BLOGOSFERA

Chiny? Dlaczego nie… – w nawiązaniu do tarasów ryżowych

…Po kilkugodzinnej podróży zatrzymujemy się na moment w niewielkiej osadzie, gdzie wzdłuż drogi rozstawione są rzędy stoisk. Wylewają się z nich bajecznie kolorowe pamiątki, haftowane szmatki, szale, narzutki, serwetki, fartuszki, torebki i torebeczki rożnych rozmiarów, wisiorki plecione z czerwonych, brązowych i żółtych sznureczków, słomiane kapelusze. Czyżby czas na zakupy?

Stragany w drodze na tarasy ryżowePojawiają się kobiety z koroną kruczoczarnych włosów na głowach w tradycyjnych strojach, o wyglądzie charakterystycznym dla mniejszości narodowych zamieszkujących te tereny. Czyżbyśmy dotarli do celu podróży? Nie, tutaj wsiada do busa osoba służbowa i zbiera opłaty za wjazd i wstęp na tereny pól ryżowych. Podobnie jak u nas przy przekraczaniu granic Tatrzańskiego Parku Narodowego wymieniamy gotówkę na barwne bilety z mapką.

Szybko orientujemy się, że jest to miejsce, o którym wspominała Qiong – obszar tarasów ryżowych położonych niżej, nie tak atrakcyjny jak ten, do którego zmierzamy. Po chwili pniemy się dalej i wyżej. Po około pół godzinie dojeżdżamy na parking w pobliżu miejscowości Longji.

Tarasy ryżowe - walka o bagażMomentalnie nasz bus otoczony zostaje przez kobiety w średnim wieku z olbrzymimi bambusowymi koszami na plecach. Coś do nas mówią, oczywiście w swoim języku, oczekują jakiejś odpowiedzi, ale na próżno. Zaczynają wydzierać przybyszom ich bagaże i pakować do koszy. Toczy się walka o zarobek. Z jakiejś torby wypada przewodnik, wysypują się zadrukowane kartki, wypada laptop. Upychają wszystko do koszy nerwowo gestykulując. Nie bierzemy w tym udziału. Nie mamy walizek i toreb jak chińska rodzinka z busa…

…Po chwili wszystko się porządkuje. Gęsiego – prowadzeni przez miejscowe kobiety z koszami na plecach – mijamy osadę drewnianych domów i zaczynamy wspinać się w górę wąską kamienistą ścieżką. Upał potęguje się niemiłosiernie i już nie wiemy czy chcemy tego wysiłku, czy też musimy go wykonać, bo przecież po to pokonałyśmy tysiące kilometrów, aby się tutaj znaleźć. Co jakiś czas przechodzimy przez małe skupiska drewnianych domów, na których obowiązkowo wiszą czerwone lampiony, a na drzwiach czerwone haftowane kilimy. Przez uchylone drzwi widzimy kapliczki przy wejściu do każdego z nich…

…Pot zalewa nam oczy, ale cały ten znój wynagradzają coraz bardziej spektakularne widoki. W oddali pojawiają się tarasy ryżowe na zboczach gór. Niezwykła jest harmonia tego wytworu rąk ludzkich i górzystego krajobrazu. Robi się ostro pod górę. Trawersujemy kamienistymi ścieżkami…

Tarasy ryżowe - odzyskuję dech…Docieramy do wioski i zatrzymujemy się koło przydrożnego domu. Pot zalewa oczy, a nasze ubrania mokre są, jakbyśmy właśnie wyszły w nich spod prysznica.  Wchodzimy pod wiatę serdecznie witane przez siedzące tam, uśmiechnięte kobiety. Widząc, że z trudem chwytamy powietrze pokazują jak oddychać, aby odzyskać siły. Sadzają na stołeczkach, przynoszą wodę z lodówki. Dziewczynka, która nas prowadzi zerka niecierpliwie pałaszując loda…

…Kiedy decydujemy się stawić czoło rzeczywistości i ruszyć dalej okazuje się, że nasz hotel to duży drewniany dom za kolejnym zakrętem, przypominający nieco ekskluzywne schronisko górskie. Radość nasza jest tym większa, że wyżej widzimy jeszcze inne podobne budowle, do których nie musimy się już wspinać…

…Siadamy przy drewnianym stole w dużej sali jadalnej, której sufit przyozdobiony jest dziesiątkami jedwabnych czerwonych kulek z żółtymi frędzelkami i nie musimy nic tłumaczyć. Jedna z kobiet nalewa do szklanek gorącą, przepyszną, aromatyczną herbatę z wielkiego aluminiowego czajnika. Po minach gospodarzy widzimy, że znalazłyśmy się we właściwym miejscu. Nikt nas o nic nie pyta, a my czujemy się jakbyśmy były długo oczekiwanymi gośćmi, albo też rezydowały tutaj przynajmniej od kilku dni…

Tarasy ryżowe

…Szybka regeneracja i ruszamy w góry, gdzie cała powierzchnia zajęta jest pod uprawę ryżu. Ocenia się, że dostarcza on około jednej piątej wszystkich kalorii zjadanych przez społeczeństwo całego globu. Tutejsze pola ryżowe, ułożone wzdłuż poziomic na zboczach malowniczych gór, są arcydziełem sztuki rolniczej. Wypełnione wodą, odbijając barwę nieba wrzynają się w doliny i pokrywają wzgórza. Woda do tarasów kierowana jest bambusowymi „wodociągami” z pobliskich górskich strumieni. Szmer wody spływającej z kolejnych pięter przechodzi w szum strumieni. Wilgoć z podzwrotnikowej doliny rzeki Li skrapla się na tych wysokościach powodując, że powietrze jest lepkie, a krajobraz pod wieczór niknie we mgle. Pniemy się kamiennymi ścieżkami w kierunku najwyżej położonych tarasów widokowych. Mijamy innych turystów, głównie Chińczyków i porównujemy wykonane zdjęcia w naszych aparatach. Panuje niesamowita atmosfera euforii wywołana otaczającymi nas widokami w zmieniającym się z minuty na minutę świetle…

Tarasy ryżowe - bambusowa lektyka…Wracamy do hotelu. Co jakiś czas mijają nas małe koniki objuczone różnorodnymi ładunkami, stanowiącymi zaopatrzenie hoteli i mieszkańców okolicy. Dźwigają też deski, jakieś ramy, a nawet okna. Nagle zza zakrętu wyłania się dwóch Chińczyków niosących lektykę o kształcie bambusowego fotela opartego na długich drągach. Zaczynamy fotografować, kiedy idący przed nimi sprężystym krokiem mężczyzna, zatrzymuje ich gestem i – jakby nigdy nic – zasiada w lektyce, po czym ruszają pod górę. Ewidentnie robi to na nasz widok, chce pokazać swoją wyższość – rozparty w fotelu pozuje do zdjęcia. Jesteśmy oburzone wyzyskiem człowieka przez człowieka. Po chwili jednak emocje opadają, bo przecież pieniądz rządzi światem i prawdopodobnie niosący lektykę zadowoleni są z faktu, że trafił im się zarobek.

Fotografujemy jeszcze psa wędrującego po wąskich groblach tarasów wypełnionych wodą i Chińczyka dosiewającego ryż z wielkiej misy. Po zbliżeniu zdjęcia widzimy jak malowniczo jest ona ozdobiona. Zatrzymujemy w kadrze również innego mężczyznę zgiętego w pół, brodzącego po kolana w wodzie, doglądającego zbiorów, dosadzającego niewielkie sadzonki. Na jego plecach podwiązane paskiem materiału wtulone w szyję ojca śpi niemowlę…

…To najpiękniejszy okres na tarasach ryżowych. Góry poprzecinane kieszeniami poziomic wypełnionych wodą, w której wyrastają pędy trawy ryżowej o wysokości około pół metra, odbijającą światło słoneczne. Niezapomniane widoki. Porównujemy je potem z tymi na kupionych w hotelu pocztówkach: zima – niby widać kolejne piętra, ale całość jest jednolicie biała; lato – wszystko jest zielone, ale można dopatrzeć się tarasów; wczesna wiosna – tarasy wypełnione wodą, ale brakuje zielonego…

fot. Katarzyna Karpa

Książka, której fragmenty prezentujemy, jest do nabycia w empikumerlinie i wielu innych księgarniach internetowych.

Chiny_okladka

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Chiny? Dlaczego nie… – w nawiązaniu do tarasów ryżowych Reviewed by on 18 lutego 2014 .

…Po kilkugodzinnej podróży zatrzymujemy się na moment w niewielkiej osadzie, gdzie wzdłuż drogi rozstawione są rzędy stoisk. Wylewają się z nich bajecznie kolorowe pamiątki, haftowane szmatki, szale, narzutki, serwetki, fartuszki, torebki i torebeczki rożnych rozmiarów, wisiorki plecione z czerwonych, brązowych i żółtych sznureczków, słomiane kapelusze. Czyżby czas na zakupy? Pojawiają się kobiety z koroną kruczoczarnych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • Jakoś trudno mi jest zaakceptować nazwę mieszkańców krajów pisanych małą literą.

    W tym wpisie dotyczy to ”Chińczyków” … :(

    Poza tym małym sprostowaniem – ciekawa opowieść.

    Istnieje inne dojście do tarasów ryżowych ”Grzebienia koguta”, jadąc z Guilin autobusem w stronę Longsheng wysiada się po drodze i dochodzi do pól ryżowych. Tutaj nie ma turystów, daleko od gwaru i sklepików z pamiątkami.

    Miło czytać blog o Chinach. :)

    • Jeśli chodzi o małą literę w jednym fragmencie – poprawione.

      • Avatar Chiny? Dlaczego nie...

        Wszystko już poprawione :)

    • Avatar Chiny? Dlaczego nie...

      Jeżeli dane nam będzie znaleźć się tam jeszcze kiedykolwiek, to z pewnością skorzystamy ze wskazówek…dzięki…

Pozostaw odpowiedź