BLOGOSFERA

Chińskie mikroblogi tylko z imieniem i nazwiskiem

Są tacy, którzy twierdzą, że Internetu nie da się kontrolować. Patrząc jednak na to, jak starają się to robić władze Chin, można odnieść całkiem inne wrażenie. Jedyne co trzeba zrobić to pozbyć się anonimowości w sieci.

Polityka internetowa jest w Chinach na tyle restrykcyjna, że wiele zachodnich usług i serwisów jest tam zwyczajnie niedostępna. Pewnie wielu osobom trudno to sobie wyobrazić, ale będąc Chińczykiem nie zajrzymy na Facebooka czy choćby YouTube’a. Strony które wielokrotnie udowodniły, że ich użytkownicy cenią sobie wolność słowa, nie są w Chinach mile widziane. Istnieją oczywiście ich odpowiedniki, jednak umieszczane w nich treści pozostają pod ścisłą kontrolą państwa. W praktyce wygląda to tak, że pooglądamy sobie grającego na pianinie kota, ale jeżeli będziemy chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o incydencie na placu Tiananmen, to natrafimy na duże trudności.

Do blokady witryn internetowych w Chinach dołączyła niedawno kolejna akcja. Dzięki decyzji władz z takich serwisów mikroblogowych jak Sina Weibo (chiński odpowiednik zachodniego Twittera) korzystać będą mogli wyłącznie ci użytkownicy, którzy odważą się na firmowanie swoich blogów prawdziwym imieniem i nazwiskiem. O ile dla przeciętnego, raczej nie zainteresowanego polityką Chińczyka może być to do zaakceptowania, o tyle dla tej części społeczeństwa, która pozostaje w opozycji do linii partii, jest to spory cios. Już dotychczas utrzymanie anonimowości w chińskiej części sieci było ciężkim zadaniem, teraz będzie to jeszcze trudniejsze.

Według danych Amnesty International, w chińskim Internecie działa ponad 50 tys. ludzi, którzy zatrudnieni zostali przez państwo po to, aby utrzymywać w nim „porządek”. Biorąc pod uwagę to, że mieszka tam nieco ponad 500 mln internautów, każdy taki strażnik przypada na ok. 10 tys. osób.

Źródło: The Telegraph

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Chińskie mikroblogi tylko z imieniem i nazwiskiem Reviewed by on 16 marca 2012 .

Są tacy, którzy twierdzą, że Internetu nie da się kontrolować. Patrząc jednak na to, jak starają się to robić władze Chin, można odnieść całkiem inne wrażenie. Jedyne co trzeba zrobić to pozbyć się anonimowości w sieci. Polityka internetowa jest w Chinach na tyle restrykcyjna, że wiele zachodnich usług i serwisów jest tam zwyczajnie niedostępna. Pewnie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • No, autor zapomniał jeszcze napisac, że kto wie, czy Pekin nie maczał paluchów w ACTA. ;-)
    Chiny nie są jedynym krajem, który stosuje cenzurę. Inne kraje też to robią, tyle że bardziej finezyjnie, „miękko”. Np. ilu miłośników zachodniej demokracji wie, że Afrykański Kongres Narodowy Nelsona Mandeli był wspomagany przez Moskwę i robił to samo, czego dziś dokonuje Hamas? Albo ilu „nosicieli” koszulek z gębą Che Guevary wie o jego zbrodniach? Skrzętnie ukrywa się takie smrodki towarzyszące życiorysom różnych „bojowników o wolnośc i demokrację”. To już Chińczycy więcej wiedzą o ekscesach Mao niż Zachód wie o swoich bożyszczach! Kto nie wierzy, niech zobaczy film „Życ!” (Huozhe) w reż. Zhanga Yimou; tam jest mowa o tym, do czego doprowadziły Wielki Skok i Rewolucja Kulturalna.

    • Bardzo ciekawe panie Zyggi.Bardzo dobrze że ta Rewolucja Kulturalna dawno się skończyła.A gdzież to ten film można obejżeć?

      • Avatar Zyggi

        Teraz to chyba tylko na torrentach… :(

Pozostaw odpowiedź