BLOGOSFERA

Migawki z podróży: „Choć droga niedaleka, nie dojedziesz jeśli do celu nie zmierzasz”

Dolina Dulongjiang jest regionem wyjątkowo trudno dostępnym, bardzo odległym od miast i nadal żyjącym tradycyjnym rytmem. Przyroda jest tutejszym wspaniałym atutem. Przez sześć miesięcy w roku, gdy pada deszcz lub śnieg, region jest odcięty od świata. Przez resztę roku dojazd jest utrudniony, zważywszy na okropny stan kamienistych dróg, naprawianych każdorazowo po skończonym okresie deszczowym. Podejmuję się więc trochę trudnego zadania, aby tam dotrzeć.

moja trasa

Wiszące mosty, kaniony, górskie stoki stanowią bogactwo wizualne doliny. Długa 320 km dolina Dulongjiang jest jednym z najlepszych strażników tajemnic Yunnanu. Przez długi czas, aż do 1996 roku, cudzoziemcy nie mogli tutaj przebywać.

Wściekła rzeka Nu Jiang jest drugą najdłuższą rzeką południowo-wschodniej Azji, jest na dodatek pozbawiona zapór. Nu Jiang ulokowała się między górami Gaoligongshan i Birmą. Od 1986 punk kulminacyjny Gaoligongshan został wpisany na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO.

Celem mej podróży jest dotrzeć do narodu Durong i spotkać już nieliczne przedstawicielki tej grupy etnicznej.

Pierwszym etapem mej wyprawy jest Liuku. Powoli zaczynam się oswajać z długimi 7-8 godzinnymi trasami, które są za każdym razem ciekawie urozmaicone … i już czas mi się wydaje mniej długi. Częste kontrole policji również dostarczają wielu wrażeń.

W Liuku właściwie nic się nie dzieje, zatrzymuję się tutaj tylko na nocleg. Jest ciepło, ale pochmurnie, co nie wróży nic dobrego. Czyżby upalne dni i noce spędzone w Ruili trzeba będzie schować do lamusa? Późnym popołudniem wybieram się na małą przechadzkę po mieście leżącym tuż przy wejściu do doliny, gdzie zachwycam się ciekawym napisem na stoku:

napis na stoku

Nazajutrz, gdy za oknem jeszcze zmrok, zwijamy manatki i obieramy kierunek na dworzec autobusowy. Znajduje się on w dolnej części miasta. Na dworcu jeszcze pusto, ale spotykamy naszego kierowcę, który nas tutaj przywiózł wczoraj. I jak starzy znajomi, wspólnie siadamy na niskich stołeczkach przy niskich stoliczkach do śniadania.

na dworcu w liuku

Coś mnie intryguje i przypominam sobie, że podobna sytuacja już miała miejsce kilka lat temu. Będąc w Birmie na początku XXI w. spotkaliśmy Izraelczyka Dawida Jabłonkę, z którym podczas jednej z wypraw jechaliśmy wspólnie wynajętym pojazdem. Tego samego pana Jabłonkę na nowo spotykamy w Syczuanie w 2008 roku. I od tej pory gdy jesteśmy w Azji mamy wrażenie, że go jeszcze przypadkowo spotkamy. Byłoby to zabawne. Czyż to nie zbieg dziwnych losów?

Warto tutaj było przyjechać. Po drodze mijamy wspaniałe piękne pejzaże. Autobus mknie po nowo wybudowanych drogach, częste długie tunele wydrążone w skałach dodają krztynę strachu pasażerom. Po przeciwnej stronie rzeki widoczne roboty drogowe umożliwiają nam zdać sobie sprawę z gigantycznego przedsięwzięcia :

droga w budowie

Im bliżej naszego celu, tym bardziej jazda nas fascynuje. Spoglądając na rozciągające się pasma zieleni rozdzielone rzeką zauważa się na szczytach białe proste budowle kościołów z charakterystycznym krzyżem na więźbie:

kosciol

Kilka kilometrów przed punktem kulminacyjnym autobusowej jazdy zatrzymujemy się przed szlabanem. Tylko my cudzoziemcy wysiadamy z autobusu, by dokonać opłaty wstępu na teren, który jest czymś w rodzaju rezerwatu przyrody. Otrzymujemy nasze karty wstępu, które skrupulatnie przechowujemy, by w razie potrzeby je okazać.

Wjazd do Bingzhongluo jest triumfalny – jesteśmy w małej wiosce, gdzie Tybetańczycy, Lisu i Han mieszkają w symbiozie. Znalezienie noclegu okazuje się trochę trudnym eksperymentem. Jest tutaj kilka małych oberży, ale na widok ‘bogatych cudzoziemców’ ich właściciele anonsują nam wygórowane ceny. W końcu na skraju burgady, w małej uliczce niedaleko łąk, stoi sobie tybetański hotelik i zaprasza nas w swe progi. Prowadzi go młoda Tybetanka, na plecach w nosidełku jej synek mile się do nas uśmiecha. Podoba nam się tutaj, i cena przystępna, i atmosfera wydaje się być rodzinna. Zatrzymamy się tutaj:

tybetanski dom

Nasz pokój jest na pierwszym piętrze. Łazienka i WC są na parterze. Pierwsza noc jest bardzo zimna, temperatura w pokoju nie przekracza 7°C. Noce są bardzo zimne, a w dzień świeci ciepłe słońce. A więc jutro ogrzejemy w promieniach słonecznych … nasze twarze.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Migawki z podróży: „Choć droga niedaleka, nie dojedziesz jeśli do celu nie zmierzasz” Reviewed by on 16 grudnia 2013 .

Dolina Dulongjiang jest regionem wyjątkowo trudno dostępnym, bardzo odległym od miast i nadal żyjącym tradycyjnym rytmem. Przyroda jest tutejszym wspaniałym atutem. Przez sześć miesięcy w roku, gdy pada deszcz lub śnieg, region jest odcięty od świata. Przez resztę roku dojazd jest utrudniony, zważywszy na okropny stan kamienistych dróg, naprawianych każdorazowo po skończonym okresie deszczowym. Podejmuję

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Zhongguo 中国

"中国" - jest sinologiem, propagatorem Chin i kultury chińskiej. Przyjaciel narodu chińskiego. Podróżując po Chinach zagląda w miejsca trudno dostępne dla turystów. Mawia: "CHINY - to pasja i powołanie. KRAJ, w którym jest najwięcej ludzi do polubienia"

Pozostaw odpowiedź