Wywiady

Azjaci w Polsce: Huyen Anh – Wietnam

wietnamka_w_polsceW cyklu „Azjaci w Polsce” przedstawiamy wywiady z Azjatami mieszkającymi w Polsce lub mającymi z nią silne związki. Jak odbierają nasz kraj i jego kulturę? Co podoba im się w Polsce, a co budzi ich niepokój? Poniższy tekst jest zapisem rozmowy Ryszarda Pawłowskiego z  pochodzącą z Wietnamu Huyen Anh, studentką Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim.

Ryszard Pawłowski: Jak długo przebywa Pani w Polsce?

Nie pamiętam dokładnie, przyjechałam w II semestrze 4 klasy podstawówki. Pewnie około 14-15 lat.

Czyli, od samego początku podobało się Pani w naszym kraju? Czy może jakieś inne uczucia kojarzą się Pani z początkami pobytu?

Tak, od początku podobała mi się Polska, kraj „Europy”, która kojarzyła się z czystszym klimatem i większym stopniem cywilizacji. Ludzie też mi bardzo odpowiadają. Początki pobytu kojarzą mi się z nieśmiałością, miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie dziwnie patrzą na ulicy, czułam się gorsza i bałam się wyróżniać . Zwłaszcza że mieszkałam wtedy w Gdańsku, gdzie nie przywykło się tak bardzo do cudzoziemców jak np. w Warszawie.

A w przyzwyczajeniu się do polskiej tradycji , kultury i otoczenia na początku pomagała Pani rodzina, czy może polscy obywatele. Jak to było?

Moja rodzina jest kompletnie antykulturowa jeśli chodzi o polskie zwyczaje, trzymają się swoich i nie interesowali się nigdy polskimi tradycjami. Ja byłam kompletnie inna w rodzinie, dlatego co roku np. przygotowałam sama świąteczne dekoracje, dekorowałam sama choinkę, wołałam wszystkich na kolacje 24/12, kupowałam wszystkim prezenty i kładłam pod choinkę (ja sama za to nigdy nie dostawałam). Co roku tak jest i po paru latach miałam dość. Atmosfery nie da się stworzyć samej, gdy ludzie dookoła tego nie odczuwają. Teraz szukam tego u polskich przyjaciół, tak, głównie polscy obywatele pomagają mi odczuwać tego ducha.

A co do kwestii samej nauki języka. Czy miała Pani z tymi duży problem? Czy uważa Pani, że jest to bardzo trudny język?

Oczywiście miałam problemy, poszłam do 4 klasy nie znając języka, pamiętam jak pierwszego dnia próbowali do mnie mówić po polsku i po angielsku (nie znałam żadnego języka, w Wietnamie w 4 klasie jeszcze nie ma angielskiego), w klasie też nie miałam Wietnamczyka, który mógłby mi pomóc. Nie wiem jakim cudem się nauczyłam, widocznie przymus obcowania z językiem czyni cuda, bo już po roku sobie radziłam, a po 2 latach już miałam świadectwo z paskiem. Uważam, że polski to bardzo trudny język dla cudzoziemców ze względu na odmiany z końcówkami, nawet ludzie, którzy mieszkają tu od dziecka do tej pory robią często błędy z końcówkami. Pamiętam, że proszeni przeze mnie w szkole o tłumaczenie Polacy  po dłuższych namysłach odpowiadali: „w sumie nie wiem dlaczego, tak jakoś naturalnie odmieniam”. Niekiedy nie ma zasad, po prostu tak jest i trzeba się nauczyć. Uważam, że odmiany z końcówkami są niepotrzebne.

A teraz nie ma Pani problemów z polskim?

Mam nadal z końcówkami i chyba już tak pozostanie.

A co do samej struktury uczelni i szkolnictwa. Czy polski system zdecydowanie różni się od wietnamskiego?

Tak, zdecydowanie się rożni. W Polsce jest o wiele lżej, pamiętam, że w 2 klasie jak chodziłam w Wietnamie już były „dobrowolne” lekcje dodatkowe (na które trzeba było chodzić i jeszcze za to płacić, a mówiono, że kto nie chodzi nie nadążny za resztą klasy) w niedziele, a wakacje trwają normalnie z 3-4 tygodnie i później są już lekcje wakacyjne co 3 dni (to było w 2 klasie, później coraz ciężej). W Wietnamie jest nacisk na „kucie”. Wielu rzeczy trzeba się nauczyć na pamięć i już. W Polsce większy nacisk kładzie się na samodzielne myślenie, by nie tylko umieć, ale też rozumieć dlaczego tak a nie inaczej, i to mi się bardzo podoba. Wszyscy, którzy chodzili w Wietnamie do szkoły, mówią, że tamten system to „wpychanie do mózgu ile się da” . Tutaj w Polsce nauka to raj, dużo świąt, dużo wolnego, dużo przerw, mniejszy zakres materiału, ciekawsze sposoby przekazywania wiedzy.

Porównując nasz polski naród z innymi, z którymi miała Pani do czynienia, co może nam Pani powiedzieć na temat Polaków?

Z moich obserwacji wynika, że Polska to jednak nadal nie jest kraj otwarty na cudzoziemców. O ile inne narody są świadome tego, iż w 21 wieku normalnym jest fakt niezamieszkiwania w swoim kraju, to duża część Polaków nadal patrzy na cudzoziemców jak na intruzów zabierających miejsca pracy. Kompletnie nie rozumiem tego sposobu myślenia Polaków, dla których jeżdżenie do pracy do Anglii jest ok, a przyjmowanie cudzoziemców przyjeżdżających do Polski nie jest ok, ponieważ są gorsi i „powinni znać swoje miejsce”.

Jednak dąży Pani do ukończenia Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim. Podejrzewam, że myśli Pani o rozpoczęciu kariery prawniczki, a może ma Pani już jakieś doświadczenia?

Na razie po pół roku pracy w kancelarii i zderzeniu się z szarą rzeczywistością w środowisku prawniczym i traktowaniu studentów, nie palę się już do tego aż tak bardzo jak na początku. Dyplom po UW niewiele daje teraz, trzeba o wiele więcej, aplikacja też sporo kosztuje. Na razie wykorzystuję te doświadczenia w pracy z rodakami, jest to tylko mała część prawa, ale cieszę się, że idę we właściwym kierunku. Nie wiem czy starczy mi cierpliwości, by się uczyć dalej i pójść w kierunku aplikacji. W obecnej sytuacji nawet skończenie aplikacji nie daje 100% pewności na dobrą posadę, trzeba jeszcze parę lat na rynku pracy, by móc konkurować w stolicy. Jeśli pójdę w tym kierunku oznaczałoby, że musiałabym raczej do końca życia zostać w Polsce, gdyż właśnie taki jest ten kierunek, system prawa w Polsce to zawód prawnika w Polsce.

Jak scharakteryzowałaby Pani wzajemne stosunki Wietnamczyków mieszkających w Polsce?

Przyjaciele sobie pomagają, natomiast jeśli chodzi o społeczeństwo, to myślę, że każdy dba o swoje sprawy. Często ma miejsce plotkarstwo i obgadywanie innych za plecami. Jest zawiść wśród znajomych, gdy ktoś jest bogatszy. Za plecami, bo twarzą w twarz wszyscy są mili dla siebie i wszyscy się nagle lubią. Mówię o starszym pokoleniu. Młodsze pokolenie chodzące do polskiej szkoły to zupełnie inna bajka, myślę, że oni są bardziej w porządku i bardziej szczerzy, choć plotkarstwo to chyba jednak jest jakaś nasza narodowa cecha, albo to wynika z tego, że jest to mniejszość, zamknięta społeczność na obczyźnie, więc cokolwiek  zrobisz może być komentowane przez nieznane ci osoby.

Po tym co Pani mówi, myślę, że Polacy i Wietnamczycy posiadają parę cech wspólnych. My również myślimy o sobie samych, że jesteśmy zawistni, gdy sąsiad ma nowy telewizor. Także często możemy się spotkać z plotkarstwem i obgadywaniem. Czy uważa Pani, że są jakieś inne cechy osobowości, wspólne dla naszych narodów?

Tak – narzekanie (Wietnamczyk pytany jak idzie interes NIGDY nie powie, że dobrze, w najlepszym wypadku powie, że przeciętnie). Powierzchowne ocenianie i szufladkowanie (ładna to pewnie głupia albo się nie uczy, rodzina biedna to pewnie dlatego, że patologiczna albo im się nie chce pracować ). Nie różnimy się aż tak bardzo, tylko sposób reagowania na 1 rzut oka jest inny. Byłam 3 dni temu na przedpremierowym pokazie teatralnym “Bóg Mordu”, sztuki wyreżyserowanej przez polską reżyserkę , znajomy wtedy się zapytał czy wszystko zrozumiałam, czy u nas kobiety też są takie, problemy i reakcje w rodzinie takie i czy coś mnie zdziwiło w tej sztuce. Odpowiedziałam że nie, też mamy te problemy – może Azjaci się częściej zamartwiają i rzadziej moim zdaniem “korzystają z życia”, trudniej im podchodzić do życia na luzie.

Co myśli Pani o polskich mężczyznach? ;)

Są bardzo mili, mają fajne poczucie humoru i przystojni :)) Oczywiście nie wszyscy, ale bardzo miło zwykle mnie traktują, nieznajomi też są uprzejmi, gdy się o coś ich poprosi, ogólnie uwielbiam Polaków :P Nie licząc taksówkarzy i dresów.

Czy spotkała się Pani z jakąś niemiłą sytuacją czy agresją ze strony polskiego obywatela?

Ja akurat na szczęście się nie spotkałam z tym. W Gdańsku gdy byłam mała to co najwyżej dzieci na ulicy krzyczały „ching chang chong”, ale tak to bardzo rzadko, tego nie można nazwać agresją. W Warszawie się nie spotykałam, ale słyszałam różne historie, że jednak zdarzają się agresywne zachowania. Gdy jeździłam z klientami, to spotykałam się z agresją ze strony taksówkarzy w stosunku do klientów, którzy słabo mówili po polsku. Odnosili się do nich po chamsku. Ciekawe, czy byliby tacy mądrzy, jakby mieszkali w innymi kraju, np. na Węgrzech, a ktoś wyskoczyłby do nich z tekstem „co ty węgierskiego nie znasz czy jak” ;)

A u innych obywateli Wietnamu, jakich Pani zna?

Właśnie kiedyś założyłam grono „Wietnamczycy w Warszawie” i tam był taki temat, okazało się, że w szkole i na ulicy młodzież się spotyka z agresją i chamstwem (u dorosłych pewnie jeszcze bardziej skoro słabo mówią po polsku). Nawet młodzi Wietnamczycy, którzy mówią perfekcyjnie po polsku spotykają się z niemiłymi sytuacjami ze względu na wyróżniający się wygląd. Polecam serdecznie to grono, ponieważ na tym piszemy tam głównie po polsku. Jego członkowie to ludzie młodzi, uczęszczający do polskich szkół, porusza się tam wiele problemów tożsamościowych i kulturowych. Jest tam ponad 500 członków. Ostatnio trochę jest zastój, bo wszyscy się na Facebook przerzucili :)

Ma Pani jakieś ulubione polskie danie?

Tak, kotlet mielony. Ale koniecznie chrupiący, a to rzadko spotykam w polskich barach mlecznych. Jedyny spełniający wymóg chrupkości to „Bambino” . Nie wiem jak kotlety domowe, ale nie wszystkim wychodzą dobre chrupiące :)

Czy próbowała Pani własnych sił gotując polskie dania?

Nie próbowałam mielonego ani schabowego, z polskich to naśladowałam naleśnika (tak wiem, że to nie stricte polskie ale pierwszy raz jadłam w Polsce takiego). Żurek gotowałam i lubię, rodzice zwykle nie tkną tego, co gotuję, ale akurat żurek zjedzą i lubią.

A co poleciłaby Pani z wietnamskiej kuchni?

Kurczak w 5 smakach czy w cieście kokosowym – powtarzam po raz n-ty: To nie  jest wietnamskie jedzenie, w Wietnamie nie ma czegoś takiego. Prawdziwe wietnamskie jedzenie to  zupy pho , sajgonki, czy wietnamski kociołek domowy, gdzie się wrzuca wszystko – owoce morza, tofu i rożne dodatki, warzywa i zieleniny do takiego kociołka na stole z wrzątkiem-wywarem i gotuje się na oczach wszystkich, każdy wrzuca i wyłowi to, na co ma ochotę. Nie znam nikogo, komu by nie smakowała ta potrawa. To także świetna zabawa towarzyska :) Uważam, że jeśli chodzi o azjatyckie jedzenie, to gotuje się je kilka razy dłużej i o wiele bardziej trzeba się przy tym natrudzić.

Czy ma Pani kontakt z krewnymi, którzy pozostali w Pani ojczyźnie?

Już dawno nie rozmawiałam z dziadkami mieszkającymi na wsi. Znajomych z klasy pewnie już się nie pamiętam i pewnie byśmy się nie rozpoznali na ulicy. Utrzymuję kontakt z paroma osobami, które mieszkały kiedyś tutaj i wróciły do Wietnamu i z paroma kuzynami, którzy są na Facebooku. Mam tak liczną rodzinę i krewnych (3 babcie ze strony matki i 4 ze strony ojca), że nie wiem ilu mam krewnych i kuzynów.

Z czym Wietnamczykom kojarzy się Polska?

Z miejscem do pracy, chwilowym przystankiem, lepszą perspektywą, ale też niektórym ze zderzeniem marzenia o ziemi obiecanej „z Europy” z szarą rzeczywistością i upokorzeniem. Nieraz słyszałam teksty typu „gdybym wiedział co mnie spotka w Polsce, nie przyjechałbym tutaj nigdy, to był największy błąd mojego życia”. Młodym kojarzy się z Polakami, zwykle oni nie chcą wracać już więcej do Wietnamu.

Czy wiąże Pani jakieś plany z pobytem w Polsce, czy zamierza Pani kiedyś wrócić do Wietnamu?

Zawsze powtarzałam, jak młoda Wietnamka, że nie zamierzam nigdy wrócić do Wietnamu. Jednak od ostatniego roku zmieniło się moje nastawienie, znudziło mi się w Polsce i chciałabym wrócić do Wietnamu, bo tam jest zupełnie inny świat, którego nigdy nie zaznałam. Wrócić tam i zamieszkać i rozpocząć nowe życie, to jak przejść reinkarnację :P Wszystko tam jest inne, nawet jajka inaczej smakują :D W Polsce już nic mnie nie zaskakuje, chciałabym po prostu kompletnie zmienić swoje życie, dlatego chętnie wróciłabym do Wietnamu, gdybym znalazła tam jakąś pracę. Nie wiem tylko jak bym przeżyła rozstanie z polskimi przyjaciółmi i znajomymi, w końcu spędziłam tutaj ponad pół życia.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził Ryszard Pawłowski

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Azjaci w Polsce: Huyen Anh – Wietnam Reviewed by on 27 grudnia 2010 .

W cyklu „Azjaci w Polsce” przedstawiamy wywiady z Azjatami mieszkającymi w Polsce lub mającymi z nią silne związki. Jak odbierają nasz kraj i jego kulturę? Co podoba im się w Polsce, a co budzi ich niepokój? Poniższy tekst jest zapisem rozmowy Ryszarda Pawłowskiego z  pochodzącą z Wietnamu Huyen Anh, studentką Wydziału Prawa i Administracji na

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 30

  • Anh nie wypiła oooo :)

  • Ale to ciemnogrodzkiego prawactwa! Na pohybel zacofanym katol
    om i liberałom!

  • a przypomne, ze niajaka feministka Kazimiera Szczuka za obraze radia Maryja i niepelnosprawnego dziecka, przyczynila sie do tego, iz Polsat zaplaci kare 500 tys zl, nalozona przez KRRiT. Nie strasze Pana, gdyz nie jestem pieniaczem, nawiazuje do kazusu Szczuki, by Panu unaocznic, ze w Polsce prawo wciaz dziala sprawiedliwie wzgledem osob przesladowanych i wysmiewanych za poglady religijne. Jesli Pan ma prawo uwielbiac „Gazete Wyborcza” lub inne periodyki, my mamy prawod do „Naszego Dziennika”, „Goscia Niedzielnego” czy „Niedzieli”. Prosze nam nie odbierac tego prawa.
    Niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica

  • Panie Zygmuncie (Zyggi). Bede b. uprzejmy. Ale powiem dosadnie. Kosciol kat.
    glosi nauke pro life wynikajaca z Eangelii. Jesli jest negatywny wobec antykoncepcji widocznie ma powod. W imie wlasnie tolerancji – na ktora sie Pan powoluje – powinien Pan przyznac, ze Kosciol takze ma prawo do gloszenia idei sprzecznych z Panskimi libertynskimi pogladami na czlowieka i swiat. I jezeli jest Pan na prawde tolerancyjny (bo Ciekawy dal juz dowod swojej arogancji, ignorancji i bezczelnosci), prosze nie kpic z Kosciola w kontekscie prezerwatyw. Przypuszczam, ze ma Pan szacunek do sp. JP II. Mam racje? Jesli wiec ma Pan do niego szacunek prosze poczytac encyklike Evangelium Vitae. Tam Pan znajdzie uzasadnienie krytyki antykoncepcji. I moze przestanie Pan glosic wowczas poglady zmierzajace do nihilizmu i sprowadzajace ludzka egzystencje (vide poglady Ciekawy) do kawalka miesa, ktore rozklada sie w gline i proch. Niech Pan empatycznie postara sie wczuc w uczucia osob wierzacych. Nawet tych (wliczajac Cezarego Pazure), ktorzy sponsoruja Kosciol w Polsce i doceniaja medialna dzialalnosc Ojca Tadeusza Rydzyka, ktorego to Kaplana Pan bezczelnie okreslil Ojcem w cudzyslowiu.
    Marek Kownacki, Rzeszow

    • Nie jestem Zygmuntem, mam na imię Artur, Zyggi to mój pseudonim. Pan też nie zapewne jest Adamem tylko Markiem. Ponadto nie jestem libertynem ani nihilistą, jak to Panu się wydaje. Jestem człowiekiem wierzącym, co więcej, cenię Pismo Św. Ciekawe, ilu katolików je czyta. Wśród protestantów jeszcze przed II wojną czytanie Biblii po wieczerzy było powszechne, ale wśród katolików?…
      Uważam, podobnie jak ogromna większośc katolików (z wyjątkiem niektórych duchownych), że seks służy nie tylko prokreacji, ale i przyjemności. W końcu skoro kobieta jest stworzona przez Boga (w co chyba obaj nie wątpimy), to po coś ma łechtaczkę. I tym celem wcale nie jest prokreacja.
      Moja uwaga o prezerwatywach nie jest kpiną tylko stwierdzeniem faktu, KK walczy z wiatrakami, bo jego wierni i tak będą stosowac antykoncepcję. To pokazuje mizerny wpływ Watykanu na jego „owieczki”. A w ogóle, co wspólnego ma Kościół katolicki z empatią? Może na przykładzie losu Giordano Bruno by Pan mi to wyjaśnił? Domaga się Pan by KK miał prawo wyrażania opinii sprzecznych z moimi. Ciekawe, czy jemu KK dał możliwośc wyrażania opinii sprzecznych z kościelnymi? Został przekazany przez Św. Oficjum gubernatorowi Rzymu (jak Jezus przez Sanhedryn – Piłatowi) i skazany na spalenie na stosie, przy czym wyrok „miłosiernie” zatwierdził papież Klemens VIII.
      Ciekawe jak kościelna empatia ma się do poczynań ustaszy, którzy darowali życie Serbom, którzy przyjęli katolicyzm (Żydzi i Romowie nie mieli tej możliwości – ich czekała śmierc w męczarniach!). Chorwacki abp Alojzije Stepinac swoją obecnością na stanowisku legitymizował reżim Pavelicia. Mimo to JPII go beatyfikował.
      P.S. Cezary Pazura, o którym Pan pisze jako o sponsorze „biednego” kościoła, nie jest dla mnie ani wybitnym aktorem ani tym bardziej autorytetem w kwestiach etyki. Jeśli już to tym drugim raczej byłby Juliusz Słowacki, który po ogłoszeniu bulli Grzegorza XVI, potępiającej Powstanie Listopadowe zapałał szczerym oburzeniem. Nasz wybitny poeta pisał:
      Ślimak, który kwiaty ślini,
      Tak ich nie brzydzi, jako ta zuchwała
      Fałszywa, dawna po cezarach wdowa,
      Kościół, — bez ducha bożego i słowa.
      I jeszcze jedno. T. Rydzyk jest „ojcem”, a nie ojcem (chyba, że byłby – jak wielu księży i zakonników – czyimś ojcem biologicznym, ale akurat o to go nie podejrzewam). Czy nie zna Pan Ewangelii? Ewangelia wg Mateusza w 23,9 cytuje słowa Jezusa Chrystusa: „Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden jest bowiem Ojciec wasz, Ten w niebie”. (Biblia Tysiąclecia, wyd. II poprawione, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań-Warszawa 1971).

  • Jesli ma Pan obywatelstwo polskie, to oczywiscie jest Pan Polakiem. Jako niewierzacy natomiast jest Pan bardzo biedny, gdyz poklada wszystko w tym krotkim i ulotnym jak mgielka zyciu, ktore i jutro moze sie skonczyc. Ktoz to wie? Chocby nie wiem ile Pan osiagnal doczesnie, to ostatecznie – jako niewierzacy – jest Pan przegrany, bo Panskie cialo po smierci zamienia sie w proch. Dla wierzacego natomiast smierc jest tylko brama zycia wiecznego, w CO MOCNO WIERZE. Proponuje poczytac „Mysli” Pascala…

  • @Adam
    To jest nadinterpretacja tego frazesu, którego przekaz jest bardzo jasny.
    Ja się Pana spytam ?
    Co to znaczy Polacy ? Kto to jest Polak ? Ja znam jedynie jasną definicję – obywatel Rzeczpospolitej i wszyscy, którzy obywatelstwo Polski posiadają i czują się z tym krajem związani mają prawo nazywać się Polakami. Z niesmakiem (absmakiem) obserwuję, kiedy pewne środowiska zawłaszczają prawo do polskości i tego prawa niektórym odmawiają. Czy ja, jako niewierzący obywatel Rzeczpospolitej mam prawo nazywać się Polakiem ? Zapewne wg prawicowych kryteriów polskości nie.
    Tak więc, nie Polacy, a obywatele Rzeczpospolitej Polskiej !

    • Co to jest prawica pańskim zdaniem?

      ——————————————

      Czy w takim razie Polska i Polacy istnieli w czasie zaborów, czy nie? Jeśli nie, to po co było dawać państwo narodowi, który nie istniał? Chyba powinniśmy pokornie zwrócić te nienarodowe ziemie Niemcom i Ruskom. Rosjanom.

      ——————————————

      Co nas obchodzi, że pan obserwuje jakieś zawłaszczanie? Każdy ma prawo do głoszenia swoich poglądów, nazywanie tego zawłaszczaniem jest nadużyciem.

      ——————————————

      Co ma bycie „niewierzącym” do bycia Polakiem, bo to już jakiś zupełny kosmos?

      • Avatar Zyggi

        A czy Pana zdaniem bycie Polakiem wyklucza bycie człowiekiem niewierzącym? Jest faktem, że hałaśliwa grupa skupiona wokół znanego biznesmena, „ojca” T. Rydzyka stawia znak równości między katolickością a polskością, odmawiając tej drugiej wszystkim niekatolikom. Ten brak tolerancji zresztą nie dziwi, jeśli pamięta się, że przez długie wieki KK mordował na potęgę „heretyków”, Żydów, muzułmanów i innych odstępców od jedynie słusznej linii. Ba, nawet tych, którzy wbrew „nieomylnym” papieżom głosili kulistośc Ziemi!… A dziś z uporem maniaka walczy z kondomami, tylko na tyle ma jeszcze sił…

      • Avatar Stefek

        Zyggi, Pan to do mnie? Czy ja coś takiego napisałem?

        A odnośnie mordowania heretyków to ulega Pan „postępowej” propagandzie – z reguły zabijały ich świeckie sądy po uniewinnieniu ich przez sądy inkwizycyjne[bądź odbyciu kary mającej na celu zawstydzenie].

      • Avatar ciekawy

        1) Prawica to siła polityczna (a raczej zbiór sił) , która zaczęła wyłaniać się w opozycji do osiemnastowiecznej myśli oświeceniowej. W czasie Wielkiej Rewolucji podział na lewicę i prawicę był już bardzo wyraźny i mimo ewolucji, pozostał w niezmienionej formie do dziś.
        2) Proszę pamiętać, że do połowy XIX wieku pojęcie narodu było jeszcze bardzo różnie rozumiane. Obowiązywał podział STANOWY, a więc szlachta wykluczała swoją przynależność do tej samej zbiorowości co chłopstwo. Tak więc, chłopi nie identyfikowali się z narodem polskim co było jedną z przyczyn niepowodzenia powstania listopadowego. Proszę również poczytać o rabacji galicyjskiej i na tej podstawie określić na jakiej płaszczyźnie odbywały się konflikty – narodowej czy stanowej. Dopiero w II poł. XIX wieku wzrosła świadomość narodowa, ale i tak nie była ona ważniejsza dla najniższego stanu od kwestii uwłaszczeniowej.
        3) Równie dobrze mogę odwrócić pańską wypowiedź i odpisać: „Co mnie obchodzi, że Pan nazwał zawłaszczenie nadużyciem ? Każdy ma prawo do głoszenia własnych poglądów.” Czy taka dyskusja ma jakikolwiek sens ?

        4) Zna Pan dobrze (i zapewne podziela) przekonanie o nierozłączności przynależności do narodu polskiego i do kościoła katolickiego, więc dlaczego udaje Pan zdziwionego ?

      • Avatar Stefek

        Ciekawy

        4. Pisanie o tym przekonaniu miałoby sens, gdyby to był portal białoruski, bądź ukraiński, ale w Polsce to świadczy tylko o oderwaniu od rzeczywistości tego, który podaje je jako stan faktyczny.

        Czy polscy protestanci[zdaje się, że Małysz jest jednym z nich], prawosławni, buddyści i muzułmanie nie są postrzegani jako Polacy? Naprawdę pan w to wierzy?

        Inna sprawa, że stwierdzanie, że wiara i religia to jedno i to samo to kompletny absurd. To tak, jakby stwierdzić, że każdy kto należał do PZPR był robotnikiem, a każdy robotnik należał do PZPR.
        _____________

        3. Nie ma, bo pan odwołuje się do sloganów medialnych, które z zasady są bez znaczenia i puste, a ja do faktów.
        ____________

        2. Czy to, że lotnictwo ma swoje początku dopiero pod koniec 18. wieku znaczy, że powinniśmy je zignorować i nie korzystać, np. z samolotów?

        ____________

        1. Wnioskuję, że pisząc o prawicy ma pan na myśli PiS. To nie jest partia prawicowa. Jest to partia socjalistyczna, antykościelna[seciarska], rewolucyjna, nie widzę w tym prawicy.
        I nie spotkałem się z czymś takim, jak prawicowe kryteria polskości. Zna pan te lewicowe?

  • Panie Zyggi! Pan sobie kpi z tego, co napisal Jacek, choc sie z nim nie zgadzam w pewnych kwestiach. Ale…
    Słowa Polska dla Polaków, nie oznacza nienawiści do innych nacji i narodowości zamieszkujących nasz kraj, jak piszą wrogie naszej Ojczyźnie gazety. Hasło to na pewno także nie mówi, że ci, co je głoszą żądają usunięcia wszystkich niepolaków z Polski.
    Słowa te na pewno głoszą miłość dla Ojczyzny oraz szacunek dla naszych przodków, pamięć o ich czynach i celach, o które walczyli oddając swoje życie.
    Polska dla Polaków to hasło – pomnik, dla wszystkich pokoleń patriotów polskich, mówiące o tym, że Polską powinni zarządzać i o Polsce decydować Polacy. Że w Polsce najważniejszą osobą, dla której pisane są wszelkie przepisy z konstytucją włącznie, jest Polak i jego rodzina. Inni – po prostu muszą się do przepisów, ustaw, uchwał i zarządzeń obowiązujących Polaków – dostosować.

  • „Polska dla Polakow!”… Wszystko w temacie. Nic tu dodać, tylko mój ukłon aż po glebę – szacun wobec J.E. właściciela domu za 500.000 i innych włości, jakimi J.E. się tu chwalił na portalu, wzywając innych do należytej pokory!

  • Co do stwierdzenia: “Podejrzewam, że na wsi duża część mieszkańców nigdy nie widziała poza telewizją osoby o innych rysach, czy kolorze skóry od europejskiej” – z tą tezą Pana Ciekawego jestem skłonny się zgodzić. I nie jest to żadne obrażanie, bo „kolorowi” imigranci z reguły osiedlają się w dużych i średnich miastach, nie w miasteczkach czy na wsiach, a ludzie ze wsi niekoniecznie często jeżdżą do miast (brak czasu, pieniędzy). Zresztą czy obecność sąsiada Murzyna lub Azjaty nie wzbudziłaby sensacji wśród wielu ludzi żyjących poza dużymi miastami?
    Stwierdzenie Pana Ciekawego, nawet gdyby było odosobnione lub błędne, w żadnym razie nie upoważnia do miotania wyzwisk typu „kretyn”, „dureń” itp. Dlatego osobiście żegnam Pana bez żalu. Nie lubię takich, co hałaśliwie domagają się od innych kultury i pokory, samemu nie mając jej za grosz. Możesz Pan sobie bryzgać śliną gdzie indziej. Ale z jednym się muszę zgadzić: na Cespa faktycznie panuje tolerancja, skoro agresywny, ordynarny wpis niejakiego Jacka jeszcze widnieje…
    P.S. Znając takich naturszczyków jak Pan, myślę, że jeszcze Pan tu zajrzysz, choćby z ciekawości co kto odpisał… :-)

  • Przenoszę się do Warszawy, definitywnie :P

  • Polecam grono „wietnamczycy w warszawie” :))

  • Dołączam się do życzeń Forumowiczów. Życzę Pani wszystkiego, co dobre, miłe i radosne! :-)
    Całkowicie zgadzam się, że polski to bardzo trudny język dla cudzoziemców. Języki słowiańskie należą do trudniejszych w świecie. Nie tylko końcówki, ale też ortografia czy odmiana przez czasy i rodzaje, dotycząca rzeczowników, czasowników i przymiotników. Dla wielu cudzoziemców bywa to ogromnym problemem. Miałem koleżankę z Węgier, skądinąd bardzo inteligentną, ciekawą świata dziewczynę. Ona po prostu nie potrafiła odmieniać przez rodzaje, wszystko jej się myliło: „pan wyszła”, „ono był”. Nawet w angielskim nieraz myliła „he” i „she”, „his” i „her” itd.
    Co tu dużo mówić, Pani sukces w nauce polskiego budzi mój podziw i szacunek!

  • w sensie dziekuje bylo do „ciekawy” ;)

    • Czesc :) chetnie dolaczylabym do grona mieszkajacych w Polsce Wietnamczykow. Sama jestem Polka, ale mam wielu wietnamskich przyjaciol w miejscu, w ktorym obecnie zyje i chetnie dowiedzialabym sie czegos wiecej o Waszym zyciu w Polsce. Prosze, napisz mejla i badzmy w kontakcie.

  • Zyggi -> a dziekuje bardzo za zyczenia, nawzajem, choć pani brzmi jakoś ehem :P

    Woaw, jaka dyskucja sie zrobiła…

    Ogólnie to Polska nie jest zła, bardzo dobrze mi sie zyje . Natomiast osobom bez znajomosci języka mają trochę gorzej, zwlaszcza gdy muszą cos zalatwiać, widzę jak się boją. A ci bez legalnego pobytu – to juz w ogole zalatwić, zapomnieć.

  • Życzę tej pani wszystkiego najlepszego.
    @ Zyggi
    Nawiązując do agresji wobec cudzoziemców w Polsce, to myślę, że jest to hańba, niezależnie od sytuacji w byłym NRD czy Rosji. Czy to, że sąsiad (teoretycznie) kradnie usprawiedliwia moją kradzież ? Raczej nie.
    Polacy będąc narodem emigrantów, nie mają moralnego prawa do głoszenia tez typu „cudzoziemcy zabierają nam pracę” skoro sami „zabierają” pracę w innych państwach.

    W Rosji rzeczywiście rasizm i agresja do obcych jest bardzo nasilona, ale działa tu też efekt skali. Miasto – państwo Moskwa szacuje liczbę imigrantów u siebie na około półtora miliona, więc widok Azjata na ulicach jest powszedni. W połączeniu z siłą organizacji nacjonalistycznych (też zapewne proporcjonalnych do organizacji polskich) daje to rezultat częstych napadów o podłożu rasistowskim.
    W Polsce imigracja to nadal zjawisko marginalne, a ci którzy przebywają w celach zarobkowych nie różnią się wyglądem od przeciętnego Polaka (głównie Ukraińcy). Mieszkając w drugim największym mieście w Polsce częściej widzę na ulicy niewidomych (naprawdę !) niż ludzi znacznie różniących się wyglądem.
    Wydarzeniem tygodnia jest zobaczenie Wietnamczyka. Podejrzewam, że na wsi duża część mieszkańców nigdy nie widziała poza telewizją osoby o innych rysach, czy kolorze skóry od europejskiej. Statystyki mówią wszystko za siebie, ale warto ozdobić je własnymi doświadczeniami.
    Mam nadzieję, że obecny stan ulegnie zmianie, a imigranci wpuszczą trochę świeżego powietrza do naszego, lekko zatęchłego, polskiego, pokoju.

  • Niestety, strasznie mi przykro słyszeć, że Wietnamczycy, czy inne grupy cudzoziemców, spotykają się w Polsce z agresją, lub chociażby z niemiłymi odzywkami. Chciałbym, by było inaczej i przykro mi, że wiele osób ma niedobrą opinię o Polakach, ponieważ byli przez nich źle traktowani. Cieszę się bardzo, że Wietnamczycy przyjeżdżają do Polski. Nie tylko dlatego, że można u nich smacznie zjeść :) , ale również dlatego, że ich obecność nadaje Polsce wielokulturowości, którą przed latami zatraciliśmy.

    • A czy myśli Pan, że u nas jest pod tym względem najgorzej? Założę się, że liczba napadów na cudzoziemców np. w Rosji czy we wschodnich landach Niemiec jest wyższa niż u nas.
      Natomiast zgadzam się, że obecność cudzoziemców (może poza co bardziej aroganckimi muzułmanami) przydaje pozytywnego kolorytu. Po dziesiątkach lat, gdy propaganda PRL wciskała prymitywne kity, że 99% ludności Polski to Polacy, gdy twierdzono, że u nas „nie ma” mniejszości niemieckiej lub że język kaszubski to „gwara”, wreszcie – pomału i z oporami – ale chyba wracamy do normalności. A obecność imigrantów (Wietnamczyków, Ormian itd.) ten powrót przyśpiesza.

      • Avatar Pawel

        Nie sądzę, by było u nas najgorzej jeśli chodzi o traktowanie cudzoziemców. Większość Polaków traktuje ich w przyzwoity sposób. Ale wydaje mi się, że nie powinniśmy oglądać się do tyłu, tylko patrzeć daleko w przód – nie patrzeć, gdzie jest gorzej i cieszyć się, że u nas jest lepiej, ale patrzeć w przód i spróbować co nieco poprawić.

      • Avatar Stefek

        W przód? Co poprawić? Jakieś konkrety?

      • Avatar Pawel

        @Stefek, jeżeli pytasz o konkrety, to mogę zaproponować kilka. Po pierwsze, program wyrównujący znajomość języka polskiego, tak, by cudzoziemcom w polskich szkołach było łatwiej zintegrować się z polskimi dziećmi. Obecnie takie zajęcia są w gestii dyrektorów szkół, ale nie ma niczego takiego na szczeblu centralnym. Po drugie, w Polskich szkołach praktycznie nie uczy się niczego o mniejszościach narodowych i etnicznych zamieszkujących nasz kraj. Myślę, że edukowanie młodych Polaków o kulturze krajów, z których emigruje do Polski wiele osób, może wyjść nam na dobre. Często niechęć do przyjezdnych wywołana jest po prostu ich nieznajomością. Uważam, że to nie jest tak, że gdy cudzoziemcy przyjeżdżają do Polski, muszą natychmiast stać się Polakami, zachowywać się tak samo jak my, i wyznawać takie same wzorce kulturalne. My też powinniśmy dać coś od siebie, i zdobywanie wiedzy o ów przybyszach może być dobrym początkiem. Inna sprawa odnosi się do ośrodków cudzoziemców w Polsce, gdzie lokowani są azylanci i osoby o statusie uchodźcy. Te ośrodki są obecnie ulokowane w miastach o niskich perspektywach podjęcia pracy w przyszłości, gdzie bezrobocie wciąż jest znaczącym problemem. To powinno się zmienić. Wiele osób z lokalnych środowisk twierdzi, że ów imigranci przysparzają tylko i wyłącznie problemów społecznych. I być może coś w tym jest, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Uchodźcy nie mają w Polsce jasnych perspektyw integracji z kulturą Polską i zdobycia pozwolenia na pracę. Dlatego pewna liberalizacja tego podejścia może sprawić, że nie będziemy słyszeć o przestępczości wywołanej przez np. Czeczenów, bo nie będzie głównego bodźca kierującego do przestępstw – braku pracy. Inna sprawa to działania na typowo lokalnym szczeblu, czyli różnego rodzaju przedsięwzięcia kulturalne mające na celu przybliżenie tych osób i ich kultur Polakom. Myślę, że te działania mogły by być pewnego rodzaju początkiem; nie wymagały by zbytnich nakładów finansowych, a jednocześnie mogły by co nieco wnieść w integrację.

      • Avatar Stefek

        Pawel,

        „Dlatego pewna liberalizacja tego podejścia może sprawić, że nie będziemy słyszeć o przestępczości wywołanej przez np. Czeczenów”

        Widzę, że wpisuje się Pan w amerykańską modę nazywania zwiększania socjalizmu[w postaci ingerencji państwa] w życiu obywateli liberalizacją. To jest stawianie sprawy na głowie.

        „Po pierwsze, program wyrównujący znajomość języka polskiego, tak, by cudzoziemcom w polskich szkołach było łatwiej zintegrować się z polskimi dziećmi.”

        Czyli z pieniędzy samotnej matki wychowującej trójkę dzieci mamy finansować naukę języków ludzi, którym zachciało się imigracji do Polski, którzy przyjechali na gotowe, których przodkowie nie budowali tego kraju, nie narażali dla niego swojego życia, oni mają spijać śmietankę, a samotne matki mają za to płacić, tak?

        „Po drugie, w Polskich szkołach praktycznie nie uczy się niczego o mniejszościach narodowych i etnicznych zamieszkujących nasz kraj.”

        Może dlatego, że u nas takich mniejszości praktycznie nie ma? Może dlatego, że w większości to są mniejszości osiadłe tu od setek lat, niczym się nie odróżniające, bo będące częścią Polski, więc nie potrzebujące żadnych specjalnych programów? A ci przyjezdni razem wzięci stanowią zapewne populację zbliżoną do liczby mieszkańców Tarnowa – czy chce Pan, aby każde dziecko w Polsce, czy to z Suwałk, czy to z Elbląga, czy ze Szczecina analizowało dokładnie obyczaje populacji Tarnowa, najlepiej dzielnica po dzielnicy?

        „Inna sprawa odnosi się do ośrodków cudzoziemców w Polsce, gdzie lokowani są azylanci i osoby o statusie uchodźcy. Te ośrodki są obecnie ulokowane w miastach o niskich perspektywach podjęcia pracy w przyszłości, gdzie bezrobocie wciąż jest znaczącym problemem. To powinno się zmienić. Wiele osób z lokalnych środowisk twierdzi, że ów imigranci przysparzają tylko i wyłącznie problemów społecznych. I być może coś w tym jest, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Uchodźcy nie mają w Polsce jasnych perspektyw integracji z kulturą Polską i zdobycia pozwolenia na pracę.”

        Podstawowe pytanie – to uchodźcom ma zależeć na przyjeździe do Polski, czy nam, na przyjeździe uchodźców? Oczywiście, jeśli zapewnimy uchodźcom królewskie warunki, to będą oni wieść królewski życie – tylko czy przypadkiem te królewskie warunki nie należą się w pierwszej kolejności tubylcom? Czy ludzie po to płacą całe życie podatki, by utrzymywać z nich zgraję Czeczenów w ośrodku w aglomeracji o wysokich kosztach utrzymania, wynajmu/kupna? Cóż to za dziwna logika, by w pierwszej kolejności dbać o przyjezdnych, obskakiwać ich, obchodzić się jak z jajkiem?

        „Myślę, że te działania mogły by być pewnego rodzaju początkiem; nie wymagały by zbytnich nakładów finansowych, a jednocześnie mogły by co nieco wnieść w integrację.”

        Jeśli integracja będzie w ich interesie, to się zintegrują. Jeśli nie, a my na siłę będziemy ich integrować, to tylko wytworzymy w nich negatywne nastawienie do nas[proszę sobie tylko przypomnieć, jak pozytywnie Polacy odbierają programy integracyjne sprzed lat, nazywane germanizacją i rusyfikacją].

  • Znakomity tekst! Swietna dziewczyna!

Pozostaw odpowiedź