BLOGOSFERA,Chiny news,News

Wiesław Pilch przedstawia: Co Oni, kumo, produkują w tych Chinach?

Jesteśmy jako naród w ciekawym punkcie- myślę oczywiście o naszym stosunku do Chin.

W naszych domach jest coraz więcej urządzeń wszelkiej maści rodem z Chin, w sklepach artykułów  z Chin jest tak dużo, że już przestajemy zwracać na to uwagę. Jednocześnie jakość tych artykułów jest stosunkowo niska. Co oczywiście powoduje, że w naszym potocznym języku istnieje pojęcie „chińskiej tandety”. A wyjaśnienie tego stanu rzeczy jest banalnie proste: jest nim przeciętnie niski stan naszych portfeli. Nasi handlowcy wiedzą o tym. Wiedzą, że przy kupnie czegokolwiek, naszym decydującym kryteriu jest cena. Zatem sprowadzają z „fabryki świata” artykuły i urządzenia z niższych półek, tańsze a co za tym idzie- kiepskiej jakości. Bo cena z jakością są związane wprost proporcjonalnie: im niższa cena, tym niższa jakość. I efektem tego związku przyczynowo- skutkowego jest nasze stwierdzenie: chińska tandeta.

A no właśnie: to handlowcy sprowadzają towary z niższych półek. Gdybyśmy mieli więcej pieniędzy w portfelach- sprowadzaliby towary droższe. Ale nie mamy. Więc nie wiemy- najczęściej- że w Chinach produkuje się również masowo towary z wyższych półek- droższe. Których u nas się nie uświadczy. Efektem jest przekonanie że w Chinach produkuje się tylko masową tanią: odzież, obuwie, elektronikę itd.

Natomiast prawda, na którą w Polsce nie mam miejsca, jest diametralnie inna.

Prawdą jest kurs chińskiego przemysłu ku nowoczesności. Nowoczesności której wymiernikami są  chińskie samochody, również elektryczne które nie różnią się jakością od produkowanych tam na miejscu Fordów czy Volkswagenów, ogniwa fotogalwaniczne lub jak kto woli baterie solarne, miejscowe artykuły gospodarstwa domowego których jakość jest różna tak samo jak u nas, w USA i Francji też. Fermy wiatrowe które zaczynają zmieniać nasz krajobraz, w Chinach zmieniają go po wielokroć bardziej. I coś, co zwykłego mieszkańca naszego kraju powinno zdumieć najbardziej- program kosmiczny. Chiny rozwijają program kosmiczny w tempie odwrotnie proporcjonalnym do tego, w jakim USA i Rosja swoje programy zwijają. Jesienią tego roku udało się Chińczykom dokonać rzeczy niebywale trudnej. W przestrzeni kosmicznej nastąpiło dokowanie/cumowanie jednego statku kosmicznego do drugiego. I ten manewr powtórzono dwukrotnie. Powiecie: wielkie mi aj- waj! Nic takiego. No więc mam złą wiadomość o Waszej wiedzy. Nie nadąża. Udane dokowanie jednego statku kosmicznego do drugiego to wstęp do stworzenia stacji kosmicznej. I taki jest cel chińskich władz. Powiecie: wielkie mecyje! Rosjanie i Amerykanie od dawna mają taką stację i nic! No właśnie- NIC. Rosja i USA rozwijały swoje programy kosmiczne od początku pięćdziesiątych lat zeszłego wieku. Wydali na to straszne pieniądze. I co? Ano jak rozwijali- tak zwijają. Musieli zawrócić. Zabrakło chęci, środków i motywacji. W każdym z tych krajów co innego. Ale efekt ten sam. A Chińskie władze, te niedemokratyczne, ale za to myślące kategoriami dziesięcioleci, stwierdziły, że ich program kosmiczny ma być egzemplifikacją  rozwoju kraju. Po co im potrzebny- zapytacie? Otóż najprościej rzecz ujmując- badania i produkcja na potrzeby programu kosmicznego stymulują rozwój nauki. Po czym zastosowane w tym programie urządzenia bądź rozwiązania mogą być wykorzystane np. w armii. Że nie wspomnę o zwykłych cywilnych potrzebach. Ale zawsze ciągną naukę do przodu.

Otóż te Chiny, które w naszej świadomości kojarzą się z tanimi podkoszulkami i trampkami, te same Chiny weszły w etap rozwoju najnowszych technologii tak zaawansowanych, że rzucają wyzwanie największym z największych. Już w 2006 roku opublikowano założenia długoterminowej strategii chińskiego rządu na lata 2006-2020 w której zapisano, iż  położony zostanie szczególny  nacisk m.in. na takie dziedziny, jak: energia odnawialna, nowoczesny transport (w tym miejski), robotyzację, alternatywne źródła energii, biotechnologie oraz  nanotechnologie. Również wymieniono w nim program kosmiczny. No i w przeciwieństwie do Polski w której raz na 3 miesiące zmienia się długoterminowy plan np. szybkich kolei, które w lipcu mają być, ale już w listopadzie niekoniecznie, więc w tych zapyziałych, prowincjonalnych Chinach z tanimi trampkami i jedną miską ryżu dziennie, władze od 2006 roku konsekwentnie realizują założone plany. I to realizują w sposób, który zapiera dech w piersiach. Np. mają największą na świecie sieć szybkich kolei, o których my nawet pomarzyć nie możemy. Moja znajoma dojeżdża do pracy w Szanghaju  z odległości 170 km. Codziennie. Tam i z powrotem. Koleją. Zajmuje jej to 40 min w jedną stronę. To tak jakby ktoś chciał dojeżdżać do pracy w W-wie spod Częstochowy! Życzę wszystkiego najlepszego.

Widziałem chińskie rozwiązania miejskiej komunikacji, które są tak nowatorskie… że mózg staje w poprzek. Można je  zresztą oglądać w internecie.

Widziałem rozwiązania komunikacyjne, mosty, wiadukty, linie metra które powstają w tempie, w którym u nas rodzą się…ziemniaki. A w chemii analitycznej, biotechnologiach, produkcji ryżu, badaniach nad genomem czy w materiałoznawstwie i nanotechnologiach Chiny znajdują się już w czwórce państw przedstawiających najwięcej publikacji naukowych.

Przyjęta strategia na lata 2006- 2020  ma polegać na rozwoju „własnych innowacji i modernizacyjnym skoku w wybranych dziedzinach po to, by zapewnić własny rozwój i przewodzić w przyszłości”.

Żeby uzmysłowić Państwu o czym opiszę, powiem tylko, że ostatnio na Bali w czasie spotkania przywódców państw Azji i Pacyfiku- APEG, prezydent Hu Jintao powiedział, iż w latach 2011-2025 Chiny zamierzają przeznaczyć tylko  na rozwój alternatywnych źródeł energii i tzw. zieloną gospodarkę kwotę 3,2 bln. yuanów czyli ok. 490 mld.$. To o wiele więcej niż nasze PKB. Tyle, że Ich przywódcy jak mówią, to robią. A nasi – oby żyli wiecznie- jak mówią… to wiadomo, że mówią.

I tak naprawdę można by  mnożyć dane statystyczne np. dotyczące ilości patentów, czy ilości studentów, ośrodków akademickich , procentu PKB przeznaczone na naukę, które to dane pokazują jaka szybka w Chinach jest pogoń za uciekającym czasem.

Tylko komu to mówić- Polakom? Przecież my i tak wiemy swoje.

W Chinach produkują  badziewie.

 

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Co Oni, kumo, produkują w tych Chinach? Reviewed by on 22 grudnia 2011 .

Jesteśmy jako naród w ciekawym punkcie- myślę oczywiście o naszym stosunku do Chin. W naszych domach jest coraz więcej urządzeń wszelkiej maści rodem z Chin, w sklepach artykułów  z Chin jest tak dużo, że już przestajemy zwracać na to uwagę. Jednocześnie jakość tych artykułów jest stosunkowo niska. Co oczywiście powoduje, że w naszym potocznym języku

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 16

  • A już zupełnie dziwne byłoby gdyby społeczeństwo lepiej znało Chiny niż własny kraj.Bo trzeba przyznać że przeciętnego Polaka szczególnie młodego znajomość historii i tradycji jest nie wiem czy nie katastrofalna.Co do praw człowieka niestety zawsze i wszędzie wygrywają interesy.

    • Dziwne? Panie szanowny, przecież wielu wie młodzików więcej o USA niż o Polsce! A skąd wiedzą, Pan zapyta. Ano z Hollywoodu. Tak ich wychowali… Walter z Solorzem.

  • jg

    taki tekst bylby super, nie mowiac juz ze jeszcze lepiej po angielsku
    sam bym to potem chetnie azlinkowal znajomym na FB albo przekazal na uczelni osobom zainteresowanym

    dzisiaj wlasnie skorzystalem z informacji z ostatniego komentarza eksperckiego Radka i mowilem o tym rano na zajeciach. profesor opowiadal o umowie o strategicznym partnerstwie chin z rosja, to od razu dodalem co nieco o polsce.
    jesli w naszym kraju sie tym nie interesuja, zagranicznych ekspertow moze to zainteresowac

    • Business Center Club opublikował mój tekst pt. „Biznes zaczyna się od przyjaźni” w grudniowym numerze magazynu Businessman.pl.

      Polsko-Chińska Izba Gospodarcza opublikowała kilka moich testów pod hasłem „Polski manager w Chinach. Poradnik międzykulturowy”:

      1. Rodzina w biznesie: 50% udziałów w spółce to równie dobrze 1% władzy decyzyjnej
      2. Guanxi: Cenne powiązania społeczne czy korumpowanie urzędników? (przedrukowany przez CSPA)
      3. Marketing szeptany: 2 miliony Chińczyków przyrzekło miłość skrzydełkom z kurczaka

      Dostępne tutaj:
      3w.pchig.pl/index.php?parent_id=42&menu_id=1

      Są to niszowe tytuły niedocierające do polskich mass czytelników Rzeczpospolitej czy Wyborczej, ale znajdujące czytelnika (CEOs, kadra kierownicza polskich przedsiębiorstw) zainteresowanego Chinami, biznesem w Chinach. W mainstreamie mało kto takie teksty opublikuje bo polskie media i dziennikarze musieliby się tłumaczyć dlaczego przez ostatnie 20 lat pisali o Chinach z perspektywy ich zwalczania za wszelką cenę, a nie wsparcia rozwoju współpracy, i prali Polakom mózgi.

  • Pan Wieslaw Plich to taki polski zhongguotong.:)

    Żeby wpływać na masy i opinie publiczną w Polsce musiałby Pan wygryźć z dziennikarskiego stołka Marię Kruczkowską z Gazety Wyborczej, która ostatnio obraziła się na prezydenta Komorowskiego (w tekście „Jak Polska ma bronić praw człowieka w Chinach?”), że ten „niewystarczająco” postraszył Chińczyków, aby przestrzegali praw człowieka. Bo jak nie, to Polacy się obrażą na Chińczyków i nie będą robić z nimi interesów.

    Trochę mi się śmiać chciało jak przeczytałem. Pani Kruczkowska w swoich tekstach bardziej wywiązuje się z obowiązku głoszenia „anty-komunistycznych” haseł jej szefa Adama Michnika, które bardziej pasują do sytuacji sprzed 20 lat, gdy ten zakładał Wyborczą, niż nadąża za aktualną sytuacją w Chinach; np. tym kto finansował Dalajlamę i stoi za działaniami chińskich opozycjonistów.

    Wyborcza („Prezydent w Chinach, pułapki czyhają”) próbowała straszyć jakie to protokolarne niebezpieczeństwa czyhają na Komorowskiego w Pekinie; że zostanie „rzucony na pożarcie” chińskiemu rządowi, który zrobi wszystko aby zrujnować jego wizytę. Okazało to chiński premier stanął na wysokości zadania i serdecznie przywitał prezydenta polskim „Dzień dobry”, a chińskie linie lotnicze chcą odstąpić najlepsze sloty na pekińskim lotnisku żeby ułatwić polskim i chińskim biznesmenom robienie interesów. Z tego co się orientuję prawie połowa członków chińskiego politbiura spotkała się z Komorowskim (Hu, We, Wen, Li). Do tego mer Szanghaju, który uchodzi za jedną z najbardziej wpływowych politycznie osób w całych Chinach (łoży najwięcej do pekińskiej kasy, został najmłodszym merem w historii Szanghaju i jest prawą ręką Hu Jintao ds otwierania się Chin na świat). Nawet Putin nie dostawał dostępował takich honorów jak odwiedzał Pekin. Podsumowując Komorowskiemu zostali przedstawieni najważniejsi ludzie Chin. Xi Jinping, przyszły prezydent nie był obecny bo brał udział w wizycie do Wietnamu. Napisałbym o tym tekst dla polskiej opinii publicznej, ale wydaje mi się, że Adam Michnik nie byłby zadowolony z moich tez. Koło się zamyka.

    • Skoro Pani Kruczkowska tak kocha prawa człowieka, to niech napisze jak to Stefan Michnik ich gorliwie bronił. Tyle w temacie.

  • Pan Wieslaw Plich to taki polski zhongguotong.:)

    Żeby wpływać na masy i opinie publiczną w Polsce musiałby Pan wygryźć z dziennikarskiego stołka Marię Kruczkowską z Gazety Wyborczej, która ostatnio obraziła się na prezydenta Komorowskiego (w tekście „Jak Polska ma bronić praw człowieka w Chinach?”), że ten „niewystarczająco” postraszył Chińczyków, aby przestrzegali praw człowieka. Bo jak nie, to Polacy się obrażą na Chińczyków i nie będą robić z nimi interesów.

    Trochę mi się śmiać chciało jak przeczytałem. Pani Kruczkowska w swoich tekstach bardziej wywiązuje się z obowiązku głoszenia „anty-komunistycznych” haseł jej szefa Adama Michnika, które bardziej pasują do sytuacji sprzed 20 lat, gdy ten zakładał Wyborczą, niż nadąża za aktualną sytuacją w Chinach; np. tym kto finansował Dalajlamę i stoi za działaniami chińskich opozycjonistów.

    Link do tekstu: 3.wyborcza.pl/1,75968,10857676,Jak_Polska_ma_bronic_praw_czlowieka_w_Chinach_.html

    Wyborcza („Prezydent w Chinach, pułapki czyhają”) próbowała straszyć jakie to protokolarne niebezpieczeństwa czyhają na Komorowskiego w Pekinie; że zostanie „rzucony na pożarcie” chińskiemu rządowi, który zrobi wszystko aby zrujnować jego wizytę. Okazało to chiński premier stanął na wysokości zadania i serdecznie przywitał prezydenta polskim „Dzień dobry”, a chińskie linie lotnicze chcą odstąpić najlepsze sloty na pekińskim lotnisku żeby ułatwić polskim i chińskim biznesmenom robienie interesów. Z tego co się orientuję prawie połowa członków chińskiego politbiura spotkała się z Komorowskim (Hu, We, Wen, Li). Do tego mer Szanghaju, który uchodzi za jedną z najbardziej wpływowych politycznie osób w całych Chinach (łoży najwięcej do pekińskiej kasy, został najmłodszym merem w historii Szanghaju i jest prawą ręką Hu Jintao ds otwierania się Chin na świat). Nawet Putin nie dostawał dostępował takich honorów jak odwiedzał Pekin. Podsumowując Komorowskiemu zostali przedstawieni najważniejsi ludzie Chin. Xi Jinping, przyszły prezydent nie był obecny bo brał udział w wizycie do Wietnamu. Napisałbym o tym tekst dla polskiej opinii publicznej, ale wydaje mi się, że Adam Michnik nie byłby zadowolony z moich tez. Koło się zamyka.

  • Pan Wieslaw Plich to taki polski zhongguotong.:)

    Żeby wpływać na masy i opinie publiczną w Polsce musiałby Pan wygryźć z dziennikarskiego stołka Marię Kruczkowską z Gazety Wyborczej, która ostatnio obraziła się na prezydenta Komorowskiego (w tekście „Jak Polska ma bronić praw człowieka w Chinach?”), że ten „niewystarczająco” postraszył Chińczyków, aby przestrzegali praw człowieka. Bo jak nie, to Polacy się obrażą na Chińczyków i nie będą robić z nimi interesów.

    Trochę mi się śmiać chciało jak przeczytałem. Pani Kruczkowska w swoich tekstach bardziej wywiązuje się z obowiązku głoszenia „anty-komunistycznych” haseł jej szefa Adama Michnika, które bardziej pasują do sytuacji sprzed 20 lat, gdy ten zakładał Wyborczą, niż nadąża za aktualną sytuacją w Chinach; np. tym kto finansował Dalajlamę i stoi za działaniami chińskich opozycjonistów.

    Link do tekstu: 3w.wyborcza.pl/1,75968,10857676,Jak_Polska_ma_bronic_praw_czlowieka_w_Chinach_.html

    Wyborcza („Prezydent w Chinach, pułapki czyhają”) próbowała straszyć jakie to protokolarne niebezpieczeństwa czyhają na Komorowskiego w Pekinie; że zostanie „rzucony na pożarcie” chińskiemu rządowi, który zrobi wszystko aby zrujnować jego wizytę. Okazało to chiński premier stanął na wysokości zadania i serdecznie przywitał prezydenta polskim „Dzień dobry”, a chińskie linie lotnicze chcą odstąpić najlepsze sloty na pekińskim lotnisku żeby ułatwić polskim i chińskim biznesmenom robienie interesów. Z tego co się orientuję prawie połowa członków chińskiego politbiura spotkała się z Komorowskim (Hu, We, Wen, Li). Do tego mer Szanghaju, który uchodzi za jedną z najbardziej wpływowych politycznie osób w całych Chinach (łoży najwięcej do pekińskiej kasy, został najmłodszym merem w historii Szanghaju i jest prawą ręką Hu Jintao ds otwierania się Chin na świat). Nawet Putin nie dostawał dostępował takich honorów jak odwiedzał Pekin. Podsumowując Komorowskiemu zostali przedstawieni najważniejsi ludzie Chin. Xi Jinping, przyszły prezydent nie był obecny bo brał udział w wizycie do Wietnamu. Napisałbym o tym tekst dla polskiej opinii publicznej, ale wydaje mi się, że Adam Michnik nie byłby zadowolony z moich tez. Koło się zamyka.

  • To fakt co pisze Pan Wute jest poprawa. Mi nie zalezy na opiniach ludzi ktorzy i tak nie maja na nic wplywu. Niech zyja nadal top modelem na lodzie i niech umilaja to sobie piwkem z puszki. Mysle, ze ludzie na stanowiskach rzadowych wiedza jak jest (moze sie myle). Mam wrazenie ze ludzie na stanowiskach typu radny powiatowy, sekretarz gminy pojecia nie maja. A to wazne aby mieli. W Polsce samorzad odgrywa duza role , w Chinach zreszta tez jezeli chodzi o sprawy biznesowe. Wiedza na takich szczeblach moze przelozyc sie na wiele dziedzin , ktore nie musza koniecznie przechodzic przez najwyzsze szczeble, ktore to nie maja czasu na zajmowanie sie sprawami mniejszej wagi, lokalnymi. Pozatym samorzadowcy to z regoly osoby powiazane z grupami politycznymi, akademickimi i biznesowymi wiec ten szczebel jest bardzo wazny. To nie masy podejmuja kluczowe decyzje a jednostki na wysokich stanowiskach ale zeby Oni mogli dzialac we wlasciwym kierunku to musza miec tzw. „przychylnosc dworu” czyli tych wszystkich radnych, dyrektorow, przewodniczacych, prezesow, mediow itd. Teraz bardzo duze wyzwanie przed CSPA, moze nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wielkie. Nie wazne ile osob doda CSPA na Facebooku choc tez ma to jakies odbicie, wazniejszy natomiast jest ten dziennikarz co tu zaglada i nie pozostawia nawet komentarza, wazny ten radny co tu zaglada i dowiaduje sie tego i tamtego. Wazne sa konferencje na ktorych CSPA prezentuje swoje opinie przed wplywowym gronem. Wazne sa wypowiedzi ekspertow w mediach. Reszta jak to mowia: „psy szczekaja karawana jedzie dalej”.
    Z drugiej strony przecietny Chinczyk tez nie ma pojecia co sie dzieje w Europie i dokad to wszystko zmierza. Slyszeli cos o kryzysie ale i tak nie maja pojecia co to znaczy. Robia swoje, rzad im nie przeszkadza, wspiera, co by sie nie dzialo to sa dumni ze sa Chinczykami, mysla i podejmuja decyzje mandaryni – taka tu kultura i mysle ze tak powinno byc. Zakladajac ze mandaryni wiedza co robia i robia to dobrze. I u nas tez tak to wszystko wyglada tyle ze decyzje nie maja takiego samego skutku i wladza bardziej przeszkadza niz pomaga a lud wierzy, ze to on sam podejmuje swiadome decyzje. Tak czy inaczej wazne decyzje podejmuja ludzie wazni jakby tej „waznosci” nie rozumiec.

  • @ p.Pilch @ Zyggi
    To rzeczywiście dobry artykuł więcej takich.
    Tylko dlaczego Panowie, ustawicznie wmawiacie, że wszyscy w Polsce traktują Chiny
    jako jedynie kraj produkujący tandetę. Ja znam co najmniej parę osób spoza grona
    CSPA, którzy zupełnie dobrze orientują się co do rozwoju Chin.
    Tak jak niektóre środowiska katują się ustawicznie tematem Tybetu i prawami człowieka, nie chcąc widzieć olbrzymiego gospodarczego i technologicznego postępu Chin, tak Wy katujecie się tematem rzekomej całkowitej niewiedzy „prostego, ogłupiałego narodu” w sprawach chińskich.
    A propos, czy któryś z Panów zna wyniki badań nad znajomością spraw chińskich
    w naszym społeczeństwie? Bo ja nie znam.
    Dopóki nie będą znane takie wyniki a także porównanie ich z wiedzą na temat UE
    czy Rosji to nie będziemy wiedzieli gdzie jesteśmy.

    • @ Wute.
      Nie mówię o wszystkich, a o generalnym nurcie myślowym w naszym społeczeństwie. Wystarczy porównac częstotliwośc, z jaką w codziennych rozmowach wciąż pojawia się przymiotnik „chiński” przy słowie „tandeta”. Nie trzeba badań, by wiedziec, że ten schemat myślowy występuje u nas masowo. Kluczowy powód wyjaśnił Pan Pilch: sprowadza się do nas rzeczy, które mają byc bardzo tanie. A jak wiadomo bardzo tanie rzadko kiedy jest dobre.
      Znajomy, o którym wspomniałem, zwrócił uwagę na te uprzedzenia. „Łeee… chińskie…” – nie raz i nie dwa słyszał tego typu komentarze. To zniechęca, gdy zainwestujesz pieniądze w sprzęt i reklamę, a potem słyszysz takie teksty od znawców, którzy „wiedzo lepij”… Stąd na jakiś czas dał sobie spokój z Xindakiem, ale obiecuje, że do tematu wróci „gdy tylko ludzie dojrzeją” i będzie możliwośc sprzedac więcej niż 3-4 wzmacniacze w miesiącu. Ja mu na to: „tylko pilnuj, żeby ktoś nie był szybszy”. :-)

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        Jeśli masz na myśli zwykłych ludzi to jestem skłonny przyznać Ci
        rację, ale oni nie tylko nie wiedzą niemal niczego na temat Chin,
        ale też na temat krajów Unii, nie znają też historii kraju w którym
        żyją.
        Ja mam na myśli ludzi wykształconych.

      • Avatar wute

        Wśród nich, obserwując mały wycinek moich znajomych, widzę
        jak ich wiedza na temat Chin rośnie.

    • Miły Panie Wute. Niejednokrotnie słyszałem z Pańskich ust stwierdzenia, iż ludzie wiedzą sporo o Chinach. Niestety, prawda jest inna. Taka jako rzecze Zyggi. Myślę że ogromna- nie wiem 80-90%- społeczeństwa nie ma o tym kraju zielonego pojęcia. Jak Pan wie, mam kota na punkcie Chin. I najczęściej z kimkolwiek rozmawiam, staram się zejść na ten temat. DRAMAT! Wstyd powiedzieć, ale moje własne dzieci po uniwersytetach wiedzą tyle co ja im powiem. Wiedza o Chinach nie zależy w żadnym stopniu od wykształcenia. Nie wiem zresztą od czego zależy. Ale wiem co ją kształtuje. Dzisiaj przeczytałem artykuł w Onecie niejkiego Kalińskiego. Gość zaczął publikować w Obserwatorze Finansowym jakieś 5 miesięcy temu. Potem ktoś mu poradził zeby zmienił optykę. I zmienił. Nie mogę go teraz czytać. Tacy ludzie ustawiają optykę postrzegania Chin.

      • Avatar wute

        @ p. Pilch
        Panie Wiesławie,
        Już częściowo odpowiedziałem na post, w powyżej do Zyggiego. Nie mam na myśli zwykłych ludzi. Mam na myśli ludzi z edukacją. Nie twierdzę, że poziom jest wysoki czy średni, uważam, że jest nieznany ponieważ nie ma na ten temat żadnych badań. Ja natomiast w gronie moich znajomych poza CSPA widzę poprawę znajomości spraw chińskich.

  • Ten świetny artykuł zdążyłem już wcześniej przeczytac na blogu autorskim Pana Pilcha. Autor w swobodny, zabawny i prosty sposób wyjaśnia jak to jest z tą chińską tandetą. Tak, Panie Wiesławie, praca u podstaw też jest potrzebna. Nasz prosty, ogłupiany naród potrzebuje takiej elementarnej edukacji co by wiedział, jak ten świat się kręci, co z czym się je. Bo po tylu latach najpierw komuszej, a potem solidurnej edukacji mnóstwo Polaków nadal nie tylko nic nie wie o Chinach, ale nawet jak się wsiada do samolotu, jak się zachowac w restauracji, co to jest mp3 itd.
    A propos chińskiej jakości. Znam jednego faceta, zapalonego audiofila, który sprzedawał sprzęt renomowanej chińskiej firmy Xindak z Czungkingu. Nie afiszował się z krajem pochodzenia firmy, bo problemów nastręczały uprzedzenia klientów. Niektórzy wciąż wolą zapłacic 1,5 – 2 razy więcej za wzmacniacz lub DVD Pioneera, Denona, Onkyo czy innego „japończyka” mimo, że parametry jakościowe są porównywalne. W zasadzie jedyny argument to lista nagród i referencji, które Xindak już zdążył zebrac na Zachodzie. No bo skoro Anglicy i Niemcy docenili Xindaka, to dlaczego ubożsi od nich Polacy mieliby nim gardzic i nadal bulic za sprzęt bardziej znanych marek?
    Przykład Xindaka pokazuje dlaczego wyobrażenia o produktach z Chin zmieniają się i nadal będą się zmieniac. Geely, BYD, Great Wall, Lenovo, HIS, Huawei, ZTE, TCL, Haier, Hisense, Koda, Seagull, GP Batteries, Kingsoft, Rising Antivirus… Lista znanych i całkiem przyzwoitych chińskich marek będzie rosła z roku na rok i będą zbyt atrakcyjne, by wystarczyło przemilczac ich istnienie w mediach. Jakośc ich wyrobów przestaje już byc obiektem drwin, tym bardziej że częśc ich produkcji nosi logo renomowanych firm zachodnich.
    Dla konkurencji ma to złowróżbny wydźwięk. A to dlatego, że podobnie kilka dekad temu było z japońskimi i południowokoreańskimi autami i elektroniką. Najpierw się z nich naśmiewano, potem zaczęły budzic obawy konkurencji, wreszcie ją dogoniły lub wyparły z rynku. Dziś nikt nie nazwie takich firm jak japońskie Toyota, Canon, Panasonic, Toshiba, koreańskie Hyundai, Samsung, LG producentami tandety. Chyba tylko ktoś złośliwy, albo totalnie zakręcony jak żona Masztalskiego z dowcipu, która na stwierdzenie męża, że Reagan został prezydentem odparła: „A to Bierut już nie jest?” Tak niebawem będą postrzegani ludzie, którzy mówią o chińskiej tandecie. Chiny stają się za drogie do jej wytwarzania i jej produkcją zajmą się tańsze kraje (Wietnam, Indie, Bangladesz, Indonezja). Chiny z kolei będą coraz liczniej reprezentowane na „wyższych regałach”.

Pozostaw odpowiedź