BLOGOSFERA

CZY TAJLANDIA JEST NIEBEZPIECZNYM KRAJEM? Piotr Druzgała-Prosto z Tajlandii!

Tajski znak drogowy: Uwaga słonie! Jeśli za wyznacznik bezpieczeństwa turystów w danym kraju weźmiemy bezpieczeństwo podróżujących samotnie kobiet, to możemy spokojnie powiedzieć, że Tajlandia jest krajem bezpiecznym. Podróżująca samotnie kobieta nie będzie, jak na przykład w Indiach, narażona na „ocieraczy” czy inne bardziej niemiłe sytuacje. Ale na pewno należy uważać na złodziei, choć nie kradną tu bardzie niż w innym popularnym turystycznie państwie czy miejscu. Nie słyszałem też o przypadkach napaści czy rabunku na białym. Sam bardzo często wracałem w różnych godzinach do miejsc gdzie mieszkałem, a nie było to centrum i nigdy nawet przez chwilę nie czułem się zagrożony.

Tajowie jednak uważają Krung Thep za niebezpieczne dla siebie miejsce i faktycznie mają rację. Co rusz słyszy się o próbach gwałtu na samotnych pasażerkach taksówek, o włamaniach do domów. Ale nie wydaje mi się, aby to też przekraczało jakąś światową normę. Tajki wracając taksówkami bardzo często dla bezpieczeństwa (choć pewnie i z wrodzonej skłonności), rozmawiają z kolegą czy koleżanką przez telefon, a czasem nawet robią zdjęcie numeru taksówki i licencji taksówkarza, która zawsze znajduje się przed fotelem pasażera. Czasem kierowca jest inny niż osoba na zdjęciu, ale znaczy to tyle, że kierowca wynajął tę taksówkę od właściciela. Jako ciekawostkę wtrącę, że za gwałty obwiniane są zwykle kobiety, bo są zbyt wyzywająco ubrane…

Rzadko też Tajki noszą przy sobie gaz czy broń, do których dostęp w Tajlandii, choć zabroniony, jest dosyć łatwy. Natomiast im zamożniejsza rodziny, tym powszechniejsze posiadanie broni wśród kobiet i wizyty na strzelnicy. Nie dlatego, że to lubią, ale po prostu ze strachu.  Nie mówię o mężczyznach, w przypadku których im bardziej na południe, tym więcej rewolwerowców i rozwiązywania konfliktów przy użyciu broni.

Pisząc o południu, nie można nie wspomnieć o konflikcie z muzułmańską większością, zwłaszcza w trzech prowincjach leżących przy malezyjskiej granicy. Praktycznie co tydzień giną tam ludzie i nie zaleca się turystom odwiedzanie tych prowincji, jednakże nie spotkałem się z zamachem na białych, którzy musieli przez te prowincję przejeżdżać. Wydaje się, że biali są w pewnym sensie nietykalni. Wiem, że w jedną z dzielnic Bangkoku lepiej nocą się nie zapuszczać-to największe slumsy stolicy, dzielnica Khlong Thoi, blisko portu. Reszta Bangkoku jest bezpieczna – może z racji tego, że życie nocne kwitnie i zawsze jest ktoś na ulicy.

Bardziej natomiast obawiałbym się złodziei czy klasycznych przekrętów naciągaczy, typu oryginalne kamienie za niską cenę i tym podobne numery. Wielu wydaje się, że można tu jeszcze, jak to kiedyś bywało, kupić coś po okazyjnej cenie, ale to już nie te czasy. Tajlandia nie jest już krajem biednym i krajem okazji zakupowych. Teraz ceny na świecie się wyrównały, a elektronika, niegdyś sztandarowo tania w Azji, jest nawet droższa w Europie. Są za to wciąż, ale też niezbyt często już, podróbki (na przykład zegarków czy torebek) kupowane bardziej jednak na zasadzie atrakcji turystycznej (zwłaszcza zegarki, bo torebki panie traktują bardzo poważnie).

Tajowie byli bardzo oburzeni, kiedy Lady Gaga przy okazji swojego koncertu w Tajlandii wspomniała, że chce sobie kupić podróbkę roleksa. Chyba nie spodziewała się, że wywoła swoimi słowami skandal, bo przecież Tajlandia słynie albo kojarzy się z podróbkami, podobnie jak kojarzy się z łatwym seksem. Kiedyś broniłem Tajlandii, wśród swoich gości próbując przynajmniej zwracać ich uwagę na inne walory Tajlandii niż seks, ale życie codzienne i doświadczenia moich znajomych podczas przecież nie tak długich pobytów w Tajlandii wybijały mi wszelkie argumenty z ręki.

Bo co mam powiedzieć znajomemu, który tuż po wylądowaniu jest nagabywany na każdym kroku o seks czy spotyka normalną, pracującą dziewczynę i pierwsze spotkanie kończy się w łóżku? A podczas pobytu na wyspie mija go na motorku dziewczyna i za 500 bathów (ok. 15 dol.) proponuje swoje usługi, a gdy odmawia proponuje 300 bathów (ok. 10 dol.) i gdy znajomy nadal odmawia proponuje, że zrobi to z nim za darmo…. Teraz nadal zwracam uwagę na tę piękniejszą stronę Tajlandii, a resztę i tak ludzie widzą. Staram się tylko wyjaśniać skąd takie podejście do życie seksualnego się bierze.

Wracając do podróbek czy rzeczy wykonanych ze skór dzikich zwierząt, jak pasek z węża, czy buty z krokodyla. Zaopatrując się w takie rzeczy można sobie tylko narobić problemów przekraczając granicę.

Parę jeszcze słów o zakupach – turyści mogą domagać się zwrotu podatku VAT (7%) na lotnisku, ale podczas zakupów muszą mieć przy sobie paszport i wartość zakupów powinna wynosić chyba min. 2000 bathów. Częstą pamiątką kupowaną w Tajlandii są wizerunki Buddy, choć według tajskiego prawa nie można wywozić wizerunków Buddy, ale nie jest to przestrzegane. Problemem mogą być większe rzeźby i tu trzeba pamiętać, aby sklep wystawił rachunek, aby można było ewentualnie udowodnić, że rzeźba nie ma wartości muzealnej.

Zdecydowanie najniebezpieczniejszą przygodą, jaka może spotkać turystę oprócz chorób wenerycznych i odpukać zakażenie wirusem HIV, jest wypicie drinka z wrzuconymi doń narkotykami czy innymi środkami zaburzającymi świadomość. Nie jest powszechne, ale zdarza się i warto pamiętać o tym, by nie przyjmować drinków czy zostawiać gdzieś swojego drinka czy innego napoju. Słyszałem różne historie, które w najlepszym wypadku kończyły się rabunkiem, a w najgorszym szpitalem. Znajomy opowiadał  mi  kiedyś historię białego, który został złapany przez policję na lotnisku po trzech dniach tułania się po Bangkoku. W momencie schwytania ten człowiek nadal nie wiedział co się z nim dzieje, a policja chciała go zamknąć za przyjmowanie narkotyków. Często w takich historiach przewijają się transwestyci. Przy takich wypadkach kradzieże torebek z krzesła to pestka.

Albo jeszcze jedna klasyczna tajska historia: któregoś dnia dostałem telefon od nieznajomego mi Polaka, mówiąc, że ma problemy. On musi zdobyć pieniądze, a jego towarzysz został zatrzymany jako zakładnik. Pomyślałem: o co do cholery chodzi? Narkotyki? Porwanie? Okazało się, że ta dwójka Polaków przyjechała dopiero co do Bangkoku i po wyjściu z hotelu poprosili kierowcę tuk tuka, by zabrał ich do dobrej tajskiej restauracji. Nie pamiętam dokładnie, być może to nie był kierowca tuk tuka, ale dobrze wyglądający Taj, który zaproponował swoją pomoc. Oba początki historii są równie prawdopodobne i realne w Tajlandii. I faktycznie para Polaków trafiła do restauracji z owocami morza, zaczęli zamawiać, ceny były podane nie za danie, lecz na wagę. Przyszła w końcu pora płacenia, rachunek okazał się godny najlepszych europejskich restauracji. Znajomi byli w szoku. Powiedzieli, że nie zapłacą, bo te ceny są wzięte z księżyca. Właściciel zaczął straszyć policją. Akurat „przypadkiem” policjant „przechodził” obok. Jak najbardziej był gotów interweniować, ale nie w obronie obcokrajowców, ale rodaków. Często policjanci, jeśli są to prawdziwi policjanci, współpracują razem z restauracjami czy innymi biznesami żyjącymi z łatwego przychodu ściąganego z naiwnych turystów. Oczywiście w tym przypadku nic nie dało się zrobić, nie dało się sprawdzić ile ważyły produkty, chyba nawet okazało się, że menu jest inne. Polacy, choć zamożni, nie mieli przy sobie tyle pieniędzy i ustalono, że jeden zostanie jako zakładnik, a drugi pójdzie po pieniądze.

Tego typu sytuacje w Tajlandii nie dziwią. Słynny jest też numer kierowców tuk tuków oferujących objazd po wszystkich ważniejszych świątyniach za symboliczną cenę, ale po drodze odwiedza się też sklepy, gdzie czasem nawet są podstawieni biali zachęcający do zakupów. Kierowca tuk tuka zawsze mówi, że otrzymuje talony na paliwo za przywiezienie klientów do sklepu, ale też często część prowizji od zakupów idzie do niego. O tym, że to dobry interes, świadczy fakt, że nadal na taką ofertę nie trudno natrafić. Ludzie również często pytają, jak to jest z tym podrzucaniem narkotyków do bagaży. Nie spotkałem się z tym nigdy odkąd tu jestem.

No i na koniec jeszcze jedno niebezpieczeństwo przyjazdu do Tajlandii, otóż wiąże się ono z łatwością życia tutaj. Potrzeba więcej siły woli i zaparcia niż w ojczystym kraju, bo wszystko tutaj przychodzi łatwo, czasem zbyt łatwo. Znam wielu inteligentnych przecież ludzi, którzy tutaj bardzo źle kończyli, uzależniają się od alkoholu, narkotyków, seksu. Co dzień świeci słońce, ludzie się uśmiechają, nie wytykają palcami, wszystko jest maj pen raj – nie przejmuj się, nieważne, nie ma żadnej presji (nawet jak się pracuje), człowiek czuje się swobodnej niż we własnym kraju. Ale wszystko do czasu. Do czasu jak ma się pieniądze. To stara jak świat prawda w Tajlandii zabiera większego znaczenia – nie masz pieniędzy, to po pierwsze nie masz wizy (nawet wizę małżeńską trzeba przedłużać co rok i warunkiem jest posiadanie pieniędzy), po drugie traci się często tajską rodzinę i znajomych. Widziałem białych staruszków żebrzących na ulicy, znam białego, którego partnerka uprawiała seks z innym za pieniądze, a on leżał tak wycieńczony alkoholizmem, że nie mógł nic zrobić. Niebezpieczeństwem są też związki z Tajkami, ale to temat na zupełnie inny wpis.

Pozdr
PD

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
CZY TAJLANDIA JEST NIEBEZPIECZNYM KRAJEM? Piotr Druzgała-Prosto z Tajlandii! Reviewed by on 14 czerwca 2013 .

Jeśli za wyznacznik bezpieczeństwa turystów w danym kraju weźmiemy bezpieczeństwo podróżujących samotnie kobiet, to możemy spokojnie powiedzieć, że Tajlandia jest krajem bezpiecznym. Podróżująca samotnie kobieta nie będzie, jak na przykład w Indiach, narażona na „ocieraczy” czy inne bardziej niemiłe sytuacje. Ale na pewno należy uważać na złodziei, choć nie kradną tu bardzie niż w innym

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Ciekaw jestem opowieści o związkach z Tajkami. Czekam więc na ten wpis :)

    • bedzie wkrotce :)

Odpowiedz na „GrzegorzAnuluj pisanie odpowiedzi