Artykuły,Polecane,Publicystyka

B. Góralczyk: Nowa strategia Chin – Uśpiony Tygrys budzi się

Chiny miewały już w swojej najnowszej historii dramatyczne zwroty w polityce zagranicznej. Ogłaszały też nowe strategie. Zaskakującym zwrotem było niespodziewane otwarcie z USA za administracji prezydenta R. Nixona (1972), a jego uzasadnieniem była – głośna swego czasu – teoria Trzech Światów Mao Zedonga, też z tego okresu, tzn. lat 70. ubiegłego stulecia.

Wielki program reform i otwarcia na świat z grudnia 1978 r. początkowo żadnych większych zmian w polityce zagranicznej nie wprowadził. W pierwszej dekadzie zmian Związek Radziecki był nadal w Chinach państwem podejrzanym, „rewizjonistycznym” i „hegemonistycznym”, chociaż coraz mniej za kadencji „reformatorskiego” Michaiła Gorbaczowa. Natomiast Stany Zjednoczone i państwa rozwiniętego Zachodu traktowano – do czasu masakry wokół Placu Tiananmen w 1989 r. – jako pożytecznych partnerów, chociaż oczywiście ideologicznych przeciwników, a nie sojuszników.

Źródła sukcesów

Prawdziwe zmiany przyszły w początkach lat 90., po upadku ZSRR. Chińscy komuniści, których w szkołach i na kursach partyjnych w latach 50. uczono hasła „Związek Radziecki dziś, to nasze jutro”, zrozumieli, iż ich los też może być przesądzony. Z obawy o dalszy los KPCh i jej władzę raz jeszcze uaktywnił się, po raz ostatni w swym długim życiu, wizjoner prorynkowych reform i otwarcia na świat Deng Xiaoping.

W politycznym testamencie z początków 1992 r. zostawionym następcom zaproponował szukania nowych rozwiązań i modeli rozwojowych wśród „czterech gospodarczych tygrysów” (Hongkong, Korea Płd., Tajwan i Singapur) ze szczególnym wskazaniem na tego ostatniego. Wyciągając wnioski z klęski Gorbaczowa, Chiny przestały wówczas reformować socjalizm, a postawiły na państwowy kapitalizm, interwencjonizm państwowy wymieszany z rynkiem oraz globalizację. A ponieważ na rynkach światowych był już tylko kapitalizm, to mimo formalnego utrzymania własnego ustroju, zwanego „socjalizmem o chińskiej specyfice”, w istocie zaczęły budować kapitalizm o chińskiej specyfice, korzystając garściami z dobrodziejstw otwartych rynków i globalizacji, bo wielkie obce kapitały dotarły do Chin dopiero po 1992 roku (nie zważając na niedawną „traumę Tiananmen”).

To wtedy Państwo Środka dobijało się do członkostwa w WTO, co uwieńczyły sukcesem – na wiele lat przed Rosją – pod koniec 2001 r. To wtedy też ówczesny, rzutki premier Zhu Rongji zaczął budować konglomeraty państwowe, takie odpowiedniki południowokoreańskich chaeboli czy japońskich zaibatsu, mające być zarodkiem chińskich marek. Niektóre już znamy: Lenovo, Huawei, Heier, ZTE, a ostatnio dodajemy, bardziej już prywatne Alibaba, Baidu, Xiaomi czy Tencent. A przy okazji, wykorzystując niebywałe zasoby taniej siły roboczej, Chiny zamieniły się w światową taśmę montażową. To w reformach Zhu Rongji z lat 90. minionego stulecia trzeba szukać źródeł dzisiejszych chińskich gospodarczych i handlowych sukcesów.

Mniej zwracaliśmy wówczas uwagi na to, że Deng Xiaoping zostawił następcom jeszcze jeden testament, zwany strategią 28 chińskich znaków (ershiba ge xianfa). Używając starych określeń, w pełni zrozumiałych tylko dla wykształconych chińskich elit, nakazywał m.in.: uważnie obserwować i chłodno analizować sytuację, zabezpieczać swoje pozycje i interesy, zachowywać się powściągliwie i nigdy nie starać się być przywódcą (na globie). Nad całym tym programem unosiło się jednak jedno hasło: taoguang yanghui, tzn. ukrywać własne możliwości i zamierzenia, a przy okazji spokojnie budować swą moc. Deng mądrze nakazał więc następcom w państwie na dorobku, by działali jak w znanym chińskim filmie: „przyczajony tygrys, ukryty smok”.

Tak miało być aż do momentu, gdy Chiny nabiorą sił, ponownie staną się silne, a nawet zamienią w „relatywnie wpływowe mocarstwo”. W domyśle zakładano, że taki moment przyjdzie w…  2049 r., a więc w stulecie proklamowania ChRL. Jednakże wydarzenia na scenie globalnej zaskoczyły wszystkich, włącznie z Chińczykami. Nikt, nawet w Pekinie, nie przewidywał, że w 2009 r. Chiny wyprzedzą Niemcy jako największy eksporter na globie, a w 2013 r. staną się największym państwem handlującym, że w 2010 r. – co dla Pekinu szczególnie ważne – wyprzedzą Japonię i staną drugą gospodarką świata, z dobrymi perspektywami do bycia pierwszą, no i że ich rezerwy obcych walut zwiększą się z pierwszego zebranego biliona dolarów w 2006 r. do aż czterech pod koniec roku 2014.

Chiński model, chiński renesans

Gdy na te spektakularne sukcesy nałożył się w 2008 r. kryzys na światowych (zachodnich) rynkach, w Chinach zawrzało. Kurs skromności i wstrzemięźliwości, taoguang yanghui, dotychczas objęty konsensusem, z hukiem się rozpadł, czego jaskrawym dowodem była głośna „sprawa Bo Xilaia”, czyli jednego z tych polityków, którzy mieli sterować państwem po 2012 r., a który miast tego trafił do więzienia.

Tzw. piąta generacja przywódców, pod wodzą szefa partii i prezydenta Xi Jinpinga i premiera Li Keqianga, która – na mocy mechanizmu selekcji i doboru kadr kierowniczych, wypracowanego tez przez Deng Xiaopinga, ale sięgająca korzeniami do konfucjańskich zasad merytokracji – powinna rządzić do lat 2022/23, zaczęła więc zmieniać rzeczywistość w kraju, dostosowując się do nowych zewnętrznych realiów. W ramach toczącej się do dziś ożywionej debaty w elitach nt. chińskiego modelu rozwojowego (Zhongguo moshi), krok po kroku dochodzi do zmiany tego modelu, w tym np. zastąpienia eksportu konsumpcją wewnętrzną. A równocześnie Xi Jinping, kumulując w swych rękach niemal pełnię władzy,  z jednej strony w bezprecedensowy sposób uderzył w uwłaszczoną nomenklaturę, w więc swych kumpli, a z drugiej zaczął promować dwa hasła-klucze: „chiński sen” (Zhongguo Meng – po angielsku, co istotne: Chinese dream) oraz „wielki renesans narodu chińskiego” (Zhonghua minzu weida fuxing).

Przesłanie płynące z pierwszego jest więcej niż jasne – to odpowiedź na American dream. A w podtekście: miniony wiek należał do Ameryki, ten będzie należał do nas, Chińczyków.  Tym bardziej, że sięgnięto do hasła stosowanego po raz pierwszy przez  prezydenta Jiang Zemina (1989-2002), a potem odsuniętego w cień, czyli do idei „renesansu narodu chińskiego”, co jest pojęciem szerszym niż tylko obywatele ChRL. Chodzi bowiem o odrodzenie Zhonghua minzu, a więc nie tylko Chińczyków narodowości Han, ale też zamieszkujących ChRL mniejszości oraz Chińczyków zamorskich (hua qiao). Innymi słowy, należy łączyć ten postulat programowy z prowadzonym od początku „epoki reform” (tzn. od stycznia 1979 r.) kursem łączenia wszystkich chińskich ziem. Ponieważ Hongkong powrócił pod chińską jurysdykcję 1 lipca 1997 r., a Macao/Aomen od 20 grudnia 1999 r., teraz na porządku dziennym – jako najpilniejsze strategiczne zadanie dla władz w Pekinie – staje pokojowe zjednoczenie z Tajwanem.

Nowa strategia zewnętrzna Chin, ogłoszona przez Xi Jinpinga 29 listopada 2014 r. na specjalnej konferencji kierowniczych kadr poświęconej polityce zagranicznej, jakiej nie było od lat (konkretnie od 2006 r.), dojrzewała więc powoli. Choć w chińskiej propagandzie, szczególnie tej po angielsku, a więc skierowanej do świata zewnętrznego, uspokaja się, że to żaden zwrot, a tym bardziej rewolucja w chińskiej polityce, to jednak trzeba uznać, że mamy do czynienia z zasadniczą zmianą. Owszem, rewolucji nie ma, bo po traumie „rewolucji kulturalnej” (1966-76) Chiny uciekają przed rewolucyjnymi zmianami jak diabeł przed święconą wodą, ale nowa, wprowadzana stopniowo chińska propozycja jest i zastanawiająca, i ze wszech miar godna uwagi.

Co najistotniejsze, Chiny otwarcie odrzuciły koncepcję taoguang yanghui, a więc bierności i kumulowania własnych sił. Przechodzą do fazy aktywności na scenie międzynarodowej, ale mając cały czas na uwadze „nadrzędne narodowe interesy”. Równocześnie wyraźnie stawiają na pierwszym planie „zadania domowe”, a więc konieczność przejścia na nowy model rozwojowy w kraju, który jest – jak można zrozumieć – warunkiem sine qua non spełnienia „chińskiego snu”, którym z kolei jest „wielki renesans”. A dopiero wówczas, po pokojowym zjednoczeniu z Tajwanem (bo tego tak naprawdę dotyczy ten kod), będziemy mieli do czynienia z Wielkimi i wpływowymi Chinami (czytaj: supermocarstwem).

Źródło: flickr.com, Day Donaldson

Źródło: flickr.com, Day Donaldson

Nowa era, nowa strategia

Nic więc dziwnego, że jako cele nadrzędne do końca swej (drugiej) pięcioletniej kadencji Xi Jinping wyspecyfikował „dwa cele na stulecie’, tj. do 2021 r., gdy KPCh będzie obchodzić stulecie urodzin. Pierwszy z nich to zamiar zbudowania xiaokang shehui, „społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu”, czyli – mówiąc po naszemu – klasy średniej i klasy konsumentów. Tu też powrócono do idei sformułowanej w 2001 r. przez Jiang Zemina, który już wówczas proponował czterokrotny wzrost dochodów na głowę mieszkańca do 2020 roku. Czwarta generacja przywódców (Hu Jintao, Wen Jiabao – 2002-2012), jednakże ten plan zarzuciła, nadal stawiając na wzmocnienie państwa, a nie obywatela. Teraz, po dziesięcioletniej przerwie, Xi Jinping proponuje jako „cel na stulecie”… dwukrotne zwiększenie dochodów każdego mieszkańca ChRL w okresie 2012-2020 (bo „po drodze” minęło 10 lat). Ten zabieg jest w pełni zrozumiały w wewnątrzchińskim kontekście: to właśnie konsumpcja i rynek wewnętrzny, a nie eksport, jak było dotychczas, ma być siłą napędową dalszego wzrostu i rozwoju i nowego modelu rozwojowego, na założenia którego chiński kolos jest właśnie przestawiany. Natomiast drugi „cel na stulecie”, to nic innego, jak wymówione przez Xi Jinpinga jednym tchem spełnienie „chińskiego snu” w postaci „wielkiego renesansu narodu chińskiego”…

Jest więcej niż jasne, że dzisiejsi władcy Chin mierzą wysoko i pragną powrócić do statusu wielkiego mocarstwa, jakim Państwo Środka przez wieki było, zanim nie dopadły go traumy „wojen opiumowych” (1839-1860) i innych plag, zwanych teraz „stuleciem narodowego poniżenia” (bainian guochi). „Renesans” to właśnie chęć powrotu do okresu blasku i sławy sprzed tej nieszczęsnej epoki wojen domowych, nieładu i obcej agresji lub prób kolonizacji ze strony ówczesnych wielkich mocarstw. Może się to udać, uznaje chiński przywódca, powtarzając dosłownie mantrę jednego z chińskich strategów, prof. Hu Anganga, zgodnie z którą do roku 2020 „Chiny będą znajdowały się jeszcze w okresie strategicznych szans na własny rozwój”.

Nie pozostawia się żadnych wątpliwości co do tego, że w ramach nowo-proponowanej „dyplomacji o chińskiej specyfice”, Chiny będą zmierzały do kształtowania wielobiegunowego świata, stając się tym razem jednym z aktywnych na nim graczy. Kluczami w tej dziedzinie z jednej strony mają być „nowe relacje pomiędzy wielkimi państwami” (czytaj: mocarstwami) (xin xing daguo guanxi). Natomiast z drugiej chodzi o zupełnie inny typ relacji w stosunku do sąsiadów i państw regionu. Chiny, gdzie od lat w elitach ogromnym wzięciem cieszyły się teorie Immanuela Wallernsteine’a, bowiem w ramach stosowanego przez tego autora podziału na centrum, peryferie i półperyferie dostrzegano ducha tradycyjnej chińskiej strategii, opowiadają sie za zupełnie nową polityką wobec sąsiedztwa. Chcą na nią wpływać i ją kształtować, czego jaskrawe dowody to dwa kolejne strategiczne cele: budowa dwóch nowych Jedwabnych Szlaków – Silk Road Economic Belt na północ i zachód od swych granic oraz „Morskiego Jedwabnego Szlaku 21 Stulecia” (21st Century Maritime Silk Road) na południu i wschodzie, co jest rzeczywiście wielkim novum, bowiem to nic innego, jak chęć wyjścia na morza, podczas gdy Państwo Środka, jak sama nazwa wskazuje, było zawsze mocarstwem lądowym, a nie morskim (poza słynnymi eskapadami admirałą Zheng He w początkach XVI stulecia, potem, jak wiadomo, zarzuconymi).

Xi Jinping i władze piątej generacji przywódców stawiają sprawę jasno. Chcą „przyjaznego otoczenia zewnętrznego, bezpiecznego i rozwijającego się”. Dlatego postulują strategię „obopólnych korzyści” (win-win cooperation) oraz ścisłych powiązań z sąsiadami (connectivity). Z jednej strony, na północy cele te mają być realizowane poprzez nowe inwestycje, głównie infrastrukturalne, z drugiej, na południu stawia się też na infrastrukturę (wielki kontrakt na chińska kolej przez terytorium niemal całej Tajlandii, podpisany 19 grudnia ub.r. osobiście przez Xi Jinpinga i tajskiego premiera (szefa wojskowej junty) gen. Prayuth Chan-ocha, opiewający na sumę 10,5 mld dolarów), ale też rozbudowę potęg na morzu. W ramach 21st Century Maritime Silk Road Chiny chcą być także potęgą na morzach, czego nam, a szczególnie Amerykanom dominującym na Pacyfiku, nie wolno absolutnie przeoczyć. Tu też zapowiada się nowa jakość.

Chociaż się tego w przedstawionej strategii nie dopowiada, wiadomo o co chodzi. Największe zagrożenia dla realizacji przedstawionych postulatów, jak też pożądanego z powodów wewnętrznych pokojowego otoczenia na granicach, pojawiają się właśnie na obszarach morskich. Nie jest rozwiązany ani spór z Japonią o wyspy Senkaku/Diayudao, ani nic nie jest jasne w toczących się od lat sporach terytorialnych na Morzu Południowochińskim o archipelagi Spratley (Xisha) i Paracele (Nansha). Tu napięcia z Filipinami i Wietnamem wręcz narastają, a z Malezją i sułtanatem Brunei też nie zostały rozstrzygnięte, co stoi w jawnej sprzeczności z deklarowanymi celami i strategią.

Chiny znowu się liczą

Tym niemniej przedstawiona nowa strategia każe przypuszczać, że w żadnym z tych przypadków Chiny nie dopuszczą do eskalacji napięć, a tym bardziej otwartego konfliktu. A to z racji tego, że stawiają sobie jako nadrzędne „cele na stulecie”. A w ich ramach nadal chcą (bo muszą) mieć spokój, a nie konflikt na granicach. Albowiem, jak widać z nowej strategii ogłoszonej przez Xi Jinpinga, nadal celem nadrzędnym jest dokończenie transformacji wewnętrznej, a tymczasem kraj akurat przechodzi na nowy model rozwojowy, co jest momentem szczególnie delikatnym i wrażliwym. Ale co będzie, gdy Chiny postawią na swoim i zrealizują „dwa cele nie stulecie”? Czy jesteśmy – my, na Zachodzie – na „chiński wielki renesans” gotowi?

Nowa chińska strategia nie oznacza, że świat ma spać spokojnie. Wręcz przeciwnie, trzeba się przygotowywać do zupełnie nowej – dla Zachodu – sytuacji, gdy Chiny zaczną stawiać, a nawet dyktować swoje warunki, tak sąsiedztwu (czy wrócimy do systemu trybutarnego?), jak całemu światu. Jest bowiem jasne, że mamy do czynienia z nową strategią i nową jakością: Chiny, co dla nich oczywiste, bo co najmniej do wojen napoleońskich, do okresu sprzed „stu lat narodowego poniżenia” tak było, zaczynają się ponownie zachowywać jak wielkie mocarstwo, co dla nas, na Zachodzie, jest szokiem, z którego należałoby jak najszybciej wyjść, by racjonalnie przystosować się do nowej sytuacji.

Bogdan J. Góralczyk jest profesorem w Centrum Europejskim UW, b. ambasadorem w państwach Azji.

Udostępnij:
  • 182
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    182
    Udostępnienia
B. Góralczyk: Nowa strategia Chin – Uśpiony Tygrys budzi się Reviewed by on 16 stycznia 2015 .

Chiny miewały już w swojej najnowszej historii dramatyczne zwroty w polityce zagranicznej. Ogłaszały też nowe strategie. Zaskakującym zwrotem było niespodziewane otwarcie z USA za administracji prezydenta R. Nixona (1972), a jego uzasadnieniem była – głośna swego czasu – teoria Trzech Światów Mao Zedonga, też z tego okresu, tzn. lat 70. ubiegłego stulecia. Wielki program reform

Udostępnij:
  • 182
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    182
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Chińczycy zdali sobie sprawę, że dla dalszego rozwoju ich produkcji przemysłowej rynek amerykański nie jest już atrakcyjny, a nowych rynków nie ma. Ostatnio sąsiad (Chicago) kupił skrobaczkę do szyb samochodowych i przeżył szok, obdzwonił znajomych, bo jest na niej napis: Made in USA.

Pozostaw odpowiedź