Komentarz eksperta

B. Niedziński: Dlaczego Mongolia powinna się niepokoić sprawą Krymu?

Mongolia nie zajęła oficjalnego stanowiska w sprawie rosyjskiej aneksji Krymu, a w przyjętej 28 marca rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ potępiającej przeprowadzone tam referendum i naruszanie integralności terytorialnej Ukrainy, wstrzymała się od głosu – jak zresztą większość państw azjatyckich. Oczywiście, można powiedzieć, że z punktu widzenia Azji Krym jest odległy, a Mongolia nie należy do państw, które mają interesy globalne, tym niemniej jest to dla niej wydarzenie w długiej perspektywie bardzo niebezpieczne[1]. Problem w tym, że żadne stanowisko nie jest z punktu widzenia władz w Ułan Bator dobre.

źródło: flickr.com

źródło: flickr.com

Coraz bardziej prawdopodobne faktyczne uznanie przez Zachód aneksji Krymu oznacza, że będąca podstawą stosunków międzynarodowych po II wojnie światowej zasada nienaruszalności granic traci na znaczeniu, a krymski precedens może spowodować, że roszczenia terytorialne będą rozstrzygane siłą. Choć granice Mongolii są uznawane i przez Rosję, i Chiny, nie ma gwarancji, że roszczenia – i to wobec całego jej terytorium – nie pojawią się w przyszłości. Ale nie ze strony Moskwy, która w czasach komunistycznych sprawowała faktyczną kontrolę nad Mongolią, lecz ze strony Chin.

mongolO tym, że potencjał do wysuwania takich roszczeń istnieje, najlepiej świadczy to, że w dniu referendum na Krymie w chińskich serwisach społecznościowych, m.in. na Weibo, zaczęła krążyć mapa z zaznaczonymi dwoma terytoriami, które zdaniem Chińczyków, zostały utracone wskutek dwóch wspieranych przez Związek Sowiecki referendów – Tuwą (1921 r.) i Mongolią (1945 r.). Jakkolwiek referendum, w którym nie padł ani jeden głos przeciwko, siłą rzeczy musi budzić pewne wątpliwości, i zapewne nie było ono w pełni zgodne z dzisiejszymi standardami, w żaden sposób nie można powiedzieć, że Mongołowie zagłosowali za niepodległością pod presją sowiecką. Mieli wystarczająco dużo powodów, by żywić niechęć do Chińczyków i w każdych warunkach w przytłaczającej większości zagłosowaliby w ten właśnie sposób. Poza tym referendum z 1945 r. było jedynie uznaniem stanu faktycznego – Mongolia niepodległość ogłosiła w grudniu 1911 r., a więc jeszcze przed upadkiem cesarstwa w Chinach, a przynajmniej od 1921 r. była faktycznie niepodległym państwem. Całym uzasadnieniem potencjalnych chińskich roszczeń do Mongolii jest zatem fakt, że przed 220 lat (1691-1911) wchodziła ona w skład Imperium Chińskiego, zresztą rządzonego przez mandżurską – a nie etnicznie chińską – dynastię Qing[2]. To, że wcześniej Chiny były na 150 lat podbite przez Mongołów, oraz że współczesna Mongolia jest państwem niemal jednolitym etnicznie i nie ma w niej żadnej mniejszości chińskiej, jest przez zwolenników tego rewizjonizmu historycznego pomijane.

Władze w Pekinie w sprawie aneksji Krymu również zajmują bardzo neutralne stanowisko, co jest zupełnie zrozumiałe. Z jednej strony, brak zdecydowanej reakcji Zachodu na jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego mógłby ich skłonić do rozwiązywania w ten sam sposób wszystkich swoich sporów terytorialnych, a zatem zajęcia wysp Senkaku/Diaoyu, wszystkich wysp z archipelagu Spratley czy Tajwanu, z drugiej – trudno popierać referendum niepodległościowe na Krymie równocześnie odmawiając prawa do decydowania o swoim losie mieszkańcom Tybetu czy Xinjiangu[3]. Pytanie, czy takie Pekin będzie miał takie rozterki za lat kilkanaście czy kilkadziesiąt, gdy jeszcze bardziej umocni się gospodarczo i wojskowo. Szczególnie, że przepaść w potencjale demograficznym i militarnym między Chinami a Mongolią jest znacznie większy niż między Rosją a Ukrainą, a bogata w surowce naturalne Mongolia jest bez porównania atrakcyjniejszym celem niż Krym, do którego Moskwa będzie musiała dopłacać.

Pierwszą lekcją z kryzysu krymskiego jest dla Mongolii to, że nie może specjalnie liczyć na międzynarodowe gwarancje bezpieczeństwa. Obowiązujący od 2000 r. układ, zgodnie z którym Mongolia samodzielnie tworzy strefę wolną od broni atomowej, zawiera zobowiązanie, że stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ podejmą działania, gdyby ktoś zaatakował Mongolię z użyciem broni atomowej lub tym groził. Sprawa Ukrainy, której w 1994 r. w zamian za rezygnację z broni atomowej zagwarantowano integralność terytorialną, pokazała, że tego typu obietnice nie są wiele warte. Skoro na Zachodnie nie chciał umierać za Krym, nie zechce też za Ułan Bator. Władze Mongolii mają świadomość tego zagrożenia, dlatego też starają się jak najmocniej angażować się międzynarodowo (np. uczestnictwo w misjach w Iraku i Afganistanie, próby mediacji z Koreą Północną), a także skutecznie balansować między Rosją a Chinami.

Mongolii nie podoba się aneksja Krymu, ale nie może jej otwarcie potępić, bo zaszkodziłoby to jej stosunkom z Rosją, będącą dla niej zabezpieczeniem przed Chinami, postrzeganymi przez Mongołów jako zagrożenie największe. Nie może też jej poprzeć, bo trudno, by popierała coś, co może być groźnym dla niej precedensem. Poza tym, stanęłaby w ten sposób w jednym szeregu z takimi państwami jak Korea Północna, Syria, Zimbabwe, Białoruś czy Kuba, co krajowi, który jako jedyny w regionie dokonał udanej transformacji ustrojowej z komunizmu do demokracji i jest jednym z niewielu w pełni demokratycznych w całej Azji, naprawdę nie przystoi, nie mówiąc już o tym, że straciłaby wiele wiarygodności w oczach Zachodu. Wstrzymanie się od głosu w przypadku rezolucji potępiającej tak oczywistą agresję też nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, ale dla Mongolii było jedynym możliwym.



[1] To samo dotyczy też np. Tajwanu.

[2] Tajwan, który uważa się za jedynego legalnego reprezentanta Chin, dopiero w 2002 r. przestał w praktyce traktować Mongolię jako część Chin, choć prawnie jej secesja nie została uznana.

[3] Więcej o motywach działania Chin w sprawie Ukrainy: http://www.polska-azja.pl/2014/03/04/r-pyffel-siedem-powodow-dla-ktorych-chiny-nie-wlacza-sie-w-wydarzenia-na-ukrainie-i-pozostana-w-ukryciu/

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Niedziński: Dlaczego Mongolia powinna się niepokoić sprawą Krymu? Reviewed by on 31 marca 2014 .

Mongolia nie zajęła oficjalnego stanowiska w sprawie rosyjskiej aneksji Krymu, a w przyjętej 28 marca rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ potępiającej przeprowadzone tam referendum i naruszanie integralności terytorialnej Ukrainy, wstrzymała się od głosu – jak zresztą większość państw azjatyckich. Oczywiście, można powiedzieć, że z punktu widzenia Azji Krym jest odległy, a Mongolia nie należy do państw,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Na mongolskich blogach pojawiają się postulaty wręcz przeciwne. To Mongolia na wzór Krymu wysuwa żądania zwrotu im Mongolii Wewnętrznej, która z obecną Mongolią tworzyła jeden organizm cywilizacyjny, gospodarczy i polityczny. Mongołowie popierają aneksję Krymu. Politycznie jednak podobnie jak Chiny nie zrobiły tego ze względu na kontrakty jakie posiadają ze światem Zachodnim.

Pozostaw odpowiedź