Artykuły

Chiny znowu będą cesarstwem. Powrót dynastii Ming

Choć Rok Konia niedawno się zaczął i od razu ruszył z kopyta w Europie Wschodniej, to porównanie Krymu z tym co się wydarzy w Chinach będzie taką różnica, jaka jest pomiędzy truchtem a galopem. Komunistyczna Partia Chin od dawna, za kurtyną, eksperymentuje we własnym gronie w celu znalezienia jak najlepszego politycznego rozwiązania dla zabezpieczenia swoich interesów w tak szybko zmieniającej się rzeczywistości.

źródło: wuxiaedge.com

źródło: wuxiaedge.com

Doświadczenie innych krajów, w tym blisko położonej Republiki Korei, wskazuje, że za szybkim wzrostem gospodarczym i znacznym podniesieniem stopy życiowej społeczeństwa nieuchronnie przyjdą żądania natury politycznej. Stratedzy KPCh dokonali analizy wszystkich przypadków utraty władzy przez komunistów w Europie Środkowej i Wschodniej, a także przez niekomunistyczne monopartie. W efekcie doszli do wniosków, które wydają się z punktu Europejczyków szokujące, ale w Azji Wschodniej, gdzie władza ma charakter półsakralny, nie muszą mieć takiego odbioru. Przede wszystkim uznali, że nie da się utrzymać w przyszłości monopolistycznej władzy KPCh i zalecili stworzenie utworzenie kilku nowych partii. Co prawda w Chinach, o czym się mało mówi, istnieje osiem partii politycznych, tzw. partii sojuszniczych, ale nikt poważnie ich nie traktuje jako samodzielnej siły politycznej. Ich zakres swobody politycznej jest jeszcze mniejszy niż miały ZSL i SD w PRL. Tutaj sprawa będzie dotyczyła zbudowania zupełnie nowych partii. W chińskiej koncepcji podziału władzy politycznej nie będzie jednak mowy o środkowoeuropejskim rozwiązaniu politycznym, w wyniku którego władzę objęli działacze opozycyjni i partie jednoznacznie odcinające się od komunizmu. Rządząca dynastia KPCh władzy nie odda, tylko przybierze inne szaty.

Zostaną utworzone nowe partie: ludowe, socjalistyczne, liberalne, narodowe itd. Założycielami ich będą komuniści, ale nie ci z pierwszego czy drugiego szeregu. Nieznani, stosunkowo młodzi, wzbudzający o wiele większe zaufanie niż zgrani aktorzy. Razem z nimi partie będą zakładali tzw. bezpartyjni specjaliści będący tak naprawdę bezpartyjnymi komunistami, czyli ludzie, których przygotowuje się do odegrania takiej roli, a którzy formalnie nie są członkami partii. Jednych i drugich wypromuje się jako ludzi walczących z nadużyciami w swoich prowincjach. Zrobi się im polityczną reklamę w przeddzień podniesienia kurtyny. Być może niektórzy z nich trafią na jakiś czas do więzienia w celu lepszego uwiarygodnienia się w oczach mas. W ten sposób, kiedy dojdzie do wyborów, wszystkie rozwiązania zostaną obstawione. Partia jednocześnie zabezpieczy się przed przejęciem władzy przez zorganizowane grupy interesów z własnego środowiska. Opierając się na doświadczeniach z obserwacji w Rosji, gdzie władzę przejęli tzw. siłownicy (KGB, armia), w Chinach wprowadzi się neutralność polityczną, czyli pozbawi się biernego prawa wyborczego byłych i aktualnych pracowników różnych służb bezpieczeństwa i zawodowych wojskowych. Nie będzie miejsca na jakąś alternatywnie niezależną koncepcję. Wszystko zostanie w rękach dynastii KPCh. Zmieni się natomiast jedno – głowa państwa.

Przykładem jak to należy zrobić jest polityczna wymiana głowy państwa w USA. Na miejsce skrajnie niepopularnego w świecie białego konserwatysty Busha, powszechnie krytykowanego za inwazję na Irak i za więzienie w bazie w Guantanamo podejrzanych o terroryzm bez sankcji prawnych, amerykański establishment wytypował Baracka Obamę, Afroamerykanina, młodego, przystojnego, eleganckiego, wykształconego i bliższego w swoim poglądach społeczeństwom zachodniej Europy niż jakikolwiek amerykański prezydent, którego dodatkowo wypromowano jako polityka, który zmieni świat. Tak też go odebrano w świecie. Ten prosty w swojej istocie manewr przyniósł cudowne rezultaty. Obamie uchodziło na sucho to, za co tak namiętnie krytykowano jego poprzednika, czyli Afganistan, gdzie zwiększył amerykański kontyngent wojenny i za więzienie w Guantanamo, którego nie zamknął.

Z tej dość pouczającej historii swój wniosek wyciągnęli Chińczycy. Postanowili zdecydować się na rozwiązanie, które podobnie jak w USA dałoby im niemal natychmiastowe zwiększenie prestiżu. Chociaż na chińskich komunistach, którzy odnieśli wielki ekonomiczny sukces, nie ciąży takie odium nieudacznictwa, jakie dosięgło ich towarzyszy w Europie, to jednak słowa „komunizm” i „komunistyczny” budzą w świecie, w szczególnie w tej jego rozwiniętej części, zdecydowanie negatywne skojarzenia. Zamiast szefa partii KPCh, która w przyszłości będzie tylko jedną z partii zarządzanych przez komunistów, głową państwa zostanie cesarz. Być może komuś może wydawać się to szokujące. Nic z tych rzeczy. W sąsiednim państwie, w Korei Północnej, od trzech pokoleń istnieje komunistyczna monarchia, gdzie władza przechodzi z ojca na syna. Chińczycy postawią kropkę nad i, dokonując formalnej restauracji cesarstwa.

Zhu Rongji - były premier ChRL, przyszły cesarz Chin, pochodzący z dynastii Ming

Zhu Rongji – były premier ChRL, przyszły cesarz Chin, pochodzący z dynastii Ming

Można postawić pytanie, co to za cesarz z nadania partyjnego? Jaki będzie miał autorytet? Bez obaw – partia ma takiego kandydata, który spełnia dwa podstawowe warunki: jest swój i posiada „papiery na cesarza”. To Zhu Rongji, były premier (1998-2003), czyli swego czasu de facto druga osoba w państwie, a jednocześnie autentyczny książę pochodzący z ostatniej narodowej chińskiej dynastii, dynastii Ming, panującej w Chinach w latach 1368-1644. Jest on w prostej linii w dziewiętnastym pokoleniu potomkiem Zhu Yuanzhanga, założyciela dynastii Ming, który przeszedł do historii jako cesarz Hongwu (1368-1398). Taki kandydat daje gwarancje, że będzie dbał o interesy swojej klasy, która go wyniosła na tron, a jednocześnie jako urodzony arystokrata, książę krwi cesarskiej, będzie miał właściwy autorytet w świecie. Nikt nie będzie go traktował jako parweniusza na tronie, a on sam nie będzie musiał przypochlebiać się światowemu establishmentowi, żeby zdobyć jego uznanie. Odwrotnie, to inni monarchowie tacy jak brytyjska Elżbieta II z Windsorów czy szwedzki król z rodu Berdardotte ze swoim królewskim pochodzeniem powinni się czuć przy obecnym potomku Mingów jak nuworysze. Oczywiście żyją potomkowie wcześniejszych niż Mingowie, cesarskich dynastii Chin, Sung (960 – 1279) i Tang (618 – 907), ale nikt tak jak Zhu Rongji nie ma zaufania partii.

Nowy cesarz będzie formalną głową państwa, pozbawiony większości atrybutów władzy politycznej, choć należy się spodziewać, że przyznane mu kompetencje będą jednak większe niż w przypadku cesarza Japonii. Stałą siedzibą cesarza będzie Letni Pałac w Pekinie. Kompleks Letniego Pałacu, którego początki sięgają okresu średniowiecza, został zniszczony i podpalony w okresie drugiej wojny opiumowej, kiedy wojska brytyjskie i francuskie zajęły Pekin. Został odbudowany przez cesarzową Cixi w drugiej połowie XIX w., ale w innym miejscu. Ten nowy zostanie odbudowany według zachowanych planów, ale będzie znacznie skromniejszy, choćby dlatego, że współczesny cesarz nie będzie miał kilkudziesięciu konkubin, co było minimalna liczbą tych dam w dawnych czasach. Żeby uzyskać uznanie społeczeństwa, cesarz wystąpi do władz brytyjskich i francuskich o zwrot zrabowanych skarbów kultury chińskiej, w tym z Letniego Pałacu dokonanych podczas okupacji Pekinu, a które wzbogaciły zbiory British Museum i Luwru.

Podstawowym pytaniem jest jak na te plany zareagują Chińczycy. Możliwe są różne warianty. Albo nikt nie będzie ich pytał i zmianę ustroju przeprowadzi posłuszny władzom parlament albo też dla formalnego poparcia zorganizuje się referendum czy jakiś plebiscyt, gdzie zwycięzcą będzie ta opcja, która liczy głosy. Należy się spodziewać, że część działaczy KPCh ze względów ideologicznych będzie się sprzeciwiać restauracji cesarstwa. Zapewne będą mieli tyle do powiedzenia co polscy twardogłowi działacze partyjni sprzeciwiający się rozmowom okrągłego stołu.

Zasadniczym pytaniem jest, kiedy te plany będą zrealizowane. Najlepszą okazją byłby rok 2018, będący 650. rocznicą założenia dynastii Ming, ale kandydat jest już dość stary i niewykluczone, że te plany zostaną zrealizowane wcześniej. Powrót cesarstwa będzie miał zasadnicze znaczenie dla sprawy Tajwanu. Aktualnie rozmowy o zjednoczeniu utknęły w martwym punkcie. Znaczna część mieszkańców wyspy nie zgadza się na unifikację. Cesarstwo rozwiąże ten problem. Nie będzie ani ChRL, ani Republiki Chińskiej, a wszyscy będą obywatelami cesarstwa chińskiego. Poza tym wszystko pozostanie po staremu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Chiny znowu będą cesarstwem. Powrót dynastii Ming Reviewed by on 1 kwietnia 2014 .

Choć Rok Konia niedawno się zaczął i od razu ruszył z kopyta w Europie Wschodniej, to porównanie Krymu z tym co się wydarzy w Chinach będzie taką różnica, jaka jest pomiędzy truchtem a galopem. Komunistyczna Partia Chin od dawna, za kurtyną, eksperymentuje we własnym gronie w celu znalezienia jak najlepszego politycznego rozwiązania dla zabezpieczenia swoich

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 5

  • Sekretarz Xi niedawno stwierdził, że ustrój demokratyczny nie dla Chin… To zbyt duży kraj i ludzie w nim różnią się w nim tak bardzo, że prędzej czy później kraj rozsypałby się na zachodzie, a potem północ-południe na wschodzie…

  • Jak pewno się Państwo domyśliliście, dla formalności dodam, że artykuł jest żartem
    primaaprilisowym, niemniej jednak, dalszy rozwój Chin w kierunku wielopartyjności
    w sposób przedstawiony w tym artykule, niekoniecznie musi być żartem.

  • Niech żyje cesarz!

  • @ p.Anarcha
    Dziękuję za komentarz. Jak zwykle w Pana wydaniu jest on bardzo logiczny i trafny.

    W każdej historii jest zawsze jakiś element prawdy. W tej, prawdą jest, że Zhu Rongji jest autentycznym
    Mingiem, w prostej linii potomkiem założyciela dynastii, cesarza Hingwu, czyli używając naszej europejskiej nomenklatury, księciem krwi cesarskiej.

    Zarysowany tu scenariusz, jak Pan słusznie zauważył jest powtórzeniem polskiej transformacji, z trzema jednak, przemawiającymi na korzyść KPCh, czynnikami. PZPR, kiedy zdecydował się na transformację miał:
    1. tragiczną sytuację gospodarczą, w więc był pod przymusem, a czas naglił. KPCh ma w tej kwestii
    komfort, nie musi się spieszyć, choć oczywiście nie może przeciągać sprawy w nieskończoność.
    2. liczący miliony członków opozycyjny ruch społeczny,który swoją liczebnością trzykrotnie przewyższał
    partię. W Chinach nic takiego nie ma.
    3. opozycyjną elitę, która trwała w różnych formach od końca IIWŚ, dodatkowo wspieraną przez
    opozycyjny Kościół, który sprawował „rząd dusz” nad większością społeczeństwa polskiego. KPCh
    tych dylematów nie ma. Co więcej, obecna polityka chińskich komunistów świadczy o zamykaniu
    się partii. Nie jest w tej chwili łatwo zostać jej członkiem. Teraz to partia proponuje członkostwo.
    Proponuje, najlepszym studentom, wyróżniającym się biznesmenom … itd. W ten sposób wyławiając
    najlepszych, jednocześnie zawęża pole dla innych. Członkami partii są np. wszyscy chińscy miliarderzy,
    zarówno Ci, wykreowani przez partię jaki i Ci, którzy sami doszli do pieniędzy.

    Krótko mówiąc, KPCh ma komfortową sytuację i może spokojnie wykreować taki wielopartyjny system
    jak opisałem, nie tracąc władzy. Czy to uczyni, to inna sprawa. Zazwyczaj zmiany dokonują się pod przymusem, rzadko etablishment zgadza się dobrowolnie, pójść na ryzyko.
    Przywrócenie cesarstwa, chyba już obecnie jest niemożliwe. Zbyt daleko zaszła indoktrynacja kilku
    pokoleń, niemniej wariant z cesarzem, na pewno by Chinom nie zaszkodził.

    Obama – jest produktem jedynej partii politycznej jaka w USA, tak naprawdę istnieje, partii biznesu, składającej się z dwóch frakcji: demokratycznej i republikańskiej. Ten produkt opakowany w poprawność
    polityczną dobrze spełnia zadania postawione mu przez jego kreatorów. Po jego pewnych decyzjach
    odnośnie konfliktu pomiędzy biznesem a światem pracy, najbardziej tradycyjny robotniczy elektorat demokratów, w najbardziej tradycyjnym z „demokratycznych” stanów, w stanie Massachusetts, gdzie od IIWŚ demokraci zawsze zagłosowali, w jednych z ostatnich lokalnych wyborów zagłosował na republikanów.

  • Ależ zarysowany tu scenariusz jest zasadniczo powtórzeniem naszej ”transformacji” ! Również u nas tak jak w pozostałych demoludach i byłych republikach sowieckich z Rosją na czele władzę przejęli ludzie w większym bądź mniejszym stopniu uwikłani w poprzedni system przechrzczeni teraz na ”demokratów” plus dokooptowani różni ”opozycjoniści”, którzy poszli na dil z postsowieckimi służbami, nie przesadzałbym także z tym ”odcinaniem się” wobec przeszłości, było ono czysto formalne, u nas dopiero od niedawna zaczęto wlepiać symboliczne wyroki zdychającym ubolom, w takiej Rosji można sobie o tym z oczywistych względów co najwyżej pomarzyć. Różnicę widziałbym jedynie w stopniu zorganizowania ”przemiany” a przede wszystkim zaznaczonym w tekście zachowaniu przez partię mimo formalnego podziału de facto hegemonicznej roli, inaczej niż w post-Sowietach, gdzie ośrodek władzy przeniósł się do służb specjalnych i wojska, szczególnie u nas było to widoczne, gdzie na wskutek powstania ”Solidarności” i wymierzonego w nią puczu Jaruzelskiego partia uległa marginalizacji na rzecz wojskowej bezpieki, szajki politruków w mundurach udających generałów [ poza tym plusem takiego rozwiązania być może było zmniejszenie stopnia brutalności ew. ”transformacji” skoro jej ster znajdował się w rękach cywilnych aparatczyków a nie czekistów i żołnierzy, aczkolwiek biorąc pod uwagę do jakiej bezwzględności zdolni byli w przeszłości działacze partyjni oraz militarystyczny charakter samej partii jak i jej wojującej doktryny mam tu jednak pewne wątpliwości ]. Bardzo trafna uwaga z Obamą – do dzisiaj trudno mi pojąć jak można się było nabrać na tak prostacki wręcz trick [ pal licho masy ogłupiałych postępowców ale co z elitami ? – nie wystawia im to dobrego świadectwa bardzo delikatnie mówiąc ], dlatego też nie rozumiałem od początku histerycznych reakcji na ten wybór zarówno pro- jak i anty-, podobnie zresztą jak dzisiaj z Majdanem.

    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że niniejszy tekst to political fiction, nie lekceważyłbym jednak tego primaaprilisowego żartu bo rzeczywistość potrafi naśladować a nawet przewyższać najbardziej wydawałoby się nieprawdopodobne, kuriozalne wręcz scenariusze, weźmy choćby 11 września, który gdyby nie wydarzył się naprawdę [ niezależnie od towarzyszących mu okoliczności daleko często odbiegających od oficjalnej wersji zdarzeń ] mógłby stanowić kanwę jakiegoś tandetnego sensacyjnego filmidła. Zwłaszcza restauracja cesarstwa oznaczałaby, że Chińczycy przewyższyliby w hucpie i bezczelności nawet Amerykanów a trzeba przyznać iż ci naprawdę wysoko ustawili poprzeczkę, z drugiej mają przecież wielowiekową tradycję efektownego kuglarstwa, tyle że potrzebna byłaby im w tym celu odpowiednia siła medialnego przebicia dzięki któremu mogliby światu wcisnąć ten kit a póki co to chyba raczej oni są kolonizowani przystosowanymi jedynie do ich standardów szołbiznesowymi formatami, niemniej to zdolny i liczny naród więc wszystko przed nimi. A propos nasunęła mi się ciekawa analogia z przytoczoną w tekście szwedzką dynastią Bernadotte – wywodzą się oni od napoleońskiego generała, który zaczynał karierę w jakobińskiej armii co ma tutaj zasadnicze znaczenie, Bonaparte osadził go na tronie jako swoją marionetkę, który zachował dzięki temu, że w odpowiednim momencie go zdradził, dlatego wojska szwedzkie walczyły pod Lipskiem już po stronie koalicji antynapoleońskiej. Władca ten przez resztę życia nie dopuszczał by zbadał go inny lekarz poza jednym jedynym zaufanym medykiem, tak jakby coś obsesyjnie ukrywał – dopiero po śmierci wyszło na jaw, że nie chodziło o jakąś wstydliwą przypadłość jak garb albo typową dla tyranów obawę przed otruciem, bynajmniej : okazało się iż ten monarcha miał na piersi wytatuowany w czasach burzliwej rewolucyjnej młodości napis ”śmierć królom !”… Tak więc who knows ?

Pozostaw odpowiedź