Artykuły,Indie news

Blow Horn Iwony Szelezińskiej: Świt Życia dla Odtrąconych

Trąd, lepra, choroba Hansena – trzy nazwy odnoszące się do tego samego zjawiska, jednej z najdłużej towarzyszącej człowiekowi choroby zakaźnej skóry i nerwów. Choroby przekazywanej drogą kropelkową przez długotrwały kontakt z zarażonym. Przynoszącej cierpienie, niepełnosprawność i fizyczny ból, ale również poniżenie, wykluczenie, samotność. Trąd to nie tylko jątrzące się rany, zdeformowane bezpalczaste dłonie czy stopy, kończyny pozbawione czucia, ale również izolacja, leprozoria (kolonie dla trędowatych), utrata praw i więzi społecznych. Choć sama choroba nie należy do dziedzicznych, to jej społeczne konsekwencje już niestety tak, mają jak najbardziej wielopokoleniowy zasięg. Okrutny mechanizm – odtrącenie w każdym wymiarze i w każdym znaczeniu tego słowa. Pomiędzy trądem a zjawiskiem odtrącenia należy postawić znak równości. I tak, odpowiadając na kiełkujące w waszych głowach pytanie, tak nawet w dniu dzisiejszym, tak, bo trąd nadal istnieje!

Dokładna liczba chorych nie jest znana, głównie dlatego, że dane statystyczne obejmują jedynie osoby, które zgłosiły się na leczenie. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2009 roku odnotowano 250 tys. nowo odkrytych przypadków trądu. Ogólnie mówi się o 3 milionach chorych. Mapa występowania trądu w dużej mierze pokrywa się z mapą ubóstwa na świecie. Bieda, brud, niedożywienie sprzyjają zarażeniu. Aż 70 proc. wszystkich zarażonych mieszka właśnie w Indiach.

Są dwie postaci trądu. Postać guzowata: bardzo zakaźna, objawiająca się w formie pękających guzków w skórze i tkance podskórnej. Podobna do innych chorób skórnych (grzybica, uczulenia) i często z nimi mylona. Druga postać – gruźlicopodobna: ma przebieg wolniejszy, jest znacznie mniej zaraźliwa, ale pozostawia nieodwracalne stygmaty trądu. Oprócz zmian skórnych występują zmiany neurologiczne. Atakowane są końcówki nerwowe kończyn i twarzy, powodując martwicę tkanek (stąd odpadające palce, uszy, nos), następują też zaburzenia neurologiczne (utrata czucia, porażenia), prowadzące do poważnych zniekształceń i okaleczeń.

Wylęganie się bakterii trądu (mycobacterium leprae) trwa od 9 miesięcy do 30 lat. Wczesna diagnostyka i farmakoterapia prowadzą do zatrzymania i kontrolowania choroby. Obecnie trąd jest całkowicie uleczalny! Kuracja trwa stosunkowo krótko, bo od pół roku do dwóch lat. Na dodatek jest mało uciążliwa, nieinwazyjna i w marę tania. Wystarczy regularnie codziennie przyjmować tabletki – kombinację antybiotyków niezbędnych do powstrzymania choroby. Poza farmakologią oczywiście niezbędna jest pielęgnacja chorych z otwartymi ranami i dużymi okaleczeniami ciała. Ważna jest higiena oraz silny, odżywiony organizm.

Trąd to choroba rozwijająca się w środowiskach biedy. Zatem walka z trądem, siłą rzeczy, musi obejmować walkę z ubóstwem i zacofaniem.

Według szacunków WHO w przeciągu ostatnich 25 lat udało się wyleczyć ponad 14 milionów pacjentów dotkniętych trądem.

Jeevodaya. Świt życia.

„Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya jest domem dzieci trędowatych, a nie miejscem, do którego przyjmuje się dzieci trędowate”. Tak zwykł głosić ks. Adam Wiśniewski (założyciel Ośrodka) i taka idea przyświeca naszej działalności również w dniu dzisiejszym – mówi Anna Sułkowska – kierownik Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya (powołanego w celu wspierania materialnego i moralnego Ośrodka w Indiach, a będącego wewnętrzną jednostką Instytutu Prymasa Wyszyńskiego). Jest to miejsce, w którym ludzie wyklęci, wyrzuceni ze swoich domów i wiosek odnajdują bezpieczny kąt. Funkcjonują w społeczności, której są prawowitą częścią, w której czują się akceptowani i potrzebni. Jeevodaya daje im szansę normalnego życia. Uzyskania samodzielności, podjęcia pracy, założenia rodziny.

W momencie, w którym ks. Adam Wiśniewski dotarł do Indii nie istniały jeszcze skuteczne leki na trąd, a społeczność dotkniętych tą chorobą była bardzo liczna i pozostawiona sama sobie. Był rok 1961. Pierwsze miasto, do którego dotarł ks. Adam, to Raipur. Przybył tam na zaproszenie przebywających na misji niemieckich pallotynów. Chciał poznać pracę wśród trędowatych, w związku z czym, przez parę lat jeździł do poangielskich placówek pomocy trędowatym na południu Indii. Gdy zdobył wiedzę, doświadczenie, nabrał samodzielności i pewności siebie, postanowił założyć własny ośrodek. Do pomocy przybyła z Polski Barbara Birczyńska, współzałożycielka Jeevodaya. Dobiła do wybrzeży subkontynentu indyjskiego z głową pełną nadziei, planów, siły i chęci do służenia najbardziej potrzebującym. Przywiozła ze sobą wsparcie materialne, kilka ton żywności, narzędzia rolnicze, traktor, motocykl, maszynę do szycia, pianino. Początkowo Ośrodek powstał w stanie Karnataka, dopiero w 1969 roku został przeniesiony do dzisiejszego stanu Chhattisgarh w Indiach środkowych nieopodal miejscowości Raipur. Był to region z największym odsetkiem osób dotkniętych trądem i tak w zasadzie jest po dziś dzień. Bardzo gorący tutejszy klimat – sprzyja rozwojowi wszelkich bakterii, panuje ogólna bieda, brakuje większego przemysłu, teren głównie rolniczy, z dala od jakichkolwiek atrakcji turystycznych. No i przede wszystkim obszar, na którym nie funkcjonowały w tamtym okresie żadne ośrodki pomocy zarażonym. Ks. Adam rozpoczął od częstych wizyt w koloniach trędowatych, gdzie diagnozował trąd, opatrywał rany i wyszukiwał dzieci trędowatych bez objawów lub z niewielkimi stygmatami choroby. Dzieci przebywające stale w leprozoriach są w pierwszej kolejności narażone na zarażenie. Najstarsi mieszkańcy dzisiejszego Jeevodaya to pierwsi wychowankowie Ośrodka.

Ks. Adam i p. Barbara stworzyli wspólnotę na bazie skromnych funduszy i na miarę własnych możliwości. Kupili skrawek ziemi, postawili trzy wojskowe namioty. W jednym mieszkali chłopcy z ks. Adamem, w drugim dziewczęta z p. Barbarą, w trzecim powstała kaplica. Ktoś, kto umiał gotować, przygotowywał posiłki. Ktoś inny potrafił czytać i pisać, więc uczył dzieci alfabetu. On zajmował się leczeniem, ona opieką nad dziećmi.  Z czasem szkoła się rozrosła.

Któregoś dnia dr Helena Pyz, zupełnie przez przypadek, usłyszała wiadomość o przebywającym w Indiach księdzu, ciężko chorym na raka. Jego dni były policzone, a kilka tysięcy pacjentów, którymi się zajmował, miało zostać pozbawionych opieki lekarskiej. Zdecydowała się na wyjazd. Załatwienie formalności trwało dwa lata. W 1989 roku przybyła do Jeevodaya. Ks. Adam zmarł, zanim dr Helena zdążyła tam dotrzeć. Nigdy się nie spotkali, nie mieli szansy porozmawiać, podzielić się doświadczeniem, przekazać sobie niezbędnych informacji. Dr Helena nigdy wcześniej nie pracowała z trędowatymi. Nigdy nie była w Indiach. Oczywiście nie znała żadnego lokalnego języka (dziś biegle mówi w hindi i chhattisgari), słabo mówiła po angielsku. Gdy przejęła opiekę nad Ośrodkiem Jeevodaya mieszkało w nim około 200 osób. Dziś, po kolejnych 23 latach, wspólnota liczy ponad 600 członków, ponad 500 dzieci i 100 dorosłych mieszkających i pracujących w Ośrodku.

Ośrodek.

Jest to placówka zamknięta o charakterze medyczno-edukacyjnym. Prowadzona przez dr Helenę Pyz oraz dwóch indyjskich księży pallotynów. Znajduje się na terenie prywatnym obejmującym 15 akrów – w znaczniej mierze zabudowany pomieszczeniami o charakterze mieszkalno-użytkowym – wraz z przylegającymi polami uprawnymi. W placówce pracują wyleczeni trędowaci, głównie wychowankowie Ośrodka. Funkcjonuje również przychodnia. Mogą do niej przyjść wszyscy potrzebujący pomocy medycznej, również a może przede wszystkim ci, którzy nie mają pieniędzy by zapłacić za leczenie. Otrzymują wszystko za darmo: leki oraz konsultacje lekarską.

Tylko w 2010 roku w przychodni przyjęto 10 219 pacjentów, w tym dr Helena wykryła i podjęła leczenie 110 nowych przypadków trądu. Najmłodszy trędowaty pacjent miał zaledwie 5 lat.

Koszt kuracji przeciwtrądowej jest tak naprawdę bardzo niewielki. Same leki na trąd są przekazywane bezpłatnie przez Światowy Fundusz Zdrowia (The Global Fund). W toku kuracji potrzebne są też leki skojarzone, głównie sterydy, proporcjonalnie droższe. Ogólnie na środki farmakologiczne na całą kurację potrzeba około 100-150 złotych.

Szkoła.

Dzieci uczące się w szkole w Jeevodaya pochodzą z kolonii dla trędowatych z kilku sąsiadujących stanów (Chhattisgarh, Orissa, Jharkhand, West Bengal). Są to dzieci dotknięte trądem, jak i niezarażone dzieci trędowatych. Istnieje szansa, że ze względu na dorastanie poza kolonią, dostęp do edukacji i pomocy medycznej, nie podzielą one dramatu rodziców, jakim jest odrzucenie ze względu na stygmaty trądu. Dla wielu z nich jest to jedyna możliwość nauki.

Niestety nadal w Indiach rodzice z widocznymi znamionami trądu mają problem z zapisaniem dzieci do szkoły. Dyrektorzy szkół publicznych boją się przyjmować dzieci z kolonii, gdyż mogłoby to spowodować sprzeciw innych rodziców i zabranie ze szkół zdrowych uczniów.

Od niedawna przyjmujemy też do naszej szkoły zdrowe dzieci mieszkające w okolicy Ośrodka. Jest to próba integracji – mówi Anna Sułkowska – zbudowania postaw tolerancji, przełamania tendencji lękowych wobec trądu. Dla tych dzieci edukacja w naszej placówce jest również bezpłatna, nie otrzymują jednak przyborów szkolnych, mundurka, nie mieszkają w internacie.

Obecnie szkoła reprezentuje dość wysoki poziom. Są w niej zatrudnieni również nauczyciele z poza Ośrodka. Jest to szkoła prywatna na prawach państwowych, w której dzieci mogą pobierać naukę do 12 klasy, czyli do odpowiednika naszej matury. Klasy liczą mniej więcej po 30 osób. Zajęcia rozpoczynają się codziennie o 9:00, poprzedza je piętnastominutowy apel. W dniu dzisiejszym w Jeevodaya jest łącznie około 550 uczniów.

Po ukończeniu szkoły absolwenci nadal mogą liczyć na pomoc. Ośrodek finansuje ich dalszą edukację, w przypadku dziewcząt stara się też zapewnić internat, jeśli uczą się z dala od domu. Większość naszych wychowanków kontynuuje naukę w pobliżu Ośrodka, są jednak tacy, którzy wybrali się znacznie dalej. Troje z nich dotarło aż do Polski. Saraswati, Sita i Manoj podjęli studia w Warszawie na kierunkach: medycyna, filologia angielska i zarządzanie. Do dziś w Polsce przebywa jedynie Manoj, dziewczyny postanowiły wrócić do Indii. Z pewnością pobyt w Polsce był dla nich cennym doświadczeniem.

Adopcja Serca.

Praktycznie wszystkie dzieci mieszkające w Ośrodku są objęte akcją Adopcji Serca, co oznacza, iż otrzymują stałą pomoc finansową ze strony opiekunów zagranicznych, głównie z Polski. Nasza Adopcja Serca jest jedną z pierwszych tego typu indywidualnych inicjatyw pomocowych funkcjonujących w Polsce – mówi Anna Sułkowska.

Działamy w ten sposób od 1993 roku. Dr Helena rok rocznie robi kalkulację – koszty utrzymania Ośrodka dzieli przez ilość mieszkańców – to kwota potrzebna na utrzymanie jednego dziecka. W skali miesiąca obecnie jest to 25€. Organizacją tego przedsięwzięcia, dostarczaniem wszelakich informacji, zapewnieniem kontaktu, etc., zajmujemy się w warszawskiej siedzibie Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya.

Wolontariat.

Nie reklamujemy wolontariatu – mówi Agata Napiórkowska (pracownik Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya; przygodę z Ośrodkiem Rehabilitacji Trędowatych Świt Życia zaczęła od pracy wolontariackiej w Indiach w 2009 roku). Nie szukamy wolontariuszy, nie mamy też gotowego projektu, który należy zrealizować na miejscu. Osoba decydująca się na pracę w Ośrodku musi sama zorganizować sobie czas, odnaleźć się w tym miejscu, w tych warunkach, wśród tych ludzi. To wcale nie takie proste. Zawsze jest ryzyko, że można się stać więźniem własnego pokoju. Zdarza się, że ludzie nie wychodzą z pokoju przez dwa tygodnie. Nie chcą, nie potrafią. Wszystko zależy od cech osobowościowych, od dojrzałości. Trzeba być przede wszystkim mentalnie przygotowanym na podróż do Indii, na wejście w kontakt z ludźmi dotkniętymi chorobą, i to tak specyficzną, widoczną, często przerażającą.

Duża grupa wolontariuszy to medycy, ale nie tylko, pomoc lekarska nie jest najważniejsza, bo z tym dr Helena doskonale sobie radzi, tylko okazanie potrzeby uczestnictwa. Dla trędowatych, ludzi wyklętych ze swoich społeczności, ważne jest, że ktoś z drugiego końca świata przyjeżdża tylko po to, żeby z nimi pomieszkać, pobyć, pobiegać po boisku. Że ich historia kogoś interesuje, że ludzie się ich nie boją. Ważne jest, żeby patrzeć im w oczy i widzieć człowieka, a nie tylko otwarte rany, zdeformowane kończyny, trąd.

Fundacja.

Od niedawna (od grudnia 2011 roku) działa też Fundacja Heleny Pyz – Świt Życia. Ma służyć szerzeniu postaw tolerancji wśród Polaków. Tolerancji nie tylko wobec trądu, ale wszelkiej inności – mówi Agata Napiórkowska. Skupiamy się na organizowaniu spotkań, zbiórce pieniędzy na rzecz Jeevodaya. Obecnie realizujemy trzy projekty: budowę placu zabaw, wyposażenie nowo powstającej biblioteki w książki, mapy, atlasy oraz wprowadzenie czwartego posiłku dla podopiecznych Ośrodka.

W styczniu razem z Sekretariatem organizowaliśmy Dzień Chorych na Trąd (to ogólnoświatowe święto przypadające w ostatnią niedzielę stycznia). Impreza ta ma głównie znaczenie informacyjne, przede wszystkim chcemy żeby ludzie wiedzieli, że trąd jeszcze istnieje. Tego dnia nie zbieraliśmy pieniędzy – na naszych trędowatych zbieramy przecież przez cały rok – tego dnia wspólnie z nimi świętujemy.

Zapraszamy też na spotkania w kwietniu, kiedy to planowany jest pobyt dr Heleny w Polsce. Będzie szansa posłuchać relacji z pierwszej ręki, bezpośredniej opowieści z Jeevodaya. To właśnie ona tam jest i tworzy to miejsce już od 23 lat.

***

Więcej o Ośrodku Jeevodaya na  www.jeevodaya.org

***

Bardzo dziękuję Annie Sułkowskiej i Agacie Napiórkowskiej za spotkania i rozmowy oraz za ogromną pomoc w zdobywaniu materiału do powyższego tekstu.

***

Dr Helena Pyz: ur. w Warszawie 10 kwietnia 1948 roku. W wieku 10 lat zachorowała na Heinego-Medina. Od tamtej pory ma kłopoty z poruszaniem się. Ukończyła Akademię Medyczną. Od 1971 roku członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Jako lekarz specjalizowała się w zakresie chorób wewnętrznych. Pracowała w przychodni rejonowej na Woli i w podwarszawskich Ząbkach. 14 lutego 1989 roku dotarła do Indii, do Jeevodaya, gdzie mieszka i pracuje do dziś.

Ks. Adam Wiśniewski: pallotyn, kapłan i lekarz. Studiował medycynę na tajnych kompletach podczas II wojny światowej. W 1961 roku wyruszył w podróż misyjną do Indii z zamiarem pracy wśród ludzi dotkniętych trądem. W 1969 roku założył Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya w Indiach. Po 18 latach nieprzerwanej pracy w Ośrodku zmarł w wyniku choroby nowotworowej, dnia 31 lipca 1987 roku.

Barbara Birczyńska: ur. w Karkowie w 1927 roku. Po ukończeniu studiów wstąpiła do zakonu michalitek. Pracowała w polskich domach dziecka. Gdy w latach 50. państwo przejęło placówki opiekuńczo-wychowawcze prowadzone przez siostry, wystąpiła z zakonu, żeby dalej móc pracować z dziećmi. Do Indii pojechała już jako osoba świecka, miało to miejsce w 1966 roku. Spędziła tam ponad połowę życia niosąc pomoc trędowatym. Współzałożycielka Jeevodaya. Zmarła 8 czerwca 2010 roku w Indiach na terenie Ośrodka. Pochowana na tamtejszym cmentarzu.

Anna Sułkowska: psycholog, kierownik Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya, członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego.

Agata Napiórkowska: absolwentka dziennikarstwa w Warszawie, pracuje w Sekretariacie Misyjnym Jeevodaya, pełni funkcje Prezesa Fundacji Heleny Pyz – Świt Życia.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Blow Horn Iwony Szelezińskiej: Świt Życia dla Odtrąconych Reviewed by on 28 marca 2012 .

Trąd, lepra, choroba Hansena – trzy nazwy odnoszące się do tego samego zjawiska, jednej z najdłużej towarzyszącej człowiekowi choroby zakaźnej skóry i nerwów. Choroby przekazywanej drogą kropelkową przez długotrwały kontakt z zarażonym. Przynoszącej cierpienie, niepełnosprawność i fizyczny ból, ale również poniżenie, wykluczenie, samotność. Trąd to nie tylko jątrzące się rany, zdeformowane bezpalczaste dłonie czy stopy,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

KOMENTARZE: 1

  • Ciekawe jaka jest skala tego zjawiska w Indiach bo nie bardzo wiem.

Pozostaw odpowiedź