Komentarz eksperta,Mongolia news

B. Niedziński: Kto jest najważniejszym „trzecim sąsiadem” Mongolii

Bartłomiej NiedzińskiKoncepcja „trzeciego sąsiada” jest jednym z dwóch kluczowych założeń polityki zagranicznej Mongolii (pierwszym jest utrzymywanie maksymalnie poprawnych stosunków z dwoma prawdziwymi sąsiadami, czyli Chinami i Rosją). Polega ona na szukaniu możliwie silnych relacji z państwami innymi niż Chiny i Rosja, co ma  zapobiec wpadnięciu w gospodarczą lub/i polityczną zależność od sąsiadów. Biorąc pod uwagę historyczne doświadczenia i bez porównania mniejszy potencjał ludnościowy, gospodarczy czy militarny, takie uzależnienie nie jest z punktu widzenia Mongolii wydumanym niebezpieczeństwem. Zwłaszcza Chiny są postrzegane przez Mongołów jako realne zagrożenie.

Termin ten ukuł w sierpniu 1990 r. sekretarz stanu USA James Baker, który zadeklarował, iż dla demokratyzującej się wówczas – i otoczonej przez komunistyczne reżimy[1] – Mongolii Stany Zjednoczone będą „trzecim sąsiadem”. To określenie zostało podjęte przez władze w Ułan Bator i stało się fundamentem polityki zagranicznej. Choć ma amerykańskie pochodzenie, polityka „trzeciego sąsiada” nie oznacza ani proamerykańskiego nastawienia Mongolii, ani nie ogranicza się do Stanów Zjednoczonych. Państw będących bądź mogących być „trzecim sąsiadem” jest więcej. W najnowszej, przyjętej w 2011 r. strategii polityki zagranicznej za pożądanych w tej roli partnerów uznano Stany Zjednoczone, Japonię, Unię Europejską, Indie, Koreę Południową i Turcję. Potencjalnymi kandydatami mogłyby być jeszcze Australia i Kanada.

Oczywiście nie wykluczają się one wzajemnie i Mongolia stara się utrzymywać jak najściślejsze związki ze wszystkimi wymienionymi, co nie zmienia faktu, że niektóre mają więcej atutów niż inne. Pomimo rosnącej pozycji, Turcja nie jest państwem o znaczeniu globalnym, a Azja Wschodnia nie jest jej głównym polem interesów. Wymiana handlowa jest niewielka, podobnie jak tureckie inwestycje, a współpraca dotyczy głównie dziedzin, które trudno uznać za kluczowe. Równie niewielka jest współpraca gospodarcza z Indiami. Na dodatek kraj ten jest zaangażowany w blok BRICS, do którego należą także i Rosja, i Chiny, więc z punktu widzenia Indii Mongolia nie ma znaczenia strategicznego. Natomiast dla Australii, która robi wyraźny zwrot w kierunku Azji, Mongolia może być bardzo cennym partnerem – jest krajem demokratycznym, wolnorynkowym, ma dobre stosunki z USA i inwestuje w niej wiele australijskich firm wydobywczych. Ale zarazem oba państwa, będąc gospodarkami surowcowymi, są pewnej mierze konkurentami – dla obu najważniejszym rynkiem zbytu są Chiny. Podobnie jest z Kanadą, która jest drugim co do wielkości inwestorem w Mongolii i drugim największym odbiorcą mongolskiego eksportu.

Stanom Zjednoczonym i Unii Europejskiej zależy na powodzeniu Mongolii, choćby z tego względu, że jest ona jedynym w Azji przypadkiem udanego przejścia od komunizmu do dobrze funkcjonującej demokracji. Pytanie jednak czy będą chciały – zwłaszcza UE – poświęcać z tego powodu stosunki z Chinami. W razie hipotetycznego konfliktu w regionie wątpliwe, by Unia zdolna była do jakiejś reakcji, skoro nie jest w stanie nic zrobić z trwającą od dwóch lat wojną domową w bliskiej geograficznie Syrii. Słabością UE jako „trzeciego sąsiada” jest wreszcie to, że mimo wspólnej unijnej polityki zagranicznej, w Mongolii państwa członkowskie są dla siebie raczej konkurentami. Kraje, które zabiegają o kontrakty wydobywcze, infrastrukturalne czy import pierwiastków ziem rzadkich robią to na własną rękę i dla siebie. Stany Zjednoczone oprócz demokracji i wolnego rynku doceniają zaangażowanie Mongolii w operacjach w Afganistanie i Iraku. Waszyngton w dalszym ciągu politycznie będzie wspierał Mongolię, aby była przykładem dla całego regionu. Ale nie znaczy to, że jest to pełnowymiarowy – ani tym bardziej równoprawny – sojusz. Pewne ograniczenia są zresztą od strony mongolskiej. Wejście w zbyt bliskie relacje z USA byłoby źle widziane zarówno w Chinach i Rosji. W zeszłym roku Mongolia podpisała indywidualną umowę o partnerstwie i współpracy z NATO, ale członkowstwo w pakcie nawet w długiej perspektywie wydaje się mało prawdopodobne. Mongolska strategia bezpieczeństwa nie zezwala też na stacjonowanie obcych wojsk, więc powstanie amerykańskiej bazy wojskowej nie wchodzi w grę.

Pozostają zatem Korea Południowa i Japonia. Korea Południowa jest trzecim co do wielkości partnerem handlowym Mongolii (czwartym jeśli Unię Europejską potraktować łącznie) i czwartym największym inwestorem w tym kraju. Jest też największym rynkiem pracy dla Mongołów – w Korei Południowej mieszka ich ok. 40 tysięcy. Jest potencjał do rozwoju współpracy, bo Mongolia ma surowce, których Korea potrzebuje, zaś Korea – wysoko zaawansowane technologię. Na dodatek Ułan Bator jest wartościowym partnerem dla Seulu, bo utrzymuje jednocześnie dobre stosunku z reżimem w Korei Północnej i może być pośrednikiem w ewentualnych negocjacjach. Nie jest jednak najważniejszym spośród „trzecich sąsiadów”, bo na tę pozycję dość wyraźnie w ostatnich miesiącach wybiła się Japonia, co dało się odczuć podczas wizyty jej premiera Shinzo Abe pod koniec marca.

Pod względem wartości obrotów handlowych (4-6. miejsce[2]) i inwestycji (5. miejsce) nieznacznie ustępuje Korei Płd., jest za to liderem, jeśli chodzi o wartość przekazanej pomocy gospodarczej i rozwojowej. Pomimo dysproporcji gospodarek, dobrze się one uzupełniają. Mongolia ma surowce i poszukuje na nie innych rynków zbytu niż Chiny, a potrzebuje nowoczesnych technologii i inwestycji. Japonia dysponuje know-how, ale pozbawiona jest surowców, co po katastrofie w Fukushimie w 2011 r. stało się jeszcze bardziej odczuwalne. Oba państwa niepokoją się wzrostem potęgi Chin, o czym świadczy fakt, że Abe zanim spotkał się z ich nowym przywódcą Xi Jinpingiem pojechał z wizytą do Mongolii. Dla Tokio Mongolia jest cennym partnerem, bo jest jednym z nielicznych państw w regionie, z którymi nie ma żadnych historycznych zadrażnień, a Mongołowie bardzo pozytywnie odnoszą się do Japończyków i uważają ich za najbardziej pożądanego sojusznika. Japonia ma z kolei taką przewagę nad innymi, że ma większy potencjał od Korei Południowej i siłą rzeczy jest bardziej zaangażowana w regionie niż USA.

Dobre stosunki w coraz większym stopniu przekładają się na japońskie inwestycje, szczególnie w wielkie projekty infrastrukturalne. W połowie maja koncerny Mitsubishi Corp. i Chiyoda Corp. potwierdziły, że wybudują nowe międzynarodowe lotnisko pod Ułan Bator. Budowa ruszy jeszcze w tym roku, a ukończona zostanie w październiku 2016 r. Projekt o wartości 493 milionów dolarów w 90 proc. jest finansowany z japońskich pożyczek. Pod koniec marca rada miejska Ułan Bator wybrała projekt budowy metra opracowany przez Japan International Cooperation Agency. Budowa potrwa do 2020 r., a japoński rząd skredytuje ją w 40 proc. (całość ma kosztować 1,5 miliarda dolarów). Japoński koncern telekomunikacyjny SoftBank razem z mongolską firmą Newcom planuje budowę farmy wiatrowej na pustyni Gobi, która ma być częścią projektu Asian Super Grid – sieci połączeń energetycznych od Indii do Japonii. W kwietniu Japonia przekazała ponad 40 mln dolarów na renowację największej elektrowni węglowej w Mongolii i będzie uczestniczyć konsorcjum budującą nową (Ulaanbaatar Power Plant V). To tylko kilka najważniejszych przykładów, a z dużym prawdopodobieństwem można też założyć, że japońskie firmy dostaną koncesję na eksploatację węgla ze złoża Tavan Tolgoi (pierwszy przetarg, wygrany przez firmy z Chin, USA i konsorcjum rosyjsko-mongolskie, został unieważniony, po protestach m.in. Japonii). Wreszcie, podczas wizyty Abe rozmawiano o podpisaniu między obydwoma państwami umowy o wolnym handlu. Dla Mongolii byłaby to pierwsza taka umowa, a zarazem koronny dowód, że to Japonia jest dla niej najważniejszym obecnie „trzecim sąsiadem”.

Bartłomiej Niedziński


[1] Pamiętajmy, że w połowie 1990 r. nie było jeszcze przesądzone, w którą stronę potoczą się wydarzenia w Związku Sowieckim, a władze Chin kilkanaście miesięcy wcześniej pokazały na placu Tiananmen, że nie pozwolą na żadną liberalizację.

[2] Różnice między zajmującymi te miejsca Japonią, USA i Kanadą wynoszą kilka-kilkanaście milionów dolarów, co stanowi ok. 1 promila całości handlu zagranicznego Mongolii.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Niedziński: Kto jest najważniejszym „trzecim sąsiadem” Mongolii Reviewed by on 1 czerwca 2013 .

Koncepcja „trzeciego sąsiada” jest jednym z dwóch kluczowych założeń polityki zagranicznej Mongolii (pierwszym jest utrzymywanie maksymalnie poprawnych stosunków z dwoma prawdziwymi sąsiadami, czyli Chinami i Rosją). Polega ona na szukaniu możliwie silnych relacji z państwami innymi niż Chiny i Rosja, co ma  zapobiec wpadnięciu w gospodarczą lub/i polityczną zależność od sąsiadów. Biorąc pod uwagę historyczne

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź