Indonezja

Benzyna na kartki w Indonezji

Całkiem niedawno media nagłaśniały liczne akcje podejmowane przeciwko za wysokim, zdaniem ich uczestników, cenom paliw. Kierowcy tankując za kilka groszy, ostentacyjnie długo myli szyby i reflektory, zapewne nie zdawali sobie sprawy jakie szczęście mają, że cena benzyny jest w Polsce „urynkowiona”.

Polacy są przyzwyczajeni, że cena paliwa jest zależna od ceny ropy, a ropa w 2008 bije wszystkie rekordy. Powszechnie znane jest mocne inwersyjne połączenie pomiędzy dolarem i ceną ropy, jednakże mało kto się spodziewał, że baryłka ropy może kosztować ponad 100 dolarów. Mało kto przewidywał taki scenariusz, albowiem jeszcze w latach 1998-1999 cena ropy oscylowała w około 11 dolarów za baryłkę. Kluczowy okazał rok 2003 kiedy to nastąpiła radykalna zmiana oczekiwań co do przyszłej ceny tego surowca.

Z 31 dolarów baryłka ropy podrożała do 73 dolarów w 2006. Obecnie dochodzi nawet do 135 dol. Fakt, że u nas w Polsce paliwo kosztuje krocie, bo tankując jesteśmy łupieni przez akcyzę, opłatę drogową, paliwową i jeszcze podatkiem VAT od tego wszystkiego, czyli podatkiem od podatku, ale dla krajów rozwijających się, choć nie ma tam takich parapodatków, drożejąca benzyna staje się nie lada problemem. Zwłaszcza dla Indozezji.

Co prawda, zwykłych ludzi żyjących w Indonezji ceny baryłki ropy zupełnie nie interesują, gdyż paliwo do samochodu jest subsydiowane przez rząd. W chwili obecnej cena detaliczna benzyny w całej Indonezji, niezależnie od fluktuacji na rynkach ropy, wynosi ok. 1,25 PLN. Tymczasem w Tajlandii, Malezji, Filipinach czy Indii ceny ostateczne paliwa sprzedawanego konsumentom na stacjach benzynowych są o 50%-120% wyższe niż indonezyjskie i wahają się od 2 do 3 zł. Utrzymywanie sztucznie zaniżonej cen benzyny, w stosunku do cen na rynkach światowych, powoduje zwiększony i sztuczny popyt na benzynę.

Niektórzy co sprytniejsi indonezyjczycy, kombinują jak przemycić benzynę do krajów, w których można sprzedać ją za większe pieniądze. Nie ma jednak żadnych danych opisujących skalę tego zjawiska. Celem sztucznej stabilizacji ceny benzyny jest stan powszechna jej dostępność dla każdego. Efekty tego są dość różne. O ile w miastach z zaopatrzeniem nie ma problemu, to na indonezyjskich wyspach, skąd można ją łatwiej wywieźć, paliwo na stacjach benzynowych kończy się o 8 rano, choć zdarza się, że można je zatankować nawet popołudniu. Oczywiście pozostaje też dostępne w przydrożnych budkach imitujących stacje paliw, ale w butelkach, albo słoikach, za 50% więcej.

W przeludnionych miastach Indonezji, gdzie ludzie doświadczają niewyobrażalnych wręcz korków ulicznych, benzyna jest jednym z najważniejszych i najchętniej kupowanych produktów. Mimo że Indonezja zajmuje jedno z ostatnich miejsc w klasyfikacji w ogólnej jakości infrastruktury transportowej według szacunków World Economic Forum, jej mieszkańcy uwielbiają poruszać się samochodami. Kiedy więc Indonezyjczycy stoją w klimatyzowanych samochodach słuchając sobie spokojnie muzyki, spalają beztrosko rządowe subsydia na benzynę. Jaka ilość paliwa jest marnowana przez ciągłe kłopoty komunikacyjne w indonezyjskich miastach, trudno orzec, lecz pewne jest to, że tyczy się to jedynie dość wąskiej grupy 15% upper-middle class, posiadających o wiele więcej niż ci, ktorzy zarabiają przysłowiowe 2 dolary dziennie.

Subwencjonowanie paliw zostało wprowadzone w Indonezji, gdy kraj ten eksportował więcej ropy niż jej importował. W tej chwili wydobycie ropy jest zbyt małe, a Indonezja, pomimo że jest członkiem OPEC, jest zmuszona do importu. Obecna cena paliwa została ustalona w 2005, poprzez prezydenckie zarządzenie, zobowiązujące rząd do dotowania paliw i energii elektrycznej. W budżecie na rok 2008 rozpisano więc plan zakładający, że przez cały rok cena baryłki ropy, mocno związana z benzyną, utrzyma się na poziomie 80 dol.

Już wiadomo, że tak się nie stanie, ale na początku marca prezydent Indonezji Susilo Bambang Yudhoyono zapewnił, że definitywnie nie będzie podwyżki benzyny w roku 2008 pomimo dużego problemu z deficytem budżetowym. Nie bez wpływu na jego intencje pozostaje fakt, iż w 2009 roku będą wybory prezydenckie, które Yudhoyono chciałby powtórnie wygrać. Działania te, grożą deficytem budżetowym znacznie większym niż zakładane 2% PKB oraz znacznym osłabieniem indonezyjskiej waluty. Rząd jest więc zmuszony zmienić szacunkowy plan, który zakładał, że wydane zostanie ok. 6 mld dolarów na dopłaty do paliwa. Przy obecnych cenach oczywiste jest, że nie starczy nawet 13 mld dolarów aby pokryć subsydiowane wydatki na paliwo.

Trudne do zrozumienia wydaje się przeciętnemu europejczykowi, że nawet połowy tej kwoty łącznie, nie przeznacza się w Indonezji na naukę i ochronę zdrowia. Tanie paliwo jest więc ważniejsze, niż podstawowe usługi świadczone obywatelom Indonezji, których jest przecież ponad 200 milionów. Co więcej, należy zdać sobie sprawę, że tylko 18% z całej puli wydatków rządowych, idzie na faktyczny rozwój kraju, podczas gdy 20% budżetu pochłaniają subsydia paliwowe. A przecież ludzie nie najedzą się benzyną. Oczywiście, byłoby sensowniejsze, gdyby pieniądze, które idą na subsydia, wspierając tych który mają samochód, czyli bogatych, zostawały w kieszeniach ludzi, albo szły na bezpośredeni rozwój kraju, lub przynajmniej na faktyczną pomoc osobom najniżej sytuowanym. Politycy indonezyjscy oczywiście wiedzą o tym, ale boją się jakichkolwiek racjonalnych działań.

Przykład Indii, która nie tak dawno wyeliminowała dopłaty do paliwa i wyszło jej to na dobre, pokazuje że możliwe jest uwolnienie rynku w Azji, lecz niska cena benzyny pozwala rządowi „kupić” spokój społeczny i odwrócić uwagę od innych problemów takich jak bieda i gigantyczna korupcja przeżerająca na wylot biurokrację indonezyjską. Tanie paliwo jest dla Indonezyjczyków jeszcze bardziej istotne niż dla obywateli USA. Decydującą rolę pełni tu przyzwyczajenie do niskich cen za benzynę, dające do ręki argument populistycznym politykom, którzy chętnie nim pogrywają.

Powszechnie panuje przekonanie, że rząd cofając dotacje do benzyny musi coś dać w zamian, gdyż jeżeli nic nie da, pieniądze te zapewne wylądują w kieszeniach skorumpowanych polityków. Realizacji takiej polityki sprzyja fakt braku konkurencji pomiędzy firmami oferującymi benzynę. Paliwa są dystrybuowane właściwie tylko przez jedną firmę – rządową Petramine, której wysoko postawieni oficjale w przeszłości bywali już zatrzymywani za… przemyt benzyny.

Obecnie rząd obmyślił idealne rozwiązanie, zadowalające biednych i ratujące budżet. Otoż zaproponowano wprowadzenie racjonalizacji taniej benzyny pośród kierowców, przy pomocy kart elektronicznych, wykluczając jednocześnie z systemu dopłat samochody o silniku powyżej 2,000 cm3. W Indonezji szykuje się więc tania benzyna na kartki, tyle że elektroniczne. Aby wdrożyć nowy system, rząd będzie musiał podjąć się dystrybucji kart chipowych oraz zagwarantować na każdej stacji benzynowej, sprawne działanie komputerowego systemu, który te karty będzie obsługiwał. Jak donosi „Jakarta Post”, ekonomiści nie pozostawiają na projekcie rządu suchej nitki. Politycy wolą jednak tanią benzynę, niż swoich drogich obywateli.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Benzyna na kartki w Indonezji Reviewed by on 3 czerwca 2008 .

Całkiem niedawno media nagłaśniały liczne akcje podejmowane przeciwko za wysokim, zdaniem ich uczestników, cenom paliw. Kierowcy tankując za kilka groszy, ostentacyjnie długo myli szyby i reflektory, zapewne nie zdawali sobie sprawy jakie szczęście mają, że cena benzyny jest w Polsce „urynkowiona”. Polacy są przyzwyczajeni, że cena paliwa jest zależna od ceny ropy, a ropa w

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar