BLOGOSFERA

Chiny? Dlaczego nie… – nowy wymiar komunikacji

Wędrujemy szerokimi korytarzami rozglądając się za informacją, gdy nagle zza jednej z lad wśród przedstawicielstw linii lotniczych i biur podróży spostrzegamy machające do nas uśmiechnięte, młode, elegancko ubrane Chinki. Patrzymy na szyld nad ich głowami „Rent a car”. Odwzajemniamy przyjacielski gest, ale kręcimy głowami przepraszająco.

– Miło byłoby poszwędać się wypożyczonym autkiem – komentujemy, bo wtedy jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakim wyzwaniem jest ewentualne prowadzenie samochodu po ulicach miast chińskich. Nie takie jest jednak założenie tej wyprawy. Chinki nalegają jednak i przywołują nas do siebie.

– Dokąd zmierzacie? – pytają perfekcyjnym angielskim, a my przypominamy sobie jak zniechęcano nas do wyjazdu, bo nie znamy chińskiego. Wtedy jeszcze nie wiemy, że to tylko miłe początki.

Putuo Shan Pawilon na Wyspie 100 kroków– Wyspa Putuo Shan – widzimy uznanie na ich twarzach, bo nie jest to miejsce powszechnie odwiedzane przez turystów z innych kontynentów, w odróżnieniu od Azjatów, którzy tłumnie przybywają tam ze względów religijnych. Chinki zachowują się, jakby były pracownicami profesjonalnego biura podróży.

– W jaki sposób chcecie się tam dostać? – pytają i coś sprawdzają, gdzieś dzwonią, coś notują.

Okazuje się, że wybrana przez nas droga morska potrwa całą noc. Pierwszy niebanalny nocleg spędzimy więc na promie. Kobiety dyskutują między sobą po chińsku, na zmianę dopisują coś na kartce kaligrafując misterne znaki.

– To nazwa portu, do którego zawiezie was taksówka – mówi jedna.

– A ten fragment pokażcie sprzedającemu bilety na statek – dodaje druga po angielsku podając cenny papier, dzięki któremu zrozumieją, gdzie nas pokierować wszyscy, których w ciągu najbliższych godzin spotkamy na naszej drodze. Jedna z Chinek zostaje na posterunku, a druga odprowadza nas do taksówki, którą w międzyczasie wezwała. Żegnając się z nami dopisuje jeszcze na kartce numer swojego telefonu.

– Tak na wszelki wypadek – mówi – gdybyście się gdzieś w Chinach pogubiły…

Panie mimochodem pokazują nam sposób komunikacji, z którego będziemy korzystać do końca naszej podróży – kajecik, w którym napotkani anglojęzyczni Chińczycy dopisywać będą zdania, wyrażenia i słowa, dzięki którym kupimy bilety kolejowe i dojedziemy tam gdzie chcemy, a także nabędziemy w końcu wymarzoną pelerynę przeciwdeszczową na rower…

 

fot: Katarzyna Karpa

Książkaktórej fragmenty prezentujemy, jest do nabycia w empikumerlinie i wielu innych księgarniach internetowych.Chiny_okladka

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Chiny? Dlaczego nie… – nowy wymiar komunikacji Reviewed by on 10 lutego 2014 .

Wędrujemy szerokimi korytarzami rozglądając się za informacją, gdy nagle zza jednej z lad wśród przedstawicielstw linii lotniczych i biur podróży spostrzegamy machające do nas uśmiechnięte, młode, elegancko ubrane Chinki. Patrzymy na szyld nad ich głowami „Rent a car”. Odwzajemniamy przyjacielski gest, ale kręcimy głowami przepraszająco. – Miło byłoby poszwędać się wypożyczonym autkiem – komentujemy, bo

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Patrycja Pendrakowska

Prezes CSPA od maja 2017 roku, ekspert od Chin. Doktorantka w zakładzie filozofii społecznej UW. Ukończyła sinologię, etnologię i socjologię na UW, którą studiowała również na Ludwig-Maximilians Universität w Monachium. W 2011 roku badała problem migracji w Nepalu, w Institute of Integrated Development Studies w Katmandu. Była redaktorka TVN24 i wolontariuszka w dziale misji PAH. Otrzymała stypendia naukowe na seminaria i badania w Polsce, Niemczech, Hiszpanii i Chinach. E-mail: [email protected]; twitter: @patrycjapendra

Pozostaw odpowiedź