Artykuły,Publicystyka

B. Marcinkowski: Azja Południowo-Wschodnia – w morzu surowców i roszczeń

vietnamchinaOstatnie miesiące w relacjach pomiędzy Chinami, a Wietnamem przebiegają w atmosferze prowokacji i napięć skoncentrowanych wokół dwóch archipelagów położonych na Morzu Południowochińskim. Konflikt, który sięga swymi korzeniami końca lat 60. nie dotyczy jednak tylko Pekinu i Hanoi, bowiem Wysp Paracelskich i Spartly mniej lub bardziej otwarcie domagają się także inne państwa Azji Południowo-Wschodniej: Filpiny, Malezja, Brunei i Tajwan. Przyczyną tak dużego znaczenia wysp w rejonie (zwłaszcza Spartly) są bogate złoża gazu ziemnego i ropy naftowej szacowane nawet na 125 miliardów baryłek , jednakże ze względu na skomplikowaną sytuację polityczną, wciąż brak szczegółowych danych nt. potencjału roponośnego tego akwenu.

Wietnam-Chiny: cicha wojna
Obecnie niewielka część Wysp Spartly (jest ich ok. 100) znajduje się pod jurysdykcją poszczególnych państw:
– 20 pod kontrolą Wietnamu
– 9 Chin
– 8 Filipin
– 3 Malezji
– 1 Tajwanu

Najpoważniejszym do tej pory incydentem związanym ze spornym terytorium była wietnamsko-chińska morska bitwa z marca 1988 r., w której śmierć poniosło ponad 70 wietnamskich marynarzy. Od tego czasu oba kraje starają się normalizować stosunki: dokładnie 17 lat po tych wydarzeniach, 14 marca 2005 r., przedstawiciele koncernów naftowych z Chin, Wietnamu i Filipin podpisali trójstronne porozumienie o współpracy w zakresie morskich prac sejsmicznych (Tripartite Agreement for Joint Marine Seismic Undertaking in the Agreement Area in the South China Sea). W 2007 r. stare waśnie znów dały o sobie znać przez oddanie do użytku gazociągu Nam Con Son, przedsięwzięcia PetroVietnam, BP i ConocoPhillips, biegnącego od południowego wybrzeża Wietnamu do wysp Lan Tay i Lan Do na Morzu Południowochińskim . O rozmiarze zasobów zlokalizowanych w regionie najlepiej świadczy fakt, że gaz z Lan Tay i Lan Do zaspokaja ok. 30% rocznej wietnamskiej konsumpcji surowca, która wynosi 10,3 mld m3 .

W pierwszych dniach ubiegłego miesiąca temperatura gorącej strefy zwrotnikowej wzrosła jeszcze bardziej za sprawą kolejnej chińsko-wietnamskiej sprzeczki. Hanoi oskarżyło Pekin o przecięcie kabli na wietnamskim statku badawczym, penetrującym okolice Spartly, w efekcie czego 13 czerwca Wietnamczycy rozpoczęli ćwiczenia wojskowe na Morzu Południowochińskim. Wypowiedzi polityków z dwóch stron wskazują, że waga sprawy jest znacząca: premier Wietnamu Nguyen Tan Dung wzywał do „ochrony bezspornej suwerenności wietnamskich wysp Spartly i Paracelskich” , natomiast rzecznik chińskiego MSZ Hong Lei ogłosił, że „Wietnam bezprawnie poszukuje złóż gazu i ropy w archipelagu Spartly i nęka chińskich rybaków” . Na znaczenie problemu wskazuje zainteresowanie międzynarodowe – pod koniec czerwca amerykański Senat jednogłośnie potępił używanie siły przez chińską flotę, a administracja Obamy zapowiedziała przeprowadzenie wspólnych manewrów wojskowych z Wietnamem. Zaniepokojenie sytuacją wyraziły także państwa regionu, m.in. Australia i Filipiny. Ostatecznie 26 czerwca br. Chiny i Wietnam zgodziły się, że „pokojowo rozwiążą morskie spory na drodze negocjacji i przyjacielskich konsultacji” , naiwnością byłoby jednak sądzić, że spór został zażegnany na zawsze.

Głos Filipin
Spośród krajów zainteresowanych bogatymi złożami, najaktywniej w niedawne wydarzenia włączyła się Manila – 28 czerwca wespół z marynarką Stanów Zjednoczonych, filipińska flota zdecydowała się przeprowadzić manewry na spornym obszarze. Prezydent Filipin Benigno Aquino w wywiadzie dla BBC wyrażał zaniepokojenie chińską ingerencją w filipińskie wody przybrzeżne .

Wnioski
W konflikcie wietnamsko-chińskim Pekin musi działać samotnie. Wietnamowi sprzyjają Stany Zjednoczone i, do pewnego stopnia, sojusznicy z ASEAN. Być może nieprzypadkowo również władze rosyjskiej spółki zbrojeniowej Rosoboronexport wybrały 1 lipca br. na dzień ogłoszenia, że w 2014 r. Rosja rozpocznie dostawy okrętów podwodnych do Wietnamu. Dodatkowo, żądania Chin wobec Wysp Spartly wydają się mało uzasadnione z prawno-międzynarodowego punktu widzenia – głównie z racji odległości jaka dzieli je od Chin kontynentalnych. Ponadto Wietnam odwołuje się do argumentów historycznych dowodząc, że władał wyspami od XVII w. Ze względu na równowagę sił trudno twierdzić, że w Azji Południowo-Wschodniej wkrótce wybuchnie otwarty konflikt o roponośne tereny: warto pamiętać, że w ewentualnej wojnie Chiny nie są wcale skazane na zwycięstwo. Można jednak przypuszczać, że rosnące zapotrzebowanie Chin na surowce energetyczne będzie popychało ten kraj do zwiększenia militarnej obecności w regionie i pogorszenia stosunków z krajami ASEAN.

Autor: Bartosz Marcinkowski – student politologii i kulturoznawstwa dalekowschodniego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zafascynowany Azją, przede wszystkim od strony polityki. Autor kilku publikacji z zakresu bezpieczeństwa międzynarodowego. Redaktor portalu o polityce energetycznej http://ebe.org.pl.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
B. Marcinkowski: Azja Południowo-Wschodnia – w morzu surowców i roszczeń Reviewed by on 19 lipca 2011 .

Ostatnie miesiące w relacjach pomiędzy Chinami, a Wietnamem przebiegają w atmosferze prowokacji i napięć skoncentrowanych wokół dwóch archipelagów położonych na Morzu Południowochińskim. Konflikt, który sięga swymi korzeniami końca lat 60. nie dotyczy jednak tylko Pekinu i Hanoi, bowiem Wysp Paracelskich i Spartly mniej lub bardziej otwarcie domagają się także inne państwa Azji Południowo-Wschodniej: Filpiny, Malezja,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 17

  • Avatar bartek marcinkowski

    „Chiny wszak korzystają z wielu kierunków dostaw surowców energetycznych (…) a jednak nigdzie nie jest to związane ze zwiększeniem obecności militarnej.” – nie jest to związane, ponieważ tam sprawa jest prosta – import surowców. Wyspy Spratly to jednak szansa, żeby Chrl posiadła własne, wielkie złoża, co ma duże znaczenie np. w świetle skomplikowanej sytuacji politycznej w Afryce (podział Sudanu), która zaspokaja dużą część chińskiego zapotrzebowania na ten surowiec.

    „Ostra retoryka ze strony Wietnamu czy Indonezji- tak, ale ze strony Chin? Baaardzo uspokajająca.” – następnie napisał Pan o ostrym stanowisku Chin wobec USA, może więc jednak coś się zmienia?

    • W stosunku do sąsiadów ma miejsce brak ostrej retoryki! Proszę nie wyrywać jedno zdanie z kilku. Poza tym z USA ta retoryka brzmi inaczej niż z sasiadami- taki był wydźwięk ostatniego postu. Morze Południowo- Chińskie nie jest morzem wewnętrznym USA! I to Chińczycy próbują Jenkesom wytłumaczyć. Natomiast jest miejscem ścierania się interesów państw nad nim leżących.

      • Avatar bartek marcinkowski

        Zanim władze Chin i Wietnamu poklepały się na Bali po plecach, pojawiły się jednak w tym roku elementy ostrych wypowiedzi chinskich przedstawicieli wobec Wietnamu, np.: http://en.rian.ru/news/20110610/164551029.html. Oczywiście, retoryka nie jest wojenna, bo tę uprawia dziś już garstka państw, ale to nie znaczy, że strony nie stoją twardo na straży swoich narodowych interesów. Stany Zjednoczone nie roszczą pretensji wobec wysp, wspierają swoich sojuszników co jest całkowicie naturalne i nie sądzę, żeby Chińczykom udało się odwieść „Jankesów” od planów choćby umiarkowanej ingerencji w spór. Nie należy zapominać, że Stany Zjednoczone, podobnie jak Chiny, również mają w Azji Pd.-Wsch. ogromne interesy. Państwa ASEAN mogą z kolei chcieć wytłumaczyć Chińczykom, że Spratly leżą bardzo daleko od ich brzegu i że w zasadzie nie mają oni podstaw by ubiegać się o archipelag.

      • Wydaje mi się, że USA pragną zachowania Pax Americana na kontynencie. To znaczy totalnej swobody działania dla swojej dyplomacji i szachowania potencjalnych agresorów przez rozległe sojusze bilateralne w regionie.

        Może to ktoś nazwać imperializmem, arogancją Jankesów, itp. itd. (ta retoryka od końca drugiej wojny światowej jest popularna), ale to właśnie to Pax Americana zniszczyło Związek Radziecki i w przyszłości zapewne zniszczy reżim w Pekinie.

        Chińczycy mogą próbować tłumaczyć Jankesom swój punkt widzenia ale ostatecznie będzie się liczyć bilans sił obu stron. Wygra silniejszy i moim zdaniem nie będą to Chiny.

      • Avatar Zyggi

        @ Wojciech Jakóbik.
        Mam nieodparte wrażenie, że jest Pan jeszcze myślami w epoce Ronalda Reagana i Margaret Thatcher. :-)
        To nie Pax Americana zniszczyło ZSRR tylko 1) narzucony przez Waszyngton wyścig zbrojeń oraz 2) księżycowa sowiecka ekonomia, której klasycznym przykładem były kołchozy i sowchozy nie potrafiące wyżywić kraju (za Mikołaja II Rosja była nr 1 w globalnym eksporcie żywności).
        Oba te czynniki w zasadzie nie działają w wypadku Chin, gdyż: 1) wydatki zbrojeniowe Chin są kilkakrotnie niższe niż USA i stanowią wyraźnie mniejszy mniejszy odsetek PKB oraz 2) gospodarka Chin jest oparta na rzeczywistych, a nie wirtualnych podstawach. Poza tym wiele o danym kraju mówi to, na co idą pieniądze podatników: w USA i Europie Zachodniej zostały one zmarnowane na pomoc dla instytucji finansowych (de facto sprawców kryzysu z 2008 r.) oraz kulejących, niewydolnych działów takich jak amerykański przemysł samochodowy. Z kolei w Chinach gros zostało przeznaczone na aktywizację ekonomiczną ubogich prowincji, na „zielone” technologie, wspieranie drobnej przedsiębiorczości. A to, że ktoś został nazwany „arogantem” przez Sowetów, wcale nie oznacza, że nim z pewnością nie jest. Ingerowanie w sprawy krajów położonych wiele tys. km od własnych granic jest niczym innym jak arogancją i mentalną kontynuacją kolonializmu. Pod tym względem Waszyngton nie różni się od Moskwy!

      • @Zyggi

        Chińskie dane gospodarcze są tak samo wiarygodne jak sowieckie. Pax Americana dało silną i zjednoczoną Europę z największą potęgą ekonomiczną regionu czyli Niemcami. Bez tej przeciwwagi sowieci mogliby przeć na Zachód i korzystać z jego zasobów ekonomicznych. Amerykanie ugruntowali antykomunizm na kontynencie.

        Chińczycy nie mają rynkowej gospodarki, to mit ich propagandy. Przywołane przez Pana subsydiowanie zielonej energii to klasyczny etatyzm, do tego nieefektywny, video Niemcy.

        Za porównanie z Raeganem i Thatcher – dziękuję, schlebia mi Pan:)

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Panie Wojciechu oczywiście, że w Chinach mamy gospodarkę rynkową – skrępowaną gospodarkę rynkową, ale jednak gospodarkę rynkową, nie wchodząc w szczegóły jak bardzo ona rynkowa jest. Można oczywiście doczepić się, że SOE posiadają około 45 % wszystkich aktywów (mimo, że stanowią około 17 % wszystkich firm ), ale mamy też silny sektor prywatny oraz wiele przykładów FDI.
        Interwencjonizm jest powszechny w wielu miejscach na świecie, nie tylko Chinach, ale także USA i UE. Czy subsydia dla producentów bawełny w USA na 3 mld $, to zagranie rynkowe ??? Pomijam już kontrolę cen, produkcji, działania BC oraz subsydia dla danych gałęzi gosp. + centralne planowanie jeśli idzie o projekty publiczne !! Czy jeśli w Polsce firmy państwowe wytwarzają 30 % PKB ( a samych firm jest ponad 1000 ) to czy naszą gospodarkę można nazwać w 100 % rynkową ?! ( to się tyczy oczywiście i innych państw UE )

        Co do samych danych, chińskie dane są tak samo obiektywne jak te, które są podawane przez urzędy statystyczne poszczególnych państw … pomijam już fakt, że nie ma możliwości mierzenia agregatów w taki sposób, aby było one prawdziwe .. jeśli sam GUS przyznaje, że 20 % naszego PKB tworzy szara strefa to coś musi być na rzeczy !!

        @Zyggi

        Żadne pakiety stymulacyjne, rozdzielanie środków przez władze w BJ nie pomogą, a co gorsza zaszkodzą – zawsze jest tak samo. Tam gdzie urzędnik decyduje – nie ma rynku – czyli nie ma możliwości rachunku ekonomicznego – jak to w socjalizmie !!! Dobra kapitałowe są marnowane, po pewnym czasie projekty inwestycyjne upadają i kończy się zabawa – odbija się wszystkim czkawką !!

        Czym mniejszy % PKB przechodzi przez budżet państwa tym lepiej dla danej gospodarki, to przeważnie sektor publiczny tworzy problemy długi lub do nich zachęca poprzez interwencjonizm ( moral hazard, too big to fail, rezerwa cząstkowa + nierównowaga czasowa pomiędzy depozytami, a kredytami, zachęcanie do dawania kredytów osobom, które nie powinny go otrzymać, manipulowanie stopą procentową etc.etc. i tak można bez końca wymieniać )

      • Avatar Zyggi

        @ Wojciech Jakóbik.
        Pochlebia Panu porównanie do Reagana i Thatcher. Miło mi, że sprawia to Panu przyjemność. :-)
        Faktem jest natomiast, że Amerykanie nie zrobili dla Europy nic z dobrej woli tylko dla własnego interesu: odsunięcie komunistycznego rywala i wykreowanie rynku zbytu dla własnych produktów (vide: Plan Marshalla – klasyk etatyzmu, idąc konsekwentnie Pańskim tokiem rozumowania). Tylko ludziom naiwnym może się wydawać, że jakieś mocarstwo uprawia politykę zagraniczną pod wpływem altruizmu. To, że Niemcy wykorzystali powojenną okazję skuteczniej niż Anglosasi, to już inna historia. Widocznie społeczna gospodarka rynkowa Ludwiga Erharda była lepszą receptą na sukces niż zmienne jak brytyjska pogoda swoiste „mody” ekonomiczne, jakie lansowano w UK i USA.
        Pisze Pan: „Chińczycy nie mają rynkowej gospodarki, to mit ich propagandy. Przywołane przez Pana subsydiowanie zielonej energii to klasyczny etatyzm, do tego nieefektywny, video Niemcy.”
        Tu pozwolę sobie zapytać Pana: Czy za Reagana i Thatcher dopłacano by setki mld USD/GBP do źle zarządzanych banków, jak to się działo niedawno w UK i USA (notabene jeszcze za rzekomo oddanego ideałom wolnorynkowym Busha)? Czy to nie jest klasyczny etatyzm? A na jakiej podstawie uważa Pan, że chińskie dane statystyczne są fałszowane? Pytam o to, bo na chińskie dane statystyczne powołują się organizacje międzynarodowe, w tym agendy ONZ, a także portal CIA. Czy uważa Pan, że tam bajki publikują?
        Dlaczego sądzi Pan, że gospodarka Chin jest mniej wolnorynkowa od gospodarek zachodnich? Sztywny kurs juana? A czy wie Pan, że polski złoty za Balcerowicza miał sztywny jak pal Azji kurs 9500 zł za 1 USD i że było to zgodne ze wskazaniami zachodnich (podobno liberalnych) instytucji finansowych? Albo argentyńskie peso w latach 90-tych (kurs 1=1)? Regulacje? Przecież w USA i UE aż się od nich roi! O dumping? A kto, jak nie UA i UE najwięcej dopłacają do rolnictwa, stanowiące niezbyt uczciwą i – co tu ukrywać – niezbyt etyczną konkurencję dla produkcji z najuboższych krajów? Więc cóż sprawia, że chińska gospodarka nie jest wolnorynkowa podczas gdy gospodarki UE i USA – są?

      • @p.Izydorczyk

        Nie będę polemizował z postulatem odrzucenia klasyfikacji rynków wolne/niewolne. Przyjmując Pańską logikę, oczywiście chiński rynek można nazwać wolnym tak jak amerykański. Nie zmieni to jednak faktu, że nie jest wolny tak jak amerykański;)

        Chiny nie posiadają niezależnych organów kontrolnych ani kanałów informacyjnych. Moim zdaniem to jest czynnik decydujący o niewiarygodności danych pochodzących z tych źródeł.

        Wsparcie finansowe (plan Marshalla) to rzeczywiście działalność państwa ale 1. zewnętrznego i 2. wprowadza pieniądz do obiegu w rynku państwowym a więc to stopień jego wolności/zniewolenia decyduje o tym, czy te pieniądze są rozdysponowane etatystycznie czy wolnorynkowo.

        Z ostatnim akapitem do Zyggiego zgadzam się w pełnej rozciągłości.

        @Zyggi

        Ale przecież ja nigdzie nie piszę o dobroduszności Amerykanów. Mieli interes w odbudowie Europy, ale co z tego, skoro Europa też miała taki?;)

        Dopłacanie do banków jest takim samym etatyzmem jak dopłacanie do zielonej energii i godzi w zasady wolnorynkowe w takim samym stopniu – jest równie bezcelowe btw. Idąc za rozumowaniem p. Izydorczyka Chiny są mniej wolnorynkowe niż Zachód – bo przecież powiedzieć, że wolnego rynku tam nie ma to taka arogancja;)

        Chiny różnią się tym od Związku Radzieckiego, że nieco uchyliły okienko, które w ZSRR było całkiem zamknięte. Procedury, etyka pracy urzędnika, szczelność systemu i jego wydajność jest podobnie niska, jak w innych gospodarkach planowych

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Panie Wojciechu

        „Nie będę polemizował z postulatem odrzucenia klasyfikacji rynków wolne/niewolne. Przyjmując Pańską logikę, oczywiście chiński rynek można nazwać wolnym tak jak amerykański. Nie zmieni to jednak faktu, że nie jest wolny tak jak amerykański;)”

        Nigdzie nie napisałem, że w Chinach mamy wolny rynek !! Napisałem natomiast, że istnieje skrępowana gospodarka rynkowa, a to jest zasadnicza różnica !!! ( nie mieszajmy pojęć )

        „Chiny nie posiadają niezależnych organów kontrolnych ani kanałów informacyjnych.”

        To tak samo jak w USA. Pracownicy IRS nie są niezależni bo w majestacie prawa stanowią monopol przemocy państwa na danym terenie !! Każdy organ państwowy ma na celu uskutecznianie przemocy państwa i ingerowania w wolną działalność przedsiębiorców. ( kwestia tylko jak bardzo zgodzimy się na tą ingerencję ) Czy będzie to państwo minimum czy też państwo, które będzie ingerowało w rynek, a % PKB przechodzący przez budżet państwa będzie bliski 40-50 % ( czyli kraje UE ). Mogę Panu wymienić 100 różnych przykładów, które będą świadczyć, o ingerencji państwa w rynek !! ( dokładnie zresztą tak jak w Chinach ) !!

        Co do kanałów informacyjnych – bo w Polsce zawsze i wszędzie mówią prawdę odnośnie polskiego długu, przekrętów, które odchodzą, wręcz mafijnych działań polskich urzędników. etc.etc. Polskie media tak samo jak amerykańskie mają na celu wsparcie pewnej grupy politycznej ( czyli ogólnie mają obrzucać konkurentów gównem ). Bronią się tylko czasopisma, których jest trochę na polskim rynku i internet. Dokładnie tak samo jest w Chinach – jest internet – tylko, że tutaj też coraz bardziej ograniczają możliwość wymiany informacji !!! ( ale spokojnie w USA i UE będzie tak samo )

        „Chiny różnią się tym od Związku Radzieckiego, że nieco uchyliły okienko, które w ZSRR było całkiem zamknięte. Procedury, etyka pracy urzędnika, szczelność systemu i jego wydajność jest podobnie niska, jak w innych gospodarkach planowych”

        Efektywność Polskich Amerykańskich urzędników jest dokładnie taka sama !!! Czym mniej koncesji licencji i władztwa urzędników tym lepiej dla gospodarki.
        W ZSRR, sektor prywatny wytwarzał 0,7 % PKB ( pomijając NEP ), ale od 1928 dokładnie tak wyglądała polityka.
        więc zasadniczo różni się to od sytuacji Chin (to nie jest małe uchylone okienko ) – tak było w latach ’80, gdzie jeszcze istniały takie idiotyczne przepisy jak zakaz posiadania prywatnego samochodu etc.etc.
        Co warto też dodać Chiny cały czas się zmieniają ( zmiany w systemie podatkowym ), w najbliższym czasie prawdopodobnie dojdzie do zmiany „prawa własności” ( władzuchna potrzebuje pieniędzy) już teraz pod dzierżawę idą grunty jak leci etc.etc.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Sam osobiście mam nadzieję, że zmiany będą coraz szybsze, na rzecz gospodarki rynkowej !! Bardzo istotna jest edukacja … dobrze, że w Chinach można nabyć książki Bastiata, Miltona Friedmana, Misesa i innych wolnorynkowych ekonomistów !! Coraz większa ilość młodych ludzi rozumie, że poprawa jakości ich życia wzięła się z wprowadzenia mechanizmów rynkowych, a nie z centralnego planowania. Więc partia już pierwszą klęskę poniosła – tak jak kiedyś – kiedy ludzie masowo próbowali przedostać się do Hongkongu !!
        Poczekamy zobaczymy jak się skończy ta historia :)

  • „Można jednak przypuszczać, że rosnące zapotrzebowanie Chin na surowce energetyczne będzie popychało ten kraj do zwiększenia militarnej obecności w regionie i pogorszenia stosunków z krajami ASEAN.” Porządnie się Pan zagalopował. Chiny wszak korzystają z wielu kierunków dostaw surowców energetycznych- tak wielu, że bez sensu je wymieniać- a jednak nigdzie nie jest to związane ze zwiększeniem obecności militarnej. Bo nie może! Prowadzą inną politykę niż Pan sugeruje. Myśli Pan kategoriami Waszyngtonu a to jest Pekn. Take it easy.
    Poza tym państwa ASEAN-u, jako najbliżsi sąsiedzi ChRL robią z nimi wielkie interesy. Tu nie ma miejsca na walkę zbrojną.
    Ostra retoryka ze strony Wietnamu czy Indonezji- tak, ale ze strony Chin? Baaardzo uspokajająca.
    Poza tym, po ostatnim spotkaniu na Bali, Chińczycy powiedzieli wprost Amerykanam aby ci nie mieszali się w ich sprawy. Pewnie niewiele to da, ale …

  • alez w tym wlasnie problem. kpch wyspy spratly tradycyjnie zalicza do swoich wlosci historycznych i naturalnych. taka sama bajka jak o morzu poludniowochinskim, czesci korei koguryo, okinawie, czesciach indii lub o tej wysepce zaczynajacej sie na t.
    z zadnym z przypadkow nie maja takiego tytulu, chodzi zas o zupelnie inne powody, wysp spratly o surowce. przedstawia sie to jednak jako prawo hanow do ziem wlasnych …..
    na tej zasadzie wlosi maja prawo do terenow imperium rzymskiego, polacy zas do ziem polskich gdy rozciagalismy sie od morza do morza.

  • Avatar bartek marcinkowski

    dziękuję za komentarze i zwrócenie uwagi na błąd w nazwie wysp. może dlatego Chiny nie zgłaszały jeszcze kilkadziesiąt lat temu roszczeń wobec tych terenów ponieważ dopiero pod koniec lat 60. pojawiły się pierwsze informacje nt. zasobów tam zlokalizowanych.

  • Ciekawy artykuł, podobnie jak i sam temat. Zastanawia mnie, czy Chiny faktycznie są skazane na osamotnienie. Jeśli chodzi o Wyspy Spratly, to być może niekoniecznie, jeśli spróbują dogadać się z Malezją, roszczącą pretensje do części archipelagu. Ale to tylko takie luźne gdybanie…

  • brawo za temat

    warto dodac, ze istnieja chinskie mapy jeszcze z lat 60 ubieglego stulecia, na ktorych chiny nie zglaszaja zadnych roszczen wobec przedmiotowych terenow, wysp spratly (nie wiem dlaczego autor stale pisze spartly).
    cezura, ktora zmienila wszystko jest wykrycie w ich okolicach w latach 70. pokladow ropy i gazu

    tak samo jak przez praktycznie caly czas swojej panstwowosci chiny nie mialy zadnych ambicji wobec tajwanu, czemu nadzwyczaj czesto dworscy oficjele dawali wyraz. nawet mao i deng nie spieszyli sie z rozwiazaniem sprawy, rozkladajach ja na 100 lat
    przez owe niby 5tys lat nalezal do nich oficjalnie jako prowincja mniej niz dekade, po czym go stracili i to bez zalu

    i kolejne brawa dla autora za ciekawy blog

    • Ryśku, przez cały okres XIX i XX wieku Chiny były osłabione do tego stopnia, że nie podejmowały żadnych decyzji o swoim istnieniu !! To Japończycy, Niemcy, Anglicy, Holendrzy, Portugalczycy i różni tacy tworzyli im rzeczywistość … więc nikt z nich nie rościł sobie prawa do żadnych wysp !! Granice się zmieniają czego uczy nas historia. W miejscu, w którym się urodziłem ( czyli na śląsku ) przez wieki były Czechy, Polska, Austria, Niemcy ( co wszystko się przeplatało przez kolejne wieki ) …. czy to oznacza, że dzisiaj Śląsk nie jest Polski ?

      Ja już kiedyś podałem wam idealne rozwiązanie tej sytuacji …. czyli poprzez prywatyzację. Kto da więcej za te wyspy do tego one będą należeć. Niech te 5 państw bierze udział w licytacji … państwo, które wygra powiedzmy daje na stół 200 mld usd co zostaje rozdzielone pomiędzy pozostałe państwa i sprawa zostaje załatwiona.
      ( i wilk syty i owca cała !!! )

Odpowiedz na „rysiekAnuluj pisanie odpowiedzi