Komentarz eksperta,Mongolia news

B. Niedziński: Jak sympatię przekuć na pieniądze, czyli co Polska może ugrać w Mongolii?

Mongolia stwarza obecnie ogromne możliwości inwestycyjne, ale to czy polskie firmy mogą je wykorzystać to już zupełnie inna sprawa.

Rozpoczynająca się 20 stycznia wizyta prezydenta Mongolii Tsakhiagiina Elbegdorja w Polsce ma przyczynić się do zwiększenia współpracy gospodarczej, która od czasu upadku komunizmu w obu krajach jest bardziej niż skromna (według danych GUS, wartość polskiego eksportu w roku 2011 wyniosła 49,7 miliona dolarów, zaś importu mongolskich towarów zaledwie 1,028 miliona dolarów, co oznacza, że Mongolia odpowiada za 0,012 proc. obrotów handlowych Polski). Przed rozpoczęciem wizyty Elbegdorj i jego doradcy mówili, że będą zachęcać polskie firmy do inwestowania w Mongolii, w tym także w sektor wydobywczy – najważniejszy dla rozwoju gospodarczego tego kraju. Na ile jednak jest to realne?

Dzięki wydobyciu surowców naturalnych mongolska gospodarka gwałtownie się rozwija. Pomijając spowodowane światowym kryzysem załamanie w roku 2009 r., od 10 lat PKB Mongolii rośnie co roku w tempie od kilku do coraz częściej kilkunastu procent. Prognozy na ten rok mówią o wzroście od 15 do nawet 18 proc., czyli będzie ona – po raz kolejny – najszybciej rozwijającą się gospodarką świata. Oczywiście w dużej mierze jest to efekt niskiego pułapu, z którego startowała, ale tym bardziej stwarza to możliwości eksportowe. Mongolia potrzebuje zarówno technologicznego know-how i specjalistycznych maszyn, ale wraz z bogaceniem się społeczeństwa także coraz więcej towarów konsumpcyjnych – od mebli po produkty codziennego użytku – oraz żywności, której własna produkcja jest ze względów klimatycznych mocno ograniczona.

Jeśli chodzi o sektor wydobywczy, to ograniczeniem jest przyjęta w maju zeszłego roku ustawa o inwestycjach zagranicznych, która stanowi, że bez zgody rządu i parlamentu udział zagranicznego kapitału w firmach z trzech sektorów strategicznych (górnictwo, bankowość i telekomunikacja) nie może przekroczyć 49 proc., przy czym dotyczy to tylko przejęć na sumę większą niż sto miliardów tugrików (72 mln dolarów). Ze względu na niepokój jaki wywołała wśród potencjalnych inwestorów ustawa ta jednak prawdopodobnie zostanie w tym roku złagodzona. Poza tym, te restrykcje są w dużej mierze spowodowane obawami przed przejęciem kluczowych branż gospodarki przez obu sąsiadów Mongolii – Chiny i Rosję. Jedną z głównych doktryn mongolskiej polityki jest poszukiwanie „trzeciego sąsiada”, czyli rozwijanie stosunków z państwami innymi niż wymienione dwa. Przekłada się to także na sektor wydobywczy, w którym znacznie lepiej byłyby widziane inwestycje amerykańskie, australijskie, japońskie, koreańskie i europejskie. Czyli teoretycznie także polskie. A jest o co grać, gdyż w tym roku mają być przyznane koncesje na eksploatację części złoża Tavan Tolgoi. Jest to jedno z największych nieeksploatowanych jeszcze złóż węgla na świecie – jego zasoby szacowane są na co najmniej 6,4 miliarda ton, z czego jedna czwarta to wysokiej jakości węgiel koksujący. To zresztą nie wszystko – szacuje się, że w Mongolii znajduje się 138 miliardów ton ponad 80 pierwiastków – m.in. węgla, miedzi, złota, uranu, metali ziem rzadkich. Przy czym większość terytorium nie została jeszcze zbadana.

Ułatwieniem potencjalnych inwestycji jest to, że Polska jest w Mongolii bardzo pozytywnie postrzegana. Dobre kontakty wywodzą się jeszcze z czasów realnego socjalizmu, gdy wielu mongolskich studentów przyjeżdżało na polskie uczelnie, ale sympatia do naszego kraju pozostała niezależnie od zmiany ustroju – np. wciąż wielu mongolskich urzędników zna polski. Zresztą i w obalaniu komunizmu Mongołowie brali przykład z Polski – Elbegdorj, który był jednym z liderów ruchu demokratycznego, w 1989 r. odwiedził nasz kraj, a później delegacja „Solidarności” pomagała ówczesnej opozycji w organizowaniu kampanii wyborczej. Wreszcie, Polska pokazuje jak dużego skoku gospodarczego i cywilizacyjnego można dokonać w niespełna ćwierćwiecze.

Możliwości rozwoju współpracy zatem są. Pozostaje jeszcze pytanie, kto może je wykorzystać. Jedyną jak dotąd polską firmą próbującą inwestować w sektor wydobywczy były Dolnośląskie Surowce Skalne, która w czerwcu 2011 r. kupiła za 4 miliony dolarów mongolską spółkę EKTU, a wraz z nią koncesję na poszukiwanie i eksploatację terenu w ajmaku Dornogovi, gdzie najprawdopodobniej znajdują się zasoby metali ziem rzadkich. Jednak w zeszłym roku DSS popadła w kłopoty finansowe przez budowę autostrady – w Polsce – i zbankrutowała, a koncesję pewnie będzie musiała sprzedać, by spłacić wierzycieli. Firmami, które stać byłoby na duże inwestycje są KGHM Polska Miedź i Kulczyk Investments. KGHM po spektakularnej porażce w Kongo jest jak na razie niezbyt skłonny do wchodzenia w następny kraj, który jest postrzegany jako niepewny, a na dodatek niedawno wydał duże pieniądze na przejęcie kanadyjskiej Quadry. Z kolei firmy Jana Kulczyka poszukują surowców w egzotycznych krajach, ale Mongolia w tym kontekście się nie była wymieniana. Niespełna rok temu pojawiła się natomiast informacja, że eksploatację metali ziem rzadkich rozważa inny z najbogatszych Polaków, Roman Karkosik.

Mniej spektakularnym, ale bardziej realnym scenariuszem dla polskich firm jest sprzedaż maszyn i urządzeń górniczych albo handel towarami konsumpcyjnymi. Przykładem tego ostatniego jest sukces łowickiej firmy Urbanek, która produkuje niezwykle popularne od lat w Mongolii przetwory owocowo-warzywne. Wartość sprzedaży sięga czterech milionów dolarów, co stanowi prawie 10 proc. całego polskiego eksportu do tego kraju. Biorąc pod uwagę rosnący poziom życia, a co za tym idzie coraz większe zapotrzebowanie Mongołów na towary konsumpcyjne, takich nisz do odkrycia jest tam mnóstwo.

Niezależnie czy chodzi o wielkie inwestycje górnicze, czy o małe słoiki z marynatami, istotną barierą we wchodzeniu polskich firm na mongolski rynek jest brak ambasady. Placówka w Ułan Bator została zamknięta z powodów oszczędnościowych najpierw w 1995 r., przywrócona cztery lata później, zaś 31 sierpnia 2009 r. zlikwidowana ponownie. O ile w pierwszej połowie lat 90. zeszłego wieku Mongolia była pogrążona w głębokim kryzysie gospodarczym i współpraca z nią na wszelkich polach praktycznie zamarła, to zamykanie ambasady w momencie, gdy wiadomo było już o ogromnych złożach, które się tam znajdują i gdy światowe koncerny wydobywcze zaczęły tam wchodzić, jest decyzją co najmniej kontrowersyjną. Tym bardziej, że o eksploatacji złóż myślą nie tylko prywatne firmy, ale i rząd. W czerwcu 2012 r. o wydobyciu metali ziem rzadkich – 17 pierwiastków wykorzystywanych do produkcji wysoko zaawansowanych technologicznie urządzeń – rozmawiała w Ułan Bator wiceminister spraw zagranicznych Beata Stelmach. Ale takie same plany mają np. Niemcy, które nie dość, że mają w Mongolii ambasadę, to jeszcze pojechała tam w tej sprawie kanclerz Angela Merkel. Liczenie, że nasz lobbing okaże się skuteczniejszy, jest nieco naiwne. Zresztą przedstawiciele polskich firm górniczych też anonimowo przyznają, że likwidując ambasadę zamknęliśmy sobie szereg możliwości i na wielkie kontrakty wydobywcze nie mamy co liczyć.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Niedziński: Jak sympatię przekuć na pieniądze, czyli co Polska może ugrać w Mongolii? Reviewed by on 20 stycznia 2013 .

Mongolia stwarza obecnie ogromne możliwości inwestycyjne, ale to czy polskie firmy mogą je wykorzystać to już zupełnie inna sprawa. Rozpoczynająca się 20 stycznia wizyta prezydenta Mongolii Tsakhiagiina Elbegdorja w Polsce ma przyczynić się do zwiększenia współpracy gospodarczej, która od czasu upadku komunizmu w obu krajach jest bardziej niż skromna (według danych GUS, wartość polskiego eksportu

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar