Chiny news,News

Chiny przeciwko spotkaniu Prezydenta USA Baracka Obamy z Dalai Lamą

Prezydent USA w czasie spotkania z duchowym przywódcą Tybetańczyków, wyraził swoje poparcie dla praw człowieka w Tybecie. W odpowiedzi na wydane oświadczenie Białego Domu Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chin Ma Zhaoxu złożył pisemne oświadczenie, w którym zaznaczył, że  sobotnie spotkanie i podjęty na nim temat ingeruje w sprawy wewnętrzne Chin co ma bezpośredni wpływ na wzajemne stosunki pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Ma Zhaoxu wezwał jednocześnie aby ze strony Stanów Zjednoczonych podjęte zostały działania, które uwzględniając stanowisko Chin doprowadzą do zaprzestania ingerowania w sprawę Tybetu, ktróra jest jedynie wewnętrzną sprawą Chin. W oświadczeniu chińskiego MSZ zaznaczono, że w wyniku spotkania doszło do zranienia uczuć Chińczyków oraz pogorszenia wzajemnych stosunków pomiędzy USA a Chinami. We fragmencie oświadczenia chińskiego MSZ czytamy:” Żądamy, by strona amerykańska wzięła poważnie pod rozwagę stanowisko Chin i natychmiast poczyniła kroki by wymazać konsekwencje tego godnego potępienia gestu oraz zaprzestała  wspierania antychińskich sił separatystycznych, które domagają się „niepodległości Tybetu”.

Prezydent Obama przyjął Dalajlamę w Pokoju Map, do którego nie wpuszczono reporterów jak również fotografów. Spotkanie odbyło się przed planowaną za 10 dni wizytę Sekretarz Stanu USA Hillary Clinton w południowych Chinach. Wiceprezydent Joseph Biden ma również odwiedzić Chiny tego lata, po czym do Waszyngtonu przyjedzie jego odpowiednik Xi Jinping – przypomina Associated Press.
Ma Zhaoxu zaznaczył, że rozwój relacji między USA a Chinami wymaga współpracy oraz zaangażowania obu stron przy czym Chiny nie będą akceptowały jakichkolwiek działań, w wyniku których dochodzić będzie do ingerencji w sprawy wewnętrzne Chin.

źródło China Daily,Associated Press

Katarzyna Fryc

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Chiny przeciwko spotkaniu Prezydenta USA Baracka Obamy z Dalai Lamą Reviewed by on 17 lipca 2011 .

Prezydent USA w czasie spotkania z duchowym przywódcą Tybetańczyków, wyraził swoje poparcie dla praw człowieka w Tybecie. W odpowiedzi na wydane oświadczenie Białego Domu Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chin Ma Zhaoxu złożył pisemne oświadczenie, w którym zaznaczył, że  sobotnie spotkanie i podjęty na nim temat ingeruje w sprawy wewnętrzne Chin co ma bezpośredni wpływ na

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 9

  • w tym wzgledzie nasze wypowiedzi sie wiec nie wykluczaja. ja pisalem o tym, ze chinskie wladze stosuja ten manewr bez przerwy odnosnie mnostwa spotkan i roznego rodzaju wymian. wladze amerykanskie czasami nie przyjma DL ze wzgledu na tymczasowa sytuacje i to jest odstepstwo od reguly przywitania go

    potrafi Pan zdefiniowac pojecie zadrazniania stosunkow z ChRL? ja rozumiem je jako jednostronne narzedzie dyplomatyczne uzywane przez samozwanczych i niewybieralnych wladcow chin do lajania obcych rzadow. tak samo jak inna niedemokratyczna instytucja z siedziba glowna w rzymie i filiami w calym swiecie. tak wiec to nie usa je zadrazniaja, ale kpch wg wlasnego uznania ocenia niewygodne dla niej sytuacje, zazwyczaj zagrazajace jej niepodzielnej wladzy lub domniemanemu prestizowi

    • Z drugiej strony zastanawia, że niewybieralny, samozwańczy Dalajlama jest autorytetem dla niektórych spośród tzw. zwolenników demokracji.

      • Avatar wute

        Porównywanie sposobu wybierania przywódców religijnych do politycznych to nieporozumienie. Każda religia ma swój unikalny zazwyczaj sposób kreowania przywódcy. U buddystów jest to poszukiwanie kolejnego dalajlamy, po śmierci poprzedniego. Żyjący dalajlama daje wskazówki gdzie należy szukać po jego śmierci następnego. W buddyzmie tybetańskim występuje tylko jeden dalajlama i jest to ciągle tama sama osoba z różnymi wcieleniami. Zgodnie z tybetańską tradycją dalajlama jest także przywódca politycznym. Pisanie, że jest samozwańczy to po prostu absurd. Również można napisać, że Elżbieta II jest też
        przywódcą samozwańczy bo nikt ją nie wybrał głową państwa . Myślenie w kategoriach, że przywódca nie jest samozwańczy tylko wtedy kiedy zostanie wybrany zgodnie procedurami demokracji europejskiej to europocentryzm.
        PS.
        Dalajlamowie są nie tylko przywódcami duchownymi ale też zgodnie prawem przywódcami świeckimi. Żeby było śmieszniej
        tę władzę otrzymali od Chińczyków, decyzją cesarza Qianlonga w 1751 r. Władzę wykonawczą sprawuje premier
        wybierany w wyborach powszechnych przez Tybetańczyków (na emigracji oczywiście).

      • Avatar Zyggi

        Z tego, co wiem Dalajlamowie jako liderzy sekty Żółtych Czapek, rządzili Tybetem już w XVII w., a Qianlong jedynie usankcjonował ten stan rzeczy.
        Dalajlamowie tym się różnią od większości liderów religijnych, że przez setki lat byli także zwierzchnikami politycznymi. Dopiero interwencja ChRL zmieniła ten stan rzeczy. Tzw. rzecznicy demokracji czasem zachowują się tak, jaklby odczuwali żal z tego powodu, choć osobiście nie jestem pewny, by było to zbyt wysokim kosztem za zniesienie niewolnictwa i wprowadzenie Tybetu w XX w.
        Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, że ckliwe opowiastki o 1,25 mln Tybetańczyków rzekomo zabitych przez ChRL dawno włożyłem między bajki, podobnie jak rozpuszczane kiedyś plotki o 80 tys. ofiarach junty Pinocheta czy 60 tys. poległych w czasie rewolucji w Rumunii anno 1989.

      • Avatar wute

        Oczywiście należy się dziwić, że zwolennicy demokracji odczuwają żal z faktu, że komuniści chińscy wyzwolili lud Tybetu
        od politycznej władzy Dalajlamy. Z tego samego powodu należy też się dziwić, że zwolennicy demokraci wyrażają, żal, że
        komuniści polscy wyzwolili w swoim kraju lud pracujący miast
        i wsi od kapitalistów i obszarników.

  • Amerykanie rozumieją tylko „twardy reset”- twarde stanowisko. I moim zdaniem dobrze by było, aby chińska dyplomacja z jednej strony twardo rozmawiała z Amerykanami- lub przerwała na jakiś czas rozmowy, natomiast elastycznie podchodziła do rozmów z sąsiadami z Morza Południowo-chińskiego, tak jak próbuje rozmawiać z „rzucającymi ” się Wietnamczykami czy Indonezyjczykami. Powód jest prosty: Amerykanie chcą rozgrywać sąsiadów przeciw Chinom, więc chiński rząd powinien im to skutecznie utrudnić. Jak? Np. odwołując wizyty Clinton lub Bidena. W każdym razie nie wyobrażam sobie, żeby chiński rząd nie zareagował na to posunięcie. A jak to się potoczy- pokażą najbliższe dni.

    • Nie rozumiem pewnych rzeczy i zapewne jestem mało oświecony.Ale z tego wynika że dla dobra stosunków Chińsko -Amerykańskich amerykanie powinni mówiąc lapidarnie słuchać chińczyków z kim się mają spotykać i o czym rozmawiać.a lista osób do których Pekin ma zastrzeżenia może być większa /w wypadku nadmiernej ustępliwości i możliwości wywierania presji coraz większa/.Natomiast wszelkie uwagi w stosunku do Chin jest traktowane jako mieszanie się w wewnętrzne sprawy ich kraju .Będzie to się stopniowo nasilać w miarę wzrostu potęgi militarnej i gospodarczej państwa środka.Biada słabym i przegranym.

      • Avatar rysiek

        Panie Stefanie, nie Pan jedyny tego nie rozumie. nr 2 na tej liscie jestem ja.

        tradycyjnie juz jest akurat na odwrot niz pisze Pan Pilch – chinskie wladze stale odmawiaja spotkan, przekladaja, opozniaja i to w sferze cywilnej, jak i wojskowej.

        rzucajacy sie Wietnamczycy i Indonezyjczycy – kto stale narusza czyje granice, czy to Chiny protestuja, ze znajduja lodzie rybackie i wojskowe na ich wodach czy na odwrot !?

        to przeciez chinscy sasiedzi prosza amerykanska marynarke o pozostanie w azji i ochrone ich wod itd

        Pan Pilch nadawalby sie idealnie na waszyngtonskiego fachowca. stale czytam roznych madrali stamtad tlumaczacych pokojowy wzrost chin nie wspominajac nic o konfliktach z japonia, tajwanem, filipinami, wietnamem itd
        to jakby pisac o 3 rzeszy w kontekscie gospodarki, nic nie wspominajac o wojnie, obozach, pogromach. pewnie bilans wypadlby nienajgorzej …

      • Avatar Wiesław Pilch

        Szanowny Panie. Być może nie wie Pan o tym, że niejednokrotnie prezydent USA NIE podejmował Dalajlamy właśnie dlatego, aby nie zadrażniać stosunków dwustronnych z ChRL. Teraz postępuje odwrotnie i nie ma w tym nic nadzwyczajnego biorąc pd uwagę stan tych stosunków. Ot, zwykła dyplomacja wspierana różnymi działaniami na- wydawało by się- nie mających z nią nic wspólnego polach.

Pozostaw odpowiedź