Komentarz eksperta,Mongolia news

B. Niedziński: Mongolia szuka balansu między inwestycjami a bezpieczeństwem

Bartłomiej Niedziński19 kwietnia mongolski parlament znowelizował ustawę o inwestycjach zagranicznych w strategicznych sektorach gospodarki, co ma ułatwić dostęp do nich firmom prywatnym. Czy jednak wystarczy to, by skończyły się zarzuty wobec Mongolii, że uprawia „surowcowy nacjonalizm”? I czy są one w ogóle uzasadnione?

Aby odpowiedzieć na te pytania, należy się cofnąć do 17 maja 2012 r., kiedy Wielki Churał Państwowy przyjął ustawę o inwestycjach zagranicznych (nazywaną potocznie SEFIL – Strategic Entities Foreign Investment Law). Uznała ona, że trzy sektory gospodarki – górnictwo, bankowość i finanse oraz media i telekomunikacja – mają znaczenie strategiczne, więc na inwestycje zagraniczne w nich musi być wydawana zgoda. W przypadku, gdy udział zagranicznego inwestora przekraczać ma 49 proc., a wartość inwestycji wynosi co najmniej sto miliardów tugrików (wówczas było to ok. 76 milionów dolarów), konieczna była aprobata najpierw rządu, a później parlamentu (dostały one na podjęcie decyzji po 45 dni). Gdy spełniony jest tylko jeden z tych warunków, wystarczy zgoda rządu. Była ona konieczna także w sytuacji, gdy zagraniczny inwestor chciał nabyć więcej niż jedną trzecią akcji przedsiębiorstwa, gdy transakcja mogła bezpośrednio lub pośrednio wpływać na ceny eksportowanych przez Mongolię surowców lub gdy istniało prawdopodobieństwo, że inwestor uzyska monopol w jakimś sektorze. Zgoda rządu lub rządu i parlamentu konieczna była także w przypadku transakcji, w których Mongolia nie była stroną, np. gdy zagraniczny podmiot już działający w Mongolii zamierzał sprzedać posiadane udziały innej zagranicznej firmie. Taka sytuacja była zresztą źródłem powstania ustawy – deputowani zaczęli prace nad nią, gdy kanadyjska firma Ivanhoe Mines ogłosiła zamiar sprzedaży swoich 58 proc. akcji w SouthGobi Resources chińskiemu państwowemu koncernowi Aluminium Corporation of China (Chalco).

Ostateczna wersja SEFIL i tak została znacznie złagodzona, bo wstępne projekty zakładały większą liczbę strategicznych sektorów, którymi miały być m.in. transport czy nieruchomości. Nie zmienia to faktu, że ustawa została bardzo źle przyjęta przez potencjalnych inwestorów, a zachodnie media zaczęły pisać o tym, iż w Mongolii dochodzi do głosu „surowcowy nacjonalizm”. Taka ocena jest nieuzasadniona z trzech co najmniej powodów. Po pierwsze, niezależnie od sprawy Chalco, Mongolia potrzebowała nowej ustawy regulującej inwestycje zagraniczne. Dotychczasowa pochodziła z roku 1993 (była nowelizowana w 2002 i 2008 r.), czyli nie tylko sprzed boomu surowcowego, ale z okresu, kiedy mongolska gospodarka pozbawiona sowieckich dotacji znalazła się w głębokim kryzysie. Mongolii zależało wówczas na przyciągnięciu jakichkolwiek inwestorów, więc ustawa nie stawiała im praktycznie żadnych barier. Po drugie, na tle tamtych, bardzo liberalnych, regulacji ustawa z 2012 r. wydaje się drastyczna, ale w rzeczywistości taka nie jest. Wzorowano ją na przepisach obowiązujących w Kanadzie, w której inwestycje w sektorze wydobywczym powyżej pewnych poziomów również wymagają aprobaty rządu. Wreszcie, biorąc pod uwagę położenie Mongolii – między największym a najludniejszym państwem świata – jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że stara się ona dbać o własne bezpieczeństwo. Czyli m.in. o to, by sektor surowcowy, będący jej jedynym kapitałem ekonomicznym, nie został przejęty w całości przez sąsiadów. Szczególnie, że Rosja odbudowuje swoją mocarstwową pozycję, a Chiny aspirują do roli supermocarstwa.

Tak czy inaczej, zeszłoroczna ustawa bardzo negatywnie odbiła się na inwestycjach zagranicznych w Mongolii. To, że Chalco wycofało się z próby zakupu SouthGobi Resources jest mniej istotne i ostatecznie może wyjść Mongolii na dobre. Gorzej, że wartość wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych spadła w 2012 r. aż o 17 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim – z 4,71 do 3,9 miliarda dolarów (to ok. 38 proc. mongolskiego PKB w zeszłym roku). Po części przyczyną było to efekt bardzo dynamicznego ich wzrostu przez poprzednie dwa lata (623 mln dol. w 2009 r., 1,69 mld dol. w 2010 r., 4,71 mld dol. w 2011 r.), więc utrzymanie takiego tempa przy trwającym wciąż światowym kryzysie i tak byłoby niezwykle trudne, ale SEFIL jeszcze pogorszył sprawę. Tymczasem oprócz dbania o bezpieczeństwo, władze muszą dbać także o rozwój kraju i zaspokajanie rosnących aspiracji mieszkańców. A samym posiadaniem surowców się tego nie da zapewnić – Mongolia nadal potrzebuje kapitału i technologii. Chcąc nie chcąc zdecydowała się zatem na zmianę ustawy.

Początkowo rząd proponował podniesienie kwoty, od której potrzebna jest podwójna aprobata ze 100 miliardów do biliona tugrików (obecnie jest to równowartość 700 milionów dolarów), ale ostatecznie parlamentarzyści wybrali inne rozwiązanie. W przyjętej w kwietniu nowelizacji zniesiono w ogóle określany kwotowo poziom inwestycji wymagający aprobaty, za to wprowadzono rozróżnienie między inwestorami prywatnymi a państwowymi. Ci pierwsi nie muszą już w żadnym wypadku uzyskiwać zgody parlamentu na transakcje, choć w dalszym ciągu – jeśli mają mieć więcej niż jedną trzecią udziałów, wpłynie to na poziom cen lub grozi powstaniem monopolu – konieczna jest zgoda rządu. Znacznie trudniej będą miały za to zagraniczne przedsiębiorstwa państwowe i te, w których państwo jest udziałowcem. W ich przypadku każde nabycie akcji mongolskiej firmy z sektorów strategicznych musi zostać zatwierdzone przez rząd, zaś gdy udział ma przekraczać 49 proc. – także przez parlament. Obostrzenia te są przede wszystkim wymierzone w państwowe firmy z Chin, bo to ich aktywność budzi największe zaniepokojenie w Mongolii. Ale gdyby na inwestycje w tym kraju zdecydował się KGHM Polska Miedź, to też – jako spółka z udziałem skarbu państwa – byłby objęty nowymi regulacjami.

Jak na razie reakcje na przyjęte poprawki są dość umiarkowane. W komentarzach przeważają głosy, że jest to krok w dobrym kierunku, choć niewielki lub nawet niewystarczający. Ale większość z tych opinii bierze pod uwagę tylko punkt widzenia inwestorów, dla których optymalną sytuacją byłby brak jakichkolwiek ograniczeń. Poza tym, wiele zależy od tego jak nowe przepisy będą funkcjonować w praktyce. Ustawa może być inspirowana kanadyjską, ale to wciąż Kanada daje większą gwarancję przewidywalności i stabilnego środowiska prawnego.

Bartłomiej Niedziński

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Niedziński: Mongolia szuka balansu między inwestycjami a bezpieczeństwem Reviewed by on 7 maja 2013 .

19 kwietnia mongolski parlament znowelizował ustawę o inwestycjach zagranicznych w strategicznych sektorach gospodarki, co ma ułatwić dostęp do nich firmom prywatnym. Czy jednak wystarczy to, by skończyły się zarzuty wobec Mongolii, że uprawia „surowcowy nacjonalizm”? I czy są one w ogóle uzasadnione? Aby odpowiedzieć na te pytania, należy się cofnąć do 17 maja 2012 r.,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Gratulacje z okazji wszechstonnej analizy interesów surowcowych i sporów o dostępd zagranicznych inwestorów do mongolskich zasobów w konkretnej sytuacji geopolitycznej tego państwa. Jest to w jakieś mierze też zadziwiające, że tak małe potencjałem gospodarczym państwo jakim jest Mongolia chce i potrafi zapanować nad apetytami nie tylko swoich dwóch wielkich sąsiadów, ale taż nad spółkami zagranicznymi należącymi do największych koncernów na świecie. Zdecydowana postawa Mongolii budzi uwagi krytyczne, ale pochodzą one od tych źródeł, które spodziewały się tu tylko niczym nie ograniczonych zysków. Spadek zagranicznych inwestycji w Mongolii nie jest tragedią. Prędzej, czy później wrócą one do mongolskich projektów, nie z sympatii dla tego pańśtwa , ale z powodów najbardziej korzystnych naturalnych warunków występowania tam złóż, które pod względem ich wydobycia należą do najbardziej zasobnych i najtańszych na naszym globie.

    • To prawda, że przejściowy spadek inwestycji w zamian za ustawienie ich na własnych warunkach jest z punktu widzenia Mongolii ceną, którą warto zapłacić.

Pozostaw odpowiedź