BLOGOSFERA

Czy Tajwan mógłby być rajem?

W poprzednim artykule napisałem nieco o tym, z jakiego powodu można się w Tajwanie zakochać, ale to tylko część moich doświadczeń pt. „Tajwan”. Jest oczywiście druga strona medalu, czyli to co podczas mieszkania na Tajwanie irytuje, powoduje, że to jednak nie jest „raj na ziemi”.

źródło: flickr.com/Tomas Fano

źródło: flickr.com/Tomas Fano

Jest kilka rzeczy dość powierzchownych, jak to, że zabudowa jest brzydka, architektura (z małymi wyjątkami) raczej budzi wstręt niż podziw. Podobnie dość uciążliwy jest powszechny brak chodników, a jeżeli już są, to zwykle służą jako parking lub dojazd dla skuterów. W codziennym życiu męczy też generalny chaos (dla Europejczyka) na jezdni. Niestosowanie się do większości przepisów (czasami też do zasad zdrowego rozsądku) jest raczej normą. Nie jest oczywiste, że skręcając w prawo kierowcy raczej będą się ustawiać z prawej strony jezdni lub na prawym pasie, podobnie w lewo z lewej. I jak tylko zapala się zielone światło wszyscy ruszają, każdy w swoim kierunku, przez godzinę można podziwiać kotłowaninę na środku skrzyżowania… (należy uczciwie przyznać, że w większości sąsiednich krajów Azji Południowo-Wschodniej jest na ogół jeszcze gorzej).  Powszechną praktyką w takich sytuacjach jest powolne poruszanie się w swoim kierunku… Na Tajwanie, w odróżnieniu od innych sąsiednich krajów, zwykle nikt nie trąbi, nie widać też żadnych form agresji w tym bałaganie. Na jezdni (chodników nie ma) pieszy jest na samym końcu jeżeli chodzi o pierwszeństwo poruszania się. Pierwsze są skutery, potem skutery i w końcu  skutery…, następnie niebieskie „szalone” półciężarówki, dalej autobusy, ciężarówki, samochody osobowe i w końcu piesi… Niestety wypadków z udziałem skuterów jest bardzo dużo. Nie można również spokojnie przejechać na zielonym świetle, ponieważ nie ma gwarancji, że nikt nie zajedzie nam drogi. Jak to zgrabnie ujął jeden z Tajwańczyków, zasady ruchu drogowego, znaki, światła to tylko wskazówki jak zachować się na drodze. Po pewnym czasie można się jednak przyzwyczaić. W ruchu ulicznym liczy się tylko to co przed pojazdem, zatem nagły skręt w prawo z lewego pasa nie jest niczym niezwykłym, gdyż przed pojazdem nie było nikogo. Pozostali uczestnicy na ogół zdążą zahamować…. Inny podobny nawyk to nieużywanie lusterek (często można zobaczyć pojazdy pozbawione lusterek wstecznych lub służących jako uchwyty). Cofanie bez oglądania się za siebie też się zdarza (tutaj obecnie z pomocą coraz częściej przychodzą czujniki cofania). Czymś normalnym jest wyjechanie z bocznej uliczki i skręt w prawo bez oglądania się w lewo, czy przypadkiem coś nie nadjeżdża. Powszechnie robią to skutery, ale nieraz i samochody osobowe, a nawet ciężarówki…. Wielkim zaskoczeniem jest chyba to, że dla większości kierujących ich pojazd nie ma żadnej długości, co powoduje powszechne zajeżdżanie drogi, bo jeżeli przed pojazdem nic nie ma, to droga jest zupełnie wolna. Należy też wspomnieć o częstej jeździe pod prąd, czy lewym pasem jezdni, na autostradach nie ma zwyczaju zjeżdżania na prawy pas, częste jest też wyprzedzanie pasem awaryjnym. Powszechne jest też ścinanie zakrętów (zarówno z dobrą widocznością, jak i tych całkowicie bez widoczności). Na skrzyżowaniu pierwszeństwo mają ci, których jest więcej… Długo można by opisywać dziwaczne zdarzenia. Co ciekawe, ludzie tutaj nie mają nawyku wymijania się z nadchodzącymi prawą stroną, jest to całkowicie nieprzewidywalne, czy osoba nadchodząca lub nadjeżdżająca skuterem spróbuje wyminąć nas prawą czy lewą stroną, trzeba zwolnić lub się zatrzymać, w przeciwnym razie nieszczęście gotowe.

Inną uciążliwością jest to, że „wszyscy” robią określoną rzecz w tym samym czasie. Wszystkie szkoły zaczynają lekcje o tej samej godzinie we wszystkich klasach na całym Tajwanie, podobnie na uniwersytecie zajęcia zaczynają się od dzwonka i kończą dzwonkiem. Na lunch wszyscy pędzą o 12:00, ok. 12:40 rozluźnia się, a od 13:15 wszystkie miejsca konsumpcji pustoszeją… Przychodzi czas na krótką drzemkę na biurku w biurze do 13:30. Podobnie jest z innymi posiłkami i czynnościami. Nawet święta mają swój dość precyzyjnie rozpisany porządek wykonywania czynności. Ma się wrażenie, że Azjaci robią wszystko „stadnie”. Należy dodać, że nie widzą w tym żadnego problemu i są zaskoczeni takim odbiorem. Podczas gdy popularne miejsca są odwiedzane masowo (nie jestem czasami w stanie odgadnąć na czym polega popularność niektórych miejsc), inne nie są praktycznie w ogóle odwiedzane. Chyba dobrą ilustracją jest obserwacja polegająca na tym, że jeżeli w parę osób zatrzymasz się przy przenośnej budce serwującej watę cukrową, to inni klienci staną przy tej samej budce, choć obok stoją jeszcze trzy identyczne… jako uzasadnienie podają argument, że gdzie są ludzie, tam są lepsze rzeczy. Interesujące jest to, że ten wzorzec (często słuszny) jest stosowany niemal zawsze i jak się wydaje bezkrytycznie. Tutaj „popularne” oznacza „dobre”, tej relacji się nie kwestionuje.

Znacznie bardziej uciążliwym nawykiem jest jednak brak odpowiedzialności za własne działania, za nie odpowiada rodzic, nauczyciel, przełożony, kierownik… lub w sumie nie wiadomo kto (tradycja, zwyczaj?). To jest postawa wpajana od dzieciństwa przez rodzinę, szkołę i pracę. Bazuje,  moim zdaniem, na konfucjańskim poglądzie, który w dużym uproszczeniu mówi, że starszy czy przełożony jest bardziej doświadczony, mądrzejszy, po prostu wie „lepiej” co jest dobre i właściwe. To oni wyznaczają i odpowiadają za działanie dzieci, młodszych, podwładnych. Ci ostatni z kolei w dobrej wierze mają być im posłuszni. Do tego ważne decyzje są zawsze podejmowane kolektywnie, za nie do końca nikt nie bierze odpowiedzialności, nie ma również z kim rozmawiać, bo decyzję podjął kolektyw. Na co dzień przy różnych okazjach widać, że nawet przy dość prostych pracach niemal zawsze jest szef, który mówi co i jak należy wykonać, a pracownik to po prostu robi. Ze zadziwieniem nieraz obserwowałem np. operatora koparki, któremu kierownik pokazywał palcem, gdzie i w którym momencie ma kopać, czy ludziom układającym krawężniki jak podnieść i położyć krawężnik.

Powszechny jest wszędobylski monitoring, samochody są na ogół wyposażone w kamery, niemal wszystko jest rejestrowane. Po co? No właśnie, by w razie jakiejkolwiek wątpliwości mieć dowód. Tajwańczycy twierdzą, że daje im to poczucie bezpieczeństwa… Bardzo interesujące jest to, że jeżeli czegoś nie zauważono, to właściwie nie istnieje. Zdarza się np. uszkodzenie pozostawionego pojazdu i odjechanie. Natomiast źródło tego zachowania jest, moim zdaniem, zupełnie inne niż w Polsce. U nas w kraju oznacza, że mi się udało, nikt mnie nie zauważył, sprytny byłem… Natomiast na Tajwanie ludzie zdają się uważać, że zdarzenia nie było! Przyłapany sprawca nie będzie próbował manipulować, kłamać, przeprosi i powie, że nie zauważył. Co ciekawe, to wyjaśnienie jest akceptowane, nawet w sytuacjach ewidentnych.

Innym przykładem są mamy, które nastoletnim lub już nawet dorosłym dzieciom na każdym kroku zwracają uwagę na ewentualne niebezpieczeństwo (stojącą przeszkodę, nadjeżdżający samochód, wysoki stopień itd.). Na początku robiło to wrażenie nadopiekuńczości, ale za tym stoi znacznie bardziej zakorzeniona postawa. Młodzież, studenci, a nawet dorośli (dopóki nie mają dzieci lub wyższego stanowiska) robią wrażenie dziecinnych, niedojrzałych, całkowicie zależnych od rodziców. Ciekawe jest to, że powszechne jest wykonywanie tych rzeczy, które zostały nakazane. Za ilustrację niech służą studenci, którzy zrobią (lub spróbują zrobić) wszystko, co profesor zleci, ale nic innego, oczekują, że to on powie jak, w jaki sposób i kiedy należy czynności wykonać. W przeciwnym razie nic się nie wydarzy. Ta postawa dotyka wszystkich dziedzin życia, z europejskiej perspektywy łatwo nabrać przekonania, że ludzie tutaj „nie myślą”, co oczywiście nie jest prawdą, ale ich motywacja do działania jest diametralnie inna.

Innym dotkliwym problemem jest to, że pomimo tego, że Tajwańczycy są niezwykle sympatyczni i uczynni, to nie budują relacji z innymi, „obcymi”. To widać dopiero po dłuższym czasie, na początku zwykle jest się urzeczonym ich uśmiechami, chęcią pomocy. Po pewnym czasie jednak okazuje się, że bliższe relacje jest bardzo trudno budować. I to nie dotyczy tylko obcokrajowców. Również sami Tajwańczycy relacje rozwijają głównie w gronie rodziny (które tutaj są ciągle na ogół duże, wielopokoleniowe). Najważniejsza jest rodzina, ich oczekiwania i zobowiązania wobec innych członków rodziny. Z jednej strony więzy rodzinne wydają się być znacznie mocniejsze niż w Europie, z drugiej powodują, że ludzie „nie mają czasu” na budowanie relacji pozarodzinnych. Jest to problem dla wszystkich obcokrajowców (o ile nie mają partnera Tajwańczyka), ale również dla samych Tajwańczyków. Na ogół nie budują relacji w miejscu pracy, w którym spędzają bardzo wiele czasu (znacznie więcej niż ludzie w Europie), nie rozmawiają wiele ze sobą, nawet się nie pozdrawiają wchodząc do biura. Zatem powszechnym doświadczeniem jest poczucie samotności, izolacji. Tajwańczycy również poza rodziną nie mają wielu relacji, nie spotykają się zbyt często, bo w tygodniu wszyscy pracują do późna, a w dni wolne (nieliczne) rodzina ma różne oczekiwania. Znajomy powiedział mi, że z „przyjacielem” nie widuje się częściej niż dwa razy w roku…

Obezwładniające jest wrażenie, że Tajwańczycy przede wszystkim bardzo dużo pracują (z czego często są dumni), a główną formą odpoczynku jest jedzenie. Tradycyjne powitanie po chińsku to nie „dzień dobry” ale „你吃飯了嗎?” – czyli „Czy już jadłeś?” O tym pisałem już trochę wcześniej. Bardzo trudno jest spotkać ludzi, którzy robią wrażenie szczęśliwych, uśmiechniętych… Większość studentów chodzi z pochyloną głową, nie patrzy przed siebie, bardzo wiele osób na ulicy mówi do siebie. Często żyją pod olbrzymią presją: dzieci mają się uczyć, nie bawić (nawet tak małe jak 3 lata), uczniowie mają zdobywać wykształcenie (przez siedem dni w tygodni od wczesnego rana do późnej nocy) utożsamiane tutaj z wynikami egzaminów (odbywających się dwa razy w semestrze), studenci zdobyć dobry dyplom, by mieć lepiej płatną pracę (w 80 proc. to absolwenci uczelni technicznych)… Większość osób jest zaszokowana pytaniem w rodzaju „co chciałbyś robić?”.

Jaki zatem jest Tajwan? No cóż, pewnie tyle opinii ile ludzi. Spotykam zakochanych w Tajwanie i Azji oraz takich, którzy go nienawidzą… Na pewno jest bardzo odmienny od Europy i Polski – niemal w każdym aspekcie życia. Dla mnie jest przyjemnym i niezwykłym miejscem, pełnym sympatycznych ludzi, ale jakoś tak trochę smutnym…

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Czy Tajwan mógłby być rajem? Reviewed by on 6 marca 2014 .

W poprzednim artykule napisałem nieco o tym, z jakiego powodu można się w Tajwanie zakochać, ale to tylko część moich doświadczeń pt. „Tajwan”. Jest oczywiście druga strona medalu, czyli to co podczas mieszkania na Tajwanie irytuje, powoduje, że to jednak nie jest „raj na ziemi”. Jest kilka rzeczy dość powierzchownych, jak to, że zabudowa jest

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Doktor nauk chemicznych, magister psychologii. Od dwóch lat pracuje w Instytucie Chemii Stosowanej Państwowego Uniwersytetu Chiao Tung w Hsinchu na Tajwanie. Prowadzi badania z zakresu chemii kwantowej. Jako psycholog prowadzi porady psychologiczne, jest trenerem umiejętności manadżerskich, coachem. Jego zainteresowania dotyczą zagadnień z szeroko rozumianą kulturą, religią, edukacją i zarządzaniem, wszystkim co dotyczy relacji interpersonalnych.

KOMENTARZE: 1

  • Bardzo pracowicie Pan to opisal ( i ze spora przenikliwoscia). Czytalem ten tekst z usmiechem :)
    Po pierwsze, czy to takie straszne? moze to co Pan opisuje to zaleta Tajwanu? W koncu Ci ludzie tam ( czy ten kraj- moznaby napisac) maja jednak spore sukcesy.

    Po drugie wszystko to co Pan opisuje na Dalu/Kontynentencie wystapuje w spotegowanej formie. Niech sie Pan tam przejedzie i zobaczy jak wyglada ruch uliczny, lub sprobuje zarzadzac chinsko-kontynentalnym zespolem :)

    Zakochanie w Tajwanie jest czesto konsekwencja wizyt na Konynent :) Bo oni to na wyspie u siebie naprawde super zorganizowali, nawet dla westernera, ale jednak zorganizowali to po chinsku, co Panu troche przeszkadza, co nie przeszkodzilo w tym ze bardzo przenikliwie to Pan opisal :)

Pozostaw odpowiedź