Komentarz eksperta

B. Niedziński: Mongolia, umowa gazowa i rosyjski pivot

To, dla kogo podpisany 21 maja rosyjsko-chiński wielki kontrakt gazowy jest bardziej, a dla kogo mniej korzystny, zapewne jeszcze długo będzie przedmiotem dyskusji. Pewne jest natomiast, że przegraną umowy jest Mongolia, która od dawna zabiegała o to, by rosyjski gaz płynął do Chin przez jej terytorium.

Zgodnie z porozumieniem podpisanym w Szanghaju przez prezydentów Władimira Putina i Xi Jinpinga, Rosja począwszy od 2018 r. dostarczać będzie Chinom przez kolejne 30 lat 38 mld m³ gazu rocznie, za co ma otrzymać – tego oficjalnie nie podano – 400 mld dolarów. Dla Gazpromu umowa oznacza pozyskanie nowego znaczącego odbiorcy surowca w sytuacji, gdy Europa zmniejsza import (Chiny tylko do pewnego stopnia ją zastąpią, zważywszy, że europejski import wyniósł w zeszłym roku 160 mld m³), dla Chin – sposobem na zdywersyfikowanie źródeł energii, choć też, w ogólnym bilansie będą to raczej ilości uzupełniające. Gaz będzie wtłaczany na terytorium Chin w czterech miejscach – gazociągiem Ałtaj, który jest w dużej mierze jest już gotowy, przez krótki zachodni odcinek rosyjsko-chińskiej granicy, do Xinjiangu, oraz będącym dopiero w planie gazociągiem Siła Syberii, który ma się ciągnąć z Jakucji wzdłuż Amuru do Władywostoku. Odgałęzienia w stronę Chin będą w Błagowieszczeńsku, Dalnierieczeńsku i we Władywostoku. Gazociągi, których szacowany koszt – łącznie w części rosyjskiej i chińskiej – to ok. 70 mld dolarów, będą zatem omijać Mongolię z obu stron.

źródło: Russia Today

źródło: Russia Today

Mongolia zabiegała o to, by gazociągi przechodziły przez jej terytorium od kilku lat, czyli niemal tyle, ile trwały rosyjsko-chińskie negocjacje w sprawie umowy. Byłoby to dla niej korzystne z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, podłączenie się pod gazociąg odciążyłoby pod względem energetycznym Ułan Bator, gdzie wraz z rozrastaniem się miasta występują coraz większe problemy z dostawami energii, na dodatek pozwoliłoby to na rezygnację z ogrzewania za pomocą opalanych węglem pieców, które są głównym powodem ogromnego zanieczyszczenia powietrza w mongolskiej stolicy. Po drugie, gazociąg zwiększyłby geopolityczne bezpieczeństwo kraju. Po trzecie – pobierałaby opłaty tranzytowe za przesył gazu. Głównym argumentem Mongolii były mniejsze koszty budowy – ta trasa byłaby o około tysiąc kilometrów krótsza. Miała też ona w tej sprawie poparcie organizacji ekologicznych alarmujących, że zachodnia nitka ma przebiegać przez obszar znajdujący się na liście światowego dziedzictwa UNESCO – Złote Góry Ałtaju, gdzie występuje wiele zagrożonych wyginięciem gatunków m.in. irbis (pantera śnieżna) i znajdują się bezcenne stanowiska archeologiczne oraz miejsca święte dla rdzennej ludności. Do zmiany planowanego przebiegu gazociągów władze Mongolii próbowały przekonywać Rosję i Chiny jeszcze nieomal w przededniu podpisania umowy, więc fakt, że się to nie udało jest jej porażką, a zapewnienia prezydenta Tsakhiagiina Elbegdorja, iż zwiększy ona bezpieczeństwo kraju, są raczej robieniem dobrej miny do złej gry. Rosja nie chciała uwzględnić mongolskich postulatów z dwóch głównych powodów – włączenie jeszcze jednego kraju do negocjacji, które i tak ciągnęły się bardzo długo, opóźniłoby podpisanie umowy, a mając na względzie problemy z tranzytem gazu przez Ukrainę – Gazprom zarzucał jej podkradanie surowca – wolała, by płynął on bezpośrednio do odbiorcy, szczególnie, że w Mongolii też taki problem mógłby się pojawić.

Tym niemniej rosyjski pivot w kierunku Azji, którego umowa z Chinami może być zwiastunem, faktycznie byłby dla Mongolii korzystny. Zwiększona współpraca między jej obydwoma sąsiadami przełoży się też na liczbę projektów realizowanych wraz z Mongolią czy poprzez nią, a to będzie się przyczyniać do jej rozwoju gospodarczego. Co ważniejsze, poprawia to jej bezpieczeństwo. Dla Mongolii otoczonej przez dwa państwa o mocarstwowych ambicjach – próbującą odzyskać dawne wpływy Rosję i coraz bardziej ekspansywne Chiny – najgorszym scenariuszem jest désintéressement ze strony jednego z nich i w konsekwencji całkowite zdominowanie przez drugiego. A przy obecnym układzie sił, Rosji przypadłaby ta pierwsza rola, Chinom – druga. Rosyjski zwrot w kierunku Azji, oznacza, że Moskwa nie zamierza odpuszczać sobie Dalekiego Wschodu, a zatem i Mongolii. Jej najlepszą gwarancją bezpieczeństwa jest wzajemne klinczowanie się sąsiadów i jak się wydaje, z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Niedziński: Mongolia, umowa gazowa i rosyjski pivot Reviewed by on 27 maja 2014 .

To, dla kogo podpisany 21 maja rosyjsko-chiński wielki kontrakt gazowy jest bardziej, a dla kogo mniej korzystny, zapewne jeszcze długo będzie przedmiotem dyskusji. Pewne jest natomiast, że przegraną umowy jest Mongolia, która od dawna zabiegała o to, by rosyjski gaz płynął do Chin przez jej terytorium. Zgodnie z porozumieniem podpisanym w Szanghaju przez prezydentów Władimira

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź