Artykuły,Publicystyka

A. Maksymowicz: Australia – sprzedaż surowców czy niepodległości?

Pytanie dotyczące Australii ma również charakter uniwersalny i dotyczy wszystkich krajów naszego globu. Każdy z nich jest w innej sytuacji, ma inne położenie i inne możliwości. Polska również znajduje się pod presją zachodzących na świecie wydarzeń. Nasze sojusze, porozumienia i umowy dają gwarancje wspólnego losu wraz z państwami Unii Europejskiej. W jakiejś mierze jest to przeniesienie istniejących problemów na trochę większy rynek, ale nie jest skutecznym i pewnym zabezpieczeniem przed globalnymi procesami gospodarczymi. Dla jednych państw mają one zbawienny charakter zbawienny, dla innych destrukcyjny. Są to warunki brzegowe ich skutków. Pomiędzy nimi istnieje cała skala pośrednich ich skutków. Z jednej strony to nic nowego. Procesy te zachodziły zawsze i jedne kraje upadały, a inne wybijały się na pierwsze pozycje. Pomagała im w tym zręczna polityka wykorzystująca słabości partnerów. Teraz wszystkie te procesy uległy zwielokrotnieniu za przyczyną największego państwa świata, jakim są Chiny. Ich szybki rozwój gospodarczy wstrząsnął dotychczasowymi fundamentami globalnej gospodarki. Niebywała ekspansja tanich towarów zaczęła przyprawiać o ból głowy rządy poszczególnych państw. Ich własna produkcja stawała się nieopłacalna, a kapitał inwestycyjny zaczął uciekać tam, gdzie jest najtańsza siła robocza. Bezrobocie wzrasta, wszystko tanieje, a konkurencyjna produkcja mimo wysiłków staje się nieopłacalna. Aktualnie w Polsce w jaskrawy sposób dotyczy to górnictwa węgla kamiennego. Jego niskie ceny spowodowane przebudową chińskiej gospodarki mają wymiar globalny i wydaje się, że żadne rządowe i inne decyzje nie są w stanie tego zmienić. Australia, jako największy dostawca surowców do Chin, Japonii i Korei Południowej, jest w pierwszym rzędzie narażona na podobne zawirowania gospodarcze.

Wizyta starszej Pani

Na stronie internetowej “China Spectator” w dniu 2 lipca ukazał się komentarz “Hilary Clinton’s trade warning: Can China coerce Australia?” Była Pani Sekretarz Stanu i kandydat na prezydenta USA ostrzega w nim Australię przed zbytnim gospodarczym uzależnieniem się od Chin. Za przykład podaje uzależnienie się Europy od dostaw rosyjskiego gazu. Zaleca daleko posuniętą dywersyfikację australijskiego eksportu. Ostrzeżenie to w jakiś sposób przypomina opinię, jaką w artystycznej formie przedstawił szwajcarski dramaturg Friedrich Durrenmatt w sztuce „Wizyta starszej pani”. Ponad pięćdziesiąt lat temu bardzo trafnie opisał on zachodnie społeczeństwo konsumpcyjne. Otóż do małego miasteczka, przyjeżdża starsza, bardzo bogata pani. Kolejno każdy, kto składa jej wizytę dostaje drogie prezenty. Oczywiście, nic za darmo. Pani przybyła wyrównać rachunki ze swoim dawnym kochankiem. Na ten temat nie ma jednak ani słowa w całym dramacie. Jej dawny kochanek zostaje jednak jakby coraz bardziej opuszczony, natomiast w miasteczku coraz więcej ludzi nosi żółte buty będące symbolem ofiarności starszej pani. Wreszcie wszyscy wiedzą, że coś z nim trzeba zrobić, aby nadal otrzymywać prezenty od starszej pani. Jego nagła i niespodziewana śmierć, wśród „przyjaciół”, którzy go „nigdy nie opuścili”, a jednak sobie tego życzyli, zamyka dramat. Pani Hilary Clinton chyba nieświadomie wpisuje się w ten sam nurt gołosłownych i niemających żadnego znaczenia ostrzeżeń. Oczywiście, jak we wspomnianej sztuce, wszyscy podzielają jej ostrzeżenia, ale czynią dokładnie odwrotnie niż to, co ona zaleca. Australijczycy, którzy dzięki temu osiągnęli jedene z najwyższych światowych dochodów, nie chcą ich stracić dlatego, że komuś się to nie podoba lub dlatego, że sami mogą utracić niepodległość, suwerenność i niezależność. Wiedzą oni, że wartości te są cenne, ale jeszcze ważniejsze od nich są dochody i wysoka stopa życiowa. To jest najważniejsze. Reszta się przynajmniej mało co liczy. Dlatego ostrzeżenia Pani Hilary Clinton można uznać, za wołanie na puszczy. Co zrobić, kiedy ponad niepodległość ważniejsze są dochody i zyski? Jest wielce wątpliwe, aby poza górnolotnymi oświadczeniami popierającymi jej stanowisko, cokolwiek zmieniło się w realiach życiowych.

Źródło: flickr.com, Leard State Forest

Źródło: flickr.com, Leard State Forest

Żyje, aby pracować

Kosztem wielu wyrzeczeń, ograniczeń, cierpliwości i pracowitości Chiny odwróciły skutki wolnego rynku. Dotąd bogate kraje poprzez swoje inwestycje i posiadany kapitał monopolizowały dostawy usług, towarów powszechnego użytku i wszelkich dóbr inwestycyjnych w znacznie od nich biedniejszych krajach. Własny rynek, o ile istniał, dotyczył on wyłącznie surowców i to na ogół eksploatowanych przez zagraniczne koncerny pochodzące z tych bogatych krajów. Skutkiem tego bogaci stawali się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Po raz pierwszy w historii współczesnej gospodarki ten zaklęty krąg został złamany przez Chiny. Początkowo wydawało się, ze w Chinach, jak we wszystkich innych Kajach Trzeciego Świata, będzie podobnie. Tania siła robocza, opanowanie rynku przez obce kapitały, zachodnim inwestorom przynosiły krociowe zyski, ale tylko do czasu. W tym przypadku nie doceniono skali tego zjawiska oraz determinacji chińskiej biedy, która postanowiła wyrwać się z ściskającego go gorsetu obcych kapitałów. Chinom na pomoc przyszła ich kilkutysięczna tradycja historyczna nawiązująca do powszechnego poczucia dyscypliny i pracy w każdych warunkach. Jej ilustracją jest przysłowie: „Europejczyk pracuje po to, aby żyć. Chińczyk żyje po to, aby pracować”. Ujemne oceny tego stanu rzeczy, że Chińczyk pracuje za miskę ryżu, niczego nie wyjaśniają. Wszak za pół miski też będzie pracował. Od blisko trzydziestu paru lat pracuje on w pocie czoła, oszczędzając grosze. Te zaś pozwalają mu na zakup narzędzi, utrzymanie rodziny i zdobycie lepszej pracy. Szwaczka popularnych dżinsów w Szanghaju zarabia 120 dolarów, z czego połowę oszczędza i wysyła rodzinie, która na tej podstawie poprawia swoja gospodarkę rolną. Jeżeli pomnoży się to przez ponad miliard razy, otrzymuje się coraz bardziej gigantyczne sumy, które wstrząsają światową gospodarką. Praktyczne nie ma już kraju, do którego nie docierałyby tanie chińskie towary. Coraz większa ich powszechność powoduje, że wszystko tanieje i w jakiejś mierze wolno zmierza do chińskiego poziomu. Pocieszające jest to, że staje się on oraz wyższy zarówno pod względem ekonomicznym, jak i socjalnym oraz każdym innym.

Chciwość

Zachodnie społeczeństwa w sposób dominujący zostały ukształtowane na zasadach materializmu. Nie jest to już materializm dialektyczny i marksistowski, ale liberalny. Jego istotą jest zysk za wszelką cenę. Sukces mierzy się jego skalą i wielkością bankowego konta. Doktryna ta chciwość doprowadziła do perfekcji. W skali państwa zgromadzony majątek jednostek przekłada się na wydatki obronne i gwarancje niepodległościowe. Nastąpił swoisty podział. Obywatele i prowadzona przez nich gospodarka jest nastawiona tylko na zysk. Poza tym niewiele ich już interesuje. Państwo zaś poprzez swoje struktury ma zapewnić temu układowi niepodległość. Przez ponad dwieście lat system ten funkcjonował czasami nawet na zasadach autodestrukcji. Jego dziełem były dwie kolejne wojny światowe, a po nich setki lokalnych konfliktów militarnych na całym świecie. Pierwszą zasadzkę na ten system w latach siedemdziesiątych minionego wieku opracowali i próbowali wdrożyć w życie Japończycy. Ich pracowitość, pomysłowość, minimalne wymagania życiowe z Japonii stworzyły potęgę. Jak wyraził się jeden z japońskich bankierów, na przeszkodzie stanęła VII Flota USA zakotwiczona u brzegów tego państwa. Japonia po dziś dzień po zrzuceniu dwóch bomb atomowych ma respekt dla amerykańskich sił zbrojnych. Obecnie w XXI wieku tą samą drogą poszły Chiny. Pod każdym względem są one wielokrotnie większe od Japonii. Zastraszenie ich militarnie nie wchodzi w ogóle w rachubę. Na dodatek Chiny mają sojusznika w postaci Rosji. Pozostałe azjatyckie kraje mniej lub bardziej starają się o sojusz z Chinami. W tej sytuacji militarny konflikt z tym krajem jest wielce problematyczny, co do jego wyniku. Pozostaje pokojowa koegzystencja, w której z roku na rok Chiny będą spychać kraje Zachodu na margines gospodarczy i polityczny.

Niepodległość

Australia nie straci niepodległości. Formalnie nic się nie zmieni. Jednak gospodarcza jej zależność od potężnego sąsiada, jakim są Chiny, będzie stale wzrastać. Nic nie pomogą żadne apele, przestrogi i wezwania. Alternatywą jest spadek poziomu życia, na co nie ma w tym kraju zgody. Z tanich chińskich towarów nikt nie chce zrezygnować. Z ich dostawcą też trzeba będzie się coraz bardziej liczyć, przynajmniej w gospodarce. Jak wiadomo zależności te przekładają się na coraz ściślejsze relacje polityczne. Dlatego przestrogi pani Hilary Clinton to płacz nad rozlanym już mlekiem. Tym bardziej, że USA również podąża drogą Australii.

Artykuł pierwotnie ukazał się na portalu Przemysł Skalny.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Maksymowicz: Australia – sprzedaż surowców czy niepodległości? Reviewed by on 10 września 2014 .

Pytanie dotyczące Australii ma również charakter uniwersalny i dotyczy wszystkich krajów naszego globu. Każdy z nich jest w innej sytuacji, ma inne położenie i inne możliwości. Polska również znajduje się pod presją zachodzących na świecie wydarzeń. Nasze sojusze, porozumienia i umowy dają gwarancje wspólnego losu wraz z państwami Unii Europejskiej. W jakiejś mierze jest to

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 5

  • I druga kwestia. pieniądze więcej warte niż niepodległość… No na pewno istnieje tutaj konflikt i pytanie na ile musimy być niepodlegli a na ile bogaci, ale parę rzeczy, które czytałem o aussie wyraźnie stwierdza, że niepodległość dla nich jest kluczowa. Ich kultura jest bardzo różna od ich sąsiadów, Australia ma dużo ziemi (i tym samym surowców) oraz mało ludności, podczas gdy dookoła jest odwrotnie. Upadek niepodległości oznaczałby likwidacje australiskości. Uzależnienie gospodarcze a kwestia niepodległości to sprawy wcale nie tak bardzo powiązane. USA jest również w znacznym stopniu gospodarczo uzależnione od Chin (podobnie jak reszta świata) – czy to znaczy, że straciło niepodległość?!

    • Rozgłos kwestii niepodległości Australii nadała pani Clinton. Australijskie media też podnoszą ten problem, gdyż prawie wszystkie towary codziennego użytku dostępne w handlu są pochodzenia chińskiego. Takie są fakty bez żadnej ich demonizacji. Nie bez racji pytają one, co się stanie, kiedy Chiny ograniczą swoje zamówienia w tym kraju. Na pierwszy ogień poszedł już węgiel kamienny. Pozostałe surowce też może spotkać ten sam los. .

  • Mnie natomiast zastanawia o co autorowi chodzi? Co ma oszczędność i pracowitość ludzi do sukcesów Japoni/Chin (czy Singapuru/Tajwanu/Korei) ? Chiny nie podążyły ścieżką neo-kolonialną z prostego względu, na ich politykę, a nie pracowitość: chcesz robić interesy w Chinach, musisz wejść w spółkę z lokalnym przedsiębiorcą. Chamskie, bezczelne, sprzeczne z wolnym rynkiem, wymuszanie dzielenia się know-how i kapitałem w zamian za dostęp do wielkiego rynku i (dawniej) ogromnych zasobów super taniej siły roboczej. To ta polityka a nie pracowitość i oszczędność ludzi doprowadziła do dzisiejszej sytuacji. W Korei Północnej też pracują bardzo ciężko i oszczędzają jeszcze ciężej – co z tego?

  • Avatar Krzysztof Iwanek

    Dodam tylko, że Tony Abbott dopiero co był w Nowym Delhi, gdzie podpisał umowę – długo negocjowaną i trochę kontrowersyjną w Australii – na sprzedaż uranu do Indii.

  • W momencie w którym państwa zachodu przestalyby kupować chińskie produkty, sytuacja uleglaby całkowitej zmianie. Nie zapominajmy ze chiny mają oszczędności w USD a kwestia banku Brics wciąż wywołuje wiele kontrowersji, gdyż państwa z tego ugrupowania boją się zbytniej dominacji Chin. Rosja która musi obawiać się demografii chińskiego państwa i kwestii mandzurii północnej, Indie które mają nie mniejsze ambicje globalne.
    Do tego należy pamiętać o różnicy w rozwoju technologicznym. Stany Zjednoczone Japonia są lata świetlne przed Chinami i oczywistym jest ze będą dalej inwestowac w innowacje.
    Dlatego byłbym powściągliwy z robienia z Chin hegemona i wielkiego zagrożenia dla porządku międzynarodowego.
    Wg mnie należy skupić się na dalszej współpracy z Chinami i innymi państwami. I w końcu raz na zawsze rozprawić się z biurokracja świadczenia socjalnymi które są rakiem zachodnich gospodarek.

    Nie rozumiem czemu tak demonizujemy te chiny. W czym są gorsze od USA. Żyjąc w XXI wieku powinniśmy zdawać sobie sprawę z różnic kulturowych i je respektować a nie na sile forsowac idee praw człowieka. Co z. Tego ze USA jest kulturowo bliżej niż chiny. Jak to w życiu czasem bardziej można liczyć na obcego niż na rodzinę.

Pozostaw odpowiedź