Filipiny news,Inne-news,Komentarz eksperta

R. Pyffel: Czy będziemy mieli „pacyficznego” papieża? Trzymam kciuki za kardynała Luisa Antonio Tagle z Filipin

W ostatnich latach daję się zaobserwować w Polsce zanik zainteresowania sprawami międzynarodowymi. Koncentrujemy się wyłącznie na sprawach lokalnych, trudnych relacjach z Rosją (Smoleńsk), a od czasu do czasu na polityce europejskiej (patrz wysokość dotacji z UE). Tymczasem centrum współczesnego świata przesunęło się już w stronę Pacyfiku, a tendencja ta, będzie się prawdopodobnie pogłębiać. Jak zareaguję na tą, niezauważaną dotychczas w Polsce, a dokonującej się na naszych oczach zmianie zachodzącą we współczesnym świecie Kościół katolicki? Czy po pierwszym, koncentrującym się na Pacyfiku, „pacyficznym” prezydencie USA, Barracku Obamie, będziemy mieli pierwszego „pacyficznego” papieża z USA, Kanady, Filipin lub innego kraju azjatyckiego?  Czy tak jak kiedyś papieżem został – bynajmniej nie będący faworytem – Słowianin z bloku komunistycznego, tak dziś zostanie nim kardynał z któregoś z krajów Pacyfiku, a więc nowego światowego centrum? 

Wśród fali spekulacji jakie pojawiają się w polskich i zachodnich mediach, często dopuszcza się możliwość wyboru jednego z kardynałów afrykańskich, co podobno uprawdopodobniają przepowiednie Nostrodamusa. Wśród kandydatów, pojawia się jednak spora grupa kardynałów ze świata pacyficznego. Mam na myśli przede wszystkim franko-kanadyjskiego kardynała Marca Ouelleta, ale także biskupa Nowego Jorku Timothy Dolana, australijskiego kardynała George’a Pella, oraz pochodzącego z Filipin kardynała Luisa Antonio Tagle.

Przeanalizujmy zatem konsekwencję wyboru pacyficznego papieża dla Azji i dla Polski.

Amerykanin na Piotrowym Tronie

Gdyby kolejnym papieżem został Timothy Dolan, decyzja ta  z pewnością nie zostałaby odebrana z wielkim entuzjazmem w Pekinie.

Papież Amerykanin, traktowany byłby jako reprezentant światowego hegemona, z którymi Chiny zaczynają toczyć dyskretną rywalizację. W tym kontekście wszelkie jego wysiłki na rzecz zbliżenia Watykanu i Pekinu, odbierane byłyby nieufnie, a krytyka pod adresem chińskich władz usprawiedliwiana realizacją interesów amerykańskich, dokładnie tak samo jak krytyka Chin za łamanie praw człowieka, która przez chińskie władze nie jest traktowana poważnie i jest uważana za element politycznej presji Ameryki ( i Zachodu).

Nie wiadomo także czy papież Amerykanin, byłby w stanie wyczuwać niuanse azjatyckiej duszy, wszak zrozumienie innych kultur, co pokazały wydarzenia ostatnich dekad nie są raczej mocną stroną Ameryki. Gdyby przenieść żarliwość Georga Busha jr w krzewieniu demokracji i praw człowieka, na papieża Amerykanina, katastrofa do jakiej doszło w Iraku i w Afganistanie, mogłaby być jeszcze większa.

W innych krajach Azji, papież Amerykanin, też nie miałby łatwo. Bynajmniej nie dlatego że Ameryka nie jest tam ceniona i nie cieszy się sympatią. Wręcz przeciwnie.  Jest ceniona za swoje cywilizacyjne osiągnięcia, a amerykańska kultura popularna jest powszechnie znana. Swego czasu, gdy studiując w Azji, dorabiałem ucząc angielskiego, wielu moich azjatyckich uczniów było przekonanych, że Jezus Chrystus był Amerykaninem. A zatem papież pochodzący z tego kraju, miałby poważny problem. Szybko mógłby stać się częścią amerykańskiej popkultury, na równi z Hollywood, Starbucksem i Mcdonaldem. Jego wystąpienia mogłyby przyciągać tłumy Japończyków, Koreańczyków czy Tajów, a gadżety z jego podobizną, pewnie biłyby rekordy popularności. Tyle że nie ma gwarancji na to, że jego ewangeliczny przekaz, docierałby do spragnionych amerykańskiego widowiska słuchaczy.

Podobne zjawisko mogłoby wystąpić także w Polsce, gdzie podziw Ameryki, jest już znacznie mniej powszechny niż 10 lat temu, ale na fali Ojca Świętego Made in USA mógłby odżyć. To przynajmniej na lata pontyfikatu papieża Amerykanina zamknie Polskę i nasze myślenie o świecie w XX-wiecznym paradygmacie dominacji Zachodu, która we współczesnym świecie nie jest już tak oczywista.

Kardynał z kraju Klonowego Liścia w Watykanie, a może z antypodów?

Największą niewiadomą byłby wybór jednego z faworytów Kanadyjczyka Marca Oulleta lub Australijczyka Georga Pella.

W przeciwieństwie do papieża z największego mocarstwa świata, papież z Kanady lub Australii nie budziłby tyle kontrowersji politycznych (oba kraje są powszechnie szanowane, jako mające osiągnięcia, a przy tym pozbawione ambicji USA do porządkowania świata na swoją modłę), ale też – oto pułapki społeczeństwa medialno-cyfrowego – z podobnym powodów nie budziliby zapewne wielkich emocji, czy wielkiego zainteresowania. Wiele zależałoby w tym wypadku od osobowości nowego papieża i od tego w jaki sposób sprawowałby swoją posługę.

W Polsce wybór papieża Kanadyjczyka lub Australijczyka prawdopodobnie w żaden sposób nie zmieniłby niezmiennej od lat 80tych pro-zachodniej perspektywy. Nie pochodziłby on co prawda z Europy, ale ze świata zachodniego.

Azjata na Piotrowym Tronie

Czarnym koniem rozpoczynającego się konklawe, może okazać się arcybiskup Manili, Luis Antonio Tagle.

Jak mawiają katolicy, wybór papieża to nie sprawa ludzka i nie ludzkie argumenty mogą tu decydować. Ale tych argumentów arcybiskup Manili ma bardzo dużo. Jest młody, co po rezygnacji Benedykta XVI może mieć znaczenie, do tego świetnie mówi po angielsku, który w jego rodzimych Filipinach jest jednym z języków urzędowych.  Bardzo dobrze wypada w mediach, rozumie i sprawnie używa mediów społecznościowych.  Jest zresztą prezenterem programu The Word Exposed w katolickiej telewizji i prowadzi nieoficjalne konto na facebooku. Występuję także okazjonalnie w jednym z religijnych programów telewizji śniadaniowej. Taka postawa nie zjednuję mu sympatyków wśród wielu kardynałów, ale jednocześnie daję gwarancje, iż w obrazkowym świecie współczesnej kultury popularnej czuję się jak ryba w wodzie i z pewnością dałby sobie radę.

Oto próbka jego umiejętności:


Poza medialnością i facebookiem, za tezą iż wyjątkowo pasuję on do współczesnego świata, najmocniej przemawia fakt, iż kardynał Tagle pochodzi z kontynentu XXI wieku, czyli Azji. Azji w której wiara katolicka jest żywa i zdobywa kolejnych wyznawców, co kontrastuje z postchrześcijańską Europą (a szczególnie jej zachodnią częścią).

W dodatku Filipiny, to najbardziej katolicki kraj Azji, gdzie wiara ta jest już mocno ugruntowana, a  katolicyzm utrwalony i silnie zakorzeniony. Nie jestem – przyznaję to bez bicia – specjalistą doktryny katolickiej, ale wydaję się, iż ryzyko poważnych odstępstw w jego przypadku, byłoby znacznie niższe niż w przypadku kardynała z Afryki, gdzie kościół jeszcze chyba do końca nie okrzepł. 

Jego wybór mógłby całkowicie odmienić oblicze tego najważniejszego dzisiaj kontynentu. Kontynentu najszybciej rozwijającego się gospodarczo, z szybko powiększającą się klasą średnią, ale także najwięcej wydającego na zbrojenia i targanego waśniami narodowymi, o jakich w Europie zapomniano i jakie pewnie trudno współczesnym Europejczykom sobie wyobrazić.

Azjatycki kardynał, miałby olbrzymią szansę znaleźć wspólny język i tym samym wpłynąć na sytuację w zmieniających się Chinach. Przeglądając jego życiorys nie zauważyłem w nim chińskich akcentów, prawdopodobnie nie jest on pochodzenia chińskiego, jak wielu przedstawicieli filipińskiej elity.

Mimo to, w Chinach, gdzie społeczeństwo po wielu „izmach”  (w tym ostatnio konsumpcjonizmie i nacjonalizmie) dochodzi do wielu nawróceń, a sam rząd próbuje budować harmonijne społeczeństwo, choć jednocześnie obawia się utraty władzy, chaosu i destabilizacji, azjatycki kardynał może lepiej zrozumieć te dylematy, niż ktoś z Zachodu. W dodatku jako Azjata i przedstawiciel kraju, który podobnie jak Chiny padł ofiarą kolonizacji, z pewnością rozumie niuanse kultury azjatyckiej, tamtejszych uwarunkowań, obaw i lęków. I dzięki temu miałby dużo większe szanse zostać zaakceptowany. Znacznie większe niż papież pochodzący z kontynentów dawnych kolonizatorów. A to mogłoby  doprowadzić do tego co było wielkim marzeniem Jana Pawła II czyli pierwszej pielgrzymki papieskiej do Państwa Środka…

Gdyby po słowach Habemus Papa, na balkonie Bazyliki Św Piotra pojawil się kardynał Luis Antonio Tagle, Azjaci otrzymaliby potężny impuls. Byłby to sygnał, iż Kościół jest rzeczywiście powszechny. Że także Azjata może zasiąść na Piotrowym Tronie, a wiara katolicka, jest rzeczywiście uniwersalna, a nie jest tylko elementem kultury europejskiej, czy zachodniej (w której zresztą jest stopniowo odsuwana na margines). W Azji tymczasem Kościół osiągnął już znaczącą pozycje w Korei, Wietnamie, nie mówiąc o Filipinach i nadal rośnie w siłę. Po wyborze Azjaty na papieża, katolicyzm, a nawet całe chrześcijaństwo przestałoby być utożsamiane w Azji, jako religia obca, religia cywilizacji zachodniej, w której niezależnie od upadku i kryzysu wiary papież musi być Włochem, ewentualnie Hiszpanem, Niemcem czy Francuzem.

Papież Azjata zmieniłby także spojrzenie na Azję w Polsce. Z pewnością elit katolickich i konserwatywnych, ale być może także dominujących w Polsce elit liberalnych, które być dzięki temu także uzyskałyby perspektywę bardziej globalną, a polska debata publiczna miałaby szansę wyjść poza bliską zagranicę, UE i Stany Zjednoczone (o ile w ogóle debata na tematy międzynarodowe w Polsce przetrwa).

Gdyby konklawe rozpatrywać w kategoriach zwykłej kampanii wyborczej, to papież Azjata, nie ma prawa się zdarzyć. W kolegium kardynałów Europejczycy mają ponad 60 głosów (w tym sami Włosi 28) na 115.

Ale jak mówią katolicy papieża wybiera Duch Święty i w tym cała nadzieja, że w świecie rosnącej roli Azji, sprawi nam on niespodziankę i trafi nam się pacyficzny papież.

To byłaby fantastyczna sprawa gdybyśmy już wkrótce po słowach „Habemus Papae Cardinale Aloysius Antonius Tagle” na balkonie bazyliki św. Piotra ujrzeli arcybiskupa Manili, pierwszego Azjatę na Piotrowym Tronie.

Z pewnością byłaby to znakomita odpowiedź na zmiany jakie zaszły w świecie. Niewykluczone także, że papież Azjata zmieniłby oblicze globu. Tego globu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Pyffel: Czy będziemy mieli „pacyficznego” papieża? Trzymam kciuki za kardynała Luisa Antonio Tagle z Filipin Reviewed by on 12 marca 2013 .

W ostatnich latach daję się zaobserwować w Polsce zanik zainteresowania sprawami międzynarodowymi. Koncentrujemy się wyłącznie na sprawach lokalnych, trudnych relacjach z Rosją (Smoleńsk), a od czasu do czasu na polityce europejskiej (patrz wysokość dotacji z UE). Tymczasem centrum współczesnego świata przesunęło się już w stronę Pacyfiku, a tendencja ta, będzie się prawdopodobnie pogłębiać. Jak zareaguję

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 15

  • pan Wute

    1. Nie rozumiem argumentu o braku dyskusji w mediach
    To sa prywatne firmy i moga nadawac co chca. Konsekwencja ich polityki jest m.in odejscie klientow do forow jak cpsa lub blogow.
    Ponadto osoby poszukujace wiedzy ja znajda. O Iranie i problemie broni nuklearnej bardzo duzo dowiedzialem sie z democracynow.org, gdzie jest cala paleta przeciekawych pogladow, dla ktorych nie ma miejsca w mediach glownego nurtu.

    W zeszlym roku przebywajac w kraju mialem rzadka okazje doswiadczenia niewiarygodnej wrecz propagandy i zaklamania dot ataku na dzialkowcow. Tak sie zlozylo, ze znajomi od strony brata sa wlasnie rodzina owego wielodekadowego prezesa. ogrodkowiczow Na codzien wiec mialem alternatywny komentarz dotyczacy tego co powiedzieli oni, a co i jak przedstawily media. Stawka byly miliardy Euro w nieruchomosciach w calej Polsce, wiec bylo o co walczyc.
    Ale to sa rzeczy, ktore sa czescia skladowa naszej rzeczywistosci i raczej nie stanowia nowosci.

    2. Mechanicznym tlumaczeniom bardzo daleko do perfekcji, nawet w przyszlosci. Najlepiej skorzystac z google translatora i zobaczyc jakie bzdety wychodza z tych tlumaczen.
    Nie bardzo widze dlaczego konieczny jest translator do zaistnienia na rynku miedzynarodowym. Tlumaczenie polskich postow na angielski nie przelozy sie automatycznie na jakosc,. Ciekawa tresc i sposob przedstawienia sa kwestia osobowosci i intelektu aturoa. Jesli ktos nie istnieje poza Polska dzisiaj, to translator mu nie pomoze.

    • @ p. Rysiek
      1. Problemem nie jest fakt, że takiej dyskusji (poza wyjątkami – wyjątki podałem) nie ma. Problemem jest, że w ważnych
      sprawach główne media prezentują jednostronność. Unika się otwartych debat. Jak to wygląda? Pan podał sam przykład
      „niewiarygodnej wręcz propagandy i zakłamania….”
      Media jako prywatne firmy mogą nadawać co chcą, ale i one mają obowiązek prezentować sprawy obiektywnie, z dopuszczeniem do publicznych debat obu stron. Ja np. nie jestem zwolennikiem reżimu z Teheranu, ale chciałbym
      usłyszeć w jednej z polskich telewizji np. wywiad z przedstawicielem tego rządu, jak prezentuje stanowisko swego kraju, a nie w kółko słuchać melodię z Zachodu lub samemu szukać po internecie. To jest obowiązek mediów.
      Coś takiego, niestety nie ma. Tp, że są „częścią składową naszej rzeczywistości, nie znaczy, że musimy się na to zgadzać.

      2. Perfekcja to melodia przyszłości, pisałem o tym. Obecny poziom translatora google jest mi znany.
      Generalnie się z Panem zgadzam, co do kwestii osobowości i intelektu autora.
      Odnośnie angielskiego, miałem na myśli nie tylko specjalistów, ale także masowego odbiorcę, pisząc, że translatory spowodują, iż pisanie na tematy międzynarodowe w Polsce nawet jeśli będzie prowadzone tylko w angielskim, to do polskiego odbiorcy dotrze w języku ojczystym.

  • @ Michal Lubina

    To kluczowe pytanie, ktore stawiasz.
    Jesli Franciszek z Asyzu, to bardziej afirmacja ubogiego zycia i pochwala prostoty, niesienie pomocy biedniejszym czyli Ameryka Lacinska ( choc nie teoologia wyzwoleni) jesli Franciszek Ksawery to Daleki Wschod…

    A nowy papiez, jest tak samo jak Franciszek Ksawery jezuita, i byc moze jemu dedykuje swoj pontyfikat ( czyli bylby to pontyfikat w duzej mierze „azjatycki”). Przekonamy sie o tym w ciagu najblizszych paru dni.

    Generalnie kierunek udalo sie jakos odgadnac ( wyjscie poza Europe i papiez nie-Europejczyk), ale jednak podmuch nie zawial tak mocno by przesunac KK az w strone Pacyfiku :)

    • Na podmuch w kierunku Pacyfiku jest jeszcze za wcześnie. Poza tym trzeba pamiętać, że Azja nie jest kontynentem o dużej liczbie katolików.

  • @GSM

    Dzieki za komentarz.
    Azjatycki synkretyzm i przenikanie sie wielu tradycji religijnych jest zmora misjonarzy- to wiem z bezposrednich relacji. W Chinach czy na Tajwanie, dominuje podejscie merkantylne, na zasadzie ze prosi sie o cos konkretnego, istoty mocniejsze od czlowieka, a takze fakt iz czesto do Konfucjusza, Laozi, czy Buddy dodaje sie Jezusa.

    Jednakze piszac o kradynale Tagle ( ktory jak wiadomo tym razem papiezem nie zostal, choc kto wie, czy jeszcze nim nie bedzie, np za 10-15 lat, gdy Azja bedzie odgrywac jeszcze wieksza role), podkreslalem iz chodzi o Filipiny. a to kraj prawie calkowicie katolicki ( nie iiczac Mindanao) gdzie te charakterystyczne zjawiska dla azjatyckiego katolicyzmu ( czyli „rozmywania” go czy tworczej integracji z miejscowymi religiami-filozofiami-postawami zyciowymi czy spolecznymi- sorry brakuje mi aparatury pojeciowej, zreszta mam nadzieje tlumaczy mnie pozna pora:) nie wystepuje, a na pewno nie wystepuje z taka sila jak w Chinach, na Tajwanie i zapewne w Wietnamie, czy Korei ( tam podobno bardzo miesza sie to z konfucjanizmem i w nieco mniejszym stopniu elementami szamanistycznymi).

    W tym sensie piszac o papiezu z Azji, mialem na mysli konkretnego kardynala z Filipin, kraju ktory tego typowego dla religijnosci innych azjatyckich krajow problemu nie ma.

    Gdybym teraz sam chcial podwazyc to co napisalem w artykule :) to napisalbym ze Filipiny nie sa typowym azjatyckim krajem, ze bardzo roznia sie od Wietnamu, Korei, Chin czy Tajwanu i ze sa bardziej wyspa katolickosci, enklawa itd. Ze wschodni Azjaci, czuja do Filipin duzy dystans, ze wlasnie tak je postrzegaja, jako kraj bardziej latynoamerykanski, ktory dziwnym trafem znalazl sie w Azji.

    Ale jednak uwazam ze te przyczyny geograficzne i antropologiczne ( czytalem kiedys ksiazke o przedchrzescijanskich kulturach Filipin i co ciekawe wsytepowaly w niej typowe cechy kultury Azji wschodniej- relacje ( guanxi), pojecie twarzy ( ktora mozna dawac i odbierac), spol harmonii itd. mialyby ogromna znaczenie.

    Wiec uwazam ze papiez z Filipin bylby moze relatywnie malo „azjatycki”), ale najbardziej azjatycki z mozliwych w realiach KK i jego silnego przywiazania do doktryny.

    Co do tego ze kardynal Turkson „zdaniem niektorych” polegl na krytyce homoseksualistow, to raczej nie podzielam tego pogladu ( oczywiscie to czyste spekulacje, bo moja wiedza o tym co dzialo sie w kaplicy sykstynskiej jest zerowa).

    Polowa uczestnikow konklawe to Ci sami kardynalowie ktorzy wybrali Benedykta XVI, wiekszosc z nich mianowal JP II. Jest to dosc konserwatywne grono. Wiec krytyka homoseksualistow, mozna bylo pogrzebac swoje szanse, raczej u publicystow liberalnych, czy zwolennikow „kosciola otwartego” ale nie wsrod uczestnikow konklawe ( a to oni wybieraja papieza i zreszta ten papiez w kwestiach obyczajowych jest takze konserwatywny).

  • @Wute

    Dzieki za komentarz. Cuda sie zdarzaja, zwlaszcza w KK. Wybor papieza spoza Europy, potomka wloskch emigrantow, takim cudem nie jest, ale jednak jest wielka nispodzianka. Papiezem zostaje nie-Europejczyk, pierwszy raz w historii. Jest to papiez „atlantycki”, ale jednak nie europejski. Kiedys JP II powiedzial ze jest z „dalekiego kraju”, a Franciszek iz jest „z konca swiata” :)

    Co do zainteresowania polityka miedzynarowa i historia to widze wyrazna roznice. Po pierwsze, osoby interesujace sie historia, sa sila rzeczy bardziej skupione na Polsce ( historii Polski) i tym samym w zrodlach anglojezycznych znajda na ten temat niewiele. Druga sprawa jest taka, ze osoby interesujace sie historia, sa w mniejszym stopniu „miedzynarodowe”, zapewne gorzej znaja angielski i pewnie wieksza trudnosc sprawia im czytanie po angielsku ( nie mowiac iz o historii Polski po angielsku jest znacznie mniej niz po polsku).

    W przypadku spraw miedzynarodowych sprawa wyglada inaczej. Osoby interesujace sie sprawami miedzynarodowymi, czesto znaja kilka jezykow, w tym bardzo dobrze angielski. A w internecie w tym jezyku znajda wszystko co potrzeba.

    W tym sensie historia w jezyku polskim nie ma takiej konkurencji, jak sprawy miedzynarodowe w jezyku polskim ( zawsze mozna siegnac do zrodel anglojezycznych- co dla osob interesujacych sie problematyka miedzynarodowa jest niejako „naturalne”, a dla milosnikow historii to moze byc tylko uzupelnienie polskich zrodel, czasem bardzo ubogie uzupelnienie, w stosunku do tego co znajduja w rodzimym jezyku.)

    Istotne sa rowniez dwa inne czynniki. Polska nie byla krajem kolonialnym, nie jest mocasrtwem swiatowym, polityka miedzynarodowa o niczym w zasadzie w Polsce nie decyduje ( jestesmy w UE i to w zasadzie zamyka temat, no moze jeszcze awantury z Rosja). W sumie to moze trzeba sie cieszyc, bo to stabilna sytuacja.

    Mysle ze z takiego zalozenia wychodzi tez rzad ( czy elity) i Polska nie ma jakiejs wizji polityki miedzynarodowej ( czyli wiary ze cos moze ksztaltowac) i tym samym nawet jest to na reke ze tematow miedzynarodowych sie nie podejmuje bo to mogloby zmienic ten stan rzeczy ( czyli stabilnosc).
    Polska polityka zagraniczna jest raczej dosyc prosta i nieskomplikowana, a przynajmnie na tyle ze nie za bardzo wiadomo jak i niewiadomo czy warto o niej dyskutowac, natomiast na temat spraw miedzynarodowych mozna znalezc wszystko po angielsku.

    Jesli ta sytuacja potrwa jeszcze z 10 lat, o polityce miedzynarodowej bedziemy czytac po angielsku ( no oczywiscie beda jakies polskojezyczne blogi, ale na przecietnym poziomie i calkowicie pozbawione wplywu na elity, czytajace juz wowczas wylacznie po angielsku).

    • @ RP
      Myślę, źe czas kardynała Tagle jeszcze nadejdzie. Papież Franciszek, jak sądzę, będzie mniej europocentryczny niż jego poprzednicy i przeto w nadchodzących latach skład KK będzie się zmieniał w stronę zwiększenia liczby purpuratów spoza Europy.

      Niewątpliwie masz rację pisząc, że gro miłośników historii w naszym kraju to fani historii Polski. Bliższa koszula ciału. Zapewne tak jest w wielu krajach, że czytelnicy wolą czytać historię własną niż obcych. Jednakże wielka podaż książek z zakresu historii powszechnej świadczy o tym, że istnieje całkiem spory rynek. Gdyby było inaczej to po prostu te książki nie byłyby wydawane. Pobieżny rzut oka na te książki wskazuje, że w rozbiciu na państwa, najwięcej zapewne wydaje się książek poświęconych historii dwóch naszych wielkich sąsiadów, a w skali kontynentów książki poświęcone krajom europejskim. W tym ostatnim porównaniu z pewnością jakąś rolę w proporcji pomiędzy tematyką europejską i pozaeuropejską odgrywa fakt braku kolonii i w ogóle tradycji pozaeuropejskiej w naszej historii (wyjątek najazd Mongołów 1241). Z tego względu poza specjalistami, w czytaniu historii powszechnej język angielski dla miłośników historii powszechnej jest sprawą
      drugorzędną. Rynek zapewnia im podaż w języku polskim, czyli tym, którym czytelnicy en masse preferują, ponieważ zawsze najlepiej się czyta w języku ojczystym, a rozwój ludzkości idzie systematycznie w kierunku udogodnień.

      Inaczej widzę sprawy międzynarodowe. Przede wszystkim sprawa języka angielskiego. Rozwój techniki idzie w tym kierunku, że powstają coraz lepsze syntezatory mowy i automatyczne internetowe tłumaczenia językowe. Rozwój tych drugich spowoduje, że automatyczne tłumaczenia z polskiego na angielski i odwrotnie będą idealne lub niemal bliskie perfekcji. Nie będzie jakiś polskojęzycznych przeciętnych blogów. Każdy piszący i liczący się polski specjalista będzie pisał artykuły (blogi) po polsku, które automatycznie będą tłumaczone na angielski. Blogowanie, pisanie specjalistycznych artykułów będzie dwujęzyczne i w internecie na stronach takie artykuły czy komentarze na wysokim poziomie będą dwujęzyczne.
      Równocześnie nawet ludzie gorzej znający angielski lub znający go słabo będą mogli za pomocą internetu ściągać anglojęzyczne pliki, które automatycznie będą tłumaczone na język polski.
      Dlaczego będą dwujęzyczne ?
      – ponieważ zawsze lepiej się czyta w języku ojczystym
      – pisanie w języku polskim zwiększy potencjalny krąg odbiorców
      – jednoczesnie wersja angielska czynić będzie specjalistę obecnym na jego rynku międzynarodowym
      Z tych samych powodów zainteresowani historią powszechną będą kupowali e-booki, które automatycznie internet
      przetłumaczy nam go na polski.
      W dalszej przyszłości powstaną takie syntezatory mowy, że dysponując takim osobistym translatorem, trzymając go
      przy ustach będzie mówiło się po polsku, a translator będzie głośno przekazywał słowa w innym języku, np. angielskim.
      Być może jest to kwestia tylko kilkunastu lat.
      Wszystko to niezmiernie ułatwi komunikację zarówno werbalną jak i pisaną.
      Problemem nie będzie kwestia językowa. Środowisko dziennikarskie, które tak twierdzi, myśli kategoriami dnia dzisiejszego.
      Gdybyśmy środowisko fanów historii, liczące 10% społeczeństwa podzielili na tych którzy interesują się tylko historią powszechną lub historią Polski i powszechną to zapewne byłoby ich może tylko 5%, a więc mniej niż zainteresowanych sprawami międzynarodowymi, których ocenia się na 8%. A przecież „rynek historii” powszechnej, jak napisałem, trzyma się zupełnie dobrze.
      Problemem jest jakość naszego państwa, a przede wszystkim w przypadku jakość zarówno jego elity, jak i ludzi rządzącymi mediami. Jeśli miesiącami karmi się ludźmi problemami matki Madzi czy różnymi bzdetami a sprawy międzynarodowe w
      telewizjach traktuje się jako piąte koło u wozu, to nic dziwnego, że ten rynek, potencjalnie większy, niż rynek odbiorców historii powszechnej, nie może się rozwinąć.

  • No, co prawda nie mamy papieża z Azji, ale nowe imię papieża może być nawiązaniem do św. Franciszka z Asyżu (im tym tropem idzie większość komentatorów), ale może też być do św. Franciszka Ksawerego, „Apostoła Dalekiego Wschodu”; a to już zdecydowanie azjatycki wątek :)

  • Avatar Grażyna Szymańska

    Również gorąco kibicując (acz bez większych nadziei) kardynałowi Tagle ;), zgłaszam małą uwagę odnośnie fragmentu: „wydaję się, iż ryzyko poważnych odstępstw w jego przypadku, byłoby znacznie niższe niż w przypadku kardynała z Afryki, gdzie kościół jeszcze chyba do końca nie okrzepł.”

    Kościół Katolicki w Azji uchodzi za znacznie bardziej otwarty i ekumeniczny w porównaniu z Kościołem afrykańskim. Ten ostatni cechuje daleko idący konserwatyzm, co znalazło m.in. wyraz w wypowiedzi kard. Turksona z Ghany dotyczącej homoseksualizmu (która wg niektórych pogrzebała jego szansę na objęcie Stolicy Piotrowej). Natomiast katolicy azjatyccy są często mniej ortodoksyjni (tak to już jest z tą religijnością na Dalekim Wschodzie ;-) ) – np. stosunkowo rzadko uznają Kościół Katolicki za jedyną drogę do zbawienia, często zaś uważają go za jedną z wielu równoprawnych dróg. Interesująco pisano o tym w Tygodniku Powszechnym bodajże 3 numery temu.

  • Podzielam pogląd o potrzebie Azjatyckiego Papieża, ale moim faworytem jest Ranjith, ze Sri lanki :)

    Acha i nie zgadzam się z tymi wyliczeniami, tzw. arytmetyką. Europa, jest ciut za słaba by przegłosować Ameryki. Zatem potrzebuje jeszcze jednego kontynentu. W sumie konklawe sprowadza się do wyboru Europejskich purpuratów, czy chcą papieża z Azji czy z Afryki. Jako Europejczyk bez chwili wahania preferowałbym z tych dwóch kontynentów Azję.

  • Nie trzeba być specjalistą od doktryny katolickiej, aby zauważyc to co dzieje się na świecie. Podzielam pogląd, że papież z tak zaslużonego kaju dla wiary katolicikiej jak Filipiny miałby ogromne szanse ewangelizacyjne w całej Azji. Byłby równiez wyzwaniem dla coraz bardziej zliberalizowanej kultury anglossaskiejj promującej nieobyczajny ateizm. Generalnie jednak wszystko zalezy od osobowości nowego papieża niezależnie od tego skąd będzie pochodził. Każdy papież może zrobić wiele dla pozyskania Azji , Afryki i obu Ameryk, bo Europa pod tym względem przynajmniej Zachodnia jest już stracona. Umiejętnie realizowana ewangelizacja bez obrazania się na kogokolwiek może uczynić cuda, czego nowemu papieżowi szcczególnie nalezy życzyć.

  • Bardzo „kibicuję” kardynałowi Tagle, ale jak napisałem niedawno w jednym z komentarzy, nie ma on szans. Po pierwsze jest bardzo młodym stażem kardynałem. Został nim 3 miesiące temu. Po drugie jest zbyt modern jak na wymogi purpuratów. Po trzecie jest z bardzo daleka, a więc jego kontakty i wpływy siłą rzeczą są ograniczone. Chyba, że Duch Święty….

    Nie obawiam się zaniku debaty na tematy międzynarodowe. W obecnym globalnym świecie jest to po prostu niemożliwe. Nie cofniemy się do epoki jaskiń czy kołchozu. To, że sprawami międzynarodowymi interesuje się 8% społeczeństwa to mnie nie martwi. Choć nie mam żadnych danych z przeszłości to nie sądzę, żeby wtedy było specjalnie inaczej. Historią interesuje się regularnie 10% uczniów czyli nie wiele więcej niż sprawami międzynarodowymi, a periodyki historyki mają wzięcie. Problemem nie jest brak zainteresowania, ale moim zdaniem, zupełna zła koncepcja przedstawiania tych spraw.
    W magazynach historycznych można zaznajomić się niemal ze wszystkimi tematami. Do tego dochodzą książki autorów polskich i zagranicznych oraz portale internetowe. Tutaj wpływ jakiejkolwiek cenzury jest ograniczony do minimum.
    Inaczej jest ze sprawami międzynarodowymi. Tutaj przekaz jest dwojaki: bieżący przez media, głównie telewizje, w mniejszym stopniu internet oraz formie periodycznej (książki, czasopisma). Podstawowym problemem jest fakt, że TV przekazuje wiedzę w formie niezmiernie uproszczonej w dodatku ograniczonej faktem dyspozycyjności wobec aktualnego ośrodka władzy. W związku z czym przekazywane wiadomości są niezmiernie ogólnikowe, wybiórcze i mocno subiektywne.
    Niedawno napisałem recenzję książki Hoomana Majda pt. Demokracja Ajatollahów dla jednego z portali historycznych. Książka ta
    poświęcona najnowszej historii Iranu, uwzględnia stanowisko zwolenników i przeciwników obecnego reżimu w Teheranie. A teraz przenieśmy sprawy Iranu na forum debaty międzynarodowej. Czy może ktoś spotkał w polskich mediach debatę np. dotyczącej produkcji broni atomowej przez Iran. Czy zaproszono do jakiegoś studia, którejś z polskich telewizji przedstawiciela ambasady Iranu, że dać mu prawo głosu i żeby wyjaśnił jakie jest stanowisko jego kraju. Czy któraś z liczących się polskich gazet przeprowadziła debatę w tej
    sprawie z zaproszonymi gośćmi, w tym także reprezentującymi stronę irańską. Może się mylę, ale ja nie spotkałem nic takiego.
    Sposób w jaki prowadzone są w mediach (telewizja) sprawy międzynarodowe coraz bardziej przypomina sposób przekazu praktykowany
    przez media rodem z PRL. Nic dziwnego, że zniechęca to ludzi, którzy tym się interesują i odpycha tych, którzy mogliby być zainteresowani, a przecież w epoce globalizacji i masowych podróży istnieje potencjalny rynek w tym względzie.

    • Zgoda. Niedawno podróżowałem przez dwa tygodnie po Iranie i zobaczyłem zupełnie inny kraj niż ten opisywany i szkalowany w polskich i ogólnie zachodnich „mediach”. Wszechobecna kłamliwość i przewrotność w tychże wydaje mi się już nie tylko rodem z PRLu, lecz ze stalinowskiego PRLu. Na szczęście teraz przebija się także prawda, choć zwykle tonie w morzu głupstw..

      • Avatar wute

        Iran podałem jako przykład, jednostronnego przekazu. Tak naprawdę gdziekolwiek się zwrócimy to w mediach mamy zazwyczaj prezentację stanowiska jednej strony dokonywaną albo przez redaktora lub przez zainteresowaną stronę.
        Nie ma na przykład debaty telewizyjnej z udziałem dyplomatów z ambasady niemieckiej, którym można było zadać pytanie dlaczego w Polsce mamy oficjalnie mniejszość niemiecką a w Niemczech odmawia się uznania mniejszości polskiej (oficjalnie była taka za Hitlera do października 1939 r.).
        Nie ma na przykład debaty telewizyjnej z udziałem dyplomatów z ambasady izraelskiej z którymi można byłoby po- dyskutować o roszczeniach społeczności żydowskiej w sprawie zwrotu majątków.
        Nie ma na przykład debaty telewizyjnej z udziałem dyplomatów z ambasady niemieckiej, którym można byłoby zadać pytanie o traktowanie Polaków w Niemczech w świetle wyroku niemieckiego sądu który uznał niemiecką
        policjantkę winną spowodowania wypadku komunikacyjnego w wyniku którego zginęło 14 Polaków i „skazał”
        ją na karę 1 roku z zawieszeniem na 2 lata.
        W tych dwóch ostatnich sprawach, nawet trudno mówić o jednostronnym przekazie, po prostu obie sprawy
        media w naszym kraju zamiotły pod dywan.
        Takie postępowanie jest właśnie tym co odstręcza ludzi od interesowania się sprawami międzynarodowymi.
        PS.
        W Iranie byłem pierwszy raz na początku wiosny w 1989 r. a więc jeszcze za rządów Chomeiniego. Już wówczas,
        ten kraj, i zachowanie zwykłych ludzi były inne niż przedstawiała go propaganda.

  • Ciekawy tekst;) zostałem przekonany co do słuszności wyboru „Piotra” z Azji, bo co do tego że Papież powinien być spoza starej , zdemoralizowanej Europy byłem przekonany już wcześniej.

Pozostaw odpowiedź