Komentarz eksperta

B. Niedziński: Czy Mongolia powinna odejść od balansowania między Rosją a Chinami?

Nie ma chyba na świecie drugiego państwa mającego tak trudne położenie geopolityczne jak Mongolia. Nie dość, że jej jedynymi sąsiadami są największy (Rosja) i najludniejszy (Chiny) kraj świata, to jeszcze w obu nie ma ani demokracji, ani społeczeństwa obywatelskiego, są za to coraz jawniej okazywane  mocarstwowe ambicje. Od czasu rewolucji demokratycznej 1990 r. i wyrwania się spod sowieckiej kurateli, polityka zagraniczna Mongolii opiera się na dwóch głównych zasadach – utrzymywania równowagi w stosunkach z obydwoma sąsiadami oraz szukania jak najściślejszych kontaktów z innymi kluczowymi państwami, co nazywane jest „polityką trzeciego sąsiada”[1]. Jednak w związku z tym, że względna równowaga sił między Rosją a Chinami nieuchronnie będzie się przechylać na korzyść Pekinu, Mongolia będzie musiała się zastanowić nad odejściem od balansowania między nimi.

Tsakhiagiin Elbegdorj, źródło: commons.wikimedia.org

Tsakhiagiin Elbegdorj, źródło: commons.wikimedia.org

Trudno dotychczasowej polityce zagranicznej Mongolii cokolwiek zarzucać – jedyną gwarancją bezpieczeństwa, na jaką może liczyć, jest to, że Rosja i Chiny będą się wzajemnie klinczować. Szczególnie, że obaj jej sąsiedzi, mając w wielu innych punktach świata zbieżne interesy, w rywalizacji o wpływy w Mongolii jak do tej pory uważali, by bezpośrednio nie wchodzić sobie w drogę. W tej sytuacji trzymanie równego dystansu i rozgrywanie jednego sąsiada przeciwko drugiemu, a także „trzeciego sąsiada” przeciwko obu, było najlepszym, co mogła ona robić. To balansowanie Mongolia zresztą opanowała do perfekcji, uzyskując na tym niemałe korzyści. Przykładem tego jest umorzenie przez Rosję niemal całości długu z czasów sowieckich (11,4 miliarda dolarów, to więcej niż wynosi roczny PKB Mongolii) czy uzyskanie pieniędzy na remont kolei transmongolskiej (Rosja i Mongolia mają w niej po 50 proc. udziałów) i od Moskwy, i od Waszyngtonu, przy czym Rosja nie otrzymała w zamian żadnych koncesji wydobywczych, na które liczyła[2].

Skoro ta polityka działa, dlaczego nie można jej kontynuować? Po pierwsze, gospodarczy układ sił w Mongolii coraz bardziej zmienia się na korzyść Chin. W czasach komunistycznych była ona całkowicie zależna od Związku Sowieckiego, a dziś – mimo że Rosja od kilku lat próbuje odbudowywać dawne wpływy ograniczają się one do kolei transmongolskiej, kopalni miedzi w Erdenet i dostaw ropy naftowej. Dziś dominującym partnerem handlowym Mongolii są Chiny, dokąd trafia prawie 87 proc. mongolskiego eksportu, które są jednym z głównych inwestorów i chętnie przejęłyby jej złoża surowców naturalnych. Jest sprawą oczywistą, że tak duże uzależnienie gospodarcze od jednego partnera nie jest z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa korzystne. Problemem drugim, jeszcze ważniejszym, jest coraz bardziej asertywna polityka zagraniczna Chin. Jeszcze kilka lat temu Pekin w sprawie aneksji Krymu przez Rosję mówiłby przede wszystkim o zasadzie integralności terytorialnej państw, obawiając się, że ta „secesja” może być precedensem dla ogłoszenia niepodległości przez Tajwan, Tybet czy Xinjiang. Teraz Pekin oficjalnie nie zajął stanowiska, ale bezkarne przyłączenie przez jedno państwo części terytorium drugiego, jest dla niego precedensem wygodnym. I w przyszłości będzie go mógł użyć do rozwiązania kwestii Tajwanu, Senkaku/Diaoyu, złóż na Morzu Południowochińskim czy Mongolii. Bo mimo umowy o strategicznym partnerstwie i obchodzonej w tym roku 65. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych Chiny coraz bardziej postrzegają Mongolię jako kraj tymczasowo niepodległy, który powinien wrócić pod ich zwierzchnictwo[3]. Biorąc pod uwagę przewagę militarną, ludnościową, gospodarczą Chin, ta zmiana podejścia jest dla Mongolii śmiertelnie niebezpieczna.

Co za tym idzie, opcje Mongolii w kwestii bezpieczeństwa radykalnie się zmniejszają. Spośród „trzecich sąsiadów” większość (Australia, Indie, Kanada, Korea Południowa, Turcja, Unia Europejska) jest zbyt słaba, znajduje się zbyt daleko bądź nie jest skłonna do konfrontacji z Chinami, nie tylko zresztą z powodu Mongolii. W grę wchodzą jedynie Stany Zjednoczone i Japonia, choć w przypadku tych pierwszych, wobec stosunkowo niewielkiego zaangażowania gospodarczego w Mongolii, argument, iż jest ona jedynym w regionie przypadkiem udanego przejścia od komunizmu do w miarę sprawnie funkcjonującej demokracji, a zatem przykładem dla innych, może się okazać niewystarczający. Japonia postrzega Mongolię jako element potencjalnej szerszej antychińskiej koalicji, lecz ta ma świadomość, że wejście w otwarty sojusz z Tokio byłoby odebrane w Pekinie jako prowokacja.

W tej sytuacji pozostaje opcja rosyjska, choć może ona w Mongolii budzić sporo kontrowersji. Wprawdzie Rosja – mimo 70-letniej zależności od niej – nie wywołuje wśród Mongołów tak negatywnych uczuć jak Chiny (albo jak wśród Polaków), zwrócenie się w jej stronę byłoby przekreśleniem całej mongolskiej polityki po 1990 r., której celem było wywalczenie sobie maksimum niezależności. Po drugie, żadne z ugrupowań politycznych, z postkomunistyczną Mongolską Partią Ludową włącznie, nie opowiada się obecnie za prorosyjską orientacją, więc uzyskanie dla niej poparcia społecznego nie byłoby łatwe. Nie mówiąc już o tym, że wywodząca się z antykomunistycznej opozycji, rządząca Partia Demokratyczna jest bardziej prozachodnia, więc sojusz z Rosją Władimira Putina byłby dla niej wyjątkowo niekomfortowy. Po trzecie, o ile Chińczycy – których Mongołowie nienawidzą i których się obawiają – działają w Mongolii długoterminowo i przy użyciu bardziej wyrafinowanych metod (soft power w postaci zniesienia wiz, stypendiów na chińskich uczelniach, ułatwień w dostępie do chińskiej służby zdrowia), Rosjanie robią to prostymi metodami, na dodatek popełniając przy tym proste błędy. Wymownym przykładem była wizyta Putina w Mongolii niemal w przededniu wyborów prezydenckich w 2009 r. Chcąc udzielić wsparcia ubiegającemu się o reelekcję prorosyjskiemu Nambarynowi Enkhbayarowi, odmówił spotkania z jego konkurentem Tsakhiagiinem Elbegdorjem. Enkhbayar nie dość, że przegrał, to jeszcze później trafił do więzienia za korupcję.

Przy wszystkich wadach, opcja rosyjska ma jeden kardynalny atut – w odróżnieniu od Chin, których długoterminowym celem zapewne jest zajęcie Mongolii i włączenie jej do swojego terytorium, Rosja potrzebuje jej jako państwa buforowego. Będącego pod jej wpływem, ale wciąż suwerennego. Nie przypadkiem jest to, iż Rosja, która bardzo źle odbiera wszelką zachodnią obecność w krajach postsowieckich, w przypadku Mongolii – też uważanej przez Moskwę za swoją strefę wpływów – takich obiekcji nie ma. Zdaje sobie sprawę, że lepszym rozwiązaniem jest równoważenie rosnących wpływów chińskich zachodnimi niż samodzielne przegranie tego kraju. Z punktu widzenia Mongolii rosyjski zwrot ku Azji jest zjawiskiem bardzo korzystnym, bo im bardziej Moskwa będzie zaangażowana na wschodzie, tym Mongolia będzie dla niej cenniejsza. W konsekwencji – aby Rosja była skłonna bronić przed Chinami – także militarnie – swoich interesów w Mongolii, tym jej zaangażowanie gospodarcze powinno być większe. Nie jest to najlepsza opcja dla Mongolii, ale może być jedyną, jaką ten kraj ma.


[1] http://www.polska-azja.pl/2013/06/01/b-niedzinski-kto-jest-najwazniejszym-trzecim-sasiadem-mongolii/

[2] Więcej o rosyjsko-chińskiej rywalizacji w Mongolii: S. Radchenko ‘Sino-Russian Competition in Mongolia’ w: ‘The Asan Forum’ Nov.-Dec. 2013.

[3] Mongolia wchodziła w skład cesarstwa chińskiego w latach 1691-1911, gdy Chinami rządziła mandżurska dynastia Qing.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Niedziński: Czy Mongolia powinna odejść od balansowania między Rosją a Chinami? Reviewed by on 27 czerwca 2014 .

Nie ma chyba na świecie drugiego państwa mającego tak trudne położenie geopolityczne jak Mongolia. Nie dość, że jej jedynymi sąsiadami są największy (Rosja) i najludniejszy (Chiny) kraj świata, to jeszcze w obu nie ma ani demokracji, ani społeczeństwa obywatelskiego, są za to coraz jawniej okazywane  mocarstwowe ambicje. Od czasu rewolucji demokratycznej 1990 r. i wyrwania

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź