrolę nad Tybetem’’. Zatem po odejściu Younghusbanda Chińczycy ,,odzyskali’’ Tybet czy ,,tymczasowo przejęli nad nim kontrolę’’, hm?
    Ale znacznie zabawniej jest dalej:
    – ,,Tybet sam sobie proklamował swą niepodległość bez uznania przez Chiny’’
    Ach, no tak, bo proklamować niepodległość należy tylko za zgodą dotychczasowego zwierzchnika. Oj, niedobry Tybet, miał czelność sam sobie proklamować niepodległość! Nie spytał Chińczyków! A jakby się rozejrzeć, to wszędzie na świecie były i są takie bezczelne narody, które same sobie proklamują niepodległość.
    ,, po drugie – ekonomia i życie społeczeństwa Tybetu były zacofane i feudalizm był przeszkodą do postępu społecznego’’
    Bez wątpienia. Ale czy to usprawiedliwia chiński podbój? I jakikolwiek podbój? Takim argumentem można usprawiedliwić cały kolonializm.
    A i tak najbardziej mnie zauroczyły politycznie poprawne sformułowania:
    – ,,silny nacisk poprawnych stosunków’’
    – ,,kryteria własnej kontroli sentymentalnej’’
    Ale argument koronny i niszczący wszystkie inne jest taki:
    ,,Na zakończenie dodam, że Tybet to największa rezerwa mineralna całej Azji, więc dlaczegóż to Chiny miałyby ją utracić’’
    Ano właśnie, i nie można było tak od razu? Bez tego silenia się na argumenty historyczne? Największa rezerwa jest nasza i koniec. Dlaczego w ogóle ktokolwiek ma tracić cokolwiek, co jest wartościowego? Zajął to zajął i koniec. Na przykład takie Rosja, Prusy i Austro-Węgry panowały kiedyś nad ziemiami polskimi. I dlaczegóż musiały je utracić? Przecież to były tereny o jakiejś wartości, zatem tracić nie należy. To takie nieracjonalne – tracić coś, co się zajęło. Dlatego żadne państwo nigdy nie powinno nić oddawać. Na przykład: Wielka Brytania – Hongkongu a Portugalia – Makau. To miał Pan na myśli, prawda?

    • Dziekuję za komentarz.

      Jest to moja wizja dwóch narodów, nikogo nie zmuszam do jej aprobaty.
      Pozostaję przy moich rozważaniach. Kierując się osobistymi emocjami związanymi z Chinami i aby uniknąć konfliktu, wolę nie dyskutować na temat o delikatnym podłożu.

      Dodam, że w jednej notce nie można przedstawić wszystkich faktów historycznych, dzięki Pańskiemu komentarzowi (często identyczne rozważania spotykam w internecie) Czytelnicy pogłębią swe poglądy związane ze stosunkami sino-tybetańskimi.

      Z W.B. i Portugalią sprawa była zupełnie odmienna. Hong Kong był kolonią znajdującą się w dzierżawie przez 99 lat. Gdyby nie ”wojny opiumowe” Hong Kong z trudnością znalazłyby się w rękach Europejczyków.

      Makau było kolonia portugalską przez 400 lat, od południowej dynastii Song (420r.) zamieszkiwaną przez Hanów , którzy schronili się tutaj w obawie inwazji Mongołów.
      ”Jeden kraj, dwa systemy”- jak mawiał Deng Xiaoping

      W przyszłości zapraszam na lekturę mych notek o „luźniejszej tematyce”, nie mających korzeni do konfliktowych wypowiedzi.

      • Avatar W4rb1rd

        Dlaczego Pan jest tak silnie skomunizowany?

    • @Krzysztof Dobry komentarz. Swoją drogą myślałem, że Chiny mają mocniejsze argumenty niż to co autor artykułu przedstawił.

Pozostaw odpowiedź