Komentarz eksperta

B. Niedziński: Co Mongolia zyskuje na dobrych stosunkach z Koreą Północną?

Bartłomiej-NiedzińskiPrezydent Mongolii Tsakhiagiin Elbegdorj stał się w minionym tygodniu pierwszym na świecie przywódcą, który odwiedził Koreę Północną po tym jak przed prawie dwoma laty władzę w tym kraju przejął Kim Dzong Un. Jednak wbrew oczekiwaniom północnokoreański dyktator nie spotkał się z nim osobiście. Ten dyplomatyczny afront wskazuje, że w stosunkach z Koreą Północną Mongolii trudno będzie osiągnąć cokolwiek więcej niż ograniczoną współpracę gospodarczą.

Formalnym powodem do złożenia czterodniowej wizyty (28-31 października) była 65. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych. Mongolia była drugim państwem świata, które uznało Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną, ta zaś drugim, które uznało Mongolię. W czasie wojny koreańskiej komunistyczna Mongolia wspierała Północ dostawami żywności, a po jej zakończeniu przyjęła ponad 200 sierot wojennych. Bliskie relacje, których szczytowymi momentami były wizyty Kim Ir Sena w Mongolii w 1956 i 1988 r. oraz rewizyta Yumjaagiina Tsedenbala w KRLD w 1956 r., ochłodziły się po demokratycznej rewolucji w Mongolii. W przyjętej w 1994 r. nowej koncepcji polityki zagranicznej Mongolia za jednego ze strategicznych partnerów uznała Koreę Południową. Zwrot w kierunku Seulu spotkał się oczywiście z gniewną reakcją Pjongjangu – najpierw anulowano mongolsko-północnokoreański układ o przyjaźni i współpracy, a później KRLD na pewien czas zamknęła ambasadę w Ułan Bator. Jednak na przełomie wieków stosunki zaczęły się znów poprawiać, czego materialnym wyrazem było udzielanie przez Mongolię, która sama przeżywała wówczas problemy gospodarcze, pomocy żywnościowej dla Korei Północnej, zaś politycznym – wizyta w Pjongjangu ówczesnego prezydenta Mongolii Natsagiina Bagabandiego w 2004 r.

Mimo braku spotkania Elbegdorja z Kim Dzong Unem, Mongolia dziś jest jednym z nielicznych państw świata, które utrzymuje równie dobre relacje z Północną, jak i Południem. Fakt ten wykorzystuje próbując pełnić rolę mediatora czy pośrednika w kontaktach reszty świata z Pjongjangiem. Ma do tego pewne podstawy – w odróżnieniu od pozostałych państw zaangażowanych w regionie nie ma mocarstwowych ambicji, nie jest z nikim w otwarty sposób skonfliktowana, a także ma za sobą udane przejście od komunizmu do w miarę sprawnie funkcjonującej demokracji. Przykładem są prowadzone w zeszłym roku w Ułan Bator rozmowy japońsko-północnokoreańskie na temat uprowadzonych przez służby KRLD obywateli Japonii, a w marcu, gdy Pjongjang ogłosił, że jest w stanie wojny z Seulem, Mongolia zaoferowała swoją mediację. Przed wyjazdem do Pjongjangu Elbegdorj i minister spraw zagranicznych Luvsanvandan Bold wspominali nawet, że Mongolia chętnie podzieli się swoimi doświadczeniami w transformacji gospodarczej. Władzom w Ułan Bator zależy na odgrywaniu roli mediatora z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na bezpieczeństwo w regionie. Mongolia leży wystarczająco blisko Półwyspu Koreańskiego, by odczuwać skutki ewentualnego konfliktu. Po drugie, wejście w tę rolę jest dla niej także sposobem na zwiększenie własnego bezpieczeństwa. Ponieważ jej jedynymi sąsiadami są największe powierzchniowo i największe ludnościowo państwo świata, a oba mają globalne ambicje, jednym z podstawowych celów polityki zagranicznej musi być jak szukanie jak najsilniejszych kontaktów z krajami innymi niż Chiny i Rosja. Stąd koncepcja „trzeciego sąsiada”[1], stąd udział mongolskich żołnierzy w operacjach w Afganistanie i Iraku oraz misjach pokojowych, stąd chęć nawiązania stosunków dyplomatycznych ze wszystkimi państwami świata[2]. Rola mediatora czy pośrednika w rozmowach z Koreą Północną świetnie by się w ten ciąg wpisywała, bo państwo, które potrafi się porozumieć z nieprzewidywalnym reżimem w Pjongjangu, automatycznie zyskuje na znaczeniu. Ten najwyraźniej jednak woli, by jego protektorami na arenie międzynarodowej pozostały Chiny i Rosja i przywódcy któregoś z tych państw pozostawia zaszczyt pierwszego spotkania z Kim Dzong Unem.

Co nie znaczy, że Mongolia nie może w Korei Północnej czegoś ugrać dla siebie. W czerwcu tego roku spółka HBOil JSC kupiła 20 proc. udziałów w północnokoreańskiej rafinerii Sungri, która znajduje się w specjalnej strefie ekonomicznej Rason. Mongolia chce się w ten sposób choć trochę uniezależnić od importu paliw, bo nie ma jeszcze własnej rafinerii. Zgodnie z planem, będzie wysyłać ropę do Sungri, a po jej przetworzeniu, z powrotem sprowadzać ją do siebie. Co więcej, umowa daje HBOil prawo do eksploatacji złóż i do korzystania z tamtejszego portu. O tym, że północnokoreańskie porty mogą stać się dla Mongolii transportowym oknem na świat mówił także podczas wizyty prezydent Elbegdorj. Korzystanie z portu w Rason znacznie zwiększyłoby możliwości eksportu mongolskich surowców, które obecnie w zdecydowanej większości trafiają do Chin. Wreszcie, zarówno umowa w sprawie Sungri, jak i podpisane teraz porozumienia o współpracy – m.in. w zakresie rolnictwa i hodowli zwierząt, transportu oraz turystyki – daje Mongolii niezły punkt wyjścia do dalszego zwiększania obecności gospodarczej w Korei Północnej. A okazji do tego będzie przybywać. Bo nawet jeśli Kim Dzong Un nie chce korzystać z mongolskich doświadczeń w kwestii transformacji ustrojowej, gospodarkę będzie musiał stopniowo otwierać na świat.



[1] http://www.polska-azja.pl/2013/06/01/b-niedzinski-kto-jest-najwazniejszym-trzecim-sasiadem-mongolii/

[2] Mongolia bardzo długo musiała zabiegać o międzynarodowe uznanie, jeszcze na początku lat 60. XX w. utrzymywała stosunki dyplomatyczne z zaledwie kilkunastoma państwami.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Niedziński: Co Mongolia zyskuje na dobrych stosunkach z Koreą Północną? Reviewed by on 6 listopada 2013 .

Prezydent Mongolii Tsakhiagiin Elbegdorj stał się w minionym tygodniu pierwszym na świecie przywódcą, który odwiedził Koreę Północną po tym jak przed prawie dwoma laty władzę w tym kraju przejął Kim Dzong Un. Jednak wbrew oczekiwaniom północnokoreański dyktator nie spotkał się z nim osobiście. Ten dyplomatyczny afront wskazuje, że w stosunkach z Koreą Północną Mongolii trudno

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, od wielu lat zawodowo zajmuje się dziennikarstwem. Pracował m.in. w działach zagranicznych Polskiej Agencji Prasowej, „Życia”, „Przekroju” i „Dziennika”. Od 2009 r. jest zastępcą szefa działu Świat w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Interesuje się przede wszystkim gospodarką, w tym w szczególności rynkami surowcowymi. Znajomość języków: angielski, hiszpański, obecnie uczy się mongolskiego. Mieszka w Warszawie.

KOMENTARZE: 1

  • Gratuluję moim zdaniem trzeźwej i rzeczowej analizy politycznych oraz gospodarczych interesów Mongolii w Azji i na świecie. Pozwolę sobie zauważyc, że podobną politykę, oczywiście w swoim interesie, a zatem odmienną w realiach prowadzą zarówno Chiny, jak i Rosja. Niezaleznoość i ostrożność pod tym względem polityki mongolskiej jest godna tylko uznania i podziwu dla umiejętności wykorzystania istniejącej sytuacji międzynarodowej dla własnych korzyści.

Pozostaw odpowiedź