Chiny

Barroso w Pekinie

W dniach 26-28 listopada w Pekinie odbył się czwarty już szczyt UE – Chiny. Reprezentujący Unię Przewodniczący Manuel Barroso, Komisarz d/s Handlu Peter Mandelsohn i Prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean Cleaude Almunia spotkali się z premierem Wen Jiabao. Dyskutowano o sytuacji w Birmie, Korei Północnej, Iranie, a także o globalnym ociepleniu i zmianach klimatycznych. Najważniejszym jednak tematem szczytu był pogłębiający się deficyt Unii w handlu z Chinami. W zeszłym roku osiągnął on rekordowe 130 miliardów euro, a w tym szacuję się iż dojdzie już do 170 miliardów. Jak stwierdził Manuel Barroso – nie jest do końca normalne iż wartość eksportu Eurolandu do 8 milionowej Szwajcarii, jest wyższa niż do ponad miliardowych Chin.

Ujemne saldo handlowe wzrasta, pomimo iż import wielu kategorii chińskich tekstyliów jest ograniczony wprowadzonymi w 2005 roku kwotami. Na mocy porozumień WTO bariery miały być zniesione już wtedy, jednak otwarcie rynku europejskiego spowodowało szok i silne protesty europejskich producentów zwłaszcza z południa Europy. Za otwarciem rynku były Niemcy, Szwecja i tradycyjnie Wielka Brytania. Kraje te nie posiadają przemysłu tekstylnego i były zainteresowane tanią chińską produkcją. Jak przekonywał profesor Philip

Booth, znany ekspert i komentator w sprawach wolnego rynku i handlu UE – Wszyscy korzystamy na imporcie z Chin. Jeśli w wyniku otwarcia naszego rynku spada na nas plaga bezrobocia, to znaczy, że na naszym rynku pracy popełnione zostały błędy. W Wielkiej Brytanii produkty zaawansowane technologicznie, ubezpieczenia i usługi bankowe oraz edukację wymieniamy na tanie ubrania i zabawki. Brytyjscy konsumenci odnoszą korzyść, kupując tanie produkty, a nasi pracownicy zyskują z powodu wyspecjalizowania produkcji i przeniesienia jej na poziom zaawansowanych.

Ostatecznie koalicja Portugalii, Hiszpanii, Grecji, Francji i Włoch, zyskała w Europie przewagę. Między Unią a Chinami doszło do burzliwych negocjacji, w trakcie których kontenery z chińskim towarem zostały zablokowane w europejskich portach. Bo Xilai, minister spraw zagranicznych ChRL, występował jak adwokat globalnego wolnego rynku, argumentując iż Chiny wiele poświęciły by przygotować się na wolną konkurencję, a o tym iż ona nastąpi wiedziano już od 1995 roku. Eurolandowi udało się przedłużyć okres ochronny do 2008 roku. Od 1 stycznia bariery jednak zniknęły i nastała wolna konkurencja. Jak do nowej sytuacji przystosują się polskie firmy, okaże się już wkrótce.

Jak powstrzymać rozpędzoną chińską gospodarkę i zmniejszyć galopujący deficyt ?

Częstym działaniem podejmowanym zwłaszcza przez Amerykę, jest wywieranie nacisku na rząd ChRL, by zrewaluował wartość chińskiego juana. Europejscy analitycy szacują iż jest on zaniżony w stosunku do euro nawet do 25 proc. swojej wartości. Chiński rząd obiecuję stopniową zmianę kursu jednak konsekwentnie odmawia gwałtownych posunięć, argumentując iż może to wywołać nieprzewidziane skutki. Podobnie było i tym razem – premier Wen Jiabao, zapewnił o przyjaźni i obiecał iż deficyt handlowy będzie zmniejszany, jednak zaznaczył że Chiny nie będą czynić tego pod naciskami, ale wtedy kiedy uznają to za stosowne.

Chiny które są bodaj największym beneficjentem globalnego rynku i doskonale przystosowały się do wolnej konkurencji często w międzynarodowych sporach używają retoryki wolnorynkowej. Jest to mylące, gdyż idea wolnego rynku funkcjonuję w chińskim systemie w sposób zniekształcony według zachodniego rozumienia tego słowa. Kapitalizm jaki znamy z XX wieku istnieję wtedy gdy zapewnione są te same, przejrzyste reguły gry i ochrona własności. Obecnie chińskiemu kierownictwu zależy na czymś zgoła odwrotnym. Tym bardziej że w świecie pozbawionym przejrzystości Chiny radzą sobie najlepiej…

Istną plagą dla zachodniego biznesu jest nieprzestrzeganie praw autorskich i powszechne piractwo. 83 procent wszystkich pirackich towarów które przekroczyły granice Eurolandu w 2006 roku, pochodziły z Chin. Według danych Europejskiego Biura Handlowego 70 procent europejskich firm miało problem z kradzieżą dóbr intelektualnych. W Pekinie – w dzielnicy ambasad, od kilku lat bez przeszkód funkcjonuję tak zwany Jedwabny Market, gdzie dobrze się targując, nawet za 15 proc. ceny można nabyć podróbki ubrań uznanych światowych marek. Likwidacje tego ulubionego miejsca zagranicznych turystów, którzy zjeżdżają tam całymi autokarami za punkt honoru postawiła sobie sama Komisja Europejska. Jednak do tej pory jej się to nie udało. Nagabywany o brak postępów w zwalczaniu piractwa Pekin mówi o różnicach kulturowych i innym podejściu do własności intelektualnej. UE i USA wysiłki Chin oceniają jako zupełnie niezadowalające i oskarżają często o działania pozorowane. Oskarżenia te jednak niczego nie zmienią, a dotkliwych sankcji polegających na wykluczaniu Chin z udziału w globalnym handlu nie będzie, gdyż zyskują na nim wszyscy.

Kolejną przeszkodą dla europejskich firm jest prawo regulujące dostęp do chińskiego rynku. Jest ono bardzo nieprzejrzyste, a zagraniczni inwestorzy którzy są zainteresowani strategicznymi gałęziami gospodarki; takimi jak energetyka, czy telekomunikacja, finanse, ubezpieczenia są często eliminowani poprzez niejasny system licencyjny.

Dodatkowo wielkie państwowe kontrakty zlecane są przez chiński rząd, który uczynił z nich instrument oddziaływania politycznego i nagradza nimi tych którzy popierają politykę Chin. We wrześniu gdy Angela Merkel spotkała się z uznawanym przez Pekin za persona non grata Dalajlamą chiński rząd skasował kilka intratnych kontraktów dla niemieckiego biznesu, który za czasów Schroedera był absolutnym europejskim liderem w realizowaniu olbrzymich inwestycji w Państwie Środka.

Szanse Barroso na skuteczny polityczny nacisk, są tym mniejsze iż jak podaję The Economist powołując się na jeden z brytyjskich think tanków chiński rząd nie traktuję Uni Europejskiej poważnie, nie wierząc w przyszłość tej „pozbawionej długofalowej wizji struktury politycznej”. Wedle starej chińskiej zasady Pekin stosuję politykę wygrywania rozbieżności ( w tym wypadku między krajami europejskimi) i ustawia się w roli arbitra.

Dokładnie tak stało się i tym razem. Wizyta Mikołaja Sarkozego w Chinach, które odbyła się kilka dni wcześniej postawiła UE w bardzo kłopotliwej sytuacji i była klasycznym zastosowaniem tej antycznej chińskiej zasady. Prezydent przyjechał na czele delegacji w skład której wchodziły największe francuskie firmy i korzystając ze spadku notowań Niemców u chińskich włodarzy, załatwił kontrakty na 30 miliardów euro. Niewykluczone że jeśli w przyszłości Sarkozy skrytykuje Pekin, wtedy role się odwrócą i do łask wróci Merkel.

Liderzy Unii przywieźli do Brukseli jedynie zapewnienia i deklaracje Chin, o woli zmniejszania deficytu. Mimo to europejska prasa wielkim sukcesem obwołała powołanie specjalnej komisji która ma zajmować się ujemnym bilansem handlowym, rewaluacją juana i problemami firm europejskich na chińskim rynku. Komisja zbierze się po raz pierwszy w marcu 2008 roku. Jakie będą efekty jej pracy, niewiadomo. Istnieją obawy że wszystko skończy się na „dialogu” i owocnej wymianie poglądów, które nie przełożą się na konkretne działania i efekty, a zajmą jedynie mnóstwo czasu. A ten pracuje na korzyść Chin. W czasie w którym Państwo przeczytaliście ten artykuł, deficyt handlowy EU 27 wzrósł już o milion euro. Około 333 tysiące euro na minutę, 20 milionów euro na godzinę – oto tempo w którym Chiny doganiają i będą w najbliższych latach doganiać Unię.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Barroso w Pekinie Reviewed by on 12 stycznia 2008 .

W dniach 26-28 listopada w Pekinie odbył się czwarty już szczyt UE – Chiny. Reprezentujący Unię Przewodniczący Manuel Barroso, Komisarz d/s Handlu Peter Mandelsohn i Prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean Cleaude Almunia spotkali się z premierem Wen Jiabao. Dyskutowano o sytuacji w Birmie, Korei Północnej, Iranie, a także o globalnym ociepleniu i zmianach klimatycznych. Najważniejszym

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar